Dobra, ale wróćmy na chwilę do konkretów, bo gubię się trochę w tej dyskusji. Freja, czy masz już jakiś plan jak chcesz to zrobić technicznie? Tzn. ile pomieszczeń, ile run na pomieszczenie, czy jedna zbiorcza sesja czy rozłożona w czasie? Bo to ma chyba wpływ na to, jak w ogóle oceniać częstotliwość.
Ja bym rozłożyła na kilka dni. Jeden pokuj dziennie, rano albo wieczorem, jak masz spokój. Korytarz zostawiłabym na koniec bo to zwykłe przejście, ale rozumiem że jak czujesz tam cos dziwnego to może tam zaczać. Tylko nie rób więcej niż jednego miejsca na raz, bo sie pomieszają wrażenia.
To co Tamarka pisze ma logikę, ale mam wątpliwość. Jeśli korytarz jest rzeczywiście źródłem czegoś nieprzyjemnego i zaczniesz od pokoi, to czy nie ryzykujesz, że już przez sam fakt mieszkania w tej przestrzeni masz to zakodowane i rzuty w pokojach też będą tym naznaczone? To nie jest argument żeby zaczynać od korytarza, raczej pytanie czy kolejność w ogóle pomaga.
Z mojego doświadczenia - kolejność robi różnicę, ale nie ma jednej właściwej. Ważniejsze jest żebyś miała czystą intencję przed każdym rzutem, a nie płynęła z nastroju z poprzedniego. Freja, czy przed każdym pomieszczeniem jesteś w stanie zatrzymać się i postawić nowe, oddzielne pytanie?
Też się nad tym zastanawiam słuchając tej rozmowy. Bo jak robię serię odczytów w różnych dniach, to faktycznie każdy jest trochę inny jakościowo - inny nastrój, inne skupienie. Przy przestrzeni to może być problem albo zaleta, zależnie jak na to spojrzeć.
Moim zdaniem najlepiej zrobić jeden duży odczyt dla całego mieszkania naraz, zanim w ogóle zaczniesz chodzić po pokojach. Jedna runa jako pytanie wstępne: 'jaka jest dominująca energia tego miejsca jako całości'. Potem masz punkt wyjścia i wszystkie kolejne rzuty masz czym przykładać.
To jest coś co mnie zastanawia od dawna w ogóle przy diagnozowaniu miejsc. Czy jest jakakolwiek metoda, którą da się zrobić bez tego ryzyka kotwicy? Bo skoro już zadajesz pytanie, to w jakimś sensie sugerujesz odpowiedź sobie samej.
Może właśnie dlatego niektórzy polecają ciągnąć runę bez zadawania pytania, po prostu 'pokaż mi co jest w tym miejscu', bez nakierowywania. Nie wiem czy to rozwiązuje problem, ale przynajmniej nie zakładasz z góry że coś jest nie tak. Freja, czy brałaś pod uwagę takie podejście otwarte?
Dokładnie o to mi chodziło kilka postów wyżej. Nie możesz wejść w odczyt jako 'pusta kartka'. Samo sformułowanie intencji, choćby mgliście, już coś ustawia. Pytanie czy to problem, czy właśnie o to chodzi.
Freja, wróćmy do twojego oryginalnego pytania o częstotliwość, bo trochę od niego odpłynęłyśmy. Jeśli planujesz jedno pomieszczenie dziennie, to przy czterech pokojach plus korytarz wychodzi ci pięć dni minimum. Czy masz poczucie, że mieszkanie 'czeka' albo że coś się może zmienić w tym czasie samoistnie?
Ja myślę, że energia przestrzeni nie zmienia się z dnia na dzień tak radykalnie, żeby to był problem. Chyba że coś konkretnego się dzieje, jakaś przeprowadzka, kłótnia, choroba. Freja, czy w tym czasie coś takiego planuje się u ciebie?
Moim zdaniem właśnie brak wyraźnej przyczyny jest najlepszym momentem. Gdy coś konkretnego się dzieje, interpretacje są zbyt zabarwione sytuacją. Tutaj masz relatywnie 'czyste' warunki.
Właśnie, to jest coś o czym nie pomyślałem. Jak weryfikujesz odczyt dla przestrzeni? Przy pytaniu o konkretną sytuację życiową to wiadomo, sprawdza się po czasie. Ale przy energii miejsca - skąd wiedzieć że trafnie?
Tu wchodzi kwestia co rozumiemy przez 'trafnie'. Jeśli odczyt pomaga ci podjąć decyzje o oczyszczeniu, przestawieniu mebli, generalnie jakimś działaniu - i po tym działaniu czujesz się lepiej, to czy to nie jest weryfikacja?
Moim zdaniem nie trzeba odróżniać. Jeśli runy skierowały cię ku właściwemu działaniu, to spełniły swoją funkcję, niezależnie od mechanizmu. To jest właśnie ich moc - naprowadzają, a nie wyjaśniają.
Zgadzam się z Szafirek. Musiałem to sam przepracować przy rytuałach. Jeśli każdy wynik uznaję za trafny post factum, to w zasadzie nie uczę się niczego o własnej interpretacji. Freja, masz jakiś punkt odniesienia do porównania - wcześniejszy odczyt dla tego mieszkania albo innego miejsca?
Może właśnie ten tamten intuicyjny odczyt jest wskazowką. Jak go pamiętasz, to co wyciągnęłaś wtedy i jak się czułaś w tamtym miejscu? Czasem jedno doświadczenie uczy wiecej niż wszystkie plany razem wziete.
Wróciłam jeszcze do mojego wcześniejszego pytania o ciągnięcie bez intencji, bo Freja dobrze zauważyła, że to prawie niemożliwe. Ale może chodzi o to, żeby intencja była maksymalnie otwarta - nie 'co złego jest w korytarzu', tylko po prostu 'pokaż'. Czy kotoś próbował tak sformułować intencję i czy to coś zmieniło w odczycie?
Przepraszam że wchodzę w środek, ale mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy w ogóle da się robić taki odczyt dla mieszkania samemu, skoro się w nim mieszka? Mam na myśli, że sama energia osoby jest tam cały czas, więc jak oddzielić energię miejsca od swojej własnej?
No właśnie, to jest moje pytanie - czy w ogóle da się to zrobić obiektywnie, jeśli się jest częścią tej przestrzeni? Bo mam wrażenie, że moje własne emocje zawsze będą zabarwiać to, co wyciągam.
Ale czy to jest w ogóle problem do rozwiązania, czy raczej cecha samego procesu? Runy nie działają w próżni. Ciągniesz je ty, z twoją historią, w tym miejscu. Może właśnie to jest sens - że odczyt dla Frei w tej przestrzeni jest z definicji odczytem Frei-w-tej-przestrzeni, a nie przestrzeni samej.
Feliks ma rację w tym sensie, że rozróżnienie jest trudne. Ale ja bym to odwróciła - może zamiast pytać 'jaka jest energia korytarza', Freja powinna pytać 'jak ja reaguję na energię korytarza' i to jest w sumie bardziej uczciwe pytanie.
Och, to faktycznie zmienia całą ramę. Bo to uczucie w korytarzu - może ono jest bardziej o mnie niż o miejscu? Choć nadal mam poczucie, że tam coś jest, coś zewnętrznego. Może po prostu nie umiem tego rozróżnić.
Ale właśnie - skąd to poczucie, że 'coś jest zewnętrznego'? Mam na myśli, czy to jest takie wiesz, fizyczne odczucie jak temperatura albo coś bardziej... myślowego? Bo może runy akurat mogą ci pomóc to rozróżnić.
Napięcie przy przekraczaniu progu to bardzo charakterystyczna rzecz. Według mnie progi i drzwi wejściowe to miejsca, gdzie energie naturalnie się kumulują, bo tam łączą się dwie przestrzenie. To niekoniecznie znaczy coś złego. Freja, czy to napięcie jest nieprzyjemne, czy raczej neutralne?
Wracając do pytania o częstotliwość, bo trochę od niego odpłynęliśmy - Freja, czy przy tym planie jeden pokój dziennie zakładasz też jakiś czas między ciągnięciem a interpretacją? Bo znam podejście, gdzie się ciągnie, odkłada notes, i wraca do interpretacji po kilku godzinach. Ale przy skanowaniu przestrzeni nie wiem czy to ma sens.
O, to jest ciekawy pomysł, tego bym nie wymyślił. Czyli coś jak wychodzisz z pomieszczenia, interpretujesz w neutralnym miejscu i dopiero potem wracasz spojrzeć na to inaczej? To faktycznie mogłoby ograniczyć tę projekcję o której mówiła Szafirek.
