Czytam o rytuałach miłosnych i ciągle natrafiam na temat „kręgu ochronnego". Część rytualistów twierdzi że bez kręgu nie wolno w ogóle zaczynać żadnej pracy. Inni piszą że krąg jest tylko do prac trudnych, a w domowych rytuałach miłosnych nie ma sensu i wręcz przeszkadza. Trzeci wcale nie wspominają o kręgu. Skąd te różnice? Kiedy faktycznie potrzeba kręgu, a kiedy można pracować bez niego?
To zależy od typu pracy i od szkoły. Krąg ochronny to klasyka magii ceremonialnej - Złota Jutrzenka, Solomonska tradycja, hermetyzm. W tych szkołach krąg jest standardem, bez niego nie wykonuje się żadnej pracy. Magia ludowa, kuchenna, słowiańska - kręgu zwykle nie używa, ufa zamiast tego ochronie miejsca (sól w rogach, ikony, modlitwy). Magia hoodoo - pośrednio, używa innych form ochrony. W rytuałach miłosnych klasyczna pozycja jest taka: jeśli pracujesz białą magią na osobę życzliwą sobie, krąg nie jest niezbędny. Jeśli pracujesz w obszarze gdzie mogą być zakłócenia (czarna magia, trudne sytuacje, prace odcinające) - krąg powinien być.
Po co w ogóle krąg? Co konkretnie chroni?
A jak konkretnie się go zatacza?
A wielkość kręgu - ma znaczenie?
A jeśli mieszkanie nie pozwala na duży krąg?
A czy w trakcie rytuału można wyjść z kręgu?
A jeśli w trakcie rytuału ktoś zapuka do drzwi?
A na koniec rytuału jak się krąg „rozpuszcza"?
A jeśli zapomnisz zamknąć?
A czy w rytuałach zaocznych rytualista też robi krąg ochronny?
A klientka domowa - czy też powinna robić krąg?
@Vinta dorzucę praktyczny argument. Pierwszy raz w kręgu często czuje się dosłownie - klientka opisuje że „atmosfera w pokoju się zmieniła", „powietrze zgęstniało", „cisza stała się dziwnie pełna". To są obserwacje zmienionego pola. Praca w takim polu jest jakościowo inna. Doświadczenie tej różnicy raz - zwykle przekonuje że krąg jest wartościowy.
A czy są okoliczności kiedy krąg jest wręcz konieczny, nie opcjonalny?
