Moja kotka Zuzia zniknęła kilka dni temu i kompletnie nie wiem co robić. Szukam po okolicy, rozwiesiłam kartki, ale nic. Ktoś mi wspomniał, że radiestezja może pomóc w takich sytuacjach — że można pracować z wahadłem nad mapą i ustalić gdzie zwierzę przebywa. Czy ktoś z was to kiedyś robił? Czy to w ogóle ma sens przy szukaniu kota?
Teleradiestezja przy szukaniu zwierząt to temat, który znam z praktyki — i tak, ma sens, ale trzeba wiedzieć jak to robić. Kluczowe jest to, żebyś miała dobry świadek, czyli coś co należało do Zuzi albo co miała przy sobie. Sierść to najlepsze co możesz dostać. Czy masz dostęp do jej legowiska albo ulubionego koca?
Tak, mam jej kocyk i zabawkę. Czy to wystarczy jako świadek? I jak w ogóle to technicznie wygląda — kładę te rzeczy pod mapą?
Świadek kładziesz pod niedominującą ręką albo trzymasz w dłoni, zależy od twojej metody. Pod mapą to jeden ze sposobów, ale nie wszyscy tak pracują. Ważniejsze jest żebyś najpierw nastroiła wahadło właśnie na energię Zuzi — trzymasz świadek, skupiasz się na niej, wywołujesz w sobie jej obraz, zapach, wszystko co z nią kojarzysz. Dopiero potem zaczynasz pytać. Ale powiedz mi — z czym dotąd pracowałaś, z jakim wahadłem?
Mam wahadełko, takie drewniane, kuliste. Kupiłam ostatnio i trochę ćwiczyłam odpowiedzi tak/nie, ale nie jestem jakoś bardzo wprawiona. Czy to może być problem przy szukaniu Zuzi?
Szczerość wymaga powiedzieć wprost — jeśli dopiero ćwiczysz odpowiedzi tak/nie, to praca teleradiestezją nad mapą przy tak emocjonalnym temacie jak zaginiony własny zwierzak jest bardzo trudna. Emocje zakłócają pracę wahadła, to jest podstawa. Czy masz kogoś bliskiego, kto ma więcej doświadczenia i mógłby to zrobić za ciebie, trzymając świadek?
Chalcedonka ma racje, emocje to największy wróg w tej pracy. Sama kiedyś próbowałam szukać zguby która była dla mnie bardzo ważna i wahadło mi dosłownie szalało we wszysttkie strony. Musiałam poprosić koleżankę żeby zrobiła to za mnie i wtedy wyszło spokojnie. Może masz kogoś takiego?
Niestety nie znam nikogo kto to robi... dlatego tu piszę. Czy jest jakiś sposób żeby to zrobić samej, mimo tych emocji?
Można spróbować technikę dystansowania — to znaczy, nie myślisz 'szukam mojej Zuzi', tylko wchodzisz w tryb jakbyś szukała cudzego kota, o którym wiesz tylko tyle co masz w świadku. Brzmi dziwnie, ale to pomaga odciąć emocjonalne zaangażowanie. Wymaga chwili skupienia i może kilku minut ćwiczenia oddechu przed sesją. Masz jakieś doświadczenie z wyciszaniem się przed pracą z wahadłem?
Słyszałam o tej technice dystansowania i mam pytanie do Wegi — czy chodzi o coś w rodzaju wejścia w stan obserwatora, podobnego jak przy niektórych medytacjach? Bo jeśli tak, to może właśnie wcześniejsza praktyka medytacyjna by tu pomogła?
Czytam ten temat z dużą uwagą bo sam mam psa i zawsze się bałem co bym zrobił w takiej sytuacji. Mam pytanie ogólne — czy przy szukaniu zwierząt używa się innych pytań niż przy szukaniu, powiedzmy, żył wodnych? Bo wydaje mi się że tu trzeba inaczej formułować te pytania do wahadła.
Nie chcę być nie na miejscu, ale szczerze — jak to możliwe że wahadło 'wie' gdzie jest kot? Rozumiem wykrywanie wody, bo tam jest jakaś fizyczna różnica w terenie. Ale zwierzę się porusza, jest gdzieś zupełnie losowo... skąd wahadło miałoby to wyczuć?
Też jestem ciekaw tej kwestii bo czytałem gdzieś że przy pracy nad mapą ważna jest skala — że mapa musi być konkretna, najlepiej obszaru który faktycznie jest możliwy do przeszukania. Że jak weźmiesz mapę całego województwa to wskazanie będzie mało precyzyjne. Czy ktoś ma doświadczenie z tym jak precyzyjność mapy wpływa na wynik?
Mogę wydrukować, to nie problem. Ale mam pytanie — czy mapa musi być papierowa? Czy można pracować nad ekranem komputera czy telefonu?
Słyszałam różne opinie w tej kwestii. Ja osobiście zawsze drukuję, ekran mi jakoś nie pasuje, ale znam osoby które pracują nad wydrukiem zdjęcia satelitarnego z sieci i mówią że działa tak samo. Może Wega wie więcej bo ma więcej praktyki z tym niż ja?
Mapa papierowa czy ekran — to jest akurat kwestia którą każdy musi sprawdzić sam. Ale dodam do tego co Mamunaa napisała: ekran emituje własne pole elektromagnetyczne i część radiestetek uważa, że to zaburza odczyt. Ja osobiście nie pracuję nad ekranem właśnie z tego powodu. Druk z Google Maps albo ze stron z mapami topograficznymi sprawdza się naprawdę dobrze. Apolonia, wydrukuj kilka skal — plan osiedla, potem okoliczne ulice, potem szerszy rejon miasta. Masz czym drukować?
Tak, drukarka jest. To wydrukuję kilka skal jak mówisz. Ale mam jeszcze jedno pytanie — jak oznaczam na mapie wyniki? Czy zaznaczam ołówkiem tam gdzie wahadło zareagowało, czy jest jakaś inna metoda zapisywania?
Ołówek jest jak najbardziej w porządku, część osób używa też kolorowych zakreślaczy żeby rozróżnić etapy pracy. Ważniejsze jest żebyś po każdej sesji robiła krótką notatkę — godzina, stan skupienia, co poczułaś, jak wahadło reagowało. To pozwala potem porównać wyniki z różnych sesji i wychwycić spójne wskazania.
Dobiję się do tematu notatek bo sama tak robię przy innych pracach — prowadzę zeszyt z datami, warunkami i wynikami, i naprawdę widać potem różnicę między sesjami kiedy byłam skupiona a kiedy nie. Przy szukaniu zaginionego zwierzęcia to musi być tym bardziej ważne, bo jak Apolonia będzie miała kilka sesji w ciągu kilku dni, to bez notatek łatwo pomylić wskazania z różnych dni.
Zgadzam się z notatkami ale chcę wrócić do pytania Apolonii o to jak oznaczać mapę. Ja przy teleradiestezji rysuję najpierw siatkę na mapie, dzielę ją na sektory i pytam o każdy sektor osobno — tak/nie. Dopiero kiedy znajdę sektor który reaguje, biorę jego mapę w większej skali. Próbowałaś kiedyś pracować z siatką czy tylko prowadzisz wahadło nad mapą bez podziału?
Nie, siatki nie próbowałam. Właściwie nie wiedziałam że tak można. To wygląda jakby bardziej systematycznie niż swobodne prowadzenie wahadła... ale czy nie jest bardziej czasochłonne?
Siatka jest wolniejsza ale daje wyraźniejsze wyniki szczególnie dla kogoś kto nie ma dużego doświadczenia z teleradiestezją. Przy swobodnym prowadzeniu wahadło może reagować subtelnie i początkujący łatwo to przeoczą albo będą niepewni czy to realna reakcja. Przy siatce pytasz binarne pytania, do których już ćwiczyłaś odpowiedzi. To gra na twoje mocne strony, Apolonia.
Mam pytanie do Wegi — ile sektorów robi się przy pierwszym podziale? Bo wyobraźam sobie że jak podzielę mapę na cztery duże sektory to jest gruba precyzja, ale jak na szesnaście małych to sesja może trwać bardzo długo i się zmęczyć przed końcem.
Słucham tego wszystkiego i mam pytanie praktyczne do całej grupy — czy przy szukaniu zwierzęcia pyta się też o to czy ono się porusza? Bo kot może być w jednym miejscu przez kilka godzin, potem się przesunąć i wskazanie z poprzedniego dnia będzie nieaktualne. Jak to obchodzić?
Właśnie to mnie zastanawia w tym co Chalcedonka napisała — jak wahadło ma odróżnić 'teraz' od 'było tu wcześniej'? Dla mnie energetyczny ślad miejsca gdzie zwierzę spało kilka dni to coś zupełnie innego niż jego bieżąca lokalizacja, ale nie rozumiem jak wahadło to rozróżnia.
Przepraszam że wchodzę bo nie czytałam wszystkiego od początku — ale chciałam zapytać czy jest jakiś szybszy sposób? Słucham tych opisów z siatkami i etapami i myślę sobie że jak ktoś ma zaginionego kota to każda godzina jest ważna, a tu wychodzi że trzeba się długo przygotowywać...
Mamunaa ma rację. Ja też na początku chciałam się rzucić od razu z wahadłem nad mapą ale po tej rozmowie widzę że podejście etapowe ma sens. Mam jeszcze pytanie — czy powinnam robić te sesje o jakiejś konkretnej porze dnia, czy to nie ma znaczenia?
