Mnie tam się wydaje że i tak interpretacja następuje w głowie, która była w tym pokoju, wiec nie za bardzo to zmieni cos gruntownie. Ale psychologicznie może pomóc, dać troche dystansu. Freja próbowałaś kiedy robić odczyty dla siebie w obcym miejscu, poza domem?
To by też odpowiadało na moje wcześniejsze pytanie o intencję otwartą. Jeśli interpretujesz w innym miejscu, siłą rzeczy intencja jest mniej uwikłana w konkretne pomieszczenie. Ciekawi mnie czy ktoś próbował systematycznie robić odczyty dla przestrzeni z zewnątrz, dosłownie siedząc na zewnątrz budynku.
Czytanie in absentia to inna sprawa, bo tam intencjonalnie kierujesz się ku czemuś poza sobą. Przy przestrzeni, w której mieszkasz, granica jest rozmyta bo ta przestrzeń to też trochę ty. Ale Zlata, masz rację że mechanizm może być podobny - odczyt bez fizycznej obecności w miejscu, tylko z intencją skierowaną ku niemu.
...bo mechanizm może być podobny - odczyt bez fizycznej obecności w miejscu, intencja skierowana na coś zewnętrznego. Ale mnie nadal zastanawia jedno: Freja, kiedy byłaś w parku i odczyt był 'inny' - inny jak? Inaczej płynął, inne runy wychodziły, czy po prostu czułaś inaczej podczas interpretacji?
Ciężko opisać precyzyjnie. Chyba przede wszystkim czułam mniej oporu przy interpretacji. W domu często mam wrażenie, że coś mi blokuje jasność, kręcę się w kółko wokół tej samej myśli. W parku po prostu... czytałam co widzę. Ale nigdy nie próbowałam tego powtórzyć świadomie, żeby sprawdzić czy to nie był przypadek.
Ten 'opór przy interpretacji' to bardzo ciekawe określenie. Czy on pojawia się tylko w domu, we wszystkich pokojach, czy właśnie szczególnie w tym korytarzu o którym mówiłaś wcześniej?
To może być bardzo istotna wskazówka. Sypialnia to przestrzeń odpoczynku, tam energia jest inaczej ułożona, bardziej osobista, bardziej twoja. Salon i korytarz to miejsca tranzytowe, przepływu, kontaktu z zewnętrzem. Naturalnie będą cięższe energetycznie.
A czy w ogóle można ciągnąć runę 'o' innym pomieszczeniu będąc w tym pierwszym? Mam na myśli, czy intencja wystarczy żeby to zadziałało, czy fizyczna lokalizacja i tak się narzuci?
Właśnie, Karolciaa wcześniej mówiła że czytanie in absentia to inna sprawa bo intencja jest skierowana na coś zewnętrznego. Przy pomieszczeniu w którym siedzisz to trochę paradoks - jesteś jednocześnie w środku tego co chcesz zbadać. Ciekawe czy w takim razie da się w ogóle zachować dystans.
Moim zdaniem to jest właśnie klucz do całego tego wątku z częstotliwością. Jak ciągniesz runę raz dziennie dla pokoju, masz przynajmniej jeden punkt odniesienia. Jak ciągniesz kilka razy tego samego dnia w tym samym miejscu, te wszystkie odczyty nakładają się na siebie i nie wiadomo który jest 'o miejscu' a który o twoim aktualnym stanie po poprzednim ciągnięciu.
No właśnie, chyba sama nie byłam do końca precyzyjna. Zaczęłam od pytania o częstotliwość, a teraz myślę że naprawdę chodzi mi o to żeby zrozumieć dlaczego w niektórych miejscach w mieszkaniu coś mi nie gra. Pomiar czy diagnoza - nie wiem czy to ta sama rzecz.
Może to nie musi być jedno albo drugie? Jak chcesz diagnozować, to i tak musisz mierzyć, przynajmniej w pewnym sensie. Tylko pytanie co jest punktem odniesienia - porównujesz pokoje ze sobą nawzajem czy szukasz jakiejś normy dla siebie?
Wlasnie, bo jak porownujesz pokoj z pokojem to mozesz wszystkie ciagnac tego samego dnia i bedzie jakis sens w tym. A jak szukasz normy dla swojego domu to chyba lepiej dawac sobie przerwy miedzy odczytami, zeby kazy byl swiezy. Freja co ty wlasciwie chcesz na koncu dostac? Jakies konkrety czy raczej poczucie?
A czy runy w ogóle nadają się do czegoś takiego? Zawsze myślałam, że to jest bardziej do pytań o siebie albo o przyszłość, a nie do badania miejsc. Czy nie lepiej byłoby użyć wahadła albo czegoś takiego?
Rozważałam wahadło, tak. Ale szczerze mówiąc nie czuję do niego takiego samego połączenia jak do run. Może to głupie, ale wolę pracować z czymś co już znam, nawet jeśli nie jest idealnie dopasowane do zadania. Tylko teraz mam właśnie ten dylemat - czy modyfikować podejście do run żeby do tego się nadawało, czy naprawdę sięgnąć po coś innego?
No i to jest clou. Bo jeśli chcesz diagnozować przestrzeń, a runy są ci bliższe, to może problem nie jest 'runy tak albo nie', tylko 'jak zadać pytanie'. Czy próbowałaś formułować pytanie nie jako 'jaka jest energia salonu' tylko np. 'co w tej przestrzeni wpływa na mnie'? To już jest pytanie o ciebie w relacji z miejscem, a nie o pomiar miejsca samego w sobie.
Ale czy miejsce w ogóle może być podmiotem runicznego pytania? Zawsze myślałam że runy odpowiadają na intencję osoby, a nie na stan zewnętrzny. Czy gdzieś jest to jakoś opisane w tradycji, czy to raczej indywidualna praktyka?
Wow, to w ogóle nie przyszło mi do głowy że można to rozróżnić - pytanie o vs działanie na. To naprawdę zmienia jak myślę o całym tym wątku. Freja, czy twoje ciągnienia run to dla ciebie diagnoza przed działaniem, czy samo ciągnienie już jest jakimś działaniem na tę przestrzeń?
Szczerze? Nie wiem. Myślałam o tym jako o diagnozie, ale to co mówi Zlata_83 daje mi do myślenia. Bo kiedy ciągnę runę w salonie i myślę 'co tu nie gra', to chyba coś zmieniam samym faktem że tam siedzę ze skupieniem i z pytaniem. Nie wiem czy to jest odkrycie czy po prostu oczywistość którą przeoczyłam.
To nie jest oczywistość, to jest ważna obserwacja. W pracy z przestrzenią samo skupienie i intencja już są formą oddziaływania. Dlatego zresztą przed diagnozą zazwyczaj poleca się wyczyszczenie własnej energii - żebyś nie wnosiła swojego stanu do badanego miejsca.
To brzmi jakby wielokrotne ciągnienia w jednym miejscu były w ogóle błędem metodologicznym. Ale wcześniej Feliks73 sugerował że właśnie w tym sens - żeby zobaczyć zmianę w ciągu dnia. Jak to pogodzić?
Ale Freja wcześniej powiedziala ze chce poczucia, nie numerow. Wiec chyba nie chodzi o rejstrowanie zmian. Bardziej o to zeby 'zobaczyc' mieszkanie przez runy jakos calosciowo, prawda? W takim razie chyba jedno ciagniecie na pokoj, jeden dzien na pokoj, zeby kazdemu dac taka sama szanse.
A gdybyś robiła to zawsze o tej samej porze w każdym pomieszczeniu? Niekoniecznie codziennie, ale np. zawsze wieczorem, każdy pokój w osobnym dniu - to przynajmniej pora byłaby stałą, a zmienna tylko miejsce.
To ma sens metodologicznie, ale zakłada że pora dnia to zakłócenie do wyeliminowania. A co jeśli pora dnia jest właśnie częścią energii miejsca? Salon rano może być zupełnie czymś innym niż salon wieczorem i obydwa stany są prawdziwe.
Zaraz, czy to w ogóle działa tak że możesz siedzieć w sypialni i pytać o salon? Mnie się wydaje że trzeba być w tym miejscu fizycznie, bo inaczej to trochę jak wróżenie dla kogoś nieobecnego - możliwe, ale inne.
To pytanie o zdalny odczyt dla miejsca vs obecność fizyczna to chyba najciekawszy punkt tej dyskusji. Bo z człowiekiem mamy intencję, zgodę, energię - to wszystko tworzy połączenie nawet na odległość. Ale pokój... co właściwie łączy cię z pokojem, kiedy w nim nie siedzisz? Twoje wspomnienie o nim? Twoje wyobrażenie?
Właśnie to mnie zatrzymuje. Kiedy siedzę w sypialni i myślę o salonie, to nie wiem czy 'widzę' salon, czy tylko swoje wyobrażenie salonu. A moje wyobrażenie może być zupełnie inne niż to co tam faktycznie jest energetycznie. Dlatego ten pomysł z siedzeniem w każdym pokoju osobno wydawał mi się bardziej uczciwy, ale teraz wychodzi że pora dnia wszystko komplikuje.
