Zastanawiam się nad czymś, bo ostatnio miałam kilka czytań runicznych dotyczących mojego związku i nie bardzo wiedziałam, czy mówić partnerowi co wyszło, czy nie. Skończyło się na tym, że powiedziałam mu połowę, a resztę przemilczałam, bo wyszły rzeczy, które mogły go przestraszyć albo źle nastawić. Czy wy w ogóle dzielicie się z partnerami tym, co runy pokazują? Chodzi mi szczególnie o sytuacje, kiedy wynik nie jest jednoznacznie pozytywny.
To zależy od czego tak naprawdę. Jeśli czytanie dotyczy bezpośrednio partnera, to jest pytanie, czy w ogóle wypada robić takie czytanie bez jego wiedzy. A jeśli już, to co z tym dalej. Ale żeby dobrze odpowiedzieć - co konkretnie wyszło w tych czytaniach? Bo to ma znaczenie, czy chodziło o jego stan wewnętrzny, o relację jako całość, czy o jakieś ostrzeżenie.
Hagalaz przy Nauthiz to niekoniecznie katastrofa. Ale to nie jest teraz kluczowe. Mnie bardziej interesuje ta kwestia etyczna - czy robiłaś to czytanie o sobie, o nim, czy o relacji? Bo to bardzo zmienia sprawę. Jak ktoś robi czytanie 'o partnerze' bez jego zgody, to już wchodzimy na inny grunt.
Właśnie to jest trudne w tym wszystkim. Jak mówisz partnerowi, że robiłaś czytanie runiczine i np. widziałaś trudności, to on może to potraktowac jako wyrok, a nie wskazówkę. Mój mąż w ogóle nie wierzy w to co robię i jak raz mu powiedziałam o czytaniu kart, to się przez tydzień kłóciliśmy że go obserwuję czy coś. No nie ma sensu mówić wszystkiego jak ktoś nie ma pojęcia o co w tym chodzi.
Zgadzam się z Kryską, choć ja bym jeszcze dodała, że runy są bardziej precyzyjne niż karty jeśli chodzi o relacje i naprawdę mogą pokazać rzeczy, na które partner może być zupełnie nieprzygotowany. Miałam kiedyś podobną sytuację z tarotem - powiedziałam za dużo i to się okazało błędem, bo partner zaczął interpretować każde moje zachowanie przez pryzmat tego co 'wyszło'.
Ale czy to nie jest trochę tak, że jak ukrywamy przed partnerem takie rzeczy, to już samo to jest sygnałem, że coś jest nie tak w komunikacji? Mam na myśli - jeśli boisz się powiedzieć co wyszło, to może to większy problem niż to co runy pokazały?
Przepraszam że się wtrącę, ale mam pytanie do was wszystkich - czy w ogóle mówicie partnerom, że w ogóle używacie run? Bo u mnie jest tak, że partner wie, że się tym interesuję, ale nigdy nie pytał co z tego wynika. I zastanawiam się czy powinnam sama zacząć o tym mówić, czy czekać aż zapyta.
Słuchajcie, tu są dwa różne pytania pomieszane w jednym wątku. Pierwsze: czy mówić partnerowi o samej praktyce. Drugie: czy mówić o konkretnych wynikach czytań, które go dotyczą. To nie to samo. I szczerze, zanim odpowiem na cokolwiek - chciałabym wiedzieć czy te czytania były robione z intencją 'co mnie czeka w związku', czy z intencją 'co ON robi, myśli, czuje'. Bo to jest fundamentalna różnica.
no właśnie to jest bardzo częste przekonanie i rozumiem skąd pochodzi. Ale intencja 'co on wnosi' już stawia go jako obiekt odczytu. Nie mówię, że to coś strasznego, bo sama tak robiłam w przeszłości. Pytam raczej - a jak on sam by to odebrał, gdyby wiedział jak sformułowałaś intencję?
Ja nie pracuję z runami, ale słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedna rzecz - czy partnerzy, którzy w ogóle nie wierzą w takie praktyki, powinni w ogóle wiedzieć o czytaniach? Bo moja żona robi różne rzeczy z kamieniami i kartami i ja generalnie to szanuję, ale jak mi mówi co 'wyszło', to nie mam zielonego pojęcia jak to traktować i trochę mnie to stresuje, że ona może podejmować decyzje na podstawie czegoś, czego ja nie rozumiem.
No to właśnie jest sedno tej sprawy. Runy czy tarot czy cokolwiek innego - jak partner nie ma kontekstu, to nie może tego właściwie odebrać. Ale z drugiej strony, czy powinniśmy ukrywać całą swoją praktykę tylko dlatego, że partner nie rozumie? To też jakiś absurd.
Mam pytanie do tych, co mówią partnerom - czy zdarzyło się wam, że partner zaczął inaczej zachowywać przez to co mu powiedzieliście? Że np. wiedząc że 'wyszły trudności', zaczął się bardziej spinać albo odwrotnie - odpuszczał bo 'i tak nic nie wyjdzie'?
Mnie tu bardziej zastanawia po co w ogóle robić czytanie o relacji i potem nie wyciągać z tego żadnych wniosków bo boimy się powiedzieć partnerowi. Jak nie możemy z tym nic zrobić, to po co to robimy? To brzmi jakby runy były po to żeby się martwić w samotności, a nie żeby faktycznie czemuś służyły.
okej, ale co to znaczy 'wyciągać wnioski w sobie'? Bo jeśli czytanie dotyczy relacji, to te wnioski w końcu i tak wychodzą na zewnątrz, prawda? W zachowaniu, w decyzjach. Więc partner i tak jest tym dotknięty, tylko nie wie dlaczego.
To co mówi Numerolożka99 jest ważne. Jest różnica między tym, że ja pratuję runy dla siebie i to wpływa na moje myślenie, a tym, że robię czytanie o relacji i potem na tej podstawie zmieniam zachowanie wobec partnera, który o niczym nie wie. W tym drugim przypadku naprawdę warto się zastanowić nad uczciwością wobec niego.
Ale powiem wam szczerze - nie zawsze jak rzucamy, to mamy tak precyzyjną intencję od początku. Przynajmniej ja tak mam. Siadam z jakimś niepokojem, formułuję pytanie jak umiem i rzucam. I potem wychodzi co wychodzi. Czy to znaczy że cała moja praktyka jest etycznie wątpliwa?
Słucham tego wątku i mam pytanie, może nieco z boku - czy w ogóle runy mogą coś powiedzieć o drugiej osobie? Czy to nie jest tak, że odczytanie zawsze jest subiektywne i tak naprawdę mówi tylko o tym, co my sami czujemy lub myślimy o tej osobie?
Muszę przyznać, że ta rozmowa mnie trochę przewraca do góry nogami. Byłam przekonana, że moje czytanie było 'o relacji', ale teraz widzę, że przez cały czas formułowałam pytania z mojej perspektywy i moje niepokoje pewnie wpłynęły na interpretację. A potem siedziałam z tym sama.
Przepraszam, że znowu wchodzę, ale to co mówi Ksiezycnaa jest ważne. Czy to nie jest tak, że jak mamy silne emocje wobec partnera, to te emocje mogą 'zakłócić' czytanie? I wtedy tym bardziej nie powinniśmy na tej podstawie nic ukrywać ani nic mu mówić?
Ale to by oznaczało, że większość czytań o relacjach robi się w złym momencie, bo przecież właśnie wtedy kiedy coś nas boli albo niepokoi, siadamy do run. Jak jest dobrze, to nikt nie pyta.
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu, bo się trochę rozkręciliśmy w teorię. Ksiezycnaa - co konkretnie planowałaś zrobić z tym co wyszło w czytaniu? Miałaś jakiś plan zanim zaczęłaś wątek?
to jest bardzo uczciwa odpowiedź. I myślę, że to co opisujesz - szukanie potwierdzenia dla przeczucia - to jest właśnie ten moment kiedy warto się zastanowić, czy rozmawiasz z runami, czy z własnym lękiem. Nie mówię tego złośliwie, bo sama przez to przechodziłam.
Właśnie, czy jest jakiś sposób żeby to zweryfikować? Bo teorii o intencji i emocjach to tu już sporo padło, ale nikt nie powiedział jak konkretnie mam usiąść i wiedzieć że mój lęk nie prowadzi ręki przy rzucie.
Własnie to jest clue calej dyskusji moim zdaniem. Że mówiąc partnerowi o czytaniu, de facto mówimy mu o naszych własnych emocjach, tylko przez pośrednika. Powiedzieć 'runa Hagalaz wskazuje na burzę' to nie to samo co powiedzieć 'boję się że coś się między nami zmienia'. Ale to drugie jest chyba uczciwsze.
Ale jak długo można to trzymać wewnętrznie? Jeśli przez kilka miesięcy robię czytania o relacji i moje zachowanie się zmienia, a partner nie ma pojęcia, to chyba w pewnym momencie ta asymetria zaczyna być problemem sama w sobie?
To jest dokładnie moja sytuacja i to co mnie tu przygnało. Nie tyle same runy, ile to że zaczęłam inaczej patrzeć na pewne zachowania partnera po tym czytaniu. I on nie wie, że ja teraz przez ten filtr patrzę. I to zaczęło mi ciążyć.
To co mówisz, to jest chyba sedno całej kwestii komunikacyjnej. Bo relacja zmienia się przez to czytanie, nawet jeśli nic nie powiesz. Twoja interpretacja wpływa na to jak reagujesz. On to pewnie czuje, tylko nie wie skąd.
