Wyliczyłam sobie tę Liczbę Osobowości jeszcze w czasach, kiedy w ogóle nie nazywało się tego po polsku tak ładnie. U mnie wyszło 7 i muszę przyznać, że to jedna z niewielu liczb w portrecie, którą rzeczywiście potwierdzają inni – mam reputację osoby, która słucha, ale nie rozsypuje się od pierwszej minuty. Dobrze się czyta, że ktoś próbuje to ująć w taki przystępny sposób, bo zazwyczaj wszyscy idą na łatwiznę i opisują tylko Drogę Życia.
U mnie wyszła czwórka i też się sprawdza. Reputacja „stalowej babci" na osiedlu przylega od lat, choć w środku jestem zupełnie inna. Najciekawsze jest właśnie to rozjechanie się Osobowości z Liczbą Duszy – ludzie reagują na fasadę, a serce mam zupełnie innej proweniencji.
Pytanie może głupie – liczy się z imienia z metryki czy z tego, którym się posługujemy? Bo ja na co dzień jestem Lubon, ale w dokumentach Lubomir. Wychodzą dwie różne liczby i nie wiem, którą wziąć za podstawę.
Dodam tylko, że są szkoły, które każą liczyć z pełnego imienia i nazwiska razem – same spółgłoski. I dopiero z tej całości redukować. U mnie różnica wychodzi spora w zależności od metody, więc dobrze jest sobie sprawdzić oba sposoby i zobaczyć, który bardziej pasuje do tego, jak nas widzą.
U mnie ósemka i ludzie z marszu zakładają, że jestem ze świata biznesu albo wojska. Pierwsze pytanie na imprezach to „czym się zajmujesz" zadane tonem, jakby spodziewali się dyrektora finansowego. A robię zupełnie inne rzeczy. Ósemkowa Osobowość daje taką ramę autorytetu, której się nawet nie chce, a i tak się ją dostaje.
Czekajcie, bo coś mi się rozjeżdża. Liczę same spółgłoski czy całe imię? Bo jak liczyłem ostatnio swoje, to brałem wszystko i wyszło mi 5. Teraz mówicie tylko spółgłoski i mam 3. To które jest moje?
Mnie strasznie irytuje sprawa polskich liter. Ż, ź, ś, ć, ą, ę – jedni mówią redukuj do podstawowej litery, drudzy każą liczyć jak w chaldejskim, jeszcze inni mają własne tabele. I wychodzą trzy różne liczby. Wybieram po prostu tę, która najbardziej pasuje do rzeczywistości, ale to chyba nie tak ma być.
Nie zgodzę się trochę z Pajeczyną. Jeśli już mamy traktować imię jako wibrację dźwięku, to ś, ć, ź mają inną wibrację niż s, c, z. Inaczej brzmią, inaczej drgają w gardle. Chaldejski system zostawia te różnice, pitagorejski je gubi. Dlatego u Polaków lepiej pracuje czasem chaldejski.
Mam dwójkę w Osobowości i to się zgadza w stu procentach. Ludzie myślą, że jestem łagodna, ugodowa, że można mnie przekonać do wszystkiego. A potem są w szoku, jak okazuje się, że mam jednak swoje zdanie i potrafię trzymać granicę. Dwójka w odbiorze to taka miękka prezencja, która kryje coś zupełnie innego w środku.
Ciekawe, jak różnie ludzie definiują „to, co inni widzą". Bo Osobowość to nie tyle pierwsze wrażenie wzrokowe, co raczej energetyczna pieczątka, z którą wchodzimy do pokoju. Można mieć Osobowość 1 i być nieśmiałym z pozoru, a ludzie i tak czują, że jesteś tym, który „decyduje". Dopiero pewnego dnia oddają ci stery i sami nie wiedzą, czemu to zrobili.
U mnie 22 i to jest pewna komplikacja. Z jednej strony niby mistrzowska, z drugiej dla otoczenia czystą dwójką – bo ludzie czytają cię na codziennym poziomie. 22 wychodzi w pracy, w projektach, w tym jak budujesz coś z niczego. Ale w sklepie przy kasie jesteś po prostu uprzejmą panią, która ustępuje miejsca w kolejce.
Mnie tak szczerze ta cała Osobowość trochę bawi. Bo to jest tylko jeden parametr z dwudziestu, a każdy chce, żeby właśnie ta liczba opisała go w stu procentach. Mam wrażenie, że ludzie dorabiają sobie ideologię do tego, co i tak by się o nich powiedziało.
Mam 9 i to chyba najbardziej rozjeżdżająca się liczba z resztą mojego portretu. Dziewiątka w Osobowości czytana jest jako „mędrzec", ktoś dystansowany, refleksyjny, lekko nieobecny. A ja jestem chodzącą gadułą z anegdotami. Tyle że ludzie i tak zapamiętują mnie potem jako „tego spokojnego pana z forum". Sami sobie dopisują dziewiątkę do mojej osoby.
