Alusia, to jest właśnie ta metoda etapowa której szukałam. Ale mam wątpliwość — jeśli wahadło mówi 'tak' na pytanie czy energia jest korzystna, to czy to oznacza korzystna dla mnie konkretnie, czy dla każdego? Bo zaczęłam się zastanawiać czy miejsca mocy mogą być selektywne.
To bardzo dobre pytanie i mało kto je zadaje na początku. Energia miejsca to jedno, a jej odbiór przez konkretną osobę to drugie. Można zapytać wahadłem precyzyjnie: 'czy to miejsce jest korzystne dla mnie' zamiast ogólnie. Wyniki mogą się różnić.
Poczekajcie, to jak w ogóle można mieć pewność czy coś jest miejscem mocy a nie po prostu miejscem gdzie się nam podoba? Brzmi trochę jak że każde miejsce można tak nazwować jeśli się chce.
A czy jest jakaś minimalna liczba tych wskaźników żeby w ogóle mówić o miejscu mocy? Pytam bo trochę zgadzam się z Lelumem, że sama reakcja wahadła to za mało, ale nie wiem gdzie jest granica.
Węzeł Hartmanna to nie jest 'zwykły' węzeł jak się tak mówi. Zależy od tego który to węzeł i jak wpisuje się w szerszą sieć. Są węzły kluczowe i węzły neutralne, to nie jest jednorodna siatka.
Czekajcie, a co to jest ta sieć Curry'ego? Słyszałam o Hartmannie ale o Curry'm już mniej. Czy to jest coś osobnego czy nakładka na Hartmanna?
To znaczy że to takie warstwy nakładające się na siebie? Hartmann, Curry, żyły wodne — a miejsca mocy to tam gdzie wszystko się nakłada?
Czyli jak mapuję swój kamień, to powinnam szukać skrzyżowań i sprawdzać czy energia jest korzystna czy obciążająca? Czy to robi się jednocześnie czy w dwóch osobnych sesjach?
Polecałabym oddzielić te dwie rzeczy w czasie. Najpierw zmapuj linie bez oceny, żebyś miała czyste dane o przebiegu. Potem wróć i pytaj o charakter energii w konkretnych punktach. Jeśli robisz to naraz, pytania zaczynają się mieszać i trudniej utrzymać skupienie.
Nie tygodni, ale kilku wyjść na pewno. Przy moim pierwszym porządnym mapowaniu robiłam trzy wizyty: raz same linie różdżkami, raz wahadłem charakter punktów, raz kontrolnie. To dało mi spójny obraz. Ale wszystko zależy od wielkości terenu.
To jak w takim razie rozróżnię czy mój kamień ma miejsce mocy czy tylko silniejszy węzeł? Filomena, mówiłaś o trzech wizytach — ale czy wiesz z góry gdzie pójść czy chodzisz po całym terenie za każdym razem?
Za pierwszym razem chodzę po całym terenie i szkicuję przebieg linii. Dopiero jak mam szkic, wracam do konkretnych punktów które wydały mi się wyraźniejsze. Nie ma sensu chodzić wszędzie trzy razy, to by zajęło wieki. Ale ten pierwszy szkic musi być dokładny, bo on wyznacza gdzie szukać dalej.
Dobra, ale jak szkicujesz przebieg linii kiedy idziesz? Zatrzymujesz się co kilka kroków i sprawdzasz wahadłem? Bo to musi trwać godzinami na większej działce.
Wróćmy chwilę do tego co Hematytka pytała wcześniej — jak rozróżnić miejsce mocy od samego węzła. Czy ktoś próbował siedzieć w takim miejscu przez kilkanaście minut i obserwować jak zmienia się samopoczucie? Bo parametry wahadła to jedno, ale ciało też daje informację.
A to mrowienie w stopach to częste? Bo byłam raz nad rzeką przy starym brodzie i miałam coś takiego, ale myślałam że to zmęczenie. Teraz zastanawiam się czy tam coś było.
Mrowienie w stopach przy kontakcie z terenem to jeden z sygnałów który warto brać pod uwagę, ale nie sam w sobie. Stary bród przy rzece to bardzo charakterystyczne miejsce — woda bieżąca, prawdopodobnie żyła, być może dawne przejście używane przez ludzi przez wiele pokoleń. Takie miejsca mają swoją historię energetyczną. Czy wróciłaś tam kiedyś z wahadłem?
Przepraszam, mam trochę inne pytanie — czy te miejsca mocy to zawsze są miejsca naturalne? Czy może być miejsce mocy w mieście, np. na starym rynku albo przy kościele? Czy energia miejska zagłusza te ziemskie?
Sieci Hartmanna i Curry przechodzą przez wszystko — przez beton, fundamenty, warstwy budowlane. Beton nie blokuje. Ale w mieście jest dużo zakłóceń od instalacji elektrycznych, rur wodociągowych, metra jeśli jest, i ogólnego hałasu energetycznego. To nie znaczy że nic nie ma, ale mapowanie jest trudniejsze i wymaga spokojniejszych warunków, najlepiej wczesne godziny porannewe w dzień wolny.
Stare rynki i place kościelne często są zbudowane właśnie w miejscach które wcześniej miały znaczenie energetyczne. Nasi przodkowie nie mieli przyrządów ale mieli wyczucie. Wiele kościołów stoi na miejscach dawnych świątyń, które stały tam nie bez powodu. Więc tak — miasto może mieć miejsca mocy, tylko trzeba wiedzieć gdzie patrzeć.
Wracając do mojego kamienia — wcześniej Filomena mówiła żeby sprawdzić to samo miejsce o różnych porach. Czy to znaczy że muszę wrócić tam o wschodzie słońca i wieczorem? Bo przed świtem byłam sama i nie wiem czy chcę tam chodzić sama po ciemku regularnie.
Wschód słońca to nie jest jedyna opcja. Ważna jest różnica między porą aktywności dziennej a wieczorną. Możesz wrócić wczesnym rankiem ale już po wschodzie, i oddzielnie wieczorem przed zmrokiem. Nie musisz wychodzić w ciemności, chodzi o to żeby mieć co najmniej dwa różne okna czasowe do porównania. Jeśli wyniki się pokrywają — to dobry znak spójności miejsca.
A czy ktoś prowadzi jakiś dziennik z takich wizyt? Bo zaczynam myśleć że to dużo danych do zapamiętania — godzina, pogoda, własne samopoczucie, wyniki wahadła, mrowienie czy nie. Jak to organizować żeby potem móc porównać?
Właśnie o to mi chodzi — czy ktoś ma jakiś konkretny schemat takiego dziennika? Bo sama prowadzę notatki ale w zupełnym bałaganie, raz zapisuję w telefonie, raz na kartce, i potem nie mogę nic porównać. Przy miejscach mocy to chyba szczególnie istotne, bo trzeba śledzić zmiany w czasie, nie tylko jeden zapis.
Mam prosty zeszyt podzielony na rubryki — data, godzina, faza księżyca, pogoda i ciśnienie jeśli pamiętam sprawdzić, lokalizacja, co robiłam (wahadło, różdżki, pobyt bez przyrządów), wyniki i na końcu kolumna na własne samopoczucie. Na jedną wizytę jedna strona. Faza księżyca to nie ozdoba — naprawdę widać różnice w odczytach przy pełni i nowiu.
Ja bym dodała do dziennika jeszcze jedno pole — stan własny przed wyjściem. Zmęczenie, napięcie, czy coś ciążyło danego dnia. Bo wyniki mocno zależą od tego w jakim stanie jesteśmy i bez tej informacji potem nie wiesz czy różnica w odczycie wynika z miejsca czy z ciebie.
To mi daje do myślenia, bo tamtego ranka przy kamieniu byłam chyba wyjątkowo spokojna — wstałam wcześnie sama z siebie, przed resztą domowników, i wyszłam bez pośpiechu. Zastanawiam się czy gdybym poszła po kłótni albo w biegu, to w ogóle bym cokolwiek poczuła.
To bardzo ważna obserwacja. Miejsce mocy nie zmienia się, ale nasza zdolność do odbioru tak. Cisza wewnętrzna, o której Saturnella pisała wcześniej, jest warunkiem żeby w ogóle otworzyć się na te sygnały. Dlatego warto wychodzić w takie miejsca właśnie w tej spokojnej porze, nie na siłę.
