Właśnie, bo ja też się zastanawiam czy to oczyszczanie nie jest trochę przesadzone na początku. Znaczy - skąd w ogóle wiadomo kiedy coś wymaga oczyszczenia a kiedy jest ok? Czy to intuicja czy są jakieś konkretne sygnały?
A mnie właśnie ciekawi czy te sygnały o których mówi Pelagiusza nie są po prostu efektem oczekiwań. Jeśli wiesz że pudełko miało 'złą energię', to może dlatego ci odczyty nie wychodzą, a nie dlatego że runy są naprawdę 'skażone'? Ktoś próbował to testować metodycznie?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie które mi chodzi po głowie - Balbina wspomniała że przeniesie runy do sypialni. Ale sypialnia to też miejsce gdzie śpią dzieci czasem, nie? Moja córka jak miała cztery lata to wchodziła do mnie do łóżka każdej nocy, byłaby wszędzie.
Wracając do tego co Czarodka mówiła o tłumaczeniu starszej córce - ja bym się zastanowiła czy nie warto pójść o krok dalej i po prostu przy odpowiednim wieku pozwolić jej dotknąć, popatrzeć, razem coś rozłożyć. Bo może demistyfikacja jest lepsza niż tajemnica? Tajemnica kusi bardziej.
To jest dobre pytanie i szczerze nie wiem. Myślę że dla starszej córki, za rok dwa, może faktycznie pokażę dokładniej. Teraz mi chodzi raczej o to żeby nie gubiły się po całym domu i żebym wiedziała gdzie są. Aspekt magiczny jest drugorzędny przy tym praktycznym.
Właśnie - i to jest chyba kluczowe zdanie całego wątku. Balbina powiedziała to co myślę że wiele osób tutaj czuje, ale nie mówiło głośno: fizyczne bezpieczeństwo i porządek to jedno, a kwestia energetyczna to drugie. I niekoniecznie oba muszą być rozwiązane tak samo.
Przepraszam że się wtrącę, bo nie znam się na runach, ale czytam ten wątek od początku i zastanawiam się - czy jest jakiś wiek od którego można w ogóle pokazywać dzieciom takie rzeczy? Mam na myśli runy, tarot, cokolwiek. Czy to nie jest za wcześnie dla siedmiolatki?
Elina ma rację, chociaż nie przeszkadza mi ta dygresja bo sporo z niej wyniosłam. Na razie zostałam przy półce wysoko w sypialni i to chyba wystarczy na ten etap. Martwi mnie tylko jedno - jak zgubię którąś runę i nie będę wiedziała gdzie szukać. Bo już raz mi się zdarzyło że jedna wypadła z woreczka i znalazłam ją dopiero po tygodniu pod szafą.
O, to jest właśnie ten moment gdzie pojawia się pytanie o wahadło. Czytałam wcześniej w tym wątku wzmiankę o lokalizowaniu zgubionych przedmiotów - ktoś to faktycznie próbował z runami? Bo mnie to ciekawi czy wahadło potrafi wskazać konkretne miejsce czy tylko jakiś ogólny kierunek.
Kwestia wahadła do lokalizowania to osobny temat, ale skoro wyszło - w teorii działa to tak, że pytasz wahadło o kierunek, chodzisz po pomieszczeniu i obserwujesz reakcję. Czy to faktycznie wskazuje zagubioną runę czy raczej twoja własna pamięć podpowiada ci gdzie jej szukać, tego nie rozstrzygnę. Ale jako metoda przeszukiwania pomieszczenia - dlaczego nie.
Pelagiusza, ale jeśli efekt jest ten sam, to czy ma znaczenie jak do niego dojdziesz? Może wahadło po prostu ułatwia ten proces skupienia? Nie twierdzę że to magia, ale jako technika koncentracji...
Przepraszam, wracam z trochę innym pytaniem - Balbina wspomniała że runa wypadła z woreczka. Czy to znaczy że warto używać czegoś z zamknięciem? Bo ja swoje właśnie w woreczku trzymam i teraz się zastanawiam czy to nie za mało w domu z dziećmi.
A wracając do wahadła - ktoś tu wspomniał że można nim szukać zgubionych przedmiotów. Próbowałam kiedyś szukać zagubionych kluczy i szczerze nie powiem żeby mi pomogło. Chodziłam po mieszkaniu z wahadłem i reagowało w kilku miejscach, a klucze były zupełnie gdzie indziej. Może robiłam coś nie tak?
Ja próbowałam coś innego - zamiast wahadła, po prostu siadałam przy stole, spokojnie, i starałam się mentalnie 'cofnąć' do ostatniego momentu kiedy widziałam daną rzecz. Skuteczność podobna do wahadła, może nieco lepsza, bo nie skupiam się na ruchu w dłoni tylko na obrazach. Nie wiem czy to ma nazwę w ezoterycy, ale działa mi lepiej.
