To co Erazm mówi o tym 'za bardzo logicznie' - to jest dokładnie ten mechanizm który sprawia że poziom neutralny jest tak trudny do utrzymania. Głowa bardzo szybko przejmuje kontrolę i zaczyna tłumaczyć runę pod to co już wie. Dlatego to krótkie okno po pierwszym spojrzeniu jest ważne. Macie do tego jakieś swoje sposoby żeby nie wpaść w ten tryb analityczny?
Ja mam jeden konkretny sposób - piszę pierwszą rzecz która mi przyszła do głowy, nawet jeśli brzmi głupio albo nie ma sensu. Właśnie to jest cenne. Potem sobie możesz analizować. Ale ten pierwszy odruch - to jest sygnał. Jeśli zaczniesz poprawiać zanim zapiszesz, już straciłeś.
Nic. Odkładałam runy na kilka tygodni. I potem wracałam. Nie wiem czy to był dobry pomysł czy nie - po prostu tak się stało.
Liliana, ja robiłam podobnie i myślę że to był dobry instynkt. Jak nie ma sensu losować bo i tak wiesz co 'usłyszysz', to odłożenie jest bardziej uczciwe niż ciągnięcie prze siłę. Ale mam pytanie - jak wróciłaś po tej przerwie, to od razu czułaś że jest inaczej, czy też trochę trwało zanim runy zaczęły znowu mówić cokolwiek innego?
Przepraszam że wchodzę - czytam ten wątek i mam pytanie może trochę proste. Jak długo zazwyczaj trwa zanim runy zaczną 'działać' normalnie po takim złamaniu serca? Bo rozumiem że nie ma gwarancji i wszystko zależy, ale chodzi mi o jakiś orientacyjny czas. Miesiąc? Pół roku?
Mam pytanie trochę z boku ale związane - co z runami odwróconymi przy pracy z traumą? Bo przy wróżeniu odwrócona runa to zazwyczaj trudniejszy aspekt danego znaczenia. Ale jak ktoś jest już w trudnym miejscu emocjonalnie, to czy w ogóle warto brać odwrócone pod uwagę czy lepiej pracować tylko z prostymi?
Dobra, to jak to jest z tymi odwróconymi - rozumiem co mówi Malachitka, że świadoma decyzja to nie unikanie. Ale jak mam wiedzieć że jestem w tym miejscu gdzie mogę z powrotem włączyć odwrócone? Czy to jest jakieś poczucie, czy raczej coś bardziej konkretnego?
To co Wiesław pisze o tym lęku przed wynikiem - ja mam trochę odwrotnie. Nie bałem się złej runy, bałem się że nic nie poczuję. Że wylosuje i będzie cisza. Czy to jest podobny mechanizm czy coś innego?
Erazm, ja miałam dokładnie to samo. I przez długi czas myślałam że to problem z runami albo że źle je trzymam, źle losuję. Dopiero później zorientowałam się że ta cisza była we mnie, nie w rubach. Runy mówiły tyle co ja byłam w stanie usłyszeć.
To co Liliana i Erazm opisują - ta cisza - to jest właśnie to co mnie spotyka ostatnio. Siedzę z runą i nic. Ale nie wiedziałam że to może być coś 'prawidłowego', myślałam że po prostu nie umiem. To jest trochę ulga co mówicie, serio.
Mam wrażenie że ta cisza którą opisujecie to jest też coś co się zdarza kiedy pytanie jest za duże. Nie chodzi o traumę jako taką, ale o to że kiedy coś naprawdę boli, to pytanie 'co z tym zrobić' jest tak ogromne że psychika po prostu nie wie od czego zacząć. I może runa w takiej chwili też nie wie co wybrać, bo wszystko jest jednakowo ważne.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie które mi chodzi po głowie - czy ktoś próbował łączyć runy z kamieniami przy tej pracy z leczeniem serca? Mam na myśli konkretnie różowy kwarc albo amazonit przy losowaniu. U mnie działa to tak że kamień jakby zwalnia to co się dzieje w głowie i łatwiej o tę neutralność o której mówicie.
To co Gienia pisze o rytuale wzięcia kamienia - to mi przypomina że może nie chodzi o sam kamień ani samą runę tylko o ten moment zatrzymania. Jak masz coś w ręku, skupiasz się na tym przez chwilę - to już jest inne niż sięgnąć po runę w biegu między jedną myślą a drugą. Czy to nie jest właśnie to wejście w neutralny poziom przez drzwi fizycznego gestu?
Klementynka, to jest coś z czym się bardzo zgadzam. U mnie tym gestem jest po prostu powolne wyjęcie run z woreczka. Nie losowanie jeszcze, tylko to dotykanie. I myślę że właśnie to przejście - od codzienności do czegoś innego - jest ważniejsze niż sama technika losowania. Ale mam pytanie do was wszystkich: czy jeśli ten gest staje się automatyczny, to traci swoją moc? Czy trzeba go zmieniać?
Ewunia, mnie się zdarzyło że mój rytuał stał się za automatyczny i naprawdę przestał działać. Robiłam go machinalnie i siedziałam z runą bez tego skupienia. Zmieniłam tylko kolejność - najpierw biorę kamień, potem runę - i wróciło. Może nie trzeba zmieniać całości, tylko coś małego żeby znów poczuć że to nie jest nawyk.
Ta zmiana kolejności o której pisałam - mnie naprawdę zaskoczyło jak bardzo to pomogło. Ale wróćmy do tego co Frania pisała wcześniej o tym neutralnym poziomie. Bo w sumie nigdy nie zostało to dokładnie wyjaśnione w tym wątku - co to właściwie znaczy 'poziom neutralny'? Chodzi o stan bez emocji, czy raczej o jakiś punkt równowagi, gdzie emocje są, ale nie przytłaczają?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że mówimy o neutralności jakby była wartością samą w sobie. Ale czy neutralność to zawsze cel? Przy pracy z traumą serca - a o tym jest ten temat - czasem właśnie silna emocja przy rubie jest informacją. Nie przeszkodą, ale komunikatem. Ktoś kto płacze nad Hagalaz niekoniecznie jest 'za blisko', może właśnie dotknął czegoś ważnego.
To co Malachitka napisała o płakaniu nad Hagalaz - sama tak miałam i właśnie to był moment w którym zrozumiałam że praca z runami przy zranionym sercu to nie jest wróżenie w tradycyjnym sensie. To jest coś bliższego rozmowie ze sobą. Hagalaz mnie rozłożyła, ale po czasie okazało się że był to jakiś przełom w tym co czułam. Nie powiem że 'wyleczyła', ale otworzyła coś co było zamknięte. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z konkretną runą w tym kontekście?
