Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy można jednocześnie robić rytuał separacyjny na jedną osobę i rytuał przyciągający na drugą? Chodzi mi o to, że chcę się pozbyć toksycznej relacji, ale jednocześnie przyciągnąć kogoś nowego. Czy te dwie energie nie wchodzą sobie w drogę? Czytałam różne rzeczy i jedni mówią, że tak, inni że nie. Nie wiem co o tym myśleć.
To zależy od tego jak do tego podejdziesz. Ja kiedyś robiłam coś podobnego i nie skończyło się dobrze, ale myślę że dlatego że robiłam wszystko na raz, tego samego wieczoru. Chyba za mało czasu między jednym a drugim. Ale to tylko moje odczucie, może ktoś inny miał inne doświadczenia?
A jakie rytuały konkretnie masz na myśli? Bo to dosyć ogólne. Separacyjny w sensie zerwania więzi energetycznej czy chodzi o dosłowne odsunięcie tej osoby z życia? To trochę inna sprawa i zależy jak to połączyć z przyciąganiem.
Kwestia intencji tu jest kluczowa. Separacyjny i przyciągający to dwie różne modalności działania - jeden pracuje na rozluźnieniu, drugi na kondensowaniu energii. Jeśli robi się je w tym samym czasie bez zachowania jakiegoś porządku, to nie tyle że sobie przeszkadzają, co można po prostu wysyłać sprzeczne sygnały intencjonalne. Jak chcesz się uwolnić a jednocześnie przywiązać, to twój własny system może nie wiedzieć co jest priorytetem.
Zgadzam się z Runologiem w kwestii kolejności, ale nie do końca w samej logice. Bo separacyjny i przyciągający wcale nie muszą być sprzeczne - mogą być dwie strony tej samej pracy. Zwalniasz miejsce w jednym obszarze, zapraszasz coś nowego w innym. Problem jest gdzie indziej: czy obie intencje są czyste i rozdzielone w twojej głowie? Bo jeśli nie, to masz chaos bez względu na technikę.
A jak to rozdzielić w głowie? Pytam serio bo to chyba najtrudniejsza część, nie? Można robić dwa różne rytuały w różnych dniach i nadal myśleć o jednym podczas drugiego. Jak to praktycznie ugryźć?
Właśnie o to chodzi że sama technika to tylko połowa sprawy. Znam osoby które rozdzielały takie prace tygodniami i nic z tego nie wynikało, bo emocjonalnie były w obu naraz. I znam takie co robiły jeden po drugim i działało. Serio, to kwestia tego co masz w środku, nie kalendarza.
Mnie uczono że separacyjny powinien być zawsze pierwszy. Najpierw czyścisz pole, dopiero potem sadzisz nowe. Inaczej to jak siać nasiona w zachwaszczone pole. Nowe rzeczy nie będą miały miejsca bo stare zajmują przestrzeń.
No i tutaj właśnie wychodzi dlaczego sama zmiana osoby nic nie daje jeżeli się nie zmieni siebie. Ale to trochę inny temat. Wracając do pytania: czy w takim razie w ogóle da się robić oba rytuały i żeby to miało sens, czy to z założenia skazane na niepowodzenie?
Ja robiłam ostatnio separacyjny i po jakimś czasie zaczęłam pracę przyciągającą. Między nimi dałam sobie chyba trzy tygodnie. Ale zastanawiam się teraz czy nie za krótko. Czytałam że niektórzy zalecają pełen cykl księżycowy przerwy. Czy ktoś z was konkretnie trzymał się księżyca przy takim układaniu?
A czy nie jest tak że te rytuały wzajemnie się wzmacniają jeśli robi się je razem? Bo separacja to przecież też wytwarzanie energii, a ta energia gdzieś musi iść. Nie mogłaby iść w stronę przyciągania?
Okej, czyli z tego co rozumiem to raczej nie powinnam robić obu naraz i lepiej poczekać. Ale mam pytanie - co jeśli sytuacja jest pilna? Tzn. ta toksyczna relacja aktywnie mi przeszkadza w codziennym życiu i jednocześnie ta druga osoba jest dostępna teraz, a za miesiąc może już nie być?
To jest właśnie moment gdzie warto zapytać siebie co jest naprawdę priorytetem. Bo 'ta osoba jest dostępna teraz' to jest myślenie z poziomu lęku o utratę okazji, nie z poziomu intencji. Rytuały miłosne robione pod presją czasową mają specyficzną energię - pośpiechu, niepewności. I to wchodzi w pracę. Pytanie czy naprawdę chcesz żeby to weszło.
To jest klasyczna pułapka myślenia o rytuałach jako o rzeczach, które trzeba zrobić w odpowiednim okienku czasowym albo się przepadnie. Ale tak to nie działa. Jeśli ta osoba jest dla ciebie właściwa, to miesiąc przerwy nic nie zmieni. A jeśli przepadnie przez miesiąc, to znaczy że chyba nie była.
Słucham tego i rozumiem logikę, ale trochę łatwo to brzmi w teorii. Mam poczucie że jeśli nie zadziałam teraz, to sytuacja sama się zamknie. Ale ok, załóżmy że czekam - jak długo realnie? Cykl księżycowy to są cztery tygodnie, ale Pelagiusza wspominała wcześniej że to zależy od tego z czym pracowałam przy separacyjnym.
Ja bym tu zwróciła uwagę na coś innego. Czaromira piszesz że chcesz żeby relacja z tą pierwszą osobą była neutralna, bez ładunku emocjonalnego. Ale czy ona już jest, czy dopiero ma być po rytuale? Bo jeśli jeszcze nie jest, to chyba odpowiedź na pytanie ile czekać jest prosta - tyle ile potrzeba żeby to poczuć, nie tyle ile wynika z jakiegoś schematu.
Dokładnie to samo mi powiedziano kiedy pytałam o gotowość do przyciągania. Nie chodzi o to czy przestałaś myśleć o tamtej osobie, bo to może nigdy nie nastąpić. Chodzi o to czy ta myśl nadal niesie ze sobą ładunek.
Ale tu jest jeszcze kwestia tego co to znaczy 'neutralna obojętność'. Bo dla jednych to spokój, a dla innych to emocjonalne odcięcie - coś jakby zamrożenie, nie prawdziwe rozluźnienie. I w tym drugim przypadku separacyjny może dawać złudne poczucie że jest gotowo, a to nie jest gotowość.
A wróciło jak? W sensie - podczas rytuału, czy już przy konkretnej osobie którą przyciągały?
To znaczy że separacyjny tak naprawdę nie usuwa wzorca, tylko rozluźnia więź z konkretną osobą? Bo to brzmi jakby sam rytuał był niewystarczający bez jakiejś głębszej pracy.
No i tu się pojawia pytanie co tak naprawde chcemy osiągnąć. Czaromira, jak ty to widzisz? Czy chodzi ci tylko o to żeby odciąć się od tej konkretnej osoby, czy chcesz też żeby coś się zmieniło w tym jak ty wchodzisz w relacje? Bo to są różne prace.
Szczerze? Chyba trochę jedno i drugie, ale nie jestem pewna czy te dwie rzeczy da się robić równolegle. Mam wrażenie że sama przyciągam podobne sytuacje i że ta nowa osoba może być inna, ale nie wiem czy jestem pewna. To jest właśnie ta część która mnie niepokoi bardziej niż technikalia.
To że to widzisz to już jest coś. Serio. Większość osób które piszą w takich wątkach skupia się wyłącznie na technice, nie zatrzymując się przy pytaniu 'a co we mnie to przyciąga'. Ale to że widzisz wzorzec nie oznacza automatycznie że wiesz jak go zmienić, bo to jest oddzielna praca. Jak długo trwa ta poprzednia relacja?
Dorzucę coś z boku bo siedzę i czytam ten wątek. Przy takich pracach gdzie mamy separację i przyciąganie w krótkim czasie, kamienie mogą pomagać w stabilizacji intencji między rytuałami. Czarny turmalin na zakończenie separacyjnego, a przed przyciągającym różowy kwarc albo rodochrozyt żeby 'ustawić' kierunek energii. Nie twierdzę że to rozwiązuje problem który tu opisujecie, ale jako wsparcie procesowe pomaga mi zachować czystość intencji między pracami.
Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać bo trochę zgubiłam się w tym wszystkim - czy dobrze rozumiem że labradoryt jest lepszy niż różowy kwarc właśnie między tymi dwoma pracami? Bo myślałam że różowy kwarc to jest kamień do wszystkiego przy miłości.
Dobra, ale mam pytanie do Zbyszka - czy to znaczy że różowy kwarc przed przyciągającym to błąd, czy tylko że labradoryt jest lepszy? Bo miałam zamiar użyć różowego kwarcu podczas samego rytuału przyciągającego i teraz się zastanawiam czy nie mylę poziomów.
Tak, rozumiem co mówisz. Ale jak właściwie 'pracować' w tej przerwie? Bo jak piszecie o labradorytach i intencji zawieszonej to brzmi to jakby miała po prostu siedzieć i czekać, a ja nie wiem czy to jest dla mnie dobre. Zazwyczaj jak czekam to zaczynam myśleć za dużo.
