Mam taki problem - zaczęłam poważniej zajmować się runami jakieś pół roku temu i kupiłam sobie zestaw kamiennych run. Leżą teraz w szufladzie w sypialni, ale mam w domu dwójkę dzieci, 4 i 7 lat, i starsza już raz znalazła woreczek i rozsypała wszystko po podłodze. Na szczęście nic się nie stało, ale zaczęłam się zastanawiać czy to jest bezpieczne - i mam na myśli nie tylko fizyczne bezpieczeństwo (choć kamyki mogą połknąć), ale też energetyczne. Czy runy 'złapane' przez kogoś kto nie wie co robi mogą coś narobić? Gdzie wy przechowujecie swoje zestawy?
To jest bardzo praktyczne pytanie i dobrze że je zadajesz. Z kwestii fizycznej - kamienne runy dla 4-latka to realne zagrożenie połknięciem, więc tu nie ma filozofii, muszą być poza zasięgiem. Co do energetyki - kontakt dziecka z runami raczej nie narobi biedy, ale dzieci mają zupełnie inną energię i mogą nieświadomie 'rozładować' zestaw który pracowałaś, albo wnieść w niego coś chaotycznego. Moje są w zamykanej szkatułce na górnej półce, gdzie moje dzieciaki się nie dostają. A powiedz mi - masz jeden zestaw czy kilka?
Też mam małe dziecko i dokładnie to samo przechodziłem! Bardzo dziękuję że ktoś w końcu poruszył ten temat, bo szukałem i nigdzie konkretnych porad nie było. U mnie runy drewniane, więc ryzyko połknięcia mniejsze ale za to dziecko chciało nimi grać jak klockami. Skończyło się na tym że trzymam w zamkniętej szafce w gabinecie. Ale mam pytanie do Pelagiusza_J - co znaczy 'rozładować zestaw'? Jak to się objawia że runy straciły energię?
Zatrzymajcie się chwilę na tym fizycznym aspekcie bo to najważniejsze - kamienne runy, zwłaszcza mniejsze zestawy, to realne zagrożenie dla 4-latka. To powinno być absolutnym priorytetem. Co do samego przechowywania - wysoka półka z zamknięciem, ewentualnie zamknięta szafka. Widziałem różne pomysły: pudełka drewniane z zatrzaskiem, szkatułki jubilerskie, woreczki lniane wkładane w zamykane pojemniki. Ale mam pytanie do autorki tematu - czy masz jakieś wydzielone miejsce do pracy z runami, czy robisz to wszędzie?
Przepraszam że się wtrącę bo nie znam się na runach za bardzo, ale mnie ciekawi właśnie ten aspekt energetyczny. Skąd w ogóle wiadomo że runy 'tracą energię' po tym jak dotknie je ktoś inny? To jest coś co się czuje fizycznie, czy raczej wróżby po prostu przestają działać? Pytam serio bo zawsze mi się wydawało że to narzędzia i tyle, ale może czegoś nie rozumiem.
Wracając do praktycznej strony przechowywania - polecam szkatułki z wkładką z tkaniny naturalnej, najlepiej lnianej albo bawełnianej. Ważne żeby runy nie leżały luzem na twardej powierzchni, bo to dotyczy też samej ochrony fizycznej - otarte kamienie, odpryski. Poza tym takie pudełko jest ciężkie dla dziecka do otworzenia jeśli ma zatrzask. Co do wydzielonego miejsca, które Fortunat poruszył - absolutnie tak, brak stałego miejsca pracy to jeden z częstszych błędów początkujących. Nie dlatego że to 'złe energetycznie', ale dlatego że brakuje rytuału wprowadzającego w skupienie.
Zaczynam się gubić trochę. Czyli runy to jest coś z czym trzeba pracować regularnie żeby miały 'działać'? Bo jak słyszę że tracą energię i trzeba je czyścić to brzmi jakby to było coś żywego. Szczerze nie wiedziałem że to jest takie skomplikowane. Myślałem że to symbole i tyle.
Mam trochę inne podejście do tego wszystkiego - moje runy leżą w woreczku jutowym w dolnej szufladzie biurka i mam 8-latka który doskonale wie czego nie ruszać. Po prostu z nim porozmawiałam, pokazałam mu runy, wyjaśniłam że to są specjalne kamienie tylko moje. Od tamtej pory ich nie dotykał ani razu. Może wiek ma znaczenie, 7 lat to jednak trochę co innego niż 4, ale zastanawiam się czy autorka tematu próbowała z dziećmi rozmawiać na ten temat?
Ale czy to nie jest trochę tak, że dzieci mają naturalnie silniejszą intuicję i może to że starsza córka jest ciekawa run to nie jest przypadek? Czytałam gdzieś że dzieci do pewnego wieku są bardziej otwarte na tego rodzaju rzeczy. Może 7 lat to dobry moment żeby ją trochę włączyć zamiast chować przed nią?
Mam pytanie trochę z boku - czy ktoś używał wahadła do znajdowania zagubionych run? Mnie się ostatnio rozproszył jeden kamyk z zestawu, szukałam wszędzie i w końcu spróbowałam z wahadłem. I co ciekawe, wahadło prowadziło mnie przez pokój i znalazłam kamyk za szafą. Nie wiem czy to było wahadło czy po prostu logika, ale zadziałało. Zastanawiam się czy ktoś ma podobne doświadczenia?
Przepraszam że pytam nie z tematu, ale skoro już o wahadle - jak w ogóle zacząć? Czy każde wahadło nadaje się do szukania rzeczy, bo mam jedno do czakr i zastanawiam się czy mogę użyć go też w ten sposób? I czy trzeba się jakoś specjalnie nastawić, mieć skupienie na konkretnej rzeczy?
Wracając jeszcze do wahadła i szukania rzeczy - bo Eufemka pyta o skupienie - to właśnie chciałam dopowiedzieć, że u mnie to nie był żaden trans ani medytacja. Po prostu trzymałam wahadło, pomyślałam o tej runie, jak wygląda, jaka jest w dotyku, i zaczęłam chodzić po pokoju. Wahadło zaczęło się kręcić wyraźniej kiedy byłam bliżej szafy. Czy to naprawdę 'działa' czy to mój mózg wie gdzie szukać - szczerze nie wiem. Ale kamyk znalazłam.
O, to akurat bardzo przydatna informacja! Bo właśnie jeden z kamyków przepadł gdzieś w salonie i do tej pory nie mogę znaleźć. Myślałam że pod kanapą, szukałam, nic. Nigdy nie próbowałam z wahadłem do szukania rzeczy. Czy to jest trudne jeśli się w ogóle nie ma doświadczenia z wahadłem?
A ja mam pytanie do Celestyny - czy wahadło prowadziło cię po kolei czy od razu byłaś w pobliżu właściwego miejsca? Bo zastanawiam się czy to działa jak 'cieplej/zimniej' czy raczej od razu wskazuje kierunek.
Przepraszam że wchodzę w tę dyskusję o wahadle, ale to mnie trochę zdziwiło. To znaczy że wahadło można używać jak metalodetektor? Bo zrozumiałem wcześniej że to jest do wróżb i pytań. Nie wiedziałem że ma taki praktyczny zastosowanie.
Ale ja mam pytanie - jeśli wahadło tak naprawdę wykrywa nasze własne nieświadome wiedzę jak sugeruje Celestyna, to czy to nie oznacza że też może działać tylko jeśli mamy jakieś informacje o tym gdzie jest rzecz? Bo jeśli naprawdę nie mamy pojęcia, zero wskazówek, to co wtedy? Sama nigdy nie zgubiłam czegoś zupełnie bez żadnej wskazówki.
Dokładnie to samo pytanie miałem! I jeszcze jedno - czy to ma znaczenie jaki to jest wahadło? Kryształowe, metalowe, drewniane? Bo widziałem w sklepie różne i ceny się strasznie różnią i nie wiedziałem jak wybrać.
To wracając do mojej sytuacji z zaginionym kamykiem - rozumiem że powinnam trzymać wahadło i chodzić po pokoju skupiając się na jak wyglądała ta konkretna runa? Czy lepiej myśleć o całym zestawie czy o tym jednym kamieniu? Bo mam wrażenie że skupienie na jednym konkretnym kamieniu będzie trudniejsze skoro wszystkie wyglądają podobnie.
U mnie działało skupienie na konkretnym kamieniu - myślałam o tym że jest trochę jaśniejszy od innych, o kształcie, o tym jak leży w dłoni. Ale może masz rację że jeśli zestaw jest jednolity to trudniej. Może wtedy pomogłoby potrzymanie jednej z pozostałych run żeby 'przypomnieć' wahadłu czego szukasz? Nie wiem czy to ma sens ale wydaje mi się logiczne.
Hej, ale trochę odbiegamy od pierwotnego pytania Balbiny, które było o przechowywaniu żeby były bezpieczne, a nie tylko o szukaniu. Mam pytanie - czy ktoś stosuje konkretne zamknięcia na szafkach z magicznymi rzeczami? Bo piszecie o wysokich półkach ale wysokość to nie wszystko jeśli dziecko się wspina, a 4-latki są bardzo kreatywne w tej kwestii.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które mnie nurtuje - czy te magiczne przedmioty w zamkniętej plastikowej szafce z dziecięcym zabezpieczeniem w środku nie tracą jakiegoś ważnego kontaktu, czy nie wiem jak to powiedzieć, naturalnego środowiska? Pytam bo całkowita izolacja wydaje się sprzeczna z ideą energetycznej pracy z runami.
A wracając do szafki z zamkiem - Balbino, ta szafka w sypialni, jest przy łóżku czy dalej? Bo jeśli masz runy do regularnej pracy to ważne żebyś miała do nich łatwy dostęp, a jednocześnie żeby dzieci nie wchodziły do sypialni bez nadzoru. Bo widziałam u znajomej system gdzie ona po prostu zamknęła sypialnię na klucz i to był koniec problemu.
Sypialnia w zasadzie jest zamknięta kiedy śpię albo kiedy pracuję z runami, ale w ciągu dnia dzieci tam wchodzą swobodnie. No i właśnie to jest problem bo ta szafka stoi przy oknie i córka ją odkryła. Kluczyk mam ale go gubię, a dzieci jakoś zawsze wyczuwają kiedy coś jest zamknięte i od razu chcą tam zajrzeć.
To jest tak prawdziwe co napisałaś o kluczykach - moja dwójka działa dokładnie tak samo. Im bardziej coś jest niedostępne tym bardziej chcą. U mnie zadziałało inne podejście - wystawiłam osobny koszyczek z 'darmowymi' kamieniami, takimi zwykłymi z ogrodu i z marketu, i dzieci są nimi bardziej zainteresowane niż prawdziwymi runami. Choć to nie jest rozwiązanie dla każdego.
Hej, a ja mam pytanie zupełnie z innej strony - czy wasza rodzina wie że zajmujecie się runami? Bo zastanawiam się czy problem z przechowywaniem to nie jest też problem z tym że się to ukrywa. Moja mama na przykład i tak wie o wszystkich moich zainteresowaniach i jakoś nie ma dramatu.
Mąż wie i jest neutralny, teściowa by miała problem. Ale to nie o to chodzi - dzieci są małe, 3 i 6 lat, i nawet gdybym im wszystko wyjaśniła to i tak mogłyby połknąć kamyk albo go po prostu zgubić. To jest czysto praktyczny problem z wiekiem dzieci a nie z ukrywaniem.
To wróćmy do tego zaginionego kamyka - czy Balbina próbowała już wahadła do szukania? Bo ta dyskusja zaczęła się od tego i jestem ciekawa czy jest jakiś efekt. Bo na razie dużo teorii a mało praktyki.
