Hej, mam pytanie które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy pracujecie z runami kiedy jesteście chorzy, przeziębieni, osłabieni? Bo słyszałam od różnych osób dwie skrajne opinie - jedni mówią że wtedy runy mogą działać intensywniej bo nasze filtry są osłabione, a drudzy że w ogóle nie należy tego robić. Sama ostatnio byłam mocno przeziębiona i miałam w ręce kilka run i jakoś czułam się dziwnie, nie wiem czy to gorączka czy coś faktycznie się działo. I przy okazji - słyszę gdzieś o dwóch sieciach energetycznych, czym one się w ogóle różnią i które są bardziej niebezpieczne podczas pracy z runami? Może ktoś to rozjaśni bo kompletnie nie wiem o czym mówić gdy to pojawia się w różnych tekstach.
Też słyszałam te sprzeczne opinie i szczerze nie wiem co o tym myśleć. Ale to z tymi sieciami energetycznymi - o czym dokładnie mówisz? Bo ja nie kojarzę żeby w kontekście run mówiło się o jakichś dwóch sieciach. Skąd to wyczytałaś?
No właśnie mnie też to zastanawia co to za sieci. Sam dopiero zaczynam z runami i jeszcze nie trafiłem na takie pojęcie. Natomiast co do choroby - raz próbowałem ciągnąć runy kiedy miałem grypę i trzy razy z rzędu wylosowałem Hagalaz. Przypadek? Nie wiem, ale zrezygnowałem wtedy z dalszej pracy.
Dorzucę swoje trzy grosze bo to akurat temat który mnie interesuje z perspektywy bioenergii. Kiedy jesteśmy chorzy, nasze pole energetyczne jest dosłownie podziurawione - i nie mówię tu o metaforze. Choroba fizyczna zawsze ma swój odpowiednik w polu. Runy mogą wtedy wchodzić głębiej niż byśmy chcieli, bo nie ma normalnej ochrony. Pytanie do Anastazego - czy mówisz o tym samym zjawisku czy o czymś innym?
Zaraz zaraz, bo ja jestem z tych co lubią pytać o dowody. Jak runa może się 'przykleić'? Mówimy o kawałku drewna albo kamienia z wyrytym symbolem. Nie kwestionuję że ludzie mają różne doświadczenia, ale to zdanie trochę mnie zatrzymało. Co to znaczy w praktyce?
Słucham tej dyskusji i szczerze - trochę mnie to przeraża. Ja niedawno bawiłam się runami znajomej kiedy byłam chora i nic złego mi się nie stało. Znaczy nie pamiętam żebym coś czuła. Czy to znaczy że nic się nie dzieje, czy że po prostu nie jestem wrażliwa?
Wtrącę się bo ta rozmowa poszła w ciekawy kierunek. Nie znam run tak dobrze jak tarot, ale w tarocie jest podobna zasada - silne emocje i osłabiony stan fizyczny wpływają na odczyt. Często mówi się że wtedy karty dają odpowiedzi bardziej o aktualnym stanie niż o przyszłości. Czy z runami jest podobnie? To znaczy czy chory człowiek będzie ciągał runy które mówią o chorobie, bo jego energia na tym skupiona?
Wracając do pytania o te dwie sieci energetyczne - domyślam się że chodzi o siatkę Hartmanna i siatkę Curry'ego. To są geobiologiczne siatki elektromagnetyczne ziemi. Hartmanna biegnie mniej więcej co dwa metry z północy na południe i ze wschodu na zachód, Curry'ego jest skośna. Ich przecięcia, zwłaszcza przy przecięciu obu siatek naraz, to tak zwane geopatyczne strefy. I tutaj jest związek z twoim pytaniem - praca z runami w takim miejscu podczas choroby to naprawdę nie jest dobry pomysł.
Przecięcia Curry'ego są uważane za bardziej intensywne. Ale najgorsze jest tak zwane czarne węzły - gdzie obie siatki krzyżują się jednocześnie. Tam naprawdę nie należy długo siedzieć, a już na pewno nie prowadzić pracy energetycznej w osłabionym stanie. Przy okazji - czy wiesz gdzie w swoim mieszkaniu te linie przebiegają?
Dokładnie to miałam na myśli wcześniej i cieszę się że Anastazy to rozwinął. Dodam że podczas choroby jesteśmy bardziej podatni na wpływ tych stref. Zdrowy człowiek może siedzieć na przecięciu i nic nie poczuć. Chory może mieć znacznie silniejszą reakcję. Pytanie do autorki wątku - gdzie siedziałaś kiedy pracowałaś z runami będąc przeziębiona? Czy to było zawsze w tym samym miejscu?
Dobra, sieci Hartmanna i Curry'ego kojarzę, to przynajmniej jest jakaś koncepcja którą można sprawdzić. Ale nadal mam wątpliwość - czy jest jakaś metoda żeby zlokalizować te linie w domu bez wzywania specjalisty? Wahacze, różdżki? Bo rozumiem że to może mieć sens jeśli spędzamy dużo czasu w jednym miejscu.
Słucham tej dyskusji i powiem jedno - to nie są dwie różne rzeczy do rozdzielenia. Każda praca energetyczna jest wrażliwa na środowisko w którym się odbywa. Czy to runy, rytuał, tarot - wszystko to reaguje na miejsca geopatyczne. Byłam kiedyś u osoby która regularnie pracowała z runami na przecięciu obu siatek i miała regularnie nieprzewidywalne odczyty, nieproporcjonalnie ciemne, mimo że sytuacja na to nie wskazywała. Jak tylko przeniosła pracę w inne miejsce, wszystko wróciło do normy.
Hej, a ja mam pytanie może naiwne - czy to w ogóle możliwe żeby ktoś wyczuł taki węzeł sam, bez różdżki ani wahadła? Czytałem że niektórzy po prostu wiedzą że jakieś miejsce jest 'nie tak'. Czy to jest realne czy raczej autosugestia?
Dobra, wchodzę z innej strony bo ta dyskusja mnie trochę wciąga mimo sceptycyzmu. Jeśli przyjmiemy że sieci Hartmanna i Curry'ego istnieją i mają wpływ - to czy choroba faktycznie zwiększa podatność na te miejsca, czy to tylko korelacja? Bo może po prostu chory człowiek jest bardziej skłonny do przypisywania sobie złego samopoczucia czemukolwiek co jest w pobliżu?
Wracam do swojego pierwotnego pytania bo trochę zgubiłam wątek. Rozumiem już czym są sieci Hartmanna i Curry'ego. Ale co to konkretnie znaczy dla kogoś kto jest chory i chce pracować z runami? Czy chodzi o to żeby sprawdzić miejsce, poczekać aż wyzdrowiejemy, czy jeszcze coś innego?
Szczerze mówiąc mam wrażenie że ta dyskusja rozdzieliła się na dwa tematy - czy w ogóle pracować z runami podczas choroby, i gdzie to robić. Czy ktoś może by te dwie rzeczy zebrał razem? Bo dla początkujących jak ja to zaczyna być trochę przytłaczające.
Mam pytanie do Anastazego - wspomniałeś wcześniej o czarnych węzłach gdzie obie siatki się przecinają. Jak duży jest taki węzeł? Mam na myśli czy to jest punkt dosłownie kilka centymetrów, czy strefa kilkudziesięciu centymetrów? Bo jeśli metr za małym, to ile trzeba się odsunąć żeby być bezpiecznym?
A ja mam takie głupie pytanie - czy te sieci są stałe czy się przesuwają? Bo czytałam gdzieś że coś tam z porami roku albo księżycem. Czy miejsce które jest bezpieczne dziś, będzie bezpieczne za miesiąc?
Przepraszam że wchodzę bo jestem tu trochę z innej bajki, ale to wszystko mnie zastanowiło. Ja w ogóle nie wiedziałam że ziemia ma jakieś siatki. Znaczy słyszałam o liniach ley, to jest to samo czy co innego?
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno konkretne pytanie do wszystkich - czy ktoś z was faktycznie doświadczył czegoś nieprzyjemnego podczas pracy z runami w czasie choroby? Nie teorii, nie słyszałam że, tylko własne doświadczenie? Bo chcę wiedzieć jak to wygląda w praktyce.
Dziękuję za tę odpowiedź, bo to jest właśnie to czego szukałam na początku wątku - konkretne doświadczenia. Mam podobne wrażenie że podczas jednej z prób kiedy byłam przeziębiona coś mi nie siedziało po odczycie, ale myślałam że to tylko w głowie. Widocznie nie tylko ja.
To co napisała Syriusza bardzo do mnie trafia. Też miałam takie wrażenie po jednej sesji - byłam wtedy trochę przeziębiona, nic poważnego, a po odczycie czułam się dziwnie opróżniona. Ale teraz zastanawiam się - czy to na pewno były runy, czy może po prostu choroba zrobiła swoje? Jak to rozróżnić?
Podoba mi się to porównanie z drzwiami. I właśnie to chyba czułam - że coś weszło albo wyszło bez mojej kontroli. Ale mam pytanie - czy to znaczy że runy zawsze działają tak dwukierunkowo, czy to zależy od sposobu pracy? Bo ja robiłam tylko prosty odczyt, nie żaden rytuał.
Ja się tu zastanawiam nad czymś innym - czy prosty odczyt i rytuał to faktycznie tak różne poziomy 'otwarcia'? Bo nigdy nie byłam pewna gdzie przebiega ta granica. Dla mnie ciągnięcie run z woreczka z intencją pytania to już jakaś forma rytuału, tylko uproszczona.
Okay, ale wróćmy do konkretów bo się trochę zgubiłam. Syriusza zapytała na początku o sieci - Hartmanna i Curry'ego. Rozumiem że to ważne dla miejsca pracy. Ale te sieci plus osłabienie podczas choroby plus głębokość rytuału - to są trzy różne zmienne. Czy ktoś wie czy one na siebie nachodzą? Znaczy czy chory człowiek w złym miejscu to podwójne ryzyko?
Przepraszam że znowu się wtrącam, ale co to znaczy 'odporność energetyczna'? To jest coś co można jakoś zmierzyć, czy to tylko metafora?
A ja mam inne pytanie - mówiliście wcześniej że sieci mogą być intensywniejsze przy pełni czy nowiu. Czy to znaczy że chory człowiek przy pełni w złym miejscu to już w ogóle kataklizm? Czy to się nie sumuje tak prosto?
