Ostatnio wróciłem do regularnej pracy z runami i coś mnie nurtuje. Ciągnę runy w konkretnej sprawie, dostaję jakiś układ, a potem zaczynam działać dokładnie tak, jakby ten układ miał się spełnić. I on się spełnia. Tylko nie wiem czy dlatego, że runy trafnie przepowiedziały, czy dlatego, że ja sam nieświadomie poprowadził działania w tym kierunku. Ktoś jeszcze miał podobne odczucie? Czy to w ogóle ma znaczenie, skoro wynik jest taki sam?
To jedno z bardziej klasycznych pytań w pracy z runami i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W tradycji nordyckiej wyróżnia się pojęcie wyrd, czyli coś na kształt splotu losu, który nie jest ani w pełni z góry ustalony, ani w pełni w naszych rękach. Runy nie przepowiadają jednej jedynej przyszłości, raczej pokazują aktualne energie i tendencje. Więc jeśli po odczycie działasz w określony sposób, to możliwe, że po prostu wpisałeś się w ten splot, który już był obecny. Ale pytanie, które zadałeś, jest tak naprawdę pytaniem o to, co rozumiemy przez wróżenie w ogóle.
To co opisujesz to klasyczny mechanizm psychologiczny, ale to nie znaczy, że wyklucza on działanie run. Można patrzeć na to dwutorowo: albo runy uruchamiają twoje intuicję i wtedy naprawdę 'wiesz' co zrobić, albo twój umysł dostaje symboliczny punkt zakotwiczenia i na jego podstawie podejmuje decyzje. W obu przypadkach zmiana zachowania jest realna. Pytanie czy to 'przepowiednia' czy 'samonaprowadzenie', to może być w praktyce nierozróżnialne.
Mam pytanie, bo dopiero zaczynam z runami i może źle to rozumiem. Czy jeśli wyciągnę 'złą' runę i zacznę się bać, to przez ten strach naprawdę ściągam na siebie to coś złego? Bo to brzmi jak przepis na niebezpieczeństwo.
No ale właśnie o to chodzi, że runy to nie są zwykłe symbole psychologiczne. Jeśli ktoś naprawdę połączony jest z ich energią, to działa inaczej niż 'punkt zakotwiczenia'. Mam znajomego który ciągnął Isa trzy razy z rzędu i tydzień później utknął na jakimś projekcie przez dwa miesiące. Przypadek? Nie sądzę.
Przepraszam, że się wtrącam, bo runy to nie moja działka, ale to co piszecie bardzo mi przypomina numerologię. Tam też jest pytanie, czy liczby ujawniają coś co już jest, czy człowiek zaczyna działać pod wpływem interpretacji i tworzy to sam. Może w ogóle wszystkie systemy wróżebne działają przez ten sam mechanizm?
Właśnie to mnie niepokoi w tej całej dyskusji. Jeśli efekt pochodzi z mojego nastawienia, a nie z run, to znaczy że runy są w zasadzie tylko pretekstem. Ładnym, starym, bogatym symboliką pretekstem, ale pretekstem. I nie wiem czy mnie to satysfakcjonuje.
A dlaczego 'tylko pretekst' miałoby być gorszą opcją? Symbole były od zawsze środkiem do uruchamiania czegoś wewnątrz. Starsze źródła runiczne, jak inskrypcje z okresu migracji ludów, wskazują że runy były używane jako aktywatory intencji, nie jako pasywne orakulum. Więc pytanie 'czy sami tworzymy wynik' może być źle postawione, może chodzi raczej o to, że runy współtworzą wynik razem z osobą która je rzuca.
Sieci energetyczne brzmią jak coś z zupełnie innego kręgu, bardziej new age niż tradycja nordycka. Przy runach częściej słyszę o Yggdrasilu jako modelu połączeń, ale to jest mit kosmologiczny, nie sieć w sensie energetycznym. Ciekawa jestem skąd ten termin pochodzi, bo może ktoś mieszał źródła.
Wracając do głównego wątku, bo to mnie nadal kręci, to co powiedziała Almandynka o 'współtworzeniu' brzmi dla mnie najlepiej. Jakby runa to był nie wyrok ani nie lustro, ale rodzaj dialogu. Tylko jak wtedy odróżnić, kiedy runy mówią coś o tym co nadchodzi, a kiedy tylko wzmacniają to, czego i tak chciałem?
To pytanie Kaliksta o odróżnienie tego, 'kiedy runy mówią o tym co nadchodzi, a kiedy o tym co już w nas jest' to moim zdaniem sedno całej tej dyskusji. I szczerze? Nie sądzę, żeby była ostra granica. Większość tradycji wróżebnych zakłada, że przyszłość jest dynamiczna, nie stała. Więc runa może jednocześnie pokazywać tendencję i aktywować zmianę tej tendencji przez sam fakt pokazania.
Właśnie ten wątek z zaskoczeniem jest ciekawy. Bo jeśli runa mnie zaskoczy, to nie mogłem jej 'przyciągnąć' oczekiwaniem. Chyba że działa jakiś głębszy poziom, którego nie jestem świadomy. Almandynka, czy w źródłach jest cokolwiek o tym, jak sami Nordowie rozumieli mechanizm działania run? Czy to było bardziej 'otwieranie na wyrd', czy aktywne oddziaływanie?
Trudne pytanie, bo źródła są fragmentaryczne. Z tego co mamy, przede wszystkim z Eddów i inskrypcji, wynika że runy były rozumiane raczej jako siły istniejące niezależnie, nie jako projekcje ludzkiego umysłu. Odin zdobywa runy poprzez ofiarę, nie wymyśla ich. Ale to nie wyklucza aktywnego działania, bo samo wyrzeźbienie runy czy jej wygłoszenie było aktem twórczym. Masz źródło tej frazy o 'otwieraniu na wyrd', bo chętnie doprecyzuję kontekst?
Ten obraz sieci i Odina zdobywającego runy przez ofiarę, to jest coś czego nie da się łatwo przełożyć na współczesne 'ciągnę runę żeby sprawdzić co będzie'. Zastanawiam się, czy nie robimy run czegoś, czym pierwotnie nie były, kiedy używamy ich jak kart tarota. Nie mówię że to złe, tylko że może działają wtedy trochę inaczej.
I dobrze wierzy, bo tak jest. Mój znajomy o którym pisałem wcześniej nie 'nastawiał się' na Isa, ciągnął ją mechanicznie rano, i i tak utknął. Gdzie tu psychologia nastawienia?
Mam pytanie do obu stron tej dyskusji, bo trochę kręcimy się w kółko. Czy ktoś z was robił kiedyś odczyt runy dla kogoś innego, kto nie widział wyniku, i sprawdzał potem co się wydarzyło? Bo własne odczyty są obarczone tym całym problemem nastawienia, ale cudzej psychiki nie możesz kontrolować tak samo.
Hej, wracam do tej kwestii sieci energetycznych, bo pytałem wcześniej. Almandynka i Cyprysik wspomniały siatkę Hartmanna i Curry. Ale to co czytałem było opisywane w kontekście samej pracy z runami, nie geomancji. Coś jakby jedna sieć miała być 'ludzka', a druga 'ziemska' albo 'kosmiczna'. Nie potrafię teraz znaleźć gdzie to było.
Wracając do sedna: ta rozmowa o odczytach dla innych, którą zaczęła Talizmana, jest dla mnie ciekawsza niż kwestia sieci. Bo jeśli ktoś inny nie wie o runy i coś się sprawdza, to naprawdę trudniej to złożyć na psychologię. Ale z drugiej strony mamy wtedy problem z próbą i z pamięcią selektywną. Czy ktokolwiek tu prowadził jakieś zapiski z odczytów, żeby mieć twarde dane?
Ale czy ten problem nie dotyczy każdej wróżby, w każdym systemie? Też przy tarocie, też przy interpretacji snów. Zawsze jest jakaś informacja, którą wróżący dostaje od pytającego, i zawsze można powiedzieć, że to ona napędza dopasowanie, nie symbol. Pytanie, czy w ogóle da się to wykluczyć, czy może po prostu trzeba z tym żyć i pytać co innego.
Właśnie, Kornelia ma punkt. Może zamiast pytać 'czy to psychologia czy magia', powinniśmy pytać 'co sprawia, że odczyt jest użyteczny dla osoby, która go dostaje'. I tu runa może działać inaczej niż tarot, bo jej znaczenie jest bardziej zwarte, mniej podatne na swobodną interpretację.
Nie do końca się zgodzę. Znaczenia run są bardzo zróżnicowane zależnie od źródła i tradycji. Hagalaz u jednego autora to zniszczenie prowadzące do odbudowy, u innego to czysta destrukcja bez zapowiedzi naprawy. Więc ta 'zwartość' jest trochę pozorna. Masz konkretny przykład, gdzie widziałeś runę jako mniej podatną na interpretację?
Wróćcie na chwilę do tego, co powiedziała Almandynka o nieodpowiednim stanie podczas pracy. Pytałem wcześniej o energie i sieci, ale jeśli to upraszczam temat, to mogę zapytać prościej: co konkretnie może pójść nie tak, jeśli ktoś pracuje z runami bez przygotowania? Macie jakieś własne doświadczenia z tym?
Właśnie o to chodzi. Ludzie traktują runy jak zabawki i potem się dziwią. Mój znajomy przez miesiąc nosił przy sobie runę Thurisaz bo ktoś mu powiedział, że jest ochronna, a efekt był taki, że miał jeden konflikt za drugim. Przypadek? Nie sądzę.
Albo Twój znajomy miał po prostu trudny miesiąc i obaj zapamiętaliście to, bo miał przy sobie runę. To klasyczny błąd potwierdzenia, nie? Ile spokojnych miesięcy bez runy przeszło niezauważonych?
To jest właśnie ten problem, który mnie ciekawi od początku tej rozmowy. Jak w ogóle odróżnimy moment, kiedy runa 'zadziałała' od zwykłego biegu zdarzeń? Kalikst, to chyba wraca do Twojego pierwotnego pytania o samospełniającą się przepowiednię, bo jeśli nie możemy tego odróżnić, to właściwie nie wiadomo co badamy.
Dokładnie tak, i właśnie to mnie od początku nurtuje. Nawet jeśli przyjmiemy, że runa nie tworzy efektu przez psychologię nastawienia, tylko przez coś zewnętrznego, to skąd wiemy, że to runa a nie po prostu los? Może runy są celne nie dlatego, że coś robią, tylko dlatego, że życie jest wystarczająco powtarzalne, że 24 znaki zawsze gdzieś pasują.
Ale to samo można by powiedzieć o tarocie, o horoskopach, o snach. I mimo to ludzie wracają do tych systemów, bo coś im dają. Może pytanie nie brzmi 'czy działa w sensie przyczynowym', tylko 'do czego służy'. Dla mnie runa bardziej niż prognoza to punkt skupienia, żeby zastanowić się nad sytuacją.
