Uczciwe 'nie wiem' to lepsza podstawa niż pewne 'tak' które jest na pokaz. Ja jak ciągnęłam przy ojcu, to też nie byłam pewna czy chcę wiedzieć. I właśnie dlatego to zadziałało, bo runa odpowiedziała na to prawdziwe 'nie wiem', nie na deklarację.
Zgadzam sie z Pelagiusza_J. Najbardziej wyraziste odczyty jakie mialam byly wtedy gdy byłam calkowicie zgubiona. Jak byłam 'gotowa' to czesto runa byla jakby... plaska. Nie wiem jak to inaczej powiedziec.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam naiwne pytanie: czy przy chorobie kogoś bliskiego w ogóle powinno się ciągnąć runy o sobie, czy raczej skupić na tym co jest praktyczne? Nie podważam, naprawdę nie wiem, ale coś mi mówi że to dwa różne poziomy.
To co powiedziałaś o pierwszej i drugiej ścieżce jest dla mnie ważne. Ale chcę zapytać: czy jak już zdecydowałaś że pytasz o siebie, a nie o tatę, to poczułaś jakąś ulgę? Czy raczej poczucie że coś pomijasz?
Trochę jedno i drugie. Ulga, bo to pytanie wydaje się uczciwe. I jednocześnie jakiś dyskomfort, że może skupiam się na sobie kiedy powinnam skupiać się na nim. Chociaż wiem że to nielogiczne, bo i tak przy nim jestem cały czas.
Ten dyskomfort który opisujesz to nie jest nielogiczny, to jest bardzo ludzki mechanizm. Czujemy się winne kiedy cokolwiek robimy dla siebie przy chorobie bliskiego. Runy przy takim pytaniu mogą być właśnie sposobem na to żeby się z tym dyskomfortem zobaczyć, nie go rozwiązać od razu.
A propos tego rozgrzeszenia, ja mam w notatkach jeden odczyt z podobnej sytuacji i wróciłam do niego kilka razy. Za każdym razem widziałam w nim co innego. Na początku szukałam potwierdzenia że dobrze robię, po kilku tygodniach zobaczyłam że runa mi mówiła coś zupełnie innego. Czy Henryka planuje wracać do odczytów? Bo to może mieć znaczenie.
Ja mam pytanie do doświadczeńszych w tym wątku: czy jest różnica między wracaniem do odczytu a ciągnięciem nowej runy o tym samym pytaniu po jakimś czasie? Bo rozumiem że Kunisia mówi o tym pierwszym, ale nie wiem czy drugie jest równie wartościowe czy raczej rozmywa obraz.
Słucham tego od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku: czy ktoś z was miał sytuację gdzie runa była jednoznaczna, ale okoliczności zewnętrzne były tak intensywne że kompletnie nie mogłaś jej wdrożyć? Bo Henryka jest opiekunką, ma bardzo mało przestrzeni na cokolwiek. I zastanawiam się czy nie jest tak, że nawet dobry odczyt może być w takiej sytuacji po prostu niemożliwy do użycia.
To jest ważne co Dianka mówi. Bo ja też czuję, że nie mam siły na żadne duże zmiany teraz. Ale może właśnie o to chodzi, żeby nie zmieniać, tylko zobaczyć.
Zastanawiam się nad czymś innym. Ten wątek zaczął się od kryzysu zdrowotnego, od taty Henryki. Ale od kilkudziesięciu postów rozmawiamy głównie o pytaniach, metodach, notatkach. Czy nie powinniśmy wrócić do tego skąd to wyszło? Tzn. czy są jakieś runy które w ogóle mówią coś o sytuacji choroby w rodzinie, nie tylko o opiekunie?
Zależy też jak pada. Uruz odwrócona w pytaniu o zdrowie bliskiego to jest inna rozmowa niż Uruz prosta. Henryka, czy ciągnęłaś już cokolwiek odkąd ten wątek się zaczął? Pytam bo dużo tu rozmawiamy, a nie wiemy czy ty w ogóle siadałaś z runami przez ten czas.
Gorszy tydzień to ważna informacja. Henryka, jak teraz jest? Pytam nie żeby wywierać presję, tylko żeby wiedzieć w jakim miejscu jesteś. Bo to co tu omawiamy ma sens tylko jeśli ma sens dla ciebie teraz, nie jako teoria.
Tydzień był ciężki, tata miał gorączkę przez kilka dni i dużo płynu w płucach, w środku byłam w trybie przetrwania i nic innego nie istniało. Teraz jest trochę lepiej, przynajmniej stabilniej. I właśnie dlatego wróciłam tu dzisiaj, bo pierwszy raz od dłuższego czasu mam chwilę kiedy mogę oddychać i myśleć o czymś innym niż leki i godziny podawania.
To że wróciłaś to już jest coś. Nie musisz od razu siadać z runami, ale jak mówisz że masz trochę przestrzeni, to może to dobry moment żeby po prostu zobaczyć jak się czujesz. Nie ciągnąć, nie pytać, tylko sprawdzić czy w ogóle jest w tobie coś co chce się zatrzymać.
Płyn w płucach to brzmi poważnie. Henryka, jeśli mogę zapytać, czy to jest sytuacja gdzie lekarze mają jasny plan, czy jesteście w tej niepewności 'zobaczymy'? Pytam dlatego że to mocno zmienia rodzaj pytania który miałoby sens zadawać runom. W stabilnej niepewności pyta się inaczej niż w kryzysie otwartym.
To 'pomiędzy' które opisujesz ma swoją runę, dosłownie. Isa. Zastój, zamrożenie, moment kiedy nic nie można przesunąć ani przyspieszyć. Nie mówię że powinna ciągnąć Isę, tylko że jeśli cokolwiek wyciągniesz w tej chwili i pojawi się ta runa, to nie bierz jej jako złej wróżby. Ona po prostu opisuje to w czym jesteś.
Przy okazji tej Isy, bo Zenith ją wywołała: Isa w kontekście choroby bliskiego to nie tylko zamrożenie opiekuna. To może też mówić o tym że choroba sama weszła w fazę plateau, że coś się stabilizuje, niekoniecznie na plus, ale przynajmniej przestaje opadać. Nie twierdzę że tak jest, tylko że taka możliwa warstwa znaczeniowa istnieje.
To jest dla mnie trochę kłopotliwe, bo brzmi jakby odczyt zawsze mówił o pytającym, niezależnie od pytania. Czy to nie znaczy że nie ma sensu pytać o kogoś innego, bo i tak wyjdzie odpowiedź o nas samych? Nie krytykuję, po prostu nie rozumiem jak to działa.
Ale poczekajcie, to skąd Henryka ma wiedzieć czy ciągnąć runę z pytaniem o siebie czy o tatę? Bo jeśli i tak wyjdzie coś o niej, to może lepiej od razu pytać wprost o siebie jako opiekunkę? Czy jest tu jakaś zasada?
Henryka, a co ciebie teraz najbardziej boli jeśli wolno zapytac? Bo przez caly watek bylo o tacie, ale ty tez jestes w tym. I nie w sensie sentementalnym, tylko realnie, fizycznie, jestes opiekunka i to jest robota calodobowa.
Najbardziej boli to że nie wiem czy on wie że jestem. Znaczy fizycznie wie, ale czasem jest taki zamknięty, taki daleko, i nie wiem czy to choroba czy coś innego. I nie wiem jak z nim być w tej przestrzeni. To chyba jest moje prawdziwe pytanie, tak jak Pelagiusza mówi.
To jest bardzo konkretne pytanie. I bardzo ludzkie. Jak być z kimś kto jest gdzieś dalej niż możesz dosięgnąć. Nie wiem czy runa na to odpowie wprost, ale już samo sformułowanie tego tak wyraźnie brzmi jak coś ważnego.
Dodałbym Ansuz, bo to runa przekazu, komunikacji, ale też słuchania. I właśnie w tej sytuacji kiedy ktoś jest zamknięty, Ansuz może mówić nie tyle o słowach co o tym czy kanał jest otwarty. Henryka, czy masz poczucie że on coś ci przekazuje, nawet bez słów? Bo jeśli tak, to Ansuz może być ciekawa do ciągnięcia z pytaniem właśnie o to.
To z tym kanalem to mnie zatrzymalo. Nekromanta, powiedziałeś 'czy masz poczucie że on coś ci przekazuje nawet bez słów'. I teraz siedzę i myślę, bo chyba tak. Są momenty kiedy on nie mówi nic, ale ja wiem że on chce żebym była. Tylko nie wiem czy to jest moje wyobrażenie czy naprawdę.
Henryka, właśnie to jest sedno Ansuz. Bo ta runa nie mówi o pewności komunikatu, mówi o tym że coś płynie. I to co opisujesz, to 'wiem że chce żebym była', to nie jest wyobrażenie. To jest odbiór. Pytanie inne: czy ty mu też coś przekazujesz bez słów w tych momentach?
To co Henryka opisuje, to jest cos co w bioenergii nazywamy wiec wezlem polaczenia. Dwie osoby w silnej relacji nie potrzebuja slow. Ale to nie jest mistyka, to jest po prostu dlugie wspolzycie i znajomosc. Moj dziadek i babcia tak mieli, ona widziala jego bez patrzenia.
