Chciałam napisać o czymś, co mnie ostatnio mocno zastanawia. Robiłam przez jakiś czas rytuał ukierunkowany na konkretną osobę i w pewnym momencie zauważyłam, że przestałam w ogóle dostrzegać innych mężczyzn. Dosłownie jakby moje oczy były zafiksowane tylko na tym jednym. Nawet jak ktoś sympatyczny zagadał, to odrzucałam to automatycznie. Czy to w ogóle ma sens z perspektywy magicznej, że taki rytuał może człowieka tak zawęzić? Bo ja nie zakładałam, że będzie aż tak totalny efekt uboczny.
Znam to uczucie, choć u mnie wyglądało to inaczej. Robiłem kiedyś pracę skupioną na przyciąganiu i przez kilka tygodni miałem wrażenie, że jakaś niewidzialna ściana oddziela mnie od normalnego życia towarzyskiego. Niby nic konkretnego się nie działo, ale byłem jakby wyłączony z obiegu. Dopiero kiedy odpuściłem i przestałem pracować z tym zamiarem codziennie, coś się rozluźniło.
To co opisujesz to dość klasyczny efekt obsesyjnego skupienia intencji. W tradycjach ceremonialnych mówi się o czymś w rodzaju zawężenia pola uwagi, które jest właściwie efektem samej pracy mentalnej, nie tylko magicznej. Kiedy przez długi czas ładujesz energię w jeden punkt, twój umysł dosłownie przeorganizowuje percepcję pod ten cel. Problem w tym, że większość ludzi nie oddziela rytuału od codziennego funkcjonowania i chodzi przez cały dzień w trybie 'praca magiczna', nawet o tym nie wiedząc. Mam pytanie do ciebie, Agnisia: jak często myślałaś o tej osobie poza samym rytuałem?
No i tutaj jest clou sprawy. Sam rytuał, oddzielony, zamknięty, odpuszczony, rzadko kiedy tak mocno blokuje. Problem zaczyna się, kiedy zamiast zrobić pracę i puścić, ludzie wchodzą w pętlę obsesyjnego podtrzymywania. To już nie jest magia, to jest przymusowe myślenie, które akurat ma magiczny kontekst.
ale jak to odpuścić jak zależy ci na efekcie? dla mnie to brzmi jak 'chciej ale nie za bardzo' co jest bez sensu
Trochę nie zgadzam się z tym, że to wyłącznie kwestia podejścia psychologicznego. W astrologii mamy okresy, kiedy Venus jest w bardzo specyficznym układzie i człowiek sam z siebie staje się mniej otwarty na nowe połączenia. Nakładasz na to intensywny rytuał miłosny i masz podwójny efekt zawężenia. Pytanie do Agnisi: kiedy mniej więcej to robiłaś, w jakim czasie roku?
Mam podobny problem tylko z innej strony. Zrobiłem coś co miało mi pomóc w konkretnej sytuacji i teraz mam wrażenie że każda inna kobieta którą spotykam to od razu ją porównuję do tej jednej osoby. I zawsze wypadają gorzej w tym porównaniu. To jest jakiś koszmar szczerze mówiąc.
czytam to i zastanwiam się czy to nie jest tak że sam rytuał to tylko wzmocnienie czegoś co już w nas siedzi? bo jak ktoś ma tendencje do obsesji to rytuał to nakręca a jak ktoś potrafi puścić to rytuał mu nie blokuje? czy sie mylę
Słuchajcie, z całym szacunkiem, ale połowa tej rozmowy idzie w kierunku psychologii a nie magii. Rozumiem, że te rzeczy się przenikają, ale jak mówimy o blokowaniu przez rytuał, to mnie interesuje aspekt energetyczny. Czy ktoś z was pracował z konkretną metodą zamykania rytuału miłosnego właśnie po to, żeby nie ciągnąć tego sznurka za sobą? Bo mi się wydaje, że problem często leży w niedomknięciu, nie w samej intencji.
a jak sie zamyka rytual? to znaczy co sie robi konkretnie bo nigdzie nie widziałem żeby to bylo opisane normalnie
a to jest tak że to zamykanie to sie robi od razu po rytuale czy mozna pozniej? pytam bo czytalam że niektorzy czekją kilka dni
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że ja nie zamknęłam nic. Naprawdę nic. Zrobiłam rytuał, poszłam spać i przez kolejne tygodnie wracałam do tego myślami. Nawet nie wiedziałam, że zamknięcie jest w ogóle krokiem, który trzeba zrobić.
I to jest właśnie problem z tym, jak magia jest opisywana w internecie. Mnóstwo poradników mówi co robić, jakie świece, jakie zioła, jaki księżyc, ale nikt nie pisze co robić po. Albo piszą ogólnikowo 'odpuść' i tyle. To jest połowa instrukcji.
A co z moim przypadkiem? Bo ja zamknąłem rytuał, na ile umiałem, ale nadal mam te porównania w głowie. Czyli może to nie jest kwestia zamknięcia samego rytuału, tylko czegoś co zostało po nim?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może trochę z boku. Czy ktoś próbował po takim otwartym rytuale pracować z czakrą serca? Mnie się zdaje, że taki rytualny nawyk skupienia może zostawić ślad w polu energetycznym, nie tylko w psychice, i praca z samym ciałem energetycznym mogłaby pomóc bardziej niż sam gest zamknięcia.
czytam ten temat od początku i mam jedno pytanie. czy runy mogłyby pomóc w zamknięciu czegoś co zostało otwarte przez inny rytuał? pytam bo pracuję z runami i nigdy nie próbowałam ich łączyć z rytuałami miłosnymi
Właśnie dlatego zadałam to pytanie. Bo nie wiedziałam od której strony to ugryźć. Teraz zaczynam rozumieć, że to nie jest jeden problem tylko kilka nakładających się na siebie. I że rytuał był tylko początkiem, a reszta to co ja robiłam z tym po.
To co Agnisia napisała na końcu to chyba sedno całego wątku. Rytuał był tylko początkiem, a reszta to praca albo jej brak. Mnie samemu zajęło sporo czasu żeby to zrozumieć. Robiłem kiedyś pracę pod nów i wydawało mi się, że skoro intencja poszła, to moja rola się skończyła. A tymczasem przez następne tygodnie nieświadomie utrzymywałem to połączenie samym myśleniem o wyniku. Więc technicznie zamknąłem, ale psychicznie nie.
to ciekawe bo ja robiłem dokładnie odwrotnie, jak mi nie wychodziło to robiłem kolejne rytuały żeby wzmocnić ten pierwszy. i teraz jak o tym czytam to chyba pogorszyłem sprawę
Właśnie tego się bałam, że nie będę umiała odróżnić czy to rytuał czy po prostu moje emocje. I chyba to było moim największym problemem przez cały ten czas. Skupiałam się na rozgrzebywaniu co to jest zamiast po prostu podjąć kroki żeby to zakończyć niezależnie od przyczyny.
To co Agnisia teraz opisuje to jest właśnie ten moment, kiedy analiza zaczyna zastępować działanie. I to jest pułapka, bo można latami diagnozować czy to rytuał czy emocje, zamiast po prostu zacząć pracę z tym co jest. Obojętnie od źródła, zamknięcie intencji i zwolnienie energii z konkretnego obiektu działa podobnie. Nie musisz wiedzieć skąd to pochodzi, żeby to odpuścić.
ale jak mozna odpuscic coś czego sie nie rozumie? bo mi sie wydaje ze jak nie wiem dlaczego cos jest to trudno mi z tym cocs zrobic
a co z ludźmi którzy mają kilka rytuałów za sobą na tą samą osobę tak jak Icek? trzeba zamykać każdy z osobna czy wystarczy jeden ogolny?
Chcę dopytać o coś co zaczęłam myśleć czytając tę część rozmowy. Czy ktoś z was zauważył że po takim chaosie sprzecznych intencji zmienia się coś w tym jak reagujecie na nowych ludzi? Pytam bo mam takie przeczucie że to nie tylko blokada nowego związku jako takiego, tylko że zmienia się coś w sposobie w jaki w ogóle patrzymy na relacje.
ja tez miałam cos takiego ze nie mogłam się zainteresowac nikim nowym. ale myslałam ze to po prostu żałoba po związku. skąd wiedzieć ze to ma coś wspólnego z rytuałem a nie normalnym smutkiem po rozstaniu
ale zaraz, bo chce zrozumiec. mowicie o zatrzymaniu przy danej osobie. a co jeśli ktoś czuje że w ogóle nie chce nowego związku i to mu nie przeszkadza? to też może być efekt rytuału czy to po prostu taka decyzja życiowa
I to jest właśnie ten moment który wymieniałaś wcześniej, że skupiałaś się na analizowaniu zamiast działaniu. To samozamrożenie w diagnozie jest chyba bardziej powszechne niż się wydaje przy tego typu historiach.
