To jest właśnie to czego się trochę obawiam. Że zrobię separacyjny, zacznę miłosny, i skończy się na tym że wchodzę w podobny schemat. Polaryska, a jak to ostatecznie rozwiązałaś?
Zatrzymałam miłosny i dałam sobie więcej czasu. Separacyjny domknął się sam po jakimś czasie i dopiero potem zaczęłam rozumieć co przyciągam i dlaczego. To był długi proces, nie twierdzę że każdy tak musi.
To brzmi jak samospełniające się przepowiednie troche, nie? Że jak jesteś po relacji z kimś podobnym to przyciągasz podobny typ. Tylko że to chyba nie jest wyłącznie rytuałowe, to chyba i bez rytuałów tak działa jeśli nie przepracujesz wzorca.
I to jest chyba powod dla którego ta przerwa między separacyjnym a miłosnym ma sens - nie dlatego że energetycznie coś musi ostygnąć jak zupa, ale dlatego że potrzebujesz czasu żeby w ogóle zrozumieć co chcesz przyciągnąć. Bo jak nie wiesz czego szukasz, to rytuał miłosny działa ale nie wiesz na co.
To nie jest tak że musisz wiedzieć wszystko z góry zanim zaczniesz. Separacyjny robi swoje na poziomie zamknięcia - i to nie jest tylko metafora, to realnie zmienia co przyciągasz bo zmienia twój stan. Pytanie jest inne: czy jesteś w stanie prowadzić intencję miłosną kiedy jesteś w środku procesu zamykania? Bo to są dwie różne jakości energetyczne i one się ze sobą gryzą, nie dlatego że to zakazane, ale dlatego że umysł i ciało nie są w stanie jednocześnie 'puszczać' i 'przyciągać' z pełną intencją.
A jak to wygląda w praktyce to 'rozluźnianie'? Mówię poważnie, nie rozumiem tego mechanizmu. Czy chodzi o to że po prostu mniej myślisz o tej osobie, czy jest jakiś inny sygnał?
Mnie sie wydaje ze ten problem z robieniem ich naraz albo blisko siebie jest tez psychologiczny a nie tylko rytualny. Jak jestes w srodku separacyjnego to jestes skupiona na tym co tracisz, na zamkniecie. Jak zaczniesz miłosny za wczesnie to te dwie rzeczy sie kłoca nie energetycznie tylko w twojej głowie. Nie mozesz być jednoczesnie w trybie 'puszczam' i 'pragne nowego'.
Ale skąd masz pewność że rytuał 'łapie głębszą warstwę' a nie po prostu to co zostało zapisane w intencji? Bo to brzmi trochę jak zakładanie z góry że rytuał wie lepiej co robisz niż ty sam.
Czyli z tego co mówicie wynika że separacyjny jest nie po to żeby rozstać się z kimś technicznie, ale żeby wewnętrznie nie wlec za sobą poprzedniej relacji do następnej? Dobrze to rozumiem?
Dobra, to teraz mam konkretne pytanie - zakładając że rzeczywiście poczekam z miłosnym na konkretną osobę, to czy miłosny ogólny na przyciąganie też wymaga tej samej przerwy? Czy miłosny ogólny to inna kategoria?
Wchodzę w to pytanie bo mnie też ciekawi ta różnica. Intuicyjnie myślę że miłosny ogólny jest bezpieczniejszy w tym sensie że nie masz zafiksowanej intencji na konkretną osobę, więc mniej szans że przyciągniesz coś zabarwionego poprzednią relacją. Ale to moja intuicja, nie wiem czy ktoś ma inne zdanie.
Chyba sedno jest takie - nieważne czy to ogólny czy na konkretna osobe. Jesli twoje wewnetrzne ustawienie jest to samo co przed separacyjnym, to przyciagniesz to samo. Rytuał nie zmienia tego mechanizmu sam z siebie, on moze tylko wzmocnic to co juz zaczelás zmieniać.
A czy ktoś wie jak to wygląda jeśli chodzi o konkretne tradycje? Bo cały czas rozmawiamy jakby to była jedna ogólna magia a chyba różne nurty mają różne podejście do tego ile czasu czekać i czy w ogóle.
A w runach jest coś podobnego? Bo znam Hagalaz jako runę zmiany i początku po rozpadzie, ale nie wiem czy jest jakaś zasada odnośnie sekwencji. Czy to bardziej że dobierasz runy do etapu w którym jesteś, bez takiej formalizowanej przerwy?
Dobra, wracam do swojego pytania o miłosny ogólny bo zostało trochę zawieszone. Z tego co słyszę wynika że nawet ogólny nie omija problemu wzorca. Ale zastanawiam się czy jest jakiś sposób żeby przed miłosnym - czy konkretnym czy ogólnym - zrobić coś pośredniego? Coś co czyści wzorzec a nie stricte separuje od konkretnej osoby?
Ja robiłam coś takiego, choc nie wiem jak to sie fachowo nazywa. Po separacyjnym zanim zaczełam miłosny zrobilam rytuał oczyszczenia intencji - dosłownie siedziałam z kartami i pytałam siebie co naprawde chce przyciagnac, a nie co chce uciec. Nie magiczny w sensie ceremonialnym, bardziej taki... wewnetrzny przegląd. I dopiero potem szłam w miłosny. Nie wiem czy to działa na poziomie rytualnym ale mi pomagało psychologicznie.
Zresztą nawet gdyby to była 'tylko psychologia' to i tak jest argument za rytualnym zamknięciem przed miłosnym - bo właśnie o to chodzi. O to żeby twoja psychika zakodowała granicę. Więc Wiktor, twój argument paradoksalnie wspiera tezę Runologa 🙂
Chyba tu nie ma jednej odpowiedzi bo to zależy od tego co dla danej osoby działa jako 'markowanie granicy'. Dla jednych to rytuał ze świecą, dla innych to głęboka rozmowa z kimś bliskim, dla innych to fizyczna zmiana otoczenia. Chyba nie ma sensu hierarchizować metod.
Ja bym jednak została przy pytaniu Czaromiry o to oczyszczenie wzorca bo to jest dla mnie kluczowe. Bo jeśli rozumiem dobrze, to separacyjny odcina konkretną relację, ale wzorzec który sprawiał że ta relacja była taka a nie inna - on zostaje. I miłosny budowany na tym wzorcu przyciągnie coś podobnego. Więc to oczyszczenie wzorca to de facto trzeci krok, nie drugi?
W niektórych systemach to co opisujecie jako 'oczyszczenie wzorca' to jest po prostu element samego separacyjnego - on nie kończy się na odcięciu od osoby, ale obejmuje też rozbrojenie tych wewnętrznych nawyków które tę relację utrzymywały. Jeśli separacyjny jest zrobiony wąsko, tylko na odcięcie połączenia, to rzeczywiście zostaje luka. Ale to raczej kwestia jak jest zaprojektowany separacyjny, nie że trzeba dodawać osobny rytuał w środku.
A właśnie - to co Pelagiusza_J napisała o separacyjnym który obejmuje też wewnętrzne nawyki, to mi uświadomiło że może robiłem to za wąsko. U mnie separacyjny to było zawsze odcięcie od osoby, koniec, zamknięcie. Ale ten wzorzec który opisujecie, te nawyki emocjonalne które tę relację podtrzymywały - to nigdy nie było częścią mojego rytuału. Może dlatego przy kolejnym miłosnym coś wracało.
To jest właśnie to czego szukałam. Ta inwentura. Ale mam pytanie do tego - czy robisz to tylko raz, po separacyjnym, czy wracasz do tego kilka razy? Pytam bo mam wrażenie że moje wzorce są dosyć głęboko zakorzenione i nie wiem czy jeden taki rytuał by wystarczył.
Ja robiłam coś podobnego do tej inwentury i szczerze? Wracałam do tego pare razy. Nie dlatego że rytuał nie zadziałał, ale za każdym razem wyłaziło coś nowego. To trochę jak ze skrobaniem farby ze ściany - pierwsze warstwy schodzą łatwo, a głębsze dopiero po czasie. Nie wiem czy to musi być za każdym razem pełen rytuał, ale to powtarzanie miało sens.
Ale skąd wiadomo że to nie jest samo stłumienie a nie prawdziwe zakończenie? Znaczy można się przekonać że 'już ok' a tak naprawde tylko zepchnąć to głębiej?
Też tak to teraz odczytuję. Może moje pytanie z początku wątku było źle postawione, bo zakładałam że jest jakiś sprytny sposób na kombinowanie obu. A tu wychodzi że to po prostu wymaga etapów i nie ma drogi na skróty. Trochę frustrujące ale chyba logiczne.
Droga na skróty jest, ale prowadzi donikąd. Widziałam kilka razy osoby które robiły miłosny zaraz po separacyjnym i technicznie coś przyciągały, ale ta nowa sytuacja była kalką poprzedniej. Inne osoby, podobna dynamika. To nie jest przypadek.
Czytam ten wątek i szczerze - nie znam sie na rytuałach, ale to co Morion.ka opisuje to brzmi jak coś co widziałam u znajomej. Ona nie robi żadnych rytuałów, ale za każdym razem ta sama historia z różnymi facetami. Czy to znaczy że wzorce działają niezależnie od tego czy ktoś w ogóle praktykuje?
