Mam takie pytanie, bo nigdzie nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Chodzi mi o to, czy jak robisz rytuał miłosny, a ta druga osoba w ogóle nie wierzy w magię, totalny sceptyk, to czy to w ogóle ma sens? Pytam, bo sytuacja jest taka, że ja wierzę, ona nie. I zastanawiam się, czy jej niewiara jakoś blokuje, czy to nie ma znaczenia i liczy się tylko moja intencja. Czy ktoś miał podobną sytuację albo wie jak to działa?
To jest naprawdę ciekawe pytanie i szczerze nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy kogo zapytasz. Jedni powiedzą, że liczy się tylko ten, kto wykonuje rytuał. Inni, że energia musi być dwustronna. Ja osobiście myślę, że sceptycyzm tej drugiej osoby nie blokuje dosłownie rytuału, ale może wpływać na to, jak efekty będą się przejawiać. Bo jeśli ktoś jest mentalnie zamknięty, to nawet jeśli coś zadziała, może to racjonalizować do ostatniego momentu.
Zależy też jaki to rytuał i jaki cel. Inne zasady będą przy pracy z przyciąganiem, a inne przy oczyszczaniu relacji. Przy samym przyciąganiu naprawdę nie jest wymagana zgoda ani świadomość drugiej osoby, przynajmniej w większości tradycji. Ale to otwiera inny temat, bo część ludzi ma obiekcje etyczne właśnie z tego powodu.
Hej, ja trochę nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie, że niewiara nie blokuje rytuału, ale skoro ta osoba nie wierzy, to jak w ogóle może na nią zadziałać? Tzn. czy ona musi coś poczuć, żeby to działało, czy to działa niezależnie od jej odczuć? Przepraszam jeśli to głupie pytanie, po prostu nie do końca kumam mechanizm.
Nie ma głupich pytań. Ale powiem tak, bo widzę że to wymaga wyjaśnienia, bo wiele osób myli dwie rzeczy: wiarę w magię z podatnością na magię. To nie jest to samo. Żeby ktoś na ciebie wpłynął energetycznie, nie musisz tego wiedzieć ani się na to godzić w sensie świadomym. Mamy to nawet w codziennym życiu, ludzie wpływają na siebie nawzajem emocjonalnie i energetycznie bez żadnej zgody i bez wiedzy drugiej strony. Magia działa podobnie, przynajmniej tak to rozumiem.
Śmieje się, czyli ma aktywny stosunek do tematu, nie jest obojętna. I tu jest ciekawy punkt, bo w niektórych podejściach właśnie silna reakcja emocjonalna, nawet negatywna, tworzy więź energetyczną między osobami. To nie jest moja ulubiona teoria, ale spotykam ją dość często w różnych tradycjach. Ktoś kto wzrusza ramionami i mówi 'nie interesuje mnie to' to jedno, a ktoś kto aktywnie się śmieje lub reaguje to drugie.
Ja bym jednak uważała z taką interpretacją, bo to może prowadzić do myślenia, że każda negatywna reakcja to 'dobry znak', a to jest pułapka myślowa. Znam osoby, które tłumaczyły sobie każde zachowanie partnera jako dowód na działanie rytuału. To już nie jest magia, to jest magiczne myślenie w złym sensie.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale mam wrażenie, że nie padło tutaj jedno pytanie, a mianowicie czy w ogóle powinno się robić rytuał na kogoś, kto świadomie by się nie zgodził? Bo jedno to czy zadziała, a drugie to czy jest to w porządku. Mnie zawsze ta etyczna strona bardziej niepokoi niż techniczna.
Ta granica jest bardzo szeroko dyskutowana i nie ma jednej odpowiedzi. W tradycji Wicca mówi się o zasadzie nieszkodzenia i wolnej woli, i dlatego klasyczny rytuał miłosny 'na konkretną osobę' jest tam kontrowersyjny. Ale np. w magii ludowej czy tradycjach słowiańskich ta granica jest inaczej postawiona, tam intencja i kontekst mają znaczenie, nie sama technika. Więc odpowiedź naprawdę zależy od tego, w jakim systemie się poruszasz.
Wracając do tego co napisał na początku Jozio, bo mi się to nie daje spokoju. Czy nie jest tak, że skoro ta osoba nie wierzy, to nawet jeśli rytuał zadziała, to ona nigdy nie powiąże efektów z tym? Tzn. może zmienić zachowanie, może zacząć się bardziej interesować, ale dla niej to będzie 'po prostu tak wyszło'. I czy to nie jest jakiś problem, że ta zmiana jest niejako nieświadoma?
Niekoniecznie przesadzasz. To co opisujesz dotyka czegoś realnego. Są osoby, które twierdzą, że trwała zmiana w relacji musi wyjść z obu stron, bo inaczej efekt rytuału blaknie po jakimś czasie. Nie mówię, że tak zawsze jest, ale spotkałam taką opinię w kilku różnych miejscach i jakoś zostaje mi w głowie. Może dlatego, że ma w sobie pewną logikę.
Ja mam inne doświadczenia, i nie tylko moje. Znam kilka relacji, gdzie jedna osoba pracowała energetycznie, druga nie miała o tym pojęcia i do dziś nie ma, a relacja trwa. Więc ten argument o 'blaknięciu' jest dla mnie na razie tylko teorią, bo praktyka pokazuje różne scenariusze. Choć oczywiście nie mam jak stwierdzić, co było czynnikiem decydującym.
To uczucie, że coś nie gra, zawsze traktuję poważnie. Nie dlatego, że to jakiś znak z kosmosu, ale dlatego, że zwykle coś za nim stoi. Czy to etyczny dyskomfort, czy wątpliwości co do intencji, czy po prostu niepewność. Jozio, a co byś poczuł gdybyś wiedział, że ona wie co robisz?
A może to właśnie jest odpowiedź na to pytanie o jej wiarę? Tzn. jej stosunek do magii jest aktywny, wyraźny, ona to odrzuca świadomie. To jest coś innego niż po prostu niezajmowanie się tematem. Jak ktoś aktywnie mówi, że tego nie chce, to czy to nie zmienia trochę rachunku?
To zmienia obraz. Jeśli jest już jakaś baza emocjonalna, to praca energetyczna ma co wzmacniać. To inna sytuacja niż działanie na kogoś całkowicie obojętnego. I w kontekście tej całej rozmowy o sceptycyzmie, myślę że jej niewiara w magię jest tu najmniej istotna. Jej emocje są ważniejsze.
To pytanie jest na tyle otwarte, że różne tradycje odpowiadają na nie zupełnie inaczej. W magii sympatycznej zakłada się, że rytuał oddziałuje na istniejące połączenia, nie tworzy nowych z niczego. Więc odpowiedź byłaby taka, że jeśli iskra jest, rytuał może ją wzmocnić, ale jeśli nie ma nic, to nie ma od czego zacząć. Ale to jest jedna szkoła myślenia.
Wchodzę trochę z innej strony, bo czytam to wszystko i mam jedno pytanie do Jozio. Czy rozmawiałeś z nią bezpośrednio o tym co czujesz? Nie o magii, tylko o sobie? Pytam, bo widzę schemat gdzie rytuał staje się drogą zamiast rozmowy, nie dlatego że rozmowa jest lepsza od rytuału, ale dlatego że czasem nie wiemy co by się stało gdybyśmy po prostu powiedzieli co myślimy.
Wcale nie brzmi źle, myślę że dużo osób tak ma. To znaczy, że szukasz jakiegoś oparcia zanim zrobisz ten krok, nie? Też bym pewnie tak zrobiła. Chociaż nie wiem czy ja bym się brała za rytuały, bo jeszcze nie bardzo wiem jak to wszystko działa, ale rozumiem ten pomysł.
Mnie z kolei zastanawia czy robienie rytuału żeby dodać sobie odwagi do rozmowy to jest inne użycie rytuału niż robienie go żeby zmienić kogoś. Bo tu jakby cel jest inny, nie ona ma się zmienić, tylko on ma coś poczuć albo się odważyć. To chyba inna kategoria.
Ale czy Jozio wie który z tych rytuałów chciał zrobić? Bo czytam jego pytanie jeszcze raz i nie jest do końca jasne. Mówił o rytuale miłosnym, ale nie powiedział czy chodzi o to żeby ona poczuła coś do niego, czy o to żeby on sam miał więcej śmiałości w tej relacji. To robi dużą różnicę dla całej tej dyskusji.
A skoro już sam to mówisz, to czy widzisz różnicę między tymi dwoma rzeczami kiedy na to patrzysz? Bo to brzmi jakbyś teraz na bieżąco to sobie klarował, nie że to wiedziałeś wcześniej.
Tylko tu mam małe ale. Rytuał nastawiony na odwagę czy gotowość to jedno, ale jeśli ta odwaga ma się przełożyć na konkretną osobę, to nadal wchodzimy w jej przestrzeń pośrednio. Nie mówię że to złe, mówię że warto to widzieć. Że intencja może być 'chcę być bardziej otwarty', ale efekt może być taki, że ona to odczuje zanim on cokolwiek powie.
To jest ciekawy wątek, bo w kilku tradycjach magicznych rozróżnia się właśnie na intencję szeroką i intencję wąską. Intencja wąska, czyli skierowana na konkretny obiekt i wynik, wymaga większej precyzji i niesie większą odpowiedzialność. Intencja szeroka, na przykład przyciąganie miłości w ogóle, jest mniej inwazyjna. Jozio jak byś to teraz określił?
Chyba wąska. Bo myślę o niej konkretnie. Ale jak to tak opisujecie to zaczynam się zastanawiać czy to jest w ogóle dobry pomysł. Nie o magię mi chodzi, tylko o to czy mam prawo.
To jest pierwsze naprawdę szczere zdanie w tej rozmowie i myślę że warto przy nim zostać. To pytanie o prawo jest ważniejsze niż kwestia czy ona wierzy w magię. Bo jeśli sam masz wątpliwości co do prawa, to żadna technika tego nie rozwiąże.
Trochę wychodzę poza wątek rytuałów ale zastanawia mnie co Jozio rozumie przez 'mieć prawo'. Czy chodzi o prawo do starania się o kogoś, czy o prawo do robienia rytuałów bez jej wiedzy? Bo to są dwie osobne kwestie i odpowiedź może być inna na każdą z nich.
No właśnie, bo starać się o kogoś to chyba każdy ma prawo. A rytuał bez wiedzy to jest coś innego. Mnie ten wątek jej sceptycyzmu nie wychodzi z głowy, bo ona nie jest po prostu neutralna, ona to odrzuca. I zastanawiam się czy robiąc coś za jej plecami nie przekraczamy jakiejś granicy niezależnie od tego czy w magię wierzymy czy nie.
