No dobrze, ale ja jestem ciekaw czegoś podstawowego. Skąd w ogóle wiadomo że siatki Hartmanna i Curry'ego istnieją? Mam na myśli - kto to odkrył i na jakiej podstawie? Nie pytam złośliwie, naprawdę nie wiem.
Chciałabym trochę zejść z tego sporu o dowody bo rozumiem obie strony i nie wiem jak to rozstrzygnąć. Bardziej interesuje mnie praktyczna strona - jeśli nawet nie wiem czy sieci istnieją, czy jest jakiś sposób żeby po prostu bezpiecznie pracować z runami podczas choroby? Taki minimalistyczny, bez wahadła i mapowania pokoju?
Okay, wracam do tego co mnie najbardziej ciekawi bo jakoś przeszliśmy nad tym za szybko. Te dwie sieci - Hartmanna i Curry'ego - czym one się właściwie różnią od siebie? Bo cały czas mówimy o nich razem jakby to było jedno, a chyba nie jest.
To mnie zastanawia - mówimy cały czas o miejscu pracy z runami jakby to był stały element. Ale czy te sieci są stałe geograficznie, czy się przesuwają? Bo jeśli moje biurko jest dziś bezpieczne, to jutro też?
Dobra, to teraz mam konkretne pytanie praktyczne. Skoro nie mam różdżki ani żadnego sprzętu do radiestezji, to jak w ogóle mogę sprawdzić czy siedzę w węźle czy nie? Czy jest jakiś sposób bez specjalnych przyrządów?
Część ludzi używa wahadeł - możesz zrobić własne z czegokolwiek zawieszonego na nitce. Ale szczerze? Przy chorobie i bez wcześniejszego doświadczenia z radiesezją to nie jest dobry moment na eksperymenty z własną percepcją. Możesz dostać false positives bo ciało i tak jest rozregulowane.
Hej, przepraszam że znowu z głupim pytaniem - ale co to są te węzły? Rozumiem że siatki to jakieś linie energetyczne, ale węzeł to punkt gdzie się przecinają?
A ja mam takie pytanie do Syriuszy - od czego to się zaczęło? Znaczy, czy ty czułaś coś konkretnego podczas tego odczytu kiedy byłaś chora, czy to jest bardziej teoretyczna obawa? Bo czytam tę rozmowę od początku i trochę zgubiłam wątek tego co się faktycznie wydarzyło.
Dziękuję ogromnie Anastazy56 za wyjaśnienie z tym uziemianiem! Ale mam kolejne pytanie które nie daje mi spokoju - czy to co Syriusza opisała, czyli to dziwne zmęczenie po odczycie, może się powtórzyć przy kolejnej chorobie? Znaczy, czy ciało zapamięta ten próg i będzie bardziej podatne następnym razem?
Dobre pytanie, ale nie ma jednej odpowiedzi. Zależy od tego czy między pierwszym a kolejnym razem buduje się praktykę regularnie i czy dba o własną energetykę. Ktoś kto pracuje z runami regularnie w zdrowiu będzie inaczej reagował niż osoba która sięga po nie tylko przy okazjach. Co ty rozumiesz przez to zapamiętanie - myślisz o wrażliwości fizycznej czy energetycznej?
Wracam jeszcze do tego tematu siatek bo chyba nie do końca rozumiem praktycznego wymiaru. Okej, są linie Hartmanna i Curry'ego, są węzły, podwójne węzły - ale ile tak naprawdę ta cała siatka gęsta jest? Znaczy, co ile metrów mniej więcej biegnie kolejna linia? Bo jeśli to jest na przykład co dwa metry, to prawie niemożliwe żeby siedzieć między węzłami w normalnym mieszkaniu.
Właśnie chciałam się zapytać o to samo co Anastazy56 właśnie poruszył. Skąd w ogóle wiemy że te sieci istnieją w takiej formie w jakiej je opisujemy? Bo słyszałam że Hartmann był lekarzem i badał to empirycznie, ale czy ktoś to kiedykolwiek zreplikował poza środowiskami radiestetów?
Mi się to łączy z czymś innym. Cały czas mówimy o sieciach jakby to był zewnętrzny czynnik na który nie mamy wpływu. Ale czy ktoś tu miał doświadczenie że te same miejsca różnie działały w różnych stanach? Bo jeśli chodzi o rany to Syriusza właśnie coś opisała - ale czy ktoś miał odwrotnie, że to samo miejsce przy zdrowiu było neutralne a przy chorobie się coś zmieniło?
Ja miałam coś takiego i to kilka razy. Miejsce gdzie pracuję z rytuałami regularnie jest dla mnie bezpieczne przy dobrym zdrowiu. Przy gorączce raz poczułam tam taki rodzaj przytłoczenia, jakby przestrzeń była zbyt naładowana. Nie robiłam nic magicznie obciążającego - siedziałam tylko. Myślę że chore ciało po prostu jest mniej buforowane, bardziej przepuszczalne.
Tak, oczyszczam je regularnie i mam kilka przedmiotów które traktuję jako rodzaj stabilizatorów energii przestrzeni. Nie chcę się za bardzo rozpisywać bo to temat na osobny wątek, ale w skrócie - regularna praca w jednym miejscu i regularne oczyszczanie robi różnicę. Przestrzeń ma pewien rodzaj pamięci intencji.
Okay, ale wróćmy na chwilę do run bo trochę odpłynęliśmy. Syriusza - to zmęczenie które opisałaś po odczycie - czy runy które wyciągnęłaś były jakoś szczególnie... nie wiem jak to powiedzieć... ciężkie energetycznie? Pytam bo słyszałam że pewne runy są z natury bardziej wyczerpujące niż inne.
Zastanawiam się nad czymś innym. Syriusza, czy ty pamiętasz o jakiej porze dnia robiłaś ten odczyt? Bo rozmawialiśmy o sieciach i ich zmienności, ale nigdy nie poruszaliśmy kwestii rytmu dobowego - czy to w ogóle ma znaczenie, czy nocny odczyt przy chorobie jest inny niż poranny?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że wychodzi z niej coś ważnego - że choroba to nie jest jeden stan, tylko że ma swój rytm. Rano przy gorączce, wieczorem przy gorączce - to mogą być zupełnie różne kondycje energetyczne. I może zamiast pytać czy pracować z runami podczas choroby w ogóle, lepiej pytać na jakim etapie tej choroby i o jakiej porze. To zmienia pytanie fundamentalnie.
I właśnie to mnie zastanawia - czy my w ogóle mamy jakiś wspólny język do opisania tego 'rytmu choroby' w kontekście pracy z runami? Bo Syriusza opisała bardzo konkretny moment - wieczór, zmęczenie, gorączka. Ale czy gdyby zrobiła ten sam odczyt rano, przy tej samej gorączce, wynik byłby inny? Nie mówię o runach, które wypadłyby - mówię o tym jak byłyby odebrane, przetworzone. Czy ktoś w ogóle próbował porównywać?
To jest właśnie pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. Bo my cały czas rozmawiamy jakby odczyt runy to był obiektywny fakt, a odczytujący to tylko kanał. Ale jeśli kondycja kanału wpływa na odbiór - to może zestawienie Hagalaz, Nauthiz, Isa u zdrowej i wypoczętej Syriuszy dałoby zupełnie inne wnioski niż u Syriuszy wieczorem przy gorączce. Anastazy56, ty co o tym myślisz?
Właśnie to mi się tu podoba - że zamiast 'choroba to szansa na głębszy odczyt' albo 'choroba zamknij karty i idź spać', rozmawiamy o tym że to jest bardziej skomplikowane. Ale mam pytanie do Anastazy56 - czy jest jakiś sposób żeby to w ogóle sprawdzić? Bo jeśli nie ma, to mamy problem z użytecznością całego rozróżnienia.
Wchodzę w wątek Orlikowej bo to jest pytanie na które naprawdę nie ma łatwej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia jedyny sposób to retroaktywna weryfikacja - robisz odczyt, zapisujesz, czekasz aż wyzdrowiejesz, wracasz do notatek i patrzysz czy to co odczytałeś miało sens w kontekście tego co się później wydarzyło. To żmudne i nie daje pewności, ale buduje przynajmniej osobisty wzorzec. Czy ktoś tak pracuje?
Ja nie robię notatek regularnie i teraz żałuję. Ale Syriusza - czy ty w ogóle zapisujesz swoje odczyty? Pytam bo jeśli tak, to wracanie do nich teraz kiedy jesteś zdrowa mogłoby być interesujące. Nie żeby oceniać tamten odczyt jako zły, ale żeby zobaczyć jak go teraz interpretujesz.
Nie prowadziłam wcześniej żadnego dziennika, ale po tym wszystkim co tu przeczytałam chyba zacznę. Tamten odczyt mam w głowie bo pamiętam runy, ale nie zapisałam ani swojego stanu ani kontekstu pytania. Hazel74 wspomniała wcześniej o węzłach i sieciach - czy to jest coś co też warto notować, tzn. gdzie fizycznie się siedzi podczas odczytu?
Szczerze? Miałam taki etap kiedy notowałam niemal wszystko łącznie z miejscem. I wiesz co? Przydało się do czego innego niż myślałam - nie do sieci Hartmanna, ale do rozpoznania własnych rytmów. Okazało się że moje odczyty są wyraźniejsze kiedy siedzę przy oknie niż w środku pokoju. Czy to przez siatki czy przez światło i wentylację - nie wiem. Ale wzorzec był powtarzalny.
To co Hazel74 mówi o rytmach jest bardzo bliskie temu co obserwuję u siebie. Nie przykładam dużej wagi do samej lokalizacji linii, bo jak mówiłam - regularność i intencja robią więcej niż unikanie konkretnych metrów podłogi. Ale notowanie stanu to podstawa. Przy chorobie szczególnie - bo wtedy wzorce odstępstw są najbardziej widoczne.
Słucham tej rozmowy i trochę gubię się w tych sieciach Hartmanna i Curry'ego. To znaczy rozumiem że to linie energetyczne w ziemi, ale dlaczego to ma mieć znaczenie przy pracy z runami konkretnie? Czy przy tarocie albo innych odczytach też to uwzględniacie?
