Ostatnio podczas ciągnięcia run zacząłem się zastanawiać nad czymś, co chyba każdy robi, ale mało kto o tym mówi wprost. Patrzę na runę, i zanim zdążę pomyśleć o jej nazwie czy znaczeniu, już coś czuję. Jakieś napięcie w klatce, albo odwrotnie, rozluźnienie. I teraz pytanie: czy to jest ten słynny instynkt, o którym wszyscy mówią, czy ja po prostu interpretuję na podstawie kształtu, koloru, faktury kamienia? Bo te dwie rzeczy to chyba jednak co innego, nie?
To jest bardzo ciekawe rozróżnienie, bo w praktyce z runami to naprawdę trudno te dwie rzeczy oddzielić. Ja pracuję z nimi od kilku lat i wciąż nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie kończy się wiedza wyuczona, a zaczyna coś, co przychodzi samo. Pamiętam, jak losowałam Hagalaz w momencie, gdy zupełnie nie spodziewałam się trudności, a i tak coś mnie ścisnęło w żołądku już przed odczytem. Czy to był instynkt, czy wiedziałam podświadomie, co ta runa oznacza? Nie wiem.
To co opisujesz, Runologu, to jest chyba jeden z trudniejszych momentów w każdej praktyce wróżebnej, nie tylko runicznej. W tarocie mam podobnie. Ale z biegiem czasu zaczęłam zauważać różnicę w samym odczuciu. Życzeniowe myślenie ma pewną lekkość, takie 'no może tak właśnie jest'. Instynkt jest bardziej fizyczny i bywa nieprzyjemny, bo często mówi to, czego nie chcesz słyszeć. Ale to tylko moje doświadczenie, nie wiem czy przy runach działa tak samo.
A czy to nie jest tak, że runy akurat bardziej niż karty angażują dotyk? Trzymasz je w dłoni, czujesz krawędzie, temperaturę. Zastanawiam się, czy przez to ciało jest bardziej zaangażowane od samego początku i właśnie dlatego przy runach ten instynkt jest trudniejszy do odróżnienia od bodźców fizycznych.
Czytam ten wątek i mam pytanie, bo jestem w tej tematyce dość nowa. Jak w ogóle zacząć rozróżniać te odczucia? Bo jak ciągnę runę, to czuję głównie stres, że 'źle odczytam' i nie wiem, czy to co czuję to w ogóle coś znaczącego, czy po prostu trema. Czy to przechodzi z czasem?
Do tej dyskusji chcę dodać coś z innej strony. Język ciała, który wymieniasz w tytule, to dla mnie też dosłownie język ciała, czyli napięcie mięśni, zmiany oddechu, temperatura skóry. Pracuję z energiami i przy runach naprawdę obserwuję, że niektóre runy u niektórych osób wywołują konkretne reakcje somatyczne, zanim w ogóle świadomość zdąży cokolwiek ocenić. To nie jest 'czytanie instynktu', to jest słuchanie ciała jak kanału informacji.
Wracając do tego, o czym pisał Runolog na początku, czy to interpretujemy czy czytamy instynkt, mam wrażenie, że to może być fałszywa opozycja. Może interpretacja to jest właśnie to, co robimy, kiedy instynkt już coś zasugerował? Instynkt daje kierunek, a interpretacja doprecyzowuje. Nie wiem, czy to ma sens dla innych.
Zgadzam się z Sageą. Próba całkowitego oddzielenia tych dwóch procesów może być jałowa, bo one nie działają sekwencyjnie. Mózg przetwarza równocześnie i bodźce sensoryczne, i wzorce wyuczone. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś deklaruje 'czysty instynkt' i przez to odrzuca wszelką refleksję, albo odwrotnie, kiedy tłumaczy się samym tekstem i ignoruje odczucia. Żadne z tych skrajności nie daje dobrego odczytu.
Przepraszam ze sie wtrącę ale mam pytanie praktyczne. Mówimy o instynkcie i ciele, ale co zrobić jak wyciągasz runę i dosłownie nic nie czujesz? Tak po prostu pusto. Czy to znaczy, że ta runa nie ma dla ciebie przekazu, czy że coś jest nie tak z podejściem? Bo mi się to zdarza i zawsze się zastanawiam.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy to co opisujecie jako instynkt nie jest po prostu rodzajem wzorca, który mózg rozpoznaje szybciej niż świadomość nadąża. Czytałam coś o tym w kontekście mindfulness, że intuicja to często skondensowane doświadczenie, a nie żaden mistyczny sygnał. Nie mówię, że to odbiera wartość praktykom z runami, ale może to wyjaśnia, dlaczego z czasem instynkt się 'poprawia'.
Nie wiem czy dobrze wchodzę w temat, ale mam wrażenie, że to co opisujecie to jest trochę podobne do numerologii, gdzie ktoś kto zna znaczenia liczb i tak widzi najpierw liczbę, a potem dopiero ją 'czuje'. Czy przy runach da się w ogóle ominąć ten etap intelektualny, czy zawsze będzie obecny?
O, to mnie bardzo zainteresowało. Nigdy nie próbowałam ciągnąć runy bez pytania. Czy to w ogóle ma sens? Co z taką runą potem robisz, jak nic nie zadałaś?
Ja też tak robiłam przez jakiś czas, ciągnęłam ranę bez pytania. I właśnie wtedy zaczęłam rozumieć różnicę między tym, co czuję naprawdę, a tym, co projektowałam na konkretne pytanie. Bo jak nie ma pytania, to nie ma gdzie projektorwać, rozumiesz?
To ciekawe, co Zywiena mówi o kanałach odbioru, bo właśnie zastanawiam się, czy przez to, że runy angażują dotyk, o czym mówiła Lebiodka, to nie preferują kinestetycznego odbioru bardziej niż na przykład tarot. Czy ktoś, kto jest bardziej wizualny, ma po prostu trudniej z runami?
o, cieszę się, że to wróciło, bo sama się nad tym zastanawiałam. Ja jestem raczej wizualna i faktycznie przez długi czas runy były dla mnie trudniejsze niż karty. Ale nie wiem, czy to przez dotyk, czy przez to, że kart jest więcej i łatwiej mi było złapać 'smak' konkretnych obrazów.
Ja mam pytanie do tej kwestji czucia fizycznego, bo mi sie wydaje ze u mnie to bywa bardzo subtelne i moglabym to przeoczyć, gdybym sie nie skupiła. Czy wy specjalnie trenujecie tą uważność przed sesją, czy to przychodzi samo w trakcie?
Zastanawiam się, czy to co opisujecie, ta kalibracja, ten oddech przed sesją, to nie jest właśnie sposób na wyjście z głowy i wpuszczenie tego, co Sagea nazywała instynktem. Jakby rytuał przygotowania był pomostem między interpretacją a czymś wcześniejszym.
Wtrącę się, bo mam wrażenie, że cała ta dyskusja zakłada, że runy są lustrem, jak to Runolog powiedział wcześniej. Ale co jeśli ktoś podchodzi do nich jako do czegoś bardziej, nie wiem, zewnętrznego? Czy wtedy ta cała rozmowa o ciele i instynkcie w ogóle działa tak samo?
Słucham od jakiegoś czasu i chcę zapytać coś bardzo konkretnego. Mówicie o ciele, o sygnałach, o instynkcie, ale czy ktoś z was miał sytuację, kiedy ciało mówiło jedno, a znaczenie podręcznikowe mówiło coś zupełnie innego? I co wtedy wybraliście?
Słucham tej historii z Othalem i myślę, że to co opisuje Zywiena to jest właśnie ten moment, który mnie najbardziej ciekawi w całym tym wątku. Bo tutaj nie chodzi już tylko o to, czy ciało mówi coś inaczej niż głowa, ale o to, skąd wiemy po fakcie, że wybraliśmy źle. Czy to jest tylko weryfikacja przez zdarzenia zewnętrzne, czy jest coś wcześniej?
Wtrącę się do tego wątku z Celestyną i Oracle, bo to jest coś, o czym myślę od dawna. Właśnie te sesje z pytaniami emocjonalnie naładowanymi są najtrudniejsze do 'czytania' przez ciało, bo ciało jest już wcześniej rozgrzane tym emocjami. I pytanie, czy to sygnał od runy, czy sygnał od pytania, jest wtedy naprawdę trudne do rozplątania. Dla mnie ta kalibracja o której pisałam wcześniej jest właśnie po to, żeby wiedzieć, ile emocji wnoszę do sesji zanim w ogóle sięgnę do woreczka.
To co Klimcia mówi o odkładaniu sesji jest ciekawe w kontekście całego tematu, bo właściwie to jest jedna z odpowiedzi na pytanie o instynkt. Czyli zaufanie ciału polega też na tym, żeby rozpoznać moment, kiedy ciało jest za głośne, żeby słuchać subtelniejszych sygnałów. Czy to nie jest paradoks, że słuchanie ciała wymaga też od ciała pewnej ciszy?
Właściwie to mi przypomina coś co czytałem o medytacji, że żeby słuchać ciszy, trzeba najpierw uspokoić hałas. Tylko ja się zastanawiam, czy dla kogoś kto w ogóle nie czuje tych sygnałów fizycznych tak jak ja, to całe odkładanie sesji i kalibrowanie ma jakiś sens? Czy może ja po prostu nie mam czego wyciszać?
Słucham tej rozmowy o dryfowaniu myśli i mam pytanie może trochę z innej strony. Czy wy w ogóle próbowaliście kiedyś opisywać na głos albo zapisywać te pierwsze skojarzenia zanim wejdzie interpretacja? Bo u mnie to działa lepiej niż jakiekolwiek skupianie się na ciele, po prostu mówię co widzę i co mi się skojarzyło i dopiero potem patrzę na znaczenie.
Wracam do pytania Runologa o to, czy runa może być równocześnie zewnętrznym symbolem i lustrem, bo mnie to nie opuszcza. Czy to nie jest trochę wygodne? Jak interpretacja pasuje do tego co czuję to jest lustro, jak nie pasuje to może być zewnętrzny przekaz? Jak wtedy decydujemy, który tryb stosujemy?
To co Runolog napisał na końcu, że to może nie być wybór raz na zawsze, bardzo mi zostało. Ale mam problem z tym jak to stosować w praktyce. Bo jeśli za każdym razem muszę decydować na nowo, to skąd wiem kiedy jestem w trybie 'lustro' a kiedy w trybie 'przekaz'? Czy to się w ogóle da rozróżnić w trakcie, czy tylko z perspektywy czasu?
To jest bardzo stara pułapka i nie tylko w runach. W każdej praktyce wróżebnej jest ten problem, że potwierdzenie jest przyjemne i dlatego podejrzane. Ale ja bym zapytał inaczej, czy to znaczy, że każde potwierdzenie należy odrzucić? Bo to też byłoby błędem w drugą stronę.
