Myślę, że do tego zmierzał cały wątek od samego początku, nawet jeśli zaczął się od temperatury. Pytanie o warunki zewnętrzne to w gruncie rzeczy pytanie o to, jak stworzyć sobie najlepsze możliwe warunki do pracy. Temperatura była konkretna i mierzalna, ale strefy geopatyczne, miejsce, pora dnia, a nawet stan emocjonalny to część tego samego pytania. I chyba nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich, ale metoda notatek, o której mówiła Karinka, pozwala każdemu znaleźć własną odpowiedź.
No ale kilka tygodni to znowu długo. Czy nie ma jakiegoś szybszego sposobu na sprawdzenie, czy to strefa, czy coś innego? Bo jeśli mam czekać miesiąc na wyniki eksperymentu z biurkiem, to nie wiem, czy mi się chce.
Wracając do punktu wyjścia tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy: temperatura jako warunek sesji i strefa geopatyczna jako warunek miejsca to dwie strony tej samej kwestii. Jedno i drugie wpływa na stan fizyczny podczas pracy z runami. Ale jest jeszcze trzeci element, o którym nikt tu nie wspomniał wprost: regularność. Ciało przyzwyczaja się do miejsca i pory. Sesja w tym samym fotelu, o tej samej porze, przy tej samej temperaturze przez dłuższy czas zaczyna sama w sobie tworzyć rodzaj kotwicy. Wtedy mniejsze zakłócenia przestają mieć znaczenie.
Mam pytanie do Gwiazdarski, bo ten wątek z regularnością jest dla mnie ważny. Czy to znaczy, że temperatura optymalna to też kwestia przyzwyczajenia? Że jeśli zawsze pracuję w 18 stopniach, to to dla mnie staje się właściwa temperatura, nawet jeśli ktoś inny potrzebuje 22?
Dokładnie tak to rozumiem. Nie ma jednej słusznej temperatury dla wszystkich. Jest temperatura, przy której ty konkretnie jesteś spokojny, nie rozpraszają cię dreszcze ani pot, i masz do niej skojarzenie z pracą. To może być 18, może być 22. Ważne, żeby była powtarzalna.
Rozumiem, że regularność jest ważna, ale co jeśli ktoś mieszka z rodziną i nie ma możliwości siedzenia codziennie o tej samej porze w tym samym miejscu w tej samej temperaturze? Czy to skazuje na gorsze sesje na zawsze?
A wracajac do tych stref geopatycznych, bo mnie to mocno zainteresowało: czy jak przestawię łóżko i biurko w inne miejsce to od razu poczuję róznicę, czy trzeba jakiegos czasu żeby ciało się przestawiło? Pytam bo mieszkam w bloku i nie wiem czy u mnie w ogóle może byc taka strefa.
Słuchajcie, ja w ogóle nie wiedziałam o strefach geopatycznych przed tym wątkiem i teraz zastanawiam się, czy mój problem z koncentracją podczas sesji z kartami to może też coś takiego. Zawsze siadam w tym samym miejscu przy oknie i ostatnio jakbym nie mogła się zebrać. Czy strefy mogą wpływać też na pracę z tarotem tak samo jak na runy?
Chyba wreszcie wiem, od czego zacznę. Przestawię biurko, sprawdzę przez jakiś czas, czy coś się zmienia z budzeniem i z sesjami. To jest konkretne i mogę to zrobić sama. Dzięki za tę rozmowę, bo gdybym sama kombinowała, nie połączyłabym tych dwóch rzeczy.
Staram się to wszystko poukładać po tej rozmowie i mam jedno pytanie, które mi nie daje spokoju. Mówimy o temperaturze, o strefach, o regularności - ale czy ktoś kiedyś próbował celowo zmienić jeden czynnik i zostawić wszystkie inne bez zmian? Bo teraz brzmi to tak, jakbyśmy mówili o kilku zmiennych jednocześnie i nie wiadomo, co tak naprawdę robi różnicę.
To co mówisz, Zdzichu, jest ważne, bo chyba o to mi też chodziło od początku tego wątku. Czy temperatura sama w sobie coś zmienia, czy raczej jest sygnałem dla siebie, że 'teraz czas na pracę'? Bo jeśli to drugie, to właściwie mogłoby to być cokolwiek innego, nie tylko temperatura.
i to jest chyba najciekawszy wniosek z tej całej dyskusji. Temperatura, strefa, regularność godziny - to wszystko może działać jako kotwica, czyli sygnał dla ciała i umysłu, że wchodzimy w określony tryb. W pracy z runami to jest ważne, bo rozproszenie przed sesją to jeden z częstszych powodów, dla których odczyt nie klei się w całość. Ale ta kotwica może być różna dla różnych osób. Pytanie do Amethysty: co u ciebie najlepiej działa jako taki sygnał? Temperatura, światło, coś innego?
A ja ciągle myślę o tym, co mówiła Gwiazdarka o adaptacji miejsca. To by tłumaczyło, dlaczego moje sesje przy oknie były dobre przez długi czas, a teraz jakby coś się zmieniło. Tylko nie wiem, co mogło się zmienić w tym miejscu, skoro nic fizycznie nie ruszyłam. Czy to w ogóle możliwe, że strefa geopatyczna może się pojawić albo nasilić z czasem?
Słuchajcie, to jest ciekawy wątek z tym co się zmienia w otoczeniu, ale chcę wrócić do temperatury, bo mam wrażenie, że ją trochę odpuściliśmy. Amethysta napisała, że za zimno jej przeszkadza, ale dobra temperatura nic specjalnego nie robi. Mam podobnie. Czyli może pytanie z tytułu wątku ma prostą odpowiedź: temperatura ma znaczenie jako minimalne warunki komfortu, ale nie jako aktywny czynnik sesji. Czy ktoś ma inne doświadczenie? Że temperatura faktycznie coś aktywnie zmieniała, nie tylko nie przeszkadzała?
