No ale jak ona mu powie prawdę, to on będzie wiedział że robiła coś czego on się boi. I choćby nie było tematu czy to dobrze czy źle, to on to poczuje. Nie da się tego rozdzielić tak czysto.
Ale serio pytam bo tego nie rozumiem, po co w ogóle to mówić skoro nie wiadomo jak zareaguje i skoro przez te dwa tygodnie było dobrze? Ona go zna lepiej niż my, jeśli ona czuje że to może ich rozbić to po co ryzykować?
I wydaje mi się że jak ktoś trzyma coś w sobie latami, to to wcale nie znika tylko rośnie. Widziałam to u siebie, trzymałam coś w sobie przez bardzo długo i w końcu wyszło przy zupełnie innej okazji, przy kłótni o zupełnie coś innego. I było gorzej niż gdybym powiedziała wcześniej. Nie wiem jak Idalka to czuje ale może właśnie dlatego wolimy powiedzieć sami niż żeby wyszło przy złej okazji.
ale właśnie dlatego że sama to widzisz, to chyba masz odpowiedź. Serio, to że to tak opisujesz pokazuje że już się z tym oswajasz w głowie i szukasz momentu a nie wymówki żeby nie mówić. Dziękuję ci że tak otwarcie to opisujesz, bo to pomaga mi też myśleć o moich sytuacjach.
Mam pytanie do Idalki bo się zastanawiam. Ona wspomniała że on zareagował dobrze przez te kilka ostatnich tygodni. Czy ona ma jakiś pomysł kiedy chciałaby to powiedzieć? Znaczy czy to jest coś co sobie zaplanowała na konkretny moment, czy czeka aż się samo ułoży?
Szczerze, to nie mam żadnego planu. Wiem że chcę mu powiedzieć, ale nie wiem kiedy. Boje się wybrać zły moment i wszystko zepsuć. Może to głupie ale tak jest.
Zły moment zawsze będzie można sobie wyobrazić. To jest taka pułapka że czekasz na idealny czas i on nigdy nie przychodzi. Z doświadczenia powiem że czas który jest wystarczająco dobry to taki kiedy jedno i drugie jest spokojne, nie po kłótni, nie zaraz po czymś stresującym. To wszystko. Nie musi być wyjątkowy ani specjalnie wybrany.
Ale jeśli to jest coś co ma być szczere, to chyba nie ma sensu kombinować jak to powiedzieć żeby brzmiało jak coś neutralnego? Trochę mam wrażenie że to jest znowu jakaś strategia, tylko że tym razem strategia na szczerość.
No i jest jeszcze kwestia miejsca. Jeśli ona to powie gdzieś gdzie on nie może wyjść, to on będzie miał poczucie że jest złapany. Lepiej żeby to było tam gdzie on ma wybór, może wyjść na chwilę, może się zamknąć. To nie jest detal.
Słuchajcie, ale trochę tracimy z oczu że ona nie wie czy on w ogóle zrobi z tego problem. Może powie, on się przez chwilę zastanowi i powie okej. Nie każda trudna rozmowa kończy się sceną.
Wchodzę trochę z boku bo śledzę to od jakiegoś czasu. Zastanawia mnie jedno, czy on pytał ją wcześniej bezpośrednio czy robiła jakieś rytuały, czy to kłamstwo wyszło samo z siebie jakoś? Bo to może mieć znaczenie co mu tak naprawdę powiedzieć.
On zapytał wprost. Byliśmy razem i on zapytał czy robiłam cokolwiek z takich rzeczy i ja powiedziałam że nie. I to jest właśnie to co najbardziej mnie ciąży, bo to nie było że nie powiedziałam, tylko że aktywnie powiedziałam nieprawdę.
i to jest właśnie kluczowe co teraz powiedziałaś. To zupełnie inaczej wygląda niż coś przemilczanego. On zadał konkretne pytanie i dostał konkretną odpowiedź. Jak mu powiesz prawdę, to on będzie musiał przepisać tamten moment w głowie, i to jest inne niż gdyby po prostu dowiedział się o czymś czego nie wiedział.
Nie wiem czy podejrzewał. To wyszło przy jakiejś luźnej rozmowie o jej rodzinie i o tym jak ona wychowywała babcię w tej tradycji. I on zapytał tak trochę z boku, jakby się upewniał. Nie brzmiało to jak oskarżenie, raczej jak ciekawość. I ja wtedy po prostu skłamałam, bo się wystraszyłam.
No właśnie, to jest ta różnica. Jak pyta z ciekawości i słyszy 'nie', to ten 'nie' zostaje w głowie jako fakt, nie jako coś przemilczanego. I potem jak wyjdzie prawda, to on nie będzie myślał tylko o rytuałach, ale też o tym konkretnym momencie przy rozmowie o babci. To się sklei w jedną historię.
Ale czy to faktycznie jest takie inne? Znaczy, kłamstwo to kłamstwo, nieważne czy aktywne czy przez pominięcie. Nie rozumiem dlaczego jedno miałoby być trudniejsze do wybaczenia niż drugie.
Wydaje mi się że intencja nie ma tu aż takiego znaczenia, bo on i tak będzie to przerabiał przez pryzmat tego co usłyszał, a nie przez pryzmat tego co ona wtedy czuła. Może z czasem to zrozumie, ale pierwsza reakcja będzie na fakty.
A czy ona w ogóle wie jak on reaguje kiedy odkrywa że ktoś go okłamał w innych sytuacjach? Nie chodzi mi o magię, ale czy ma jakiś wzorzec z innych momentów w tym związku?
Jedna sytuacja mi się przypomina. Jego kolega zataił że sprzedał mu samochód z wcześniejszą szkodą i on to odkrył po kilku tygodniach. Długo z tym chodził i jeszcze długo po tym mówił że ma problem z zaufaniem do tego człowieka. Ale tamto było o pieniądzach, tu jest inaczej.
No ale sam napisałaś że ma problem z zaufaniem kiedy ktoś go świadomie wprowadza w błąd. Nie sądzę żeby dla niego robiło wielką różnicę czy to były pieniądze czy rytuał. Reakcja może być podobna.
Albo nawet silniejsza, bo to jest bliżej. Kolega to kolega, ale partner to ktoś kogo ma u siebie w domu i komu ufa na co dzień. Inne progi.
