Mam wrażenie że ona sama już wie co chce zrobić, tylko szuka czegoś co ją utwierdzi albo uspokoi. Bo w każdym poście pisze że się boi, ale nie pisze że nie chce powiedzieć. Bardziej jakby szukała sposobu żeby to powiedzieć.
I to jest właśnie clou. Jak to powiedzieć, nie czy powiedzieć. Bo jeśli sama wychodzisz z założenia że to było straszne, to tak to przekażesz. A jeśli rozumiesz co zrobiłaś i dlaczego, to możesz to powiedzieć inaczej. Pytanie czy sama masz z tym spokój.
Dokładnie to. Intencja przy komunikowaniu czegoś trudnego ma takie samo znaczenie jak przy samym rytuale. Jeśli do rozmowy podejdziesz ze strachem i poczuciem winy, to on to odbierze przez ten właśnie pryzmat. Energia rozmowy jest tak samo ważna jak słowa.
O, Crystaline to świetnie ujęła. Sama bym nie potrafiła tego tak sformułować, ale dokładnie o to chodzi. To jedno zdanie zmienia wszystko. Czy to co zrobiłaś wychodziło ze strachu o relację czy z chęci kontrolowania go? Bo wydaje się że z tego pierwszego.
Właśnie i to jest chyba to co ona sama musi wiedzieć przed tą rozmową. Bo jeśli powie mu to z pozycji 'chciałam żebyśmy byli bliżej', a on zapyta dlaczego go nie pytała, to co wtedy? Trzeba mieć odpowiedź na to pytanie, bo ono na pewno padnie.
A jak on w ogóle reaguje na rzeczy których się nie spodziewał? Mam na myśli nie rytuały, bo skąd, ale generalnie czy jak mu powiesz coś trudnego to najpierw wybucha, czy raczej się zamyka, czy jakoś inaczej?
To jest naprawdę ważna rzecz którą właśnie powiedziałaś. Że unikasz jego milczenia. To brzmi jakby ten rytual był tylko jednym z wielu przypadków kiedy wolałaś nie narażać się na to zamknięcie.
I teraz mam pytanie do całej rozmowy, nie tylko do Idalki. Czy w takim razie problem jest w tym rytuale i kłamstwie, czy w tym że oni mają jakiś wzorzec w którym ona coś ukrywa żeby nie trafić na jego milczenie? Bo jeśli tak, to szczerość w tej jednej sprawie może nawet nie wystarczyć.
Właśnie to rozróżnienie jest dla mnie ważne. Przemilczenie a aktywne kłamstwo to jednak dwie różne rzeczy, nawet jeśli oba wynikają z tego samego strachu przed jego zamknięciem się. Czy sama czujesz że to dla ciebie robi różnicę?
I teraz mi się nasuwa inne pytanie. Jeśli on milknie kiedy dostaje trudne informacje, to czy on w ogóle wie że tak reaguje? Bo część ludzi nie jest świadoma tego że ich milczenie działa na partnera jak kara. Myślę że to jest w tej rozmowie pominięte.
Ale zaraz, czy nie byłoby to przytłaczające? Idalka chce mu powiedzieć o rytuale i kłamstwie, a tu nagle rozmowa miałaby też obejmować jego wzorzec reagowania? To brzmi jak dużo jak na jeden wieczór.
A on jest w stanie przyjąć informację zwrotną na swój temat? Bo są ludzie którzy jak słyszą cokolwiek o sobie, szczególnie że ich zachowanie kogoś rani, to od razu biorą to jako atak. I to byłoby gorsze niż samo milczenie.
To jest pytanie które tylko ona może na nas odpowiedzieć, bo my go nie znamy. Ale Nikoletta dotyka czegoś istotnego. Nie każda rozmowa musi omawiać przyczynę przyczyny. Czasem wystarczy powiedzieć co się zrobiło i dlaczego, bez analizowania jego wzorców. To może przyjść z czasem, jeśli w ogóle.
Zastanawiam się czy w tej całej rozmowie ktoś pomyślał o tym jak ona sama by się czuła po tym powiedzeniu mu? Nie jak on zareaguje, ale co by ona poczuła? Bo może to jest też część tej decyzji.
Myślę że ulga. Nawet jeśli on zareaguje źle, to przynajmniej nie będę musiała pilnować tej historii o hormonach. To jest dziwne ale to kłamstwo jest dla mnie bardziej zmęczające niż sam rytuał.
To że kłamstwo jest bardziej zmęczające niż rytuał to jest naprawdę coś o czym warto się zatrzymać. Sama tak miałam kiedyś z czymś zupełnie innym, nie z rytuałem, ale z sytuacją w której skłamałam z obawy o reakcję i potem ta historia żyła własnym życiem w mojej głowie.
W pracy z intencją często się mówi że to co trzymamy w środku zaczyna kształtować przestrzeń wokół nas. Ona trzyma tę historię, on nic nie wie, ale ta dysproporcja jest i może być jednym z powodów dla których to co było przez dwa tygodnie nie przetrwało. Równowaga w relacji potrzebuje podobnego poziomu wiedzy o tym co się dzieje.
Myślę że granica jest tam gdzie to co trzymasz w środku zaczyna wpływać na twoje zachowanie wobec tej osoby. Ona się boi rozmowy z nim właśnie przez to kłamstwo. To już nie jest tylko jej wewnętrzna sprawa, to aktywnie kształtuje ich kontakt.
Ale w sumie czy te dwa tygodnie po rytuale to nie jest dowód że coś zadziałało? Bo skoro było lepiej, to może rytuał zrobił swoje i teraz po prostu wrócili do normy. Może problem nie jest w kłamstwie tylko w tym że efekt się skończył i trzeba powtórzyć.
I to wracamy do początku dyskusji. Czy ona wierzy że rytuał coś zrobił, czy raczej że to ona się zmieniła po tym jak go wykonała? Bo to zmienia czy w ogóle sens ma powtarzać czy nie. Idalka, co ty o tym myślisz?
No właśnie, Kacperek pytasz mnie o to co myślę i sama nie wiem jak to rozdzielić. Przez pierwsze dni po rytuale byłam spokojniejsza, mniej napięta, to prawda. Ale czy to był rytuał czy to że zrobiłam coś aktywnie, nie siedziałam tylko z tym niepokojem? Szczerze powiem że nie potrafię tego rozróżnić. I nie wiem czy to w ogóle ma znaczenie dla tej rozmowy którą chcę z nim przeprowadzić.
Ale właśnie ma znaczenie, bo jeśli to było w tobie, to rozmowa z nim jest o tym żeby wyrównać pole między wami, a nie żeby cokolwiek naprawiać z zewnątrz. To dwa różne powody do mówienia prawdy i można czuć się z nimi inaczej.
Mam wrażenie że ta dyskusja zaczyna schodzić w kierunku terapii, a nie etyki ujawniania. Wracając do sedna, bo to też jest ważne: ona go okłamała konkretnie o jedną rzecz. To jest do powiedzenia. Dlaczego to zrobiła i co czuła, to już jest drugi poziom, opcjonalny.
Przy takich rozmowach napięcie często bierze się z tego że jedna strona ma czas żeby się przygotować, a druga dowiaduje się na miejscu. On będzie zaskoczony, ona oswojona z tematem od dawna. To automatycznie tworzy nierówność i on może poczuć że jest z tyłu, co niektórych ludzi od razu uruchamia defensywnie.
To co Tobiasz powiedział jest ważne, ale jest na to też prosty sposób. Można powiedzieć mu coś w stylu: mam ci coś do powiedzenia i potrzebuję żebyś mi dał chwilę, zanim zareagujesz. Niektórzy ludzie na to się godzą i to im daje przestrzeń. Inni nie, ale wtedy już widać coś o tej osobie.
Słucham tego i myślę sobie, że ona wie że on się bał rytuałów. Powiedziała to na początku. Więc on już ma jakiś stosunek do tego tematu. Czy ona wie skąd ten strach? Bo to chyba ma znaczenie czy to jest coś bardziej osobistego u niego.
To zmienia trochę obraz, bo wtedy jego strach nie jest racjonalny w sensie że on siedział i to przemyślał. On reaguje odruchowo na coś co zostało mu zasiane dużo wcześniej. Czy taką osobę w ogóle da się przekonać że coś jest okej przez rozmowę? Czy to po prostu musi zostać przy jej wyborze bez jego akceptacji?
