To co teraz napisałaś brzmi dla mnie ważniej niż sama Isa. Że nie możesz rozmawiać z tatą szczerze, że on nie wiedziałby o tych poszukiwaniach. Czy myślałaś o tym że to może być właśnie ten 'lód' z runi, nie tyle twój wewnętrzny paraliż, ale ta zamarznięta relacja?
Isa akurat jest runą, która bardzo dobrze opisuje zamrożenie na wielu poziomach jednocześnie. Wewnętrzne i zewnętrzne. To nie jest ani-ani. Ale Henryka, wróćmy do pytania Felicjana, bo myślę że on dotknął czegoś ważnego. Czy jest coś konkretnego, co możesz zrobić w tej rozmowie z tatą, nawet małego?
Nie chce mi się wcinać nie na miejscu ale mam pytanie troche z boku. Czy ktoś tu probowal ukladac runy z kamyczkami przy sytuacjach chorobowych? Bo ja mam swoje zestaw z obsydianem i kiedys przy podobnej sytuacji cos mi z tego wyszlo. Nie wiem czy to pasuje tutaj ale pomyslalam ze moge spytac.
Mam tylko małe kryształki, nie pracuję z nimi regularnie. Ale to co mówisz jest ciekawe, chociaż chyba teraz nie jestem gotowa żeby dodawać kolejną warstwę do tego co mam. Mam wrażenie że i tak się pogubiłam.
Nie pogubiłaś się. Wiesz co masz, wiesz co czujesz. Isa, paraliż, zamrożona rozmowa z tatą. To jest sporo jak na jedno ciągnięcie. Pytanie teraz jest tylko jedno i jest bardzo proste, nie runiczne: kiedy ostatnio rozmawiałaś z tatą, nawet nie o chorobie, po prostu rozmawiałaś?
Ostatnio rozmawiałam z tatą może z tydzień temu, ale to była taka rozmowa o niczym. Jak leci, jak pogoda. Nie ma w tym nic konkretnego. I właśnie to mnie blokuje, bo nie wiem jak przejść od 'jak leci' do 'tato, boję się o ciebie'.
A próbowałaś kiedyś zacząć nie od choroby, tylko od czegoś mniejszego? Nie 'tato, porozmawiajmy o tym co się dzieje', bo to od razu stawia wszystko na głowie. Może coś zupełnie bocznego, coś co on lubi, i zobaczyć czy lód sam trochę puści?
Szczerze? Tak. Nie wiem czy to Isa, czy ta rozmowa tutaj, ale coś mi się ułożyło. Że ten paraliż jest realny i nie muszę go tłumaczyć. Tylko nadal nie wiem co z nim zrobić.
To już jest dużo. Naprawdę. Ale mam pytanie do reszty, bo mnie to nurtuje: czy ktoś z was ciągnął runę przy chorobie kogoś bliskiego i potem faktycznie zmienił coś w relacji z tą osobą? Bo to jest rzadkie, żeby ktoś na forum to przyznał.
Ma znaczenie dla mnie, bo chcę rozumieć co właściwie robię jak ciągnę rune. Ale dobra, rozumiem co mówisz.
To jest chyba ten moment w rozmowie o runach, gdzie albo się to akceptuje albo nie. Że nie wiadomo, co 'robi' runa, ale coś się dzieje. Henryka, mam pytanie praktyczne: czy ty w ogóle chciałabyś ciągnąć jeszcze raz, już z nowym pytaniem? Bo mam wrażenie że teraz pytanie byłoby inne.
Właśnie to chciałam powiedzieć. Isa zamknęła jedno pytanie, ale otworzyła inne. To nie jest koniec odczytu, to jest przejście. Henryka, gdybyś teraz miała sformułować jedno pytanie do run, bez tego 'jak się skończy', to co byś zapytała?
Chyba bym zapytała: co mnie powstrzymuje. Nie tatę, nie chorobę. Mnie samą.
To jest zupełnie inne pytanie niż na początku tego wątku. Naprawdę inne. Czy czujesz, że to bardziej twoje?
Tak, chociaż trochę się go boję. Bo odpowiedź może być taka, że to po prostu strach i nie ma nic głębszego.
A co byłoby złego w tym, że to 'po prostu strach'? Strach to bardzo konkretna i uczciwa odpowiedź. Runy nie muszą ci powiedzieć czegoś skomplikowanego, żeby to było wartościowe.
Wchodzę trochę z boku, bo czytałam ten wątek od środka i chcę powiedzieć jedno: ja przy podobnej sytuacji, choroba ojca, ciągnęłam kilka razy i za każdym razem dostawałam co innego, dopóki nie zadałam właśnie takiego pytania jak to Henryki. O siebie, nie o sytuację. I wtedy coś drgnęło. Więc to co teraz mówisz brzmi mi znajomo.
Henryka, skoro juz wiesz co chcesz zapytac, czy dasz znac jak ci pojdzie? Bo rzadko jest tak ze ktos opisuje tak uczciwie jak sie zmienilo pytanie podczas jednej rozmowy. Chetnie bym wiedziala co z tego wyjdzie.
Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i powiem tak: Isa w kontekście choroby bliskiej osoby to jeden z najtrudniejszych odczytów, bo ona wymaga zatrzymania, a człowiek w kryzysie chce działać. To naturalne napięcie. Ale to co tu zrobiłaś, że zadałaś sobie pytanie 'co mnie powstrzymuje', to jest właściwy ruch. Tylko jedno: nie ciągnij zaraz. Daj sobie dzień, dwa. Niech to pytanie pobędzie.
Dziękuję Nekromanta za to podsumowanie. To 'ciągnęłam po odpowiedź, a nie po pytanie' to chyba najlepszy opis tego co robiłam przez pierwsze tygodnie. Teraz naprawdę chcę spróbować z tym nowym pytaniem. Boję się, ale chcę.
Henryka, ale powiedz mi jak się w ogóle przygotowujesz do ciągnięcia? Mam na myśli: czy robisz coś wcześniej, jakieś skupienie, cisza, czy po prostu sięgasz do woreczka? Bo zastanawiam się czy to ma znaczenie przy takim pytaniu, które jest tak osobiste.
Zwykle siadam wieczorem, kiedy tata już śpi i jest ciszej. Nie robię nic specjalnego, tylko siedzę chwilę z woreczkiem zanim sięgnę. Nie wiem czy to wystarczy. Myślałam o tym że może powinnam jakoś zapisać pytanie przed, żeby się nie rozjeżdżać.
Zapisywanie pytania przed ciągnięciem to jeden z lepszych nawyków jakie miałam. Bo jak pytanie jest tylko w głowie, to potem przy odczycie można nieświadomie je 'poprawiać' żeby pasowało do runy. A jak masz je zapisane, to masz punkt odniesienia. Przy takim pytaniu jak to Henryki, szczególnie bym tak zrobiła.
To ciekawe pytanie. Chyba... tak, nadal brzmi jasno. Ale może za bardzo. Może właśnie o to chodzi, że jest tak ogólne, że runa może mi powiedzieć wszystko i nic.
To nie jest wada pytania ogólnego, jeśli jesteś gotowa przyjąć ogólną odpowiedź. Runy nie działają inaczej przy szerokich pytaniach. Działają inaczej przy nieuczciwych. A twoje pytanie nie jest nieuczciwe.
To rozróżnienie Zenith jest ważne. Dodałbym jeszcze jedną kategorię: pytanie które jest dobre dla innych, ale nie dla ciebie w tej chwili. Henryka, to twoje pytanie 'co mnie powstrzymuje' wymaga żebyś była gotowa usłyszeć że możliwe odpowiedzi są niekomfortowe. Jesteś?
Nie wiem. Chyba bardziej niż tydzień temu. Ale to 'nie wiem' jest uczciwe, prawda?
