To rozróżnienie które Eufemka podaje jest znane i sensowne, ale mam wrażenie że w praktyce granica jest rozmyta. Bo jeśli pracujesz nad swoją energią po to żeby przyciągnąć konkretną osobę, to czy to jest jeszcze magnetyczna? Intencja decyduje o kierunku nawet jeśli technika jest ta sama.
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie wrażenie że Jozio dostał więcej niż pytał. Nie mówię że źle, bo te pytania są ważne. Ale zastanawia mnie czy wrócimy jeszcze do jego pierwotnego pytania, czyli jak jej niewiara wpływa na działanie rytuału. Bo cały czas rozmawiamy o etyce, a o samej mechanice prawie nic.
Dziękuję że to wróciłaś. Sam nie wiedziałem jak do tego wrócić. Prawda jest taka że chyba pytam o technikę, ale w środku siedzą mi właśnie te wątpliwości etyczne. I nie wiem jak je rozdzielić.
Mnie zastanawia coś innego. Jozio, ty jesteś jedną stroną tej relacji. Czy wiesz cokolwiek o tym jak ona tę relację widzi? Pytam bo rytuał to jedno, ale jeśli ona zupełnie inaczej definiuje to co między wami jest, to może problem leży gdzie indziej.
Wiem że jej na mnie zależy. Ale nie wiem czy tak jak mi na niej. To jest właśnie ta nieokreśloność która mnie gryzie.
Ale co to znaczy w praktyce? Że nie zadziała, czy że zadziała inaczej?
A to nie jest trochę tak że wtedy trudno stwierdzić czy rytuał zadziałał? Jeśli efekt jest pośredni i odłożony, to może być cokolwiek. Skąd wiadomo że to nie przypadek?
To znaczy że rytuał zmienia ciebie, nie drugą osobę?
Właściwie to by mi wystarczyło. Chyba mój problem jest taki że nie wiem jak przy niej być. Blokuję się. Może to jest ten węzeł.
To jest pierwsza konkretna i prosta rzecz którą powiedziałeś o sobie w tej rozmowie. I brzmi zupełnie inaczej niż pytanie o rytuał na sceptyczkę. Jeśli chcesz przepracować własny blok, to jest osobna praca i niekoniecznie musi być magiczna.
Dokładnie. I może warto się zastanowić co tak naprawdę Jozio chce robić. Bo jeśli pytanie brzmi 'jak być bardziej sobą przy niej', to techniki jest dużo i rytuał to jedna z opcji, niejedyna.
ale to wcale nie jest złe miejsce do trafienia. Lepiej wiedzieć gdzie leży problem niż działać na ślepo i potem się dziwić że coś nie wyszło. Tylko teraz pytanie konkretne: ten blok o którym mówisz, czy ty wiesz skąd on jest? Czy to lęk, czy raczej niepewność co ona czuje?
I to jest właśnie ta różnica którą warto rozróżnić, bo techniki pracy z lękiem i z niepewnością to zupełnie inne rzeczy. Lęk możesz przepracować sam, niepewność wymaga kontaktu z drugą osobą. Rytuał na blok wewnętrzny ma sens w pierwszym przypadku, w drugim raczej nie zastąpi rozmowy.
Ścisk w klatce. Trochę jakby coś się zatykało w środku. I mam wrażenie że mówię głupstwa albo za dużo albo za mało naraz.
To brzmi jak klasyczna blokada czakry gardła albo splotu słonecznego, zależy gdzie dokładnie czujesz ten ścisk. Nie mówię że to diagnoza, ale to są obszary odpowiedzialne za ekspresję i za pewność siebie w relacji. Jeśli tam coś nie przepływa, to rzeczywiście możesz mieć problem z naturalnym kontaktem zanim w ogóle dojdzie do kwestii uczuć.
A co konkretnie by to zmieniło w praktyce? Chodzi mi o to czy to byłby inny rytuał, inne składniki, inne ustawienie intencji, czy może zupełnie inne podejście?
Właśnie. I to jest ta linia której nie zawsze pilnują osoby które radzą rytuały miłosne w tym wątku. Pracowanie na sobie to coś zupełnie innego niż pracowanie na kimś, niezależnie od tego jak to nazwiemy. Jeden to ścieżka wewnętrzna, drugi to interwencja w zewnętrzne pole. Mieszanie tego prowadzi do zamieszania.
Dobra, powiem wprost. Chcę żeby ona mnie widziała inaczej. Wiem że to jest o nią. Ale jednocześnie chcę się uwolnić od tego ścisku bo on jest mój i jest niezależny od niej. Oba są prawdziwe.
I to jest uczciwe. I zdecydowanie ważniejsze niż jakakolwiek technika. Mam pytanie: czy mówiłeś jej o tym ścisku? Nie wprost może, ale czy ona w ogóle wie że dzieje się coś co cię blokuje?
Tu się zatrzymuję bo to jest według mnie punkt zwrotny w tej rozmowie. Jozio, jeśli ona jest sceptyczna wobec magii, ale nie wobec rozmowy, to może masz drogę której nie wziąłeś pod uwagę. Nie każdy problem relacyjny potrzebuje rytuału.
Słucham tego od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie bo mi to nie daje spokoju. Czy ona wie że Jozio coś do niej czuje? Bo jak nie wie, to chyba zaczynamy od złego końca.
Ona wie że mi na niej zależy, ale nie powiedziałem tego wprost w sensie 'podoba mi się, chcę żebyśmy byli razem'. Wie że się lubimy, że dobrze nam się rozmawia. Ale tego co czuję kiedy na mnie patrzy, nie wie.
No to jednak zaczynamy od złego końca. Nie dlatego że rytuał jest zły, tylko że skoro ona nie wie, to skąd ma wiedzieć co z tym zrobić? Nawet jakby coś poczuła po rytuale, to nie będzie miała kontekstu.
Tu wchodzi pytanie czy rytuał tworzy warunki, czy wymaga że warunki już są. Bo to dwie zupełnie różne koncepcje pracy i nie wszyscy to rozróżniają gdy mówią o rytuale miłosnym.
Mam pytanie które mi siedzi w głowie od początku tej rozmowy. Wy wszyscy zakładacie że to co czuję to blok który trzeba usunąć. A co jeśli to po prostu to że mi zależy i nie ma tu nic do naprawiania?
I to jest jedno z lepszych pytań w tym wątku. Naprawdę. Bo jest taka tendencja w ezoteryce, żeby wszystko co trudne nazywać blokiem i od razu szukać rytuału. Tymczasem zdenerwowanie przed kimś kto jest dla nas ważny to nie patologia.
No właśnie, to jest ta różnica. Zależy mi i to jest okej. Ale ten ścisk sprawia że nie mogę powiedzieć co chcę powiedzieć. I to drugie chcę zmienić.
