To uczciwe podejście. I w sumie prostsze do zrealizowania niż szukanie stref geopatycznych. Mam pytanie do Amethysty92: czy te sezonowe wzorce, o których mówiłaś wcześniej, isa i nauthiz zimą, były z tych samych run, drewnianych?
I to jest chyba miejsce, w którym ta dyskusja mogłaby pójść dalej: porównanie materiałów a nie tylko temperatur. Bo temperatura to zmienna ciągła i trudno ją kontrolować, ale materiał run to coś, co można porównywać. Czy ktoś tutaj pracuje z więcej niż jednym kompletem z różnych materiałów i ma jakieś obserwacje?
Dobra, to zapytam wprost, bo mnie to ciekawi: czy ktoś z Was faktycznie pracuje z więcej niż jednym kompletem run z różnych materiałów? Bo to by był jakiś punkt wyjścia do porównań, o których mówi Nocnica.
Mam drewniane i kamienne, kupiłem kamienne później z ciekawości. Powiem szczerze: różnica w dotyku jest bardzo wyraźna, kamień dłużej trzyma zimno w dłoni, drewno szybciej wyrównuje się z temperaturą ciała. Ale czy to przekłada się na jakość odczytu? Nie jestem pewien. Może po prostu bardziej lubię drewno i to sprawia, że sesje z nimi są lepsze.
Właśnie o to mi chodziło, gdy mówiłam o notatkach. Może nie da się tego rozdzielić w 100%, ale przynajmniej można szukać wzorców. Czy z drewnianymi mam więcej sesji, gdzie czuję połączenie, czy mniej? Nie wiem, bo nie notowałam tego systematycznie. Ale Zdzichu57, powiedz: czy sesje z kamiennymi zdarzają Ci się w innych warunkach temperaturowych? Zimą ich używasz tak samo jak latem?
szczerze, to zimą sięgam po drewniane częściej i nie wiem, czy to świadoma decyzja, czy po prostu leżą bliżej 🙂 Ale teraz jak o tym mówię, to zaczynam myśleć, że może nieświadomie unikam kamiennych zimą właśnie przez ten zimny dotyk.
To jest ciekawe spostrzeżenie, bo opisujesz rodzaj nieświadomego dostosowania się do warunków. Pytanie, które mnie tu nurtuje: czy to jest coś, z czym należy walczyć i świadomie zmieniać, czy właśnie takie naturalne dostosowanie jest częścią praktyki? Może ciało wie, z czym chce pracować w danej porze roku.
Słucham tej rozmowy o materiałach i zaczynam żałować, że mam tylko plastikowe, kupione w zestawie dla początkujących. Czy to w ogóle ma sens w tym kontekście? Bo plastik chyba nie wyrównuje temperatury w żaden szczególny sposób.
A czy ktoś próbował samodzielnie wyrzeźbić albo wypalić runy? Czytałam gdzieś, że tradycyjnie runy były robione własnoręcznie i że właśnie ten proces tworzenia miał znaczenie. Zastanawiam się, czy taki komplet ma inną 'jakość' niż kupiony gotowy, niezależnie od materiału.
W tradycji nordyckiej rzeźbienie run we własnym drewnie miało konkretne znaczenie rytualne, ale warto odróżnić to od współczesnych praktyk wróżbiarskich. Pytanie do dyskusji jest inne: czy dla Ciebie jako osoby używającej run codziennie ważna jest ta warstwa historyczna, czy używasz ich jako systemu symbolicznego bez tego zakorzenienia? Bo to zmienia, jak oceniasz 'jakość' zestawu.
Moje są kupione, ale dostałam je od kogoś bliskiego i mam wrażenie, że to zmienia coś w tym kontakcie. Nie wiem, jak to nazwać, ale nie jest dla mnie neutralne, że ktoś pomyślał o mnie, kupując właśnie to. Może 'jakość' zestawu to jest coś bardziej osobistego niż materiał czy metoda wykonania?
To co mówi Amethysta92 zgadza się z moim doświadczeniem z kartami. Mam jedną talię, którą dostałam w prezencie, i dwie kupione samodzielnie. Talia z prezentu jest moją ulubioną, ale nie umiem powiedzieć, czy dlatego, że jest 'lepsza', czy dlatego, że ma dla mnie wartość emocjonalną. I tu wróciłabym do pytania o temperaturę: może komfort pracy z zestawem to suma wielu takich czynników, a temperatura jest tylko jednym z nich?
To by oznaczało, że szukamy odpowiedzi na pytanie 'jaka temperatura jest właściwa' w zupełnie złym miejscu. Że nie ma jednej właściwej temperatury, tylko każdy ma swoją optymalną kombinację warunków. I nie da się tego uogólnić. Czy dobrze rozumiem, do czego zmierza ta dyskusja?
Wracając do wątku ze strefami geopatycznymi, który pojawił się trochę wcześniej w tym wątku: czy ktoś z Was testował swoje miejsce do sesji pod tym kątem? Bo jeśli mamy rozmawiać o warunkach, to lokalizacja w domu wydaje się równie ważna jak temperatura. Amethysta92, zawsze pracujesz w tym samym miejscu?
A temperatura przy oknie to specyficzna kwestia, bo zimą jest tam wyraźnie chłodniej niż w środku pomieszczenia. Czyli Amethysta92 zimą pracuje w miejscu, które jest nie tylko sezonowo chłodniejsze, ale też przestrzennie zimniejsze niż reszta pokoju. To może wyjaśniać część tych sezonowych wzorców, o których mówiłaś.
To co mówi Zdzichu57 jest ciekawe, bo nigdy nie myślałam o tym oknie w takich kategoriach. Siedze tam, bo jest wygodnie i jasno, ale faktycznie zimą to jest chłodniejszy kąt. I teraz nie wiem, czy to przypadkowa obserwacja, czy rzeczywiście moje sesje zimowe są inne właśnie przez tę kombinację temperatury miejsca i temperatury kamiennych run. Musiałabym porównać notatki z pór roku.
Ale z tym oknem to jest jeszcze jedna kwestia, którą warto sprawdzić: czy jest tam przeciąg, czy naturalna zmiana temperatury, czy może coś więcej. Właśnie w kontekście stref geopatycznych pytałam wcześniej, bo okno to też potencjalne miejsce, gdzie mogą się nakładać różne czynniki. Amethysta92, masz tam jakieś wrażenie, które by mogło sugerować, że to miejsce jest 'inne' niż reszta pokoju?
A co właściwie miałoby świadczyć o strefie geopatycznej przy oknie? Mam na myśli konkretne objawy, nie teorie. Bo słyszałem różne wersje, jedni mówią o złym śnie, inni o bólu głowy, jeszcze inni o tym, że rośliny tam nie rosną. Jak to sprawdzić samemu, bez zapraszania różdżkarza?
A jak w ogóle rozróżnić, czy 'gorzej mi się skupia w danym miejscu' to jest kwestia geopatii, czy po prostu rozpraszaczy? Bo przy oknie na przykład mam wzrok na ulicę i to mnie rozprasza. Jak odróżnić jedno od drugiego?
Słucham tej rozmowy o miejscu i zaczynam się zastanawiać, czy robiłam runy zawsze w tym samym miejscu, czy nie. Chyba nie, bo siadam gdziekolwiek jest wygodnie. Może to błąd? Czy stałe miejsce ma znaczenie w pracy z runami tak jak temperatura?
Właśnie o tym myślę. Ja przy tym oknie siedzę od lat, więc nie wiem, co jest pierwsze: czy dobrze mi się tam pracuje, bo to 'dobre' miejsce, czy dobrze mi się tam pracuje, bo przez lata wytreniowałam się do skupienia właśnie tam. Joasia71, Ty chyba masz zdanie na ten temat?
Moim zdaniem to nie jest kwestia co pierwsze, bo jedno nie wyklucza drugiego. Miejsce może mieć swoje właściwości i jednocześnie nawyk wzmacnia te właściwości. Ale co do stref geopatycznych konkretnie: jeśli chcesz to sprawdzić, Amethysta92, to najprościej jest przez kilka sesji próbować w zupełnie innym punkcie domu i porównać notatki. Nie pod kątem trafności, tylko pod kątem tego, jak się czujesz podczas sesji.
Ale jak porównywać notatki z sesji robionych w różnych miejscach, jeśli pytania są za każdym razem inne? Bo jeśli jedna sesja dotyczyła pracy, a inna relacji, to jak mam ocenić, czy miejsce miało wpływ?
Właśnie tak robiłem ten swój eksperyment z fotelem. Nie patrzyłem na to, co wypadło, tylko na to, jak mi szło samo ciągnienie i interpretacja. Czy byłem 'tam' myślami, czy błądziłem. I to dawało się notować dość konsekwentnie.
Wracając do temperatury, bo trochę odpłynęliśmy: jeśli mamy tę samą osobę, to samo miejsce, ale różną porę roku i różną temperaturę w tym miejscu, to w sumie mamy dość naturalny eksperyment przez lata. Amethysta92, czy czujesz jakąś wyraźną różnicę między sesjami przy tym oknie latem i zimą? Nie w tym, co wychodzi, ale w tym, jak się czujesz podczas sesji?
Sens jak najbardziej. To znaczy, że temperatura jest częścią szerszego zestawu warunków, które razem tworzą 'klimat do sesji'. I wyciąganie jej osobno może być sztuczne. Może pytanie z tytułu tego wątku powinno brzmieć nie czy temperatura ma znaczenie, tylko co razem z temperaturą składa się na warunki, w których dobrze pracujemy.
To jest dobre ujęcie, bo przestajemy szukać jednej odpowiedzi i zaczynamy myśleć o kombinacji. Mam pytanie: czy ktoś z Was świadomie buduje te warunki za każdym razem, coś w rodzaju rytuału przygotowania miejsca, a nie tylko samej sesji?
