Chciałam zapytać o coś, co mnie ostatnio nie daje spokoju. Czy długotrwały rytuał miłosny może jakoś... zmienić osobę, na którą jest skierowany? Nie mówię o uczuciach, bo to oczywiste, ale o jej zachowaniu, sposobie myślenia, może nawet o tym, jak funkcjonuje na co dzień. Słyszałam od znajomej, że jej ex zaczął się dziwnie zachowywać po tym, jak podobno ktoś robił na niego rytuały przez kilka miesięcy. Stał się jakiś zamknięty w sobie, przestał wychodzić z domu, miał stany lękowe. Nie wiem, czy to zbieżność, czy coś więcej.
To jest temat, który pojawia się rzadziej niż powinien, bo większość osób skupia się na tym, czy rytuał zadziała, a nie na tym, co się dzieje z człowiekiem w trakcie i po. Z mojego doświadczenia wynika, że długotrwałe rytuały wiązania, przyciągania czy zatrzymywania mogą powodować coś, co w tradycji hermetycznej nazywa się przeciążeniem energetycznym. Ale zanim powiem więcej, chciałabym wiedzieć, czy ta znajoma wie, jakie konkretnie rytuały były wykonywane? Bo to robi ogromną różnicę.
Właśnie, bo to może być milion różnych rzeczy. Rytuały wiązania to zupełnie inna para kaloszy niż rytuały przyciągania. Przy wiązaniu faktycznie są tradycje, które mówią o tym, że osoba 'związana' może odczuwać coś w rodzaju wewnętrznego konfliktu, bo jej własna wola jest niejako ściskana z zewnątrz. Nie wiem, czy to przekłada się na zaburzenia kliniczne w rozumieniu psychiatrycznym, ale na poziomie energetycznym i emocjonalnym? Może być naprawdę nieprzyjemnie.
No ale przecież rytuały miłosne to w sumie takie życzenie, prawda? Coś w stylu świeczki i marzenia. Nie rozumiem, jak to miałoby fizycznie wpłynąć na czyjeś zachowanie albo psychikę. To brzmi jakby magia była jakąś falą radiową, co dosłownie zmienia mózg.
Dziękuję za te odpowiedzi, naprawdę dużo mi to wyjaśnia. Ale wróćmy do tej znajomej, bo ja właśnie się zastanawiam, czy to, co u niego obserwuje, może mieć związek z rytuałem. On zaczął unikać ludzi, stał się bardzo podejrzliwy, prawie paranoiczny wobec bliskich. Czy takie objawy mogą wynikać z długotrwałego rytuału, czy to już za dużo, żeby łączyć te rzeczy?
Zatrzymajmy się na chwilę, bo rozmowa idzie w stronę, która może być myląca. Paranoja i izolacja społeczna to symptomy, które mają bardzo wiele możliwych przyczyn, w tym całkowicie ziemskich, jak zaburzenie lękowe, depresja, czy nawet konkretne zdarzenia życiowe. Przypisywanie ich wprost rytuałowi bez żadnej weryfikacji to błąd wnioskowania. Nie mówię, że magia nie działa, ale korelacja czasowa to nie jest dowód przyczynowości.
właśnie o to mi chodziło wcześniej. Znam przypadek, nie z internetu tylko z życia, gdzie facet był absolutnie normalny, a po tym jak była partnerka robiła na niego coś przez kilka miesięcy, on zaczął zachowywać się jakby... nie wiedział czego chce. Zrywał kontakty, potem nawiązywał, miał kompletnie rozkojarzony tryb życia. Psychiatra stwierdził epizod mieszany. Czy to rytuał? Nie wiem. Ale timing był nie do zignorowania.
Przepraszam, że się wtrącę, bo nie znam się na tym tak dobrze jak wy, ale mam jedno pytanie. Czy w takim razie w ogóle bezpiecznie jest robić długotrwałe rytuały? Czy jest jakaś granica, po której zaczyna się to, o czym mówicie?
ale jak odróznić jedno od drugiego? bo jak czytam opisy rytuałów to czesto wychodzi na to ze przyciaganie i wiazanie sa opisywane prawie tak samo. tylko jeden jest z miloscia a drugi z... nie wiem jak to nazawy.
Słucham tej dyskusji i myślę sobie, że to co opisujecie z tym wewnętrznym konfliktem może tłumaczyć coś, co widziałam u jednej osoby. Nie wiedziałam wcześniej, żeby ktoś robił rytuały, ale ta osoba przez długi czas zachowywała się jakby walczyła sama ze sobą. Chciała odejść z relacji, ale nie mogła. Lekarze mówili o lęku przed porzuceniem, ale ona sama mówiła że to nie pasuje do jej opisu. Czy ktoś spotkał się z czymś podobnym?
no dobra ale teraz mam pytanie do tych co wierzą w te rytuały. Skoro można komuś zepsuć psychikę rytuałem, to dlaczego nie ma żadnych badań naukowych na ten temat? Czemu psychiatrzy nie diagnozują 'zaburzenie po rytuale'? Pytam serio, nie złośliwie.
Efekt nocebo to ciekawy wątek, ale on działa głównie wtedy, kiedy osoba wie, że rytuał jest wykonywany. A co, jeśli nie wie? To chyba wyklucza samo-sugestię jako wyjaśnienie. I wracając do początku tego wątku, właśnie o to chodzi w tym pytaniu, czy osoba bez wiedzy o rytuale może odczuwać skutki. Mnie to naprawdę zastanawia.
No właśnie, to jest chyba najciekawsze w tym całym wątku. Efekt nocebo wymaga świadomości, że coś się dzieje. Ale osoby, które nie wiedzą o rytuale, też zgłaszają objawy. Więc co to właściwie jest, jeśli nie sugestia?
dokładnie o to mi chodzi od początku. ta osoba o której mowilem wczesniej naprawde nie miała pojecia ze byla robiona na nia magia. i te zmiany sie pojawily. wiec to nie byl placebo ani nocebo tylko cos innego
a nie jest tak, że w ogóle sami sobie tłumaczymy różne rzeczy przez pryzmat tego co przeżywamy? Bo jak ktoś zrywa kontakty i jest paranoiczny, to może po prostu miał ciężki rok. Nie wiem, wydaje mi się że my tu szukamy związku przyczynowo-skutkowego tam, gdzie może go nie być.
a czy jest jakaś różnica między tym co robią osoby doświadczone a tymi co uczą się z internetu? bo jakby ktoś nieumiejętnie robił taki rytuał przez miesiące, to czy to mogłoby być gorsze niż gdyby robił ktoś kto wie co robi?
W tradycjach grimoarowych i w części szkoł hoodoo jest właśnie takie przekonanie, że niedokończony albo chaotycznie wykonany rytuał może powodować rozlane, niespecyficzne skutki. Zamiast konkretnego efektu, dostajemy rodzaj energetycznego szumu. Czy to przekłada się na coś psychologicznie u odbiorcy, tego nie wiem, ale sama idea jest w tych tradycjach obecna.
Właśnie nie wiem czy był dokończony czy nie. Znajoma mówiła, że przestała po kilku miesiącach, bo coś ją zniechęciło. Więc może właśnie go nie dokończyła? I zastanawiam się teraz, czy to mogło coś zmienić w tym co on odczuwa.
To jest ważna informacja. Przerwany w połowie rytuał wiążący to w wielu tradycjach sytuacja, w której intencja jest wysłana, a zamknięcie nie nastąpiło. Jeśli pracowała na połączenie energetyczne przez kilka miesięcy i po prostu przestała bez żadnego rytuału zamknięcia, to ta pętla mogła zostać otwarta. Jakie to ma realne skutki? Ciężko powiedzieć, bo każdy przypadek jest inny.
Czyli właściwie pętla energetyczna bez domknięcia. Mam pytanie, bo to jest dla mnie niejasne, czy ta osoba którą jest ten mężczyzna mogłaby samoczynnie to poczuć? Jako jakiś dyskomfort, niepokój, przyciąganie do kogoś bez wyraźnego powodu?
Zatrzymuję się tutaj chwilę, bo ta interpretacja jest dość swobodna. Dzwonienie do kogoś w nocy bez wyraźnego powodu to może być tysiąc różnych rzeczy, od niezamkniętej relacji emocjonalnej, przez depresję, po uzależnienie od osoby. Niekoniecznie musi to mieć związek z rytuałem, który ktoś robił.
Myślę, że nie da się tego rozróżnić w stu procentach bez kogoś, kto to potrafi zbadać energetycznie. Ale jest jedno kryterium, o którym kiedyś słyszałam: czy zmiana w zachowaniu pojawiła się nagle, bez zewnętrznego powodu? Bo normalne procesy psychologiczne mają zazwyczaj jakiś wyraźny wyzwalacz.
ale co znaczy nagle? bo czlowiek nie zmienia sie z dnia na dzien nawet jak ma kryzys psychiczny. mozna to w ogole odroznic od zwyklego depresji albo wylaczenia sie?
A czy jest w ogóle jakiś sposób żeby osoba, na którą był skierowany rytuał, mogła się oczyścić? Niezależnie od tego co to było, czy psychologia czy energia? Pytam bo w kontekście tej znajomej Dziewanny to może być ważniejsze niż ustalanie przyczyny.
Zależy od tradycji. W hoodoo robi się kąpiele oczyszczające z ziół, np. hyzop jest klasycznym wyborem do zdejmowania tego co nałożone. W słowiańskich praktykach częściej mówi się o okadzaniu i przepędzaniu dymu przez ciało, żeby rozluźnić to co zostało przyciągnięte. Ale żeby to zadziałało, osoba musi mieć jakąś świadomość tego, że coś się dzieje. Inaczej to trochę jak leczenie kogoś kto śpi.
hyzop to ta roślina z biblii? pamiętam że coś takiego było w psalmach, oczyszczaj mnie hyzopem i będę czysty, albo coś w tym stylu. ciekawe że akurat to trafiło i do magii i do religii
Pytanie do Dziewanny, bo się trochę gubimy, czy twoja znajoma w ogóle chce pomóc temu mężczyźnie, czy ona sama jest teraz przestraszona tym co mogła spowodować? Bo to dwie różne sytuacje i prowadzą do innych działań.
