Ja też jestem ciekaw! I przy okazji - czy to jest okej żeby szukać zgubionej runy wahadłem zrobionym z czegoś zupełnie innego niż runy? Mam na myśli czy musi być jakieś powiązanie materiałowe czy nie ma to znaczenia?
Właśnie o tym myślałam - próbka materiału. Balbino, masz przecież pozostałe runy. Może wziąć jedną z nich jako punkt odniesienia? Skoro to jest ten sam zestaw, ten sam materiał, może wahadło łatwiej 'złapie' brakujący kamyk.
Podoba mi się ta odpowiedź. Ale mam pytanie do całej dyskusji - rozmawiamy o wahadle do szukania zaginionej runy, ale co jeśli runa nie zgubiła się sama tylko dziecko ją zabrało i gdzieś odłożyło? Wtedy wahadło musiałoby śledzić nie kamyk ale trasę dziecka, co chyba jest innym zadaniem?
Pytałam obie córki. Młodsza nie wie co to jest, starsza mówi że nie brała i w sumie jej wierzę bo gdyby wzięła to by pokazała siostrze i byłoby wiadomo. Naprawdę myślę że po prostu gdzieś zleciał, może przy sprzątaniu. Jutro spróbuję z wahadłem i dam znać co wyszło.
Wracam do głównego tematu bo mam pytanie praktyczne - czy ktoś z was ma runy z różnych materiałów i różnie je przechowuje? Mam kamienne i drewniane i zastanawiam się czy drewniane są bezpieczniejsze dla dzieci bo lżejsze, czy właśnie odwrotnie bo jest ryzyko że dziecko połknie drzazgę.
Dobra, po tym co napisała Sasankaa o pociskach to trochę się śmieję bo to prawda - mój brzdąc potrafi rzucić absolutnie wszystkim. Drewniane u nas odpada właśnie z tego powodu, bo synowiec znajomej zrobił dziurę w oknie kamiennym kalkulatorem, nie chcę myśleć co by było z drewnianą runą w locie. Ale i tak dziękuję za ten wątek bo wcześniej nie myślałam o materiale pod tym kątem.
To ciekawe co mówisz bo ja jednak ciągle myślę że drewniane są bezpieczniejsze - chyba że mówimy o dziecku które rzuca. Ale przy dotykaniu, lizaniu, kładzeniu w buzi to chyba drewno jest mniej ryzykowne niż kamień? Czy się mylę?
Hej, a wracając do wahadła - Balbina mówiła że jutro spróbuje. Może ktoś mógłby ją jeszcze przed tym naprowadzić jak się to dokładnie robi? Jak trzymać, co mówić, gdzie zaczynać? Bo czytałem różne rzeczy i każde źródło mówi coś innego.
Pierwsze praktyczne, miałam wahadło w rękach może trzy razy u koleżanki i trochę się bawiłam. Ono się ruszało ale nie wiem czy to był wiatr czy ja, czy cokolwiek znaczącego. Jak mam zacząć szukanie od zera to chętnie posłucham od podstaw.
Balbino, to najpierw zrób kalibrację - to znaczy trzymasz wahadło i pytasz o odpowiedź na coś co znasz. Na przykład 'czy mam na imię X' gdzie X to twoje imię. Obserwujesz ruch. Potem pytasz o coś fałszywego. Dopiero jak wiesz jak twoje wahadło pokazuje tak i nie, możesz pytać o coś nieznanego. Ale to wymaga cierpliwości, nie rób tego kiedy dzieci biegają dookoła.
Właśnie to jest kluczowe co powiedziała Irenka - warunki muszą być spokojne. Balbino, kiedy ty w ogóle masz chwilę dla siebie? Bo jeśli dzieci są z tobą cały dzień to może warto poczekać na wieczór albo drzemkę młodszej.
Młodsza drzemie około godziny w południe, starsza wtedy jest w przedszkolu. Mam więc mniej więcej godzinę okienka. To chyba dobry moment. A co do kalibracji - muszę to robić za każdym razem czy tylko raz na początku przygody z wahadłem?
Zależy od szkoły myślenia. Jedni robią za każdym razem, inni tylko gdy zaczynają pracę po dłuższej przerwie. Ja bym polecił początkowo zawsze - szczególnie że dopiero zaczynasz i twoje wahadło jeszcze nie jest 'twoje' w sensie energetycznym. Albo inaczej - ty jeszcze nie wiesz jak reagujesz fizycznie na pytania, a to się może zmieniać.
A co z tym pytaniem o próbkę materiału? Celestyna sugerowała żeby wziąć inną runę z zestawu jako punkt odniesienia. Fortunat, co ty o tym sądzisz? Brzmi logicznie ale nie wiem czy to działa w praktyce.
To co mówi Fortunat o skupieniu psychicznym jest dla mnie kluczowe. Mam wrażenie że w całej tej dyskusji o próbkach i materiałach gubimy to co naprawdę ważne - stan umysłu osoby szukającej. Balbino, powiedz mi szczerze - kiedy szukasz tej runy to jesteś spokojna czy zestresowana że jej nie ma?
Szczerze? Trochę zestresowana, bo to był prezent i zestaw jest niekompletny. A poza tym jak każda mama małych dzieci jestem w trybie permanentnego czuwania, to chyba nie jest najlepszy stan do radiestezji.
No właśnie. I to może być ciekawsze niż technika. Stres zawęża uwagę i sprawia że szukamy tam gdzie spodziewamy się znaleźć, a nie tam gdzie rzeczywiście jest. To trochę paradoks - żeby skutecznie szukać trzeba się oderwać od potrzeby znalezienia. Czy ktoś tu ma doświadczenie z szukaniem wahadłem pod wpływem emocji?
Ja raz szukałam okularów i byłam wkurzona bo spieszyłam się do pracy - wahadło całkowicie odmawiało współpracy, kręciło się chaotycznie. Odpuściłam, usiadłam na chwilę, napiłam się herbaty i spróbowałam spokojnie. Poszło lepiej i znalazłam okulary za kanapą gdzie wcześniej trzy razy patrzyłam. Przypadek? Może. Ale polecam spokój jako pierwszy krok.
To co opisuje Czarodka bardzo mi się zgadza z moim doświadczeniem, dziękuję za podzielenie się! A Balbino - a może poza wahadłem zastanowić się nad lepszym miejscem do przechowywania? Bo nawet jak teraz runy znajdziesz, to problem wróci jeśli córki mają do nich dostęp. Może w tym okienku spokoju po południu przy okazji szukania przemyśleć też gdzie je przenieść na stałe?
Śledzę ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie do całej grupy - czy wahadło można też używać do szukania runu na planie domu? Znaczy rysujesz plan mieszkania na kartce i wahadło wskazuje gdzie jest przedmiot? Słyszałam o czymś takim ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens praktyczny.
To jest naprawdę ciekawy wątek z tym planem. Ale mam pytanie - jeśli Balbina narysuje plan mieszkania to czy wahadło 'wie' że szuka w tym konkretnym domu a nie w jakimś innym miejscu? Jak się zakreśla ten obszar szukania? Bo wydaje mi się że bez jakiegoś zawężenia to mogłoby teoretycznie wskazać że runa jest na Madagaskarze.
No dobra, ale to brzmi trochę jak... sam siebie przekonujesz? Bo jeśli ty formułujesz intencję i ty trzymasz wahadło i ty interpretujesz ruch - to gdzie w tym wszystkim jest coś zewnętrznego? Pytam serio, nie złośliwie.
Słucham tej wymiany i myślę że dla mnie praktycznie nie ma znaczenia czy to podświadomość czy coś innego, jeśli po prostu działa. Ale właśnie - skąd wiadomo że 'działa'? Tzn. co jeśli wahadło mi wskaże na szafę, a runy tam nie ma? Uznam że technika nie działa czy że coś źle zrobiłam?
To jest najlepsza możliwa postawa - pytać o kryterium sukcesu zanim się zacznie. Bo za dużo osób robi odwrotnie: szuka post factum wyjaśnienia dlaczego nie wyszło. Balbino, jak myślisz - co by dla ciebie znaczyło że to zadziałało? Tylko znalezienie runy, czy coś jeszcze?
Myślę że samo znalezienie. Choć przyznam że trochę zależy mi też żeby to miało jakiś sens - tzn. żebym rozumiała co robiłam, a nie żeby to było szczęście. A z wahadłem to nie zawsze wiadomo, prawda?
Dokładnie to samo czułam na początku. I długo mi zajęło zaakceptowanie że może nie zawsze będę wiedzieć 'dlaczego' zadziałało. Ale po kilku trafionych szukaniach przestałam się tym przejmować i po prostu używam. Balbino, powiedz - masz już plan który pokój zacząć?
Salon chyba, bo tam głównie się bawimy. Ale tak naprawdę to mogło trafić wszędzie - zauważyłam że starsza czasem chodzi z rzeczami po całym mieszkaniu, więc nie wykluczam nawet kuchni.
