Pora dnia ma znaczenie dla wielu praktyków, choć nie ma jednej reguły dla wszystkich. Generalnie unika się sesji gdy jesteś zmęczona, po intensywnym dniu, albo bezpośrednio po jedzeniu. Wczesny ranek bywa polecany bo głowa jest czysta. Ale ważniejsze od pory jest twój stan — jeśli o dziesiątej wieczorem czujesz się spokojna i skupiona, to może być lepsza pora niż poranek gdy jesteś roztrzęsiona ze strachu o Zuzię.
Dodam jeszcze jedną rzecz do tematu przygotowania — wiem że to trochę z boku radiestezji, ale stan energetyczny radiestety ma wpływ na jakość pracy. Krótka oddechowa medytacja przed sesją, pięć do dziesięciu minut, naprawdę robi różnicę. Nie chodzi o żaden skomplikowany rytuał, tylko o uspokojenie własnego pola energetycznego. Apolonia, czy miałaś kiedykolwiek kontakt z jakąkolwiek medytacją lub technikami oddechowymi?
Tylko że przy szukaniu kota czy psa to nie zawsze masz ten komfort żeby siadać, oddychać i się skupiać. Jak zwierzę zaginęło i jesteś w panice, to co — masz sobie powiedzieć 'poczekaj kotku, ja tu chwilę pomokuję'? Poważnie pytam, jak to pogodzić.
Chalcedonka mówi o czymś ważnym. Mój kot zaginął i ten pierwszy wieczór to był jeden wielki chaos emocjonalny. Nie byłam w stanie usiąść spokojnie przez kilka godzin. Dopiero kiedy trochę opadłam, pomyślałam o wahadle. Ale może gdybym wcześniej miała jakiś wypracowany rytuał wejścia w skupienie, to by mi to skróciło ten czas?
Właśnie dlatego część praktyków poleca żeby mieć wcześniej przygotowany tak zwany protokół awaryjny — krótką ustaloną sekwencję której się trzymasz niezależnie od emocji. Nie musisz tego wymyślać na gorąco, bo wtedy głowa nie pracuje. Masz swoje trzy oddechy, swoje pytanie kalibracyjne, swój schemat siatki i wchodzisz w to mechanicznie. Mechaniczność w tym przypadku pomaga.
A czy przy szukaniu zaginionego zwierzęcia robi się jedno takie pytanie kalibracyjne, czy kilka? Bo rozumiem że chodzi o weryfikację stanu, ale zastanawiam się ile czasu to realnie zajmuje na początku sesji.
Ja mam taki zestaw kalibracyjny od dawna i robilam go automatycznie zanim wogóle wiem o tym terminni oficjanie. Po prostu na początku pytałam 'czy to jest mapa Polski' trzymając mapę w ręku, żeby sprawdzić czy wahadło 'widzi' co trzymam. Może amatorskie ale działa.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć że akurat argument z odwróconą mapą mnie trochę zatrzymał. Czyli mówisz że orientacja mapy nie miała znaczenia dla wskazania? To by sugerowało że wahadło nie reaguje na obraz wizualny tylko na coś innego — co to jest?
Przepraszam że wchodzę w środku — ale w takim razie czy teoretycznie można by zrobić taką sesję bez żadnej mapy, tylko z wyobrażeniem terenu w głowie? Czy mapa jest potrzebna fizycznie?
Dobra, wracając do mojej sytuacji — mam mapę okolicy wydrukowaną, mam wahadło, zrobiłam kilka prób kalibracyjnych w spokojnych warunkach. Ale mam pytanie o samego świadka. Używałam sierści kota jako próbki, ale nie jestem pewna czy dobrze ją trzymam podczas sesji. Czy to ma być w dłoni, pod dłonią na mapie, czy gdzieś indziej?
To zależy od techniki z której korzystasz. Część praktyków trzyma próbkę w niedominującej ręce, czyli tej która nie trzyma wahadła. Inni kładą ją na mapie pod lewą dłonią albo w pobliżu mapy. Ważne jest żeby kontakt energetyczny był utrzymany przez całą sesję, a nie żeby próbka leżała na blacie dwa metry od ciebie. Którą rękę trzymasz wahadło?
Właśnie dlatego część osób używa wskaźnika — długiego ołówka albo patyczka — który trzyma w prawej ręce razem z wahadłem, albo kładzie próbkę pod małą szklaną fiolką bezpośrednio na mapie żeby się nie przesuwała i miała stały kontakt. Ręce masz wtedy wolniejsze ale połączenie jest przez cały czas. Próbowałaś kiedyś pracować z wahadłem i jednocześnie przesuwać palec po mapie?
No dobra, to może tak zrobię — próbkę pod fiolką na mapie, a prawą ręką wahadło z ołówkiem. Ale mam jeszcze jedno pytanie o samą sierść. Mam jej sporo z jego legowiska, ale nie wiem czy to robi różnicę czy biorę jeden kłębuszek czy więcej. Czy 'siła' świadka jakoś rośnie z ilością materiału?
Ilość materiału nie ma znaczenia — jedna sierść działa tak samo jak garść. Ważniejsze jest żeby świadek był jak najświeższy energetycznie, czyli zebrany niedawno, nie leżał tygodniami w szufladzie wśród innych przedmiotów. Sierść z legowiska gdzie zwierzę spało regularnie to dobry wybór, bo jest mocno nasiąknięta jego śladem energetycznym.
Ja raz robilam sesję dla sąsiadki szukającej psa i ona nie miała nic — tylko zdjęcie na telefonie. Połozylam telefon obok mapy ekranem do góry. Działało, przynajmniej wskazanie było spójne z kierunkiem gdzie pies faktycznie się okazał. Więc nie powiedziałabym że zdjęcie nie działa, choć rozumiem że fizyzcny ślad to lepsza podstawa.
To ważna uwaga o urządzeniach elektronicznych. W pracy z mapą ogólnie zaleca się żeby w pobliżu nie było telefonu w trybie aktywnym — nie chodzi tylko o zdjęcie, ale o samo pole które emituje. Część praktyków wyłącza wifi i dane komórkowe na czas sesji. Przy szukaniu zaginionego zwierzęcia każde źródło zakłóceń warto wyeliminować, bo i tak emocje robią swoje.
A co z samym miejscem gdzie się siedzi podczas sesji? Czy np. praca przy biurku przy oknie blisko ruchliwej ulicy może też zaburzać? Albo jeśli ktoś mieszka w strefie geopatycznej — czy to wchodzi w interferencję z odczytem?
To znaczy że przed każdą poważną sesją powinno się właściwie zrobić mini-badanie własnego mieszkania? Bo to brzmi jakby lista rzeczy do sprawdzenia przed szukaniem zwierzęcia była całkiem długa — kalibracja wahadła, świadek, brak elektroniki, odpowiednie miejsce...
Dobra, to już mam dużo do przemyślenia. Ale wracając do samej sesji — jak właściwie formułować pytania kiedy szukam kota? Czy pytam wprost 'gdzie jest mój kot' i czekam na ruch wahadła nad mapą, czy rozbijam to na mniejsze kroki? Bo wydaje mi się że 'gdzie' to bardzo szerokie pytanie.
Dobrze czujesz — 'gdzie jest' to zbyt otwarte jako pierwsze pytanie. Lepiej zacząć od zawężania obszaru. Najpierw pytasz o stronę świata albo kwadrant mapy, potwierdzasz, potem schodzisz coraz niżej. Możesz też pytać o stan — 'czy jest w promieniu jednego kilometra od domu', 'czy przebywa w miejscu zamkniętym', 'czy jest bezpieczny'. To daje obraz sytuacji zanim w ogóle zaczniesz szukać konkretnego punktu na mapie.
Ja właśnie tak pracuję przy szukaniu czegokolwiek na mapie — najpierw seria pytań o stan i okoliczności, potem dopiero lokalizacja. Dzięki temu wiesz też na co zwrócić uwagę fizycznie. Jeśli wahadło wskazuje 'miejsce zamknięte, ciemne, nieruchome', to szukasz inaczej niż gdyby wskazało 'otwarta przestrzeń, ruch'.
A czy te pytania o stan — 'zamknięte, otwarte, bezpieczne' — też zadaje się nad mapą, czy to bardziej praca z wahadłem w powietrzu bez mapy? Bo nie wiem czy te pytania są powiązane z lokalizacją czy to odrębna część sesji.
Właśnie zaczęłam czytać ten wątek i trochę się zgubiłam — czy ktoś mógłby powiedzieć czy w przypadku psa technika jest taka sama jak dla kota, czy są jakieś różnice? Pytam bo psy mają większy rewir i pewnie mapa musi być w innej skali.
Właśnie chciałam zapytać o coś co mnie nurtuje od początku tego wątku. Czy jest jakaś różnica w tym jak wahadło reaguje kiedy zwierzę żyje, a kiedy... no wiecie. Bo bałabym się nie wiedzieć jak odczytać to wskazanie i zinterpretować je błędnie.
To ważne pytanie i uczciwie powiem, że nie ma jednej odpowiedzi. Część praktyków pyta wprost o stan przed lokalizacją — 'czy mój kot żyje i jest zdrowy' — i ustala odpowiedź przez kalibrację. Inni wolą tego nie robić na początku, żeby nie zabarwić emocjonalnie całej sesji. Zależy też bardzo od tego jak dobrze znasz swoje wahadło i czy ufasz że będziesz w stanie przeprowadzić sesję spokojnie niezależnie od odpowiedzi.
Wracając do pytania Irenki — jeśli pies ma większy rewir, to czy mapa całego miasta to za mało? Pytam serio, bo jeśli ktoś mieszka na obrzeżach i pies mógł pójść w pole albo las, to obszar robi się naprawdę duży.
Ale czy takie przybliżanie nie kumuluje błędów? Jeśli na pierwszym poziomie trafisz nieznacznie obok, to na trzecim czy czwartym poziomie możesz być zupełnie w innym miejscu. Jak to się kontroluje?
