Chcę wrócić do wątku o zakłóceniach między systemami, bo mam wrażenie że za szybko go opuściliśmy. Otolia wspomniała o dwóch podejściach - aktywne i nieaktywne przedmioty. Ale jest jeszcze trzecia możliwość, o której rzadziej się mówi: że to nie przedmioty zakłócają siebie nawzajem, ale osoba pracująca z nimi wnosi jakieś oczekiwanie co do zakłóceń i przez to je tworzy. Czy ktoś o tym myślał?
Dobra, wzięłam amestyst od run kilka dni temu, żeby sprawdzić jak radziłam Czarodka. I zrobiłam dwa odczyty bez niego. Szczerze? Nie wiem czy coś się zmieniło. Jeden odczyt był klarowny, drugi nie. Nie umiem tego porównać.
Tak, runy są w sypialni. Na półce przy oknie. Różdżkarz mówił że żyła idzie mniej więcej od okna do drzwi, więc... no właśnie teraz to napisałeś i trochę mi się robi nieswojo. Może to jednak nie przypadek że tam akurat mam problemy z odczytami.
Ale chwila - robisz odczyty też w sypialni czy tylko tam przechowujesz? Bo to są dwa różne pytania i odpowiedź może być różna dla każdego z nich.
Słucham tego wątku z dużą uwagą bo mnie ciekawi jedno: wszyscy zakładacie że żyła wodna to problem. Ale skąd to wiadomo? Różdżkarz ją znalazł, to fakt - ale czy sam powiedział że to źle? Bo czytałam gdzieś że niektóre tradycje traktują wodę jako kanał energii, nie jako zakłócenie.
No właśnie, nie byłem tego pewien i teraz jak Wega to napisała to zacząłem się zastanawiać. Różdżkarz powiedział dosłownie że 'żyła jest aktywna i przechodzi przez środek sypialni'. Nie powiedział że to źle. Powiedział że warto 'mieć świadomość'. To ja sam skojarzyłem to z problemami z odczytami, bo szukałem jakiegoś wytłumaczenia.
To jest istotna różnica. Bo jeśli różdżkarz nie ocenił tego jako problemu, to cała reszta to twoja interpretacja. I nie mówię że zła - ale warto to oddzielić. Co dokładnie rozumiesz przez 'problemy z odczytami'? Czy chodzi o brak skupienia, o to że runy 'milczą', czy o coś innego?
Płaskie odczyty brzmią bardziej jak problem ze skupieniem albo z nastawieniem niż z miejscem przechowywania. Ale nie wykluczam że to może się nakładać. Leszku, kiedy ostatnio miałeś odczyt który 'mówił'? Czy to było zanim zacząłeś myśleć o żyle wodnej, czy przed tym?
Szczerze to nie pamiętam dokładnie kiedy się zaczęło. Różdżkarz był jakieś dwa miesiące temu. Ale już wcześniej zdarzały mi się takie gorsze sesje. Więc może żyła to nie jest przyczyna, tylko zrzuciłem na nią winę?
To co teraz mówisz bardzo zmienia obraz całej sytuacji. Przez dobre kilkadziesiąt postów rozmawialiśmy o zakłóceniach od żyły wodnej, a teraz okazuje się że problemy były wcześniej. Czy to możliwe że szukałeś przyczyny zewnętrznej, bo łatwiej jest coś zmienić w mieszkaniu niż w sobie?
Zastanawiam się czy można to jakoś sprawdzić bez przenoszenia run. Na przykład: zrób kilka odczytów w salonie, gdzie nigdy nie miałeś złych sesji, i zanotuj. Potem kilka w sypialni. Porównaj. Nie mówię że wynik będzie jednoznaczny, ale przynajmniej będziesz miał jakiś punkt odniesienia zamiast samych teorii.
Mam to w notatkach z innego wątku - ktoś pisał że robił podobny 'test miejsc' przez trzy tygodnie i nie doszedł do wniosku, bo każdy odczyt był inny niezależnie od miejsca. Ale i tak mówił że samo ćwiczenie dało mu coś innego - zaczął bardziej uważać na to kiedy i gdzie siada do run. Może efekt uboczny jest tu ważniejszy niż wynik.
Przepraszam że trochę z boku, ale mam pytanie do Klimci albo kogoś bardziej doświadczonego. Skoro mówimy o zakłóceniach i miejscach - czy inne przedmioty magiczne też powinny być osobno, czy to tylko runy są tak wrażliwe? Bo mam kilka rzeczy razem i zastanawiam się czy to temat też dla mnie.
Wracając do żyły wodnej i do pytania Marlenki sprzed chwili - myślę że obydwie rzeczy mogą być prawdą jednocześnie. Żyła może mieć wpływ i Leszek może szukać zewnętrznej przyczyny, to się nie wyklucza. Problem z takim rozumowaniem jest taki że nie wiadomo co sprawdzić najpierw. Ale skoro notatek nie ma, to może to jest prostszy punkt wyjścia niż przeprowadzka run czy geomancja.
Zgadzam się z Celestyną. I jeszcze jedno - Leszku, co będzie twoim zdaniem dowodem że odczyty się poprawiły? Bo jeśli nie masz kryterium, to możesz przenosić runy, prowadzić notatki i robić eksperymenty przez rok i nadal nie wiedzieć czy coś się zmieniło.
To 'trafienie' o którym mówisz to chyba najczęstsze kryterium które słyszę w rozmowach o runach i nie tylko. Ale jest subiektywne, i właśnie dlatego notatki są ważne - bo po czasie możesz spojrzeć wstecz i zobaczyć czy to co 'trafiło' miało sens w kontekście tego co się wydarzyło. Bez tego zostaje tylko chwilowe odczucie, które łatwo zapomnieć albo przekolorować.
No i właściwie to chyba sedno problemu - nie mam jak sprawdzić czy coś się poprawiło, bo nie notowałem co było przed. Czarodka ma rację z tymi notatkami. Ale zanim zacznę prowadzić dziennik odczytów, to nadal mam ten dylemat z miejscem. Czy zacząć od przeniesienia run, czy od notatek, czy jedno z drugim jednocześnie?
Powiedziałabym że jedno z drugim, ale nie w tym sensie żeby wszystko naraz. Zacznij od notatek już teraz, w tym samym miejscu, bez zmieniania niczego. Masz wtedy punkt odniesienia co do stanu 'przed'. Jeśli za miesiąc przeniesiesz runy, to będziesz miał z czym porównać. Bez tego miesiąca bazowego każda zmiana będzie bez kontekstu.
Dwa tygodnie to minimum żeby zauważyć jakiś wzorzec, ale pod warunkiem że robisz odczyty regularnie - powiedzmy co dwa, trzy dni. Jak rzadziej, to za mało danych. Leszku, jak często teraz ciągniesz runy? Bo to zmienia rachubę.
To trochę błędne koło, nie? Płaskie odczyty - mniej ochoty - rzadziej ciągniesz - nie masz danych żeby zobaczyć czy coś się zmienia - dalej płasko. Jak w ogóle z tego wyjść? Pytam serio, bo sama miałam coś podobnego z kartami i nie wiedziałam od czego zacząć.
Efekt placebo praktyki magicznej to ciekawe sformułowanie. Ale czy to w ogóle problem jeśli działa? Mam na myśli - jeśli przeniesienie run spowoduje że Leszek podejdzie do odczytów z nową energią, to czy ważne skąd ta energia?
A wracając do mojego pytania sprzed kilku postów, bo Paprotka odpowiedziała połowicznie - czy jeśli trzymam runy razem z innymi przedmiotami, to powinienem je najpierw rozdzielić zanim zacznę jakikolwiek eksperyment? Czy to zaburzy wyniki takiego testu?
To jest klasyczne 'wszystko razem bo wygodne', i rozumiem, bo sama tak miałam na początku. Ale obsydian to pochłaniacz energii, zioła mają własne właściwości, i tarot to inny system symboliczny. Czy ktoś zauważył że to co Bogus opisuje to trochę jak zbiór potencjalnych źródeł zakłóceń w jednym miejscu? Może warto by Leszek spojrzał na swoje przechowywanie podobnie.
Hmm, ja mam runy w drewnianym pudełku z pokrywką, samodzielnie, ale to pudełko stoi na tej samej półce co moje karty i jeden kryształ górski. Czy to jest podobna sytuacja do Bogusa czy jednak mniej problematyczna?
Kryształ górski to wzmacniacz, nie przeszkoda, więc spokojnie. Karty obok to kwestia twojego przekonania - jeśli czujesz że przeszkadzają, to przeszkadzają, a jeśli nie - to nie. Ale zauważam że rozmawiamy o półce z przedmiotami, a przez cały wątek główną sprawą była ta żyła wodna. Czy w ogóle wracamy do niej, czy odpuściliśmy temat?
Właśnie to chciałem powiedzieć. Przez kilkadziesiąt postów mieszamy dwa tematy - gdzie trzymać runy i czy żyła wodna zakłóca odczyty. To są powiązane pytania, ale nie identyczne. Odpowiedź na jedno nie odpowiada automatycznie na drugie. Leszku, które z tych pytań jest dla ciebie ważniejsze w tej chwili?
Leszku, dobra, to powiem wprost. Żyła wodna pod sypialnią ma znaczenie głównie jeśli śpisz nad nią regularnie i to wpływa na twój sen i koncentrację. Na przechowywanie run - samo w sobie mniej. Ale jeśli twoje odczyty są płaskie, a ty jesteś zmęczony i rozkojarzony bo geopata nagrzał ci głowę tym odkryciem, to żyła pośrednio owszem wpływa, tyle że przez ciebie, nie bezpośrednio przez runy.
