I to jest chyba najważniejsze co powiedziałam w tym wątku - że przestałam szukać w runach odpowiedzi na pytanie 'kiedy będzie dobrze' i zaczęłam pytać 'co jest teraz'. To brzmi banalnie, ale naprawdę nie jest. Mam pytanie do Wieslawa - czy uważasz że ta zmiana pytania to jest coś co runa robi z człowiekiem sama, czy trzeba ją w to jakoś prowadzić świadomie?
No ale właśnie, 'zmiana pytania' - to brzmi jak coś co wymaga dużo pracy z głową zanim w ogóle sięgniesz po runę. A co jeśli ktoś jest na początku i jeszcze nie wie jak pytać? Czy runy mogą mimo wszystko dać coś sensownego nawet gdy pytanie jest 'złe'?
a co z tym 'poziomem neutralnym' bo Ewunia wcześniej coś o tym wspominała i nikt tego nie rozwinął? mam wrażenie że to ważne dla tego tematu bo chodzi chyba o jakiś punkt wyjścia przy pracy z runami po traumie? czy dobrze rozumiem że to znaczy tyle co 'nie jesteś w kryzysie ale też nie świecisz' 🙂
To co Malachitka opisuje o ciszy kontra pustce - mam z tym kontakt przez medytację i to jest naprawdę różnica którą czuć w ciele. Przy ciszy jest jakiś oddech, rozluźnienie w klatce. Przy freeze jest twardo i płytko. Czy przy pracy z runami polecacie w ogóle wcześniej zrobić cokolwiek żeby sprawdzić czy się jest w tej ciszy? Jakiś prosty test?
Ale ja mam inaczej - czuję dużo, zawsze dużo, i to też mi przeszkadza bo nie wiem czy to co czuję przy runie to 'prawdziwa intuicja' czy po prostu zalew emocji który nie ma nic wspólnego z runą. Jak to rozróżnić kiedy jesteś osobą która generalnie czuje intensywnie?
Wracam do tego co Macierzanka pytała o 'poziom neutralny' - bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. To znaczy że np. Berkana czy Laguz o których mówił Wieslaw są 'korzystne' właśnie dlatego że mogą działać nawet kiedy ktoś jest poniżej neutralnego? Czy są korzystne dopiero od neutralnego wzwyż?
Chcę się tu wtrącić bo łączę kilka rzeczy naraz. Przy pracy z czakrami mamy coś podobnego - pewne praktyki robisz tylko kiedy jesteś zakorzeniony, bo inaczej możesz otworzyć coś bez zasobów żeby to utrzymać. Czy w runach jest jakaś analogia - runy które wymagają 'uziemienia' przed pracą z nimi? Bo Hagalaz brzmi jak właśnie taka.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam może naiwne pytanie - czy jest jakaś runa którą można by nazwać 'punktem startowym'? Znaczy, coś co jest bezpieczne na każdym poziomie, nawet kiedy ktoś jest naprawdę na dnie? Bo rozumiem że Berkana i Laguz są spokojniejsze, ale czy jest coś jeszcze prostszego?
To co Malachitka powiedziała o Othali - nigdy bym tego sama nie skojarzyła z traumą serca, ale to ma sens. Coś co zostaje twoje bez względu na to co się stało. Mogę zapytać - jak ją stosować praktycznie? Czy to jest runa do kontemplacji, do noszenia przy sobie, do rytuału?
To co Ewunia opisuje z tym 'zabieraniem fragmentów siebie' - mam to zapisane w notatkach po swoim wyjściu z toksycznej relacji, słowo w słowo. Czy Othala może działać też na takie poczucie fragmentacji? Bo ja trafiłam wtedy na helit i obsydian, ale to była przypadkowa kombinacja, nie miałam pojęcia co robię. Teraz ciekawi mnie jak runy wchodzą w ten sam temat.
No właśnie - 'to się uczy' - ale jak długo? Bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie że runy to jest jedna wielka inwestycja w cierpliwość, a ja jej nie mam za dużo. Czy da się mieć jakieś sensowne wyniki na początku czy to naprawdę miesiące?
Mnie ten wątek o Othali bardzo poruszył, ale mam inne pytanie - skoro Othala dotyczy 'tego co twoje', to czy może też dotyczyć przyszłości? Bo ja czuję jakby nie miała przyszłości po tej stracie, nie tylko że coś straciłam, ale że nie ma już nic do stracenia - i nie wiem czy Othala do tego mówi coś.
dziękuję że zapytałaś. Nie, chodzi o pustkę, o to że nie umiem sobie wyobrazić jak ma wyglądać życie bez tej osoby w nim - nie o coś poważniejszego. Ale widzę że dobrze zrobiłaś że zapytałaś i rozumiem czemu.
Chcę wrócić do pytania o ten 'poziom neutralny' bo teraz kiedy rozmawiamy o Othali i o tym poczuciu fragmentacji - zastanawiam się czy poziom neutralny to nie jest właśnie ten moment gdy czujesz że masz jeszcze coś swojego? Że nie jesteś całkowicie rozmyta? Bo medytacyjnie to ma sens - to nie jest brak emocji, to jest zachowany środek.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i chcę zapytać coś może naiwnego - czy ktoś z was miał sytuację że wylosował runę i poczuł że nie chce z nią pracować? Że po prostu odpychała? Pytam bo nie wiem czy to jest sygnał że coś ważnego jest w tej runie, czy że to nie jest dobry moment.
dobra ale wracajac do tego co pytałam wczesniej a co troche zgubiliśmy - czy ktoś może mi powiedzieć jakieś konkretne wartości albo opisy tego 'poziomu neutralnego'? Bo rozumiem ze to jest jakis punkt rowncwagi ale czy jest jakis sposób żeby to zmierzyć albo ocenić czy sie tam jest? bo ja kompletnie nie wiem jak to u siebie sprawdzić przed sięgnięciem po runę
Ja to czuje podobnie jak Wieslaw tłumaczy - wróżenie to jest pytanie 'co będzie', praca to jest 'co jest'. W tarcie mam to samo rozróżnienie i to naprawdę zmienia wszystko. Przy złamanym sercu praca wydaje mi się bezpieczniejsza bo nie skasujesz się pytaniami o przyszłość której jeszcze nie ma.
To co Nekromanta napisał - o tym samym znaku rozumianym inaczej zależnie od pytania - to mnie bardzo trafia. Bo ja przez jakiś czas zadawałam tylko pytania o niego, nigdy o siebie. I teraz jak o tym myślę, to rozumiem czemu wszystkie 'odpowiedzi' były bez sensu.
Mam to w notatkach podobnie - przez pierwsze kilka miesięcy po rozstaniu każde losowanie kręciło się wokół niego. I w pewnym momencie zapisałam sobie że runy przestały mi odpowiadać cokolwiek sensownego. Teraz myślę że to nie runy przestały działać, ja zadawałam złe pytania. Ale jak to rozpoznać kiedy się jest w środku tego?
Gienia, to jest bardzo uczciwa obserwacja. Ja miałam podobnie i nie było żadnego momentu olśnienia - po prostu pewnego dnia zapytałam 'co ja teraz potrzebuję' zamiast 'co z nami będzie' i odpowiedź była tak inna, tak konkretna, że zrozumiałam różnicę bez żadnego wyjaśnienia.
A wracając do tego poziomu neutralnego który Macierzanka pyta - to co Ewunia opisuje, ten moment zmiany pytania, to może właśnie jest ten poziom? Że przestajesz pytać o coś zewnętrznego i zaczynasz pytać o siebie? Czy to zbyt uproszczone?
Słucham i mam pytanie może trochę z innej strony - czy ten stan neutralny można jakoś przygotować przed losowaniem? Coś zrobić, żeby do niego dojść? Bo to brzmi jak coś do czego trzeba dojrzeć, ale może jest jakiś skrót.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę zapytać - bo jestem tu chyba jednym facetem który to czyta aktywnie i też miałem złamane serce - czy te runy działają tak samo niezależnie od tego czy pracuje z nimi kobieta czy mężczyzna? Bo mam wrażenie że cała rozmowa zakłada pewien typ wrażliwości który nie jest może tak oczywisty dla każdego.
Erazm, to co piszesz jest ważne i dobrze że powiedziałeś. Nie masz obowiązku tego uzasadniać. A co do wrażliwości przy runach - według mnie to nie jest kwestia tego jaką masz osobowość, ale czy jesteś gotowy chwilę posłuchać zamiast szukać odpowiedzi. I to dotyczy każdego.
Jestem tu głównie jako obserwator ale chcę dodać jedno zdanie do tego co Erazm napisał - mój brat po rozstaniu zaczął pracować z runami i to był jeden z nielicznych momentów gdzie w ogóle mówił o tym co czuje. Nie wiem czemu runy a nie rozmowa, ale coś w tym było.
Nie wiem szczerze. Wiem że miał jakiś zeszyt i coś w nim zapisywał. Czy to runy czy co innego - nie pytałam. Ale po kilku tygodniach wyglądał jakby miał więcej miejsca w głowie. Nie wiem jak to inaczej opisać.
To co Kazia opisuje o bracie - ten zeszyt - ja też zacząłem coś takiego robić. Nie wiedziałem że to ma jakąś nazwę albo że inni tak robią. Po prostu rysowałem runę i pisałem co mi przyszło do głowy. I często to co pisałem nie miało nic wspólnego z tym co myślałem że napiszę.
