Cały czas czytam ten wątek i mam wrażenie że omijamy coś podstawowego. Wspomniałam wcześniej o tym 'mechanizmie' i Nekromanta odpowiedział że nie ma jasnej odpowiedzi, ale dla mnie ten wątek zaczął się od czegoś konkretnego - czy runy mogą wspierać leczenie traumy. I nadal nie widzę odpowiedzi. Tak czy nie? Albo chociaż 'w jakichś warunkach'?
Na to pytanie Honoratki odpowiem bo jest naprawdę dobre. Nie da się tego odróżnić w sposób kontrolowany, tak jak w badaniu klinicznym. Ale to samo dotyczy terapii rozmową, medytacji, pisania dziennika. Nikt nie udowodnił że jeden z tych elementów zadziałał, a nie całość kontekstu. Runa może być tym co daje punkt skupienia, a nie przyczyną uzdrowienia.
Wchodzę w ten wątek z pytaniem bo przy tarocie mam podobny dylemat. Malachitka wspomniała o 'punkcie skupienia' i to mi gra. Ale czy przy runach jest coś co sprawia że ten punkt skupienia jest lepszy niż powiedzmy wylosowanie strony z książki? Co jest specyficznego w symbolu runicznym?
To co Wiesław mówi o historycznym użyciu run mnie zastanawia. Bo jeśli run używano przy śmierci i bitwach, to czy nie są jakoś 'zbyt ciężkie' dla kogoś kto dopiero zaczyna leczyć złamane serce? Pytam serio, nie chcę nikogo zniechęcać.
Czytam od początku i mam pytanie może z innej strony - czy jest jakaś runa która kojarzy się z tym momentem kiedy już nie boli tak ostro, ale człowiek jeszcze nie wie co dalej? Bo właśnie tam jestem i szukam czegoś co by pasowało do tego stanu, a nie do kryzysu ani do 'już jestem uzdrowiony'.
Isa - to ciekawe bo to runa którą zawsze traktowałam jako 'blokadę'. A tu Feniksa mówi że może być spokojem. Wiesław, jak ty to widzisz? Bo mam wrażenie że ta sama runa może być czytana zupełnie inaczej w zależności od tego gdzie ktoś jest w swoim procesie.
Ewunia, to bardzo celna obserwacja i właściwie dotknęłaś sedna problemu z runami w ogóle. Isa to klasyczny przykład znaku, który zmienia twarz w zależności od momentu odczytu. Przy ostrym bólu - tak, może być 'blokadą', zatrzymaniem krwi w żyłach. Ale w tym 'między' stanie, o którym Erazm mówił, ta sama nieruchomość jest łaską. Lód nie pędzi. I to może być dokładnie tego potrzeba. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówisz że Isa była dla ciebie historycznie tylko blokadą, czy ktoś ci tak to powiedział?
To co mówi Ewunia jest dokładnie moim doświadczeniem z opisami run w ogóle - te znaczenia w książkach brzmią jak wyrok, nie jak coś żywego. 'Zastój, blokada, porażka' i człowiek od razu się cofa. Ale to co Feniksa powiedziała o Isie jako ciszy przed zmianą - tego w żadnej książce nie pamiętam. Feniksa, skąd to masz?
Ale chwila - bo tu właśnie mam ten sam problem co wcześniej. Feniksa mówi 'z praktyki' i to brzmi przekonująco, ale jak ktoś inny wyciągnie Isę wielokrotnie i sobie powie 'zatrzymanie to łaska' a potem nie zrobi ważnego kroku który powinien był zrobić, to też będzie to 'praktyka'? Skąd wiemy że interpretacja jest trafna a nie po prostu wygodna?
To co Nekromanta mówi 'patrzeć wstecz po czasie' - ale jak długim czasie? Bo właśnie o to mi chodzi. Jeśli ktoś jest w traumie serca i pracuje z runami pół roku, a potem mówi 'pomogło', to skąd wiadomo że nie pomogło samo życie? Chcę zrozumieć czy jest jakiś punkt w trakcie, nie po, kiedy można powiedzieć 'to idzie w dobrą stronę'.
Wchodzę tu bo to co Malachitka mówi o sygnałach pośrednich bardzo mi gra z doświadczeniem z czakrami. Przy pracy z czakrą serca mam podobnie - nie ma momentu 'klik, otwarta', są drobne zmiany w tym jak oddycham, jak reaguję na dotyk, jak smakuje mi jedzenie nawet. Zastanawiam się czy przy runach dla serca jest coś analogicznego, jakieś 'sygnały ciała' które mówią że praca robi coś.
Zmieniają się zdecydowanie. Obsydian na początku dawał mi coś jak ucisk, teraz jest bardziej neutralny. Nie wiem czy to ja się zmieniłam czy coś innego, ale zaczynam myśleć że to raczej kalibracja moja niż zmiana kamienia. Może przy runach jest podobnie - ta 'blokada' którą Ewunia czuła przy Isie mogła być jej własnym oporem, nie znaczeniem runy?
To uderza. Naprawdę. Mój opór wobec Isa jako 'blokady' był może dlatego że sama nie chciałam się zatrzymać, chciałam żeby wszystko szybko przeszło. A runa mi mówiła coś czego nie chciałam słyszeć. To by tłumaczyło dlaczego teraz, kiedy jestem bardziej zmęczona walką, ta sama runa brzmi inaczej.
Okej, to jest piękne co Ewunia mówi, ale chcę zapytać o coś praktycznego bo wciąż jestem na początku. Jeśli ktoś wie że ma opór wobec jakiegoś znaku - czy powinien z tym znakiem pracować czy go unikać? Bo to co słyszę sugeruje że opór może być ważnym sygnałem, ale z drugiej strony wcześniej Wiesław mówił żeby przy traumie ostrożnie z trudnymi runami.
Przy tarota patrzę co się dzieje w ciele w pierwszej sekundzie zanim zacznę myśleć. Skurcz brzucha a zaraz potem uciek myślami - to opór z kategorii 'za bardzo o mnie'. Ale płaski, pusty brak reakcji i chęć odłożenia karty - to zwykle 'za dużo na raz'. Nie wiem czy to działa tak samo przy runach, to bardziej moje obserwacje niż zasada.
Słucham tej rozmowy o rozróżnianiu oporu i zastanawiam się - czy nie jest tak że ktoś w naprawdę głębokiej traumie serca po prostu nie ma zasobów żeby te subtelności obserwować? Mam na myśli że to wymaga pewnej stabilności żeby siedzieć z runą i słuchać ciała, a w ostrym bólu to ciało tylko krzyczy i nie ma mowy o niuansach.
To co Malachitka mówi o fazie ostrej jest bardzo zgodne z tym co wiem o pracy z czakrami po stratach. Najpierw stabilizacja ciała, dopiero potem praca z symbolem. Chcę zapytać praktycznie - jak rozpoznać że się wyszło z tej fazy ostrej i jest gotowość na pracę z runami? Bo mam wrażenie że niektórzy przeceniają swoją gotowość bo chcą żeby już było lepiej.
Dobra, to wracam do pytania które chyba zgubiłyśmy - Nekromanta powiedział 'czy jesteś w stanie siedzieć z runą bez oczekiwania że coś się stanie'. Ale jak ktoś jest po złamaniu serca to na początku WSZYSTKO robi z oczekiwaniem że będzie lepiej. To jest właśnie motor działania. Czy to znaczy że takie osoby są od razu zdyskwalifikowane z pracy z runami?
Słuchajcie, to co Felicjan mówi o 'uspokajaniu za tanio' - to mi się bardzo ze mną zgadza. Kiedy wyciągałam Isa i mówiłam sobie 'no tak, odpoczynek, to ma sens' to był spokój bez żadnego ruchu w środku. Natomiast kiedy ostatnio wyciągnęłam Kenaz i coś mnie ukłuło - nie wiedziałam co, ale było mi z tym nieswojo - to zaczęłam z tym pracować i po kilku dniach rozumiałam dlaczego. Czy to jest właśnie ta różnica?
to co Ewunia opisuje - 'ukłucie' zanim rozumiesz - to jest dokładnie to. Miałam to z Hagalaz w bardzo złym momencie. Wzięłam ją i po prostu siedziałam bez słowa z tym dyskomfortem. Nie próbowałam od razu wiedzieć. I to było coś zupełnie innego niż kiedy widzę kartę i od razu mi się 'układa'. Te szybkie układanki bywają podejrzane.
Ale skąd wiemy które runy są 'bezpieczne' a które nie, dla kogoś kto jest po traumie serca? Pytam bo widzę że jest jakiś podział, ale nikt go wprost nie podaje. Czy jest jakaś ogólna zasada - na przykład runy spokojniejsze kontra te bardziej przeburzeniowe?
Dobra ale poczekajcie - bo mam wrażenie że znowu jesteśmy w pięknej teorii. Ewunia zaczęła ten temat z konkretnym pytaniem o leczenie traumy. Mam pytanie do niej, bo cały czas słucham innych - jak ty się teraz czujesz po tej całej rozmowie? Czy coś z tego co tu piszemy ci faktycznie pomaga, czy to jest bardziej akademickie?
Szczere pytanie, odpowiem szczerze. Pomaga inaczej niż myślałam że pomoże. Przyszłam tu z pytaniem 'jakie runy wziąć żeby szybciej przeszło' i teraz widzę że to było złe pytanie. To co zmienia się we mnie przez tę rozmowę to bardziej zrozumienie że Isa nie jest karą ani blokadą, tylko że może mi mówi żebym przestała gonić za uzdrowieniem jak za autobusem. To brzmi banalnie ale siedzi we mnie od ostatnioszego czytania tego wątku.
Ale właśnie to co mówisz - 'przestać gonić za uzdrowieniem' - czy to nie jest trochę pułapka? Bo jeśli przestanę godzić, to może po prostu... nic nie zrobię. Nie pójdę na terapię, nie porozmawiam z kimś bliskim, nie zmienię niczego. I powiem sobie że 'siedzę z Isa'. To trochę jak użycie ezoteryki jako wymówki żeby nie działać.
przepraszam że wchodzę bo czytam od dawna - mam pytanei do Wiesława, bo pisał o Berkana i Laguz jako tych 'pojemniejszych'. jak długo pracować z jedną runą żeby poczuć że coś dała? bo boję się że zacznę i po trzech dniach pomyślę ze nic i zmienię na inną i znowu nic i tak w kółko
Weszłam tu przez numerologię i chyba się trochę zagubiłam w temacie, ale to co Nekromanta mówi o mapie a nie postoju - czy to jest coś co można połączyć z interpretacją numerologiczną daty urodzenia? Bo tam też szuka się takich 'gdzie jestem' momentów, tylko przez liczby. Albo to za duże pomieszanie systemów?
To co Feniksa mówi o wybieraniu tego co chcesz usłyszeć - mam z tym osobiste doświadczenie i chcę wrócić do głównego wątku. Kiedy byłam po rozstaniu kilka lat temu, robiłam dosłownie wszystko żeby usłyszeć że będzie dobrze. Każdą interpretację wyginałam w stronę nadziei. I dopiero kiedy trafiłam na Nautiz - runę potrzeby i ograniczenia - i nie dałam rady jej wygiąć, zaczęłam naprawdę pracować. Czy ktoś miał podobnie z konkretną runą która po prostu nie dawała się 'ucukrzyć'?
