Hmm, to ciekawe co mówi Ametystka, bo ja zawsze myślałam że do tych energetycznych rzeczy potrzeba jakiegoś specjalnego stanu skupienia, medytacyjnego prawie. A tu słyszę że wystarczy być spokojnym. Czy te dwa podejścia to jest to samo, czy są jakieś różnice między spokojnym a medytacyjnym nastawieniem przy pracy z wahadłem?
To jest dla mnie naprawdę użyteczne rozróżnienie. Ale mam pytanie praktyczne — skoro skupiam się na ręce i sznurku, to co robię z pytaniem? Mam je wypowiadać głośno, w myślach, a może je tylko 'czuć'? Bo słyszałem różne wersje i nie wiem co jest właściwsze na start.
Sama zaczynałam od głośnego zadawania pytań i myślę że to był dobry wybór. Kiedy mówisz pytanie na głos, masz pewność że je sformułowałeś konkretnie — nie ma takiego efektu jak przy myśleniu, że pytanie ci się 'rozmywa' w połowie. Poza tym słyszysz jak brzmi i możesz je poprawić zanim zaczniesz czekać na odpowiedź.
A jak już o pytaniach mowa — czy jest jakiś sensowny sposób żeby ćwiczyć z wahadłem w kontekście właśnie radiestezji, a nie tylko przedmiotów pod kartkami? Bo to ćwiczenie z kartkami jest fajne do kalibracji, ale mnie bardziej interesuje ta część z energiami w domu, siatkami i tak dalej. Od czego zacząć w tym kierunku?
Mnie zajęło jakieś trzy tygodnie zanim zaczęłam czuć że odpowiedzi są spójne. Ale to było przy codziennym ćwiczeniu po kilkanaście minut. Znam osoby które miały wyraźne wyniki już po kilku dniach i takie które pracowały miesiącami. Naprawdę nie ma reguły.
Właśnie przy tym stoje — przez kilka tygodni ćwiczę i wciąż mam te niewyraźne odpowiedzi. Zmieniłam sznurek na dłuższy jak ktoś sugerował, ciężar mam teraz większy — około piętnastu gramów. Jest trochę lepiej, ale nadal nie jestem pewna. Może to kwestia wahadła jako takiego, może powinnam spróbować innego materiału?
Łokieć w powietrzu to nie jedyna metoda — część radiestezystów wolą oprzeć nadgarstek o krawędź stołu, nie łokieć. Daje stabilizację bez blokowania ruchu. Może warto spróbować obu i zobaczyć co daje wyraźniejszy efekt. To nie jest zasada dogmatyczna.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które mnie nurtuje — czy do wykrywania żył wodnych używa się tego samego wahadła co do ćwiczeń z pytaniami tak/nie? Myślałam że do biolokacji bardziej służą te pręty L albo różdżka widełkowa, a nie wahadło.
To dobrze że Kryska zapytała, bo też gdzieś z tyłu głowy miałem to pytanie. Czyli jeśli dobrze rozumiem — na sam początek uczę się wahadłem podstawowej komunikacji tak/nie, a jak już to opanuję, to mogę myśleć o prętach do terenu i mapach do teleradiestezji? Taką mam teraz ścieżkę w głowie.
Dokładnie tak bym to rozumiała. Wahadło to fundament — uczysz się rozpoznawać własne odpowiedzi, ufać im, weryfikować. Wszystko inne potem idzie łatwiej bo masz już ten kontakt wypracowany. Sama zaczynałam od wahadła i dopiero po kilku miesiącach wzięłam do ręki pręty.
A czy to wahadło które się kupuje na start — bo tu na początku było dużo o tym jaki rodzaj wybrać — ma znaczenie dla tej dalszej drogi z prętami i mapami? Chodzi mi o to czy dobierając pierwsze wahadło warto już myśleć o tym co potem, czy to zupełnie osobna decyzja?
Materiał ma znaczenie, ale nie w tym sensie w jakim Wala97 myśli. Kryształ czy metal różnią się tym jak reagują na różne rodzaje energii — ale to jest istotne dopiero gdy masz już wypracowane czytelne odpowiedzi. Na etapie nauki liczy się przede wszystkim to czy wahadło ma odpowiednią masę i sznurek dobrej długości. Kryształ który waży cztery gramy nauczy cię tyle samo co metalowy kulkowy.
Nie do końca się zgodzę. Sama zaczynałam od kryształu górskiego i moim zdaniem materiał robi różnicę od samego początku — kryształ jest bardziej 'czuły' na subtelne energie i łatwiej się z nim zestroić. Metalowe wahadła są bardziej do pracy technicznej, pomiarowej. Tak przynajmniej słyszałam i moje doświadczenie to potwierdza.
Myślę że tu jest szerszy problem z tym pytaniem o materiał — bo Wala97 pyta czy kryształ lepiej 'przygotowuje', a to zakłada że wahadło cię czegoś uczy samo z siebie. Tymczasem to ty się uczysz, wahadło tylko pokazuje ci odpowiedź ciała. Więc pytanie powinno brzmieć raczej: z którym wahadłem moje ciało łatwiej nawiązuje kontakt? I na to każda osoba może mieć inną odpowiedź.
To mnie trochę przestawia myślenie. Czyli mam rozumieć że powinienem raczej wziąć kilka wahadłek do ręki i sprawdzić które 'leży' lepiej, zamiast szukać jakiejś obiektywnej najlepszej opcji dla początkujących?
Dokładnie tak to rozumiałam gdy zaczynałam. Chodziłam do sklepu i brałam różne do ręki — nie żeby je 'testować' metodycznie, ale żeby poczuć czy jest jakaś różnica w trzymaniu. Jedno było za lekkie, drugie za ciężkie, trzecie miało dziwny środek ciężkości. Ostatecznie wybrałam takie które po prostu wydało mi się spokojne w dłoni.
Właśnie przy zakupach online miałam problem — dostałam wahadło opisane jako 'do radiestezji' a ważyło chyba osiem gramów i sznurek miało sztywny, prawie jak drucik. Kompletnie nic z tym nie czułam. Dopiero jak kupiłam osobno ciężarek mosiężny i przywiązałam normalną nitkę, zaczęło cokolwiek działać.
Nie wiedziałem że to może być takie proste. A czy ten materiał sznurka ma jakieś znaczenie, bo słyszałem że jedwab jest lepszy od bawełny — czy to prawda czy kolejna opinia bez podstaw?
Jedwab jest mniej elastyczny i nie wchłania wilgoci z palców, co przy dłuższych sesjach może mieć znaczenie — sznurek mokry od potu zmienia nieco swoje właściwości fizyczne. To jest praktyczny argument, nie mistyczny. Bawełna też działa, po prostu wymaga częstszej wymiany jeśli intensywnie pracujesz.
Wracam do tego co Eliksiriaa napisała o mosiężnym ciężarku — czy konkretny kształt wahadła ma znaczenie? Bo tu na początku wątku dużo było o wahadłach egipskich, Karnak, Izydy i innych. Teraz rozumiem że Eliksiriaa po prostu używa stożka. Czy forma wahadła ma jakiś realny wpływ na wyniki czy to tylko nazewnictwo?
A jak w takim razie wygląda ta praca z wahadłem Karnak czy Izydy — czym się różni od zwykłego tak/nie? Bo nie rozumiem do czego potrzebne są te bardziej skomplikowane formy.
To może głupie pytanie, ale co to jest skala Bovisa? Kilka razy ten termin gdzieś migał i nie wiem co to znaczy w praktyce.
Skala Bovisa to jednostka miary energii miejsca lub przedmiotu, opracowana przez André Bovisa. Mierzy się nią poziom wibracji — im wyższy wynik, tym bardziej korzystna energia. Poziom neutralny dla człowieka to okolice 6500 jednostek Bovisa, wartości powyżej tego progu uznaje się za korzystne, poniżej — obciążające. W praktyce radiestezyjnej używa się jej do oceny mieszkań, działek, ale też wody, jedzenia czy kamieni. Wahadło nad biometrem pokazuje ile razy zatacza koło zanim się zatrzyma.
Czyli tym wahadłem można mierzyć energię konkretnych miejsc? I wynik jest w tych jednostkach? Jak to fizycznie wygląda w praktyce — stoisz w pokoju i mierzysz czy to bardziej praca nad mapą?
Można i tak i tak. Najczęściej mierzy się bezpośrednio w miejscu — stajesz, trzymasz wahadło nad biometrem, czyli taką tarczą z narysowaną skalą, i liczysz obroty. Ale można też pracować nad rzutem mieszkania. Biometry są dostępne do druku w sieci, nie trzeba kupować nic specjalnego. Na początku powiem szczerze że ważniejsze od skali Bovisa jest dla ciebie opanowanie odpowiedzi tak/nie — bo bez tego nie zrobisz żadnego porządnego pomiaru ani tym bardziej nie zmierzysz Bovisa.
A czy te kamienie też można mierzyć skalą Bovisa? Bo mam kilka kryształów i zastanawiam się czy wszystkie mają tę samą energię czy różnią się między sobą.
Ten spór o kamienie jest trochę na boku, ale przy okazji wraca ważna kwestia dla Bronka — skala Bovisa to nie jest cel sam w sobie dla kogoś kto dopiero zaczyna. To jest jeden z bardziej zaawansowanych pomiarów, bo wymaga nie tylko sprawnie działającego wahadła, ale też skupienia i wyłączenia myślenia życzeniowego podczas liczenia obrotów. Zanim do tego dojdzie, Bronek powinien po prostu ćwiczyć odpowiedzi.
