Sen był spokojniejszy, ale szczerze - nie wiem, czy to przez zmianę miejsca, czy po prostu miałam wtedy spokojniejszy okres. Nie potrafię tego rozdzielić. Różdżkarz mówił, że te linie Hartmanna wpływają na regenerację w czasie snu, ale sama nie poczułam jakiejś dramatycznej różnicy.
No właśnie to jest problem z takimi badaniami - za dużo zmiennych. Ale wróćmy do Andromedki, bo ona ma konkretny symptom: nasilenie neuralgii mniej więcej w tym samym czasie co zmiana w praktyce. Buławka, te linie Hartmanna to jedno, ale czy różdżkarz mówił coś o tym, jak długo trwa ekspozycja zanim ciało zaczyna reagować? Bo jeśli chodzi o geopatię jako tło, to czas ma znaczenie.
Andromedka, to byłoby właśnie najprostsze porównanie, jakie możesz zrobić bez żadnych specjalnych pomiarów. Jedna sesja w innym miejscu - nawet na kanapie albo w innym rogu pokoju - i sprawdzasz, czy cokolwiek jest inne. Nie musisz od razu wierzyć w geopatię, żeby przeprowadzić ten test.
A ja w ogóle nie rozumiałam do tej pory, że miejsce sesji ma jakies znaczenie. Myslałam ze to kwestia skupienia, nastroju. Czy to znaczy, ze miejsce działa niezaleznie od tego czy wierzysz w geopatyje czy nie? Czy to musi byc aktywne zeby wpływac?
Powiem wprost: jeśli ktoś pracuje z Thurisaz i Nauthiz kilka razy w tygodniu bez żadnej ochrony energetycznej i bez zamknięcia sesji, to geopatia jest najmniejszym problemem. Te runy same w sobie są wymagające. Geopatia to ewentualnie dodatkowy stres, ale nie przyczyna numer jeden.
Ale co to znaczy 'ochrona energetyczna' przy runach? Znam to słowo z bioenergoterapii, ale nie wiedziałam, że to ma zastosowanie też tu. Czy chodzi o konkretne praktyki?
Nie używałam Algiz w tym charakterze. Znam tę runę, ale myślałam o niej raczej jako o runiie, która pojawia się w losowaniach, a nie jako o czeymś, co można świadomie włączyć przed pracą. To zmienia perspektywę.
Ale czy to nie jest trochę jak nakładanie własnej interpretacji na coś, co było systemem wróżbiarskim? Mam na myśli - czy Algiz jako 'ochrona przed sesją' to tradycyjne zastosowanie, czy to już współczesna warstwa dodana przez praktyków? Pytam, bo to ma znaczenie, jak na to patrzymy.
Powiem szczerze - ten wątek o historii jest interesujący, ale Mystica ma rację. Wróćmy do tego, co praktyczne. Mam dwie rzeczy do sprawdzenia: zamknięcie sesji, które teraz spróbuję zrobić świadomie, i zmiana miejsca pracy z runami. Czy ktoś wie, jak długo czekać, żeby ocenić, czy coś się zmienia? Tydzień to za mało?
Andromedka, ja mam pytanie zanim ty to sprawdzisz - kiedy mówisz 'zamknięcie sesji', to co dokładnie robisz teraz po pracy z runami? Bo ja w ogóle nie wiedziałam, że to jest coś, co się robi świadomie. Myślałam, że po prostu odkłada się kamyki i tyle.
Szczerze, to do tej pory po prostu odkładałam runy z powrotem do woreczka i na tym koniec. Żadnej intencji, żadnego świadomego zakończenia. Nawet nie przyszło mi do głowy, że to może coś zmieniać. Czy to jest faktycznie tak istotne, czy to bardziej psychologiczne zamknięcie dla siebie?
Andromedka, i właśnie to jest pytanie, na które trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony mówię: tak, zamknięcie ma znaczenie praktyczne. Z drugiej - nie wiem, czy powiesz mi, że efekt jest fizyczny czy mentalny, bo obie odpowiedzi będą niepełne. Ale mam do ciebie konkretne pytanie: czy po sesjach masz poczucie, że coś 'wisi', że myśli wracają do losowania przez kilka godzin?
Tak, zdecydowanie. To właśnie jest charakterystyczne - po sesji z Thurisaz i Nauthiz mam wrażenie, że te obrazy i znaczenia kręcą się gdzieś w tle przez wieczór. Nie mogę 'wyjść' z sesji. Czy to jest to, o czym mówisz?
No to mamy właściwie odpowiedź, po co szukać geopatii. Wieczór, po sesji, bez zamknięcia - napięcie zostaje w ciele. Nerw trójdzielny jest strasznie wrażliwy na stres i napięcie mięśniowe w barku i szyi. Praca z intensywnymi runami przy biurku, pochylona, bez rozluźnienia po - to wystarczy.
Ale Skrzypowa.x czy to znaczy ze runa Thurisaz jest zla dla zdrowia? Czy to kwestia ilosci? Bo ja tez ją losuje i nie miałam nic takego.
Wróćmy na chwilę do kwestii miejsca, bo ona nie zniknęła. Andromedka mówiłaś, że pracujesz przy tej samej ścianie. Czy próbowałaś kiedykolwiek robić sesję w zupełnie innym miejscu, nawet nie regularnie - jednorazowo, przy innym oknie albo na podłodze? Choćby raz?
A ja mam teraz pytanie, bo mnie to interesuje - czy stałe miejsce do pracy z jakimikolwiek praktykami jest zalecane, czy nie? Bo w bioenergoterapii słyszałam różne wersje. Jedni mówili, że stałe miejsce 'zapamiętuje' intencję, inni że właśnie przez to się 'zapycha'.
Ale czy to kumulowanie czegoś w miejscu to nie jest metafora? Bo nie bardzo rozumiem, co miałoby się fizycznie kumulować. Mam na myśli - czy to jest twierdzenie, które dałoby się jakoś sprawdzić, czy to po prostu opis subiektywnego odczucia?
I to jest właściwie odpowiedź, która łączy obie perspektywy. Andromedka, nie musisz rozstrzygać, czy to geopatia czy psychologia. Możesz po prostu sprawdzić: inna lokalizacja, zamknięcie sesji, tydzień obserwacji. To ci da więcej informacji niż ta cała dyskusja razem wzięta.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne - jak w ogóle wygląda takie świadome zamknięcie sesji z runami? Czy to jest coś, co Mystica mogłaby opisać krok po kroku?
To brzmi wykonalnie. I szczerze - to jest coś, czego nigdy nie robiłam. Wchodziłam od razu do sesji bez żadnego wejścia i wychodziłam bez żadnego wyjścia. Może to jest właśnie ta luka, o której mówi Gerwazy. Spróbuję w tym tygodniu i wrócę z relacją.
Dobra, wracam jak obiecałam. Minęło kilka dni i rzeczywiście próbowałam inaczej. Po pierwsze - zmieniłam miejsce, usiadłam przy oknie po przeciwnej stronie pokoju. Po drugie - robiłam to, co opisała Mystica: odkładałam każdą runę ze świadomą myślą, że skończyłam. I muszę powiedzieć... wieczorem bolało mniej. Nie znikło, ale było zdecydowanie mniejsze natężenie. Nie wiem, co to znaczy, bo zmieniłam dwie rzeczy na raz i nie wiem, która miała wpływ.
To ważna obserwacja, że zmieniłaś dwie zmienne jednocześnie - bo teraz faktycznie nie możesz stwierdzić, co zadziałało. Gdybyś chciała to sprawdzić porządnie, musiałabyś przez kilka sesji zmienić tylko jedno. Na przykład wrócić do starego miejsca, ale z zamknięciem. Albo nowe miejsce bez zamknięcia. Wiem, że to brzmi analitycznie jak na forum ezoteryczny, ale jeśli chcesz wiedzieć co pomaga - to jest jedyna droga.
Przy tej ścianie siedzę od ponad roku, może półtora. Zaczęłam tam, bo to spokojny kąt, dalej od drzwi, no i ołtarzyk stoi akurat tam. Czy to naprawdę może mieć znaczenie przez taki czas?
Półtora roku to naprawdę sporo. I tu wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej - miejsce, w którym przez długi czas prowadzisz intensywną pracę energetyczną, buduje pewien 'ciężar'. Niekoniecznie zły, ale specyficzny. Thurisaz i Nauthiz razem przez taki czas w tym samym miejscu - to jest sporo. Mam pytanie: czy ołtarzyk jest stały, to znaczy czy te same runy tam leżą cały czas, czy tylko przy sesjach?
Standardowe czy nie, to przy neuralgii jednak warto się zastanowić, czy to nie jest nadmiar bodźców w jednym miejscu. Szczególnie jeśli śpisz blisko tego kąta. Śpisz w tym samym pokoju co ołtarzyk?
Trzy metry to niedaleko, szczególnie jeśli śpisz z tym w jednej przestrzeni. Nie twierdzę, że to na pewno coś robi, ale sen to czas, kiedy jesteśmy bez kontroli nad tym, co przetwarzamy. Mam pytanie - czy bóle zdarzają się też rano, kiedy jeszcze nie miałaś żadnej sesji? Takie poranne, zaraz po przebudzeniu?
