Ja to mam tak że zaczynam z zewnątrz a potem w pewnym momencie nagle jestem w środku i nie wiem kiedy to się stało. Trochę jak z zasypianiem o którym mówiłam wcześniej. Tylko że tu wiesz że nie śpisz. Aurelinda, to co opisujesz z jeziorem - czy jak o nim myślisz teraz to czujesz zapach, wilgoć, temperaturę? Czy tylko widzisz?
To jest właśnie ta różnica której szukałaś. Obraz który ma tylko wzrok to ilustracja. Obraz który ma zapach, temperaturę, wilgoć - to już środowisko. I właśnie to drugie jest tym czym pracuje się głębiej. Nie musisz wiedzieć czy to pamięć czy wyobraźnia. Twoje ciało reaguje i to jest sygnał.
Ale jak się trenuje to żeby było więcej niż wzrok? Ja jak próbuję coś wizualizować to dostaje jakiś obraz ale totalnie płaski, bez odczuć. Jak tu w ogóle zacząć dodawać te warstwy?
Dokładnie. I nie rób z tego zadania do odhaczenia. Słyszę, widzę, czuję, zaliczam. To nie tak działa. Leszek, powiedz mi - kiedy próbujesz i wychodzi ci ten płaski obraz, to jesteś zrelaksowany czy raczej skupiony na 'robieniu tego dobrze'?
No to jak to jest, bo ja nie rozumiem - mówi się żeby nie kontrolować, ale jednocześnie żeby się skupić na jakimś obrazie. To jedno przeczy drugiemu. Skupiać się czy nie skupiać?
To tak jak przy medytacji z oddechem? Skupiasz się na oddechu, a jak myśl przyjdzie to ją odpuszczasz i wracasz. Tu skupiasz się na obrazie a jak zacznie się ocenianie to odpuszczasz i wracasz do obrazu?
Woda się lekko rusza. I mgła unosi. To nie jest nieruchome. Chyba nigdy nie myślałam o tym że to ważne, ale teraz jak zwracam uwagę to jednak jest jakiś ruch. Czy to dobrze że obraz sam żyje, czy powinnam to bardziej kontrolować?
To że obraz żyje to znak że nie blokujesz. Zatrzymany, nieruchomy obraz to zwykle efekt napięcia - umysł próbuje go kontrolować i wychodzi coś w rodzaju fotografii. Ruch jest naturalny. Pytanie jest inne - czy czujesz że ten ruch cię prowadzi, czy że cię rozprasza?
Chyba prowadzi. Nie czuję się zagubiona, raczej... obserwuję. Jakbym stała na brzegu i patrzyła jak mgła się unosi. Tylko nie wiem czy tak ma być od początku czy to powinno się jakoś pogłębiać z czasem.
Obserwowanie z brzegu to bardzo konkretna pozycja. Nie oceniam że zła, ale powiedz mi - czy wchodzisz do tej sceny stopami, czy nadal jesteś jakby poza nią? Bo to rozróżnienie jest ważne przy kolejnych krokach.
Ja długo byłam w tym samym miejscu, ta scena przede mną a nie wokół. U mnie zmieniło się to samo z siebie jak przestałam myśleć o tym żeby 'wejść'. Naprawdę, jak tylko zapomnisz że chcesz być w środku, to nagle tam jesteś. Aurelinda, spróbuj poczuć pod stopami tę trawę przy jeziorze zamiast starać się przestawić kąt widzenia.
Ale ilu z was to w ogóle wychodzi za pierwszym razem? Bo ja próbowałam kilka razy i albo mi się obraz rozpada, albo zasypiam, albo po prostu nic się nie dzieje i siedzę i czekam aż coś się zmieni. Nie wiem ile czasu muszę na to poświęcić żeby zobaczyć jakikolwiek efekt.
I to jest właśnie ten problem. Wizualizacja nie działa jak ekran który sam się odpala. Musisz coś postawić - choćby jeden element. Kolor, kształt, dźwięk. Cokolwiek żeby było od czego zacząć. Puste oczekiwanie generuje albo losowe szumy albo nic. Kaczeniec, masz jakieś miejsce, nawet wymyślone, które ci się kojarzy z czymś spokojnym?
Och, to ciekawe że zapach przychodzi tak naturalnie. Ja jak próbuję wizualizować to zawsze myślę o tym co widzę i nigdy mi nie przychodzi do głowy żeby zacząć od zapachu. A to może być łatwiejsze?
Mgła nie znaczy słaba wyobraźnia. Znaczy że umysł nie jest jeszcze na tyle spokojny żeby obraz mógł się skonkretyzować. To trochę jak z wodą - wzburzona nie odbija wyraźnie, spokojna odbija ostro. Ćwiczenie spokoju to ćwiczenie wyrazistości obrazu. Wieszczkaa, jak długo siedzisz zanim zaczynasz wizualizować?
Właśnie to. Wizualizacja to nie jest pierwszy krok, to jest gdzieś w środku praktyki. Kilka minut samego oddechu przed - i zobaczysz że te obrazy zaczną być wyraźniejsze. Nie musisz robić nic specjalnego, po prostu daj umysłowi chwilę żeby zwolnił zanim zaczniesz budować obraz.
To co Kminek napisał o oddechu przed ma sens. Nigdy mi nie przyszło do głowy że wizualizacja może być gdzieś w środku a nie na początku. Ale ile to ma być tych minut oddechu? Bo ja jak siedzę dłużej bez 'robienia czegoś' to zaczynam się niecierpliwić i myśleć o liście zakupów.
'Starać się nie myśleć' to trochę jak starać się nie myśleć o różowym słoniu. Im bardziej chcesz wyczyścić umysł siłą, tym więcej myśli. Oddech ma być czymś na czym możesz zawiesić uwagę - nie bramą do nicości, tylko konkretnym punktem skupienia. Wieszczkaa, spróbuj śledzić sam przepływ powietrza, ciepłe wychodzi, chłodne wchodzi, i tyle.
A czy wizualizacja w ogóle wymaga tego wstępnego uspokojenia? Bo ja czasem mam bardzo żywe obrazy właśnie jak jestem trochę pobudzony, nie wiem, może to tylko u mnie tak.
Ja wracam do tego co Marlenka pisała o trawie pod stopami. Spróbowałam wieczorem i chyba poczułam coś innego niż zwykle. Nie wiem jak to nazwać, ale obraz był jakby bliżej. Nadal nie wiem czy 'byłam w środku' ale coś się zmieniło.
O, to brzmi dobrze 🙂 Właśnie o to chodzi, nie o pełne zanurzenie od razu ale o to że coś jest 'bliżej'. Czy ten obraz był wyraźniejszy czy po prostu inaczej się czułaś?
To co opisujesz, Aurelinda, to bardzo precyzyjne rozróżnienie które często umyka początkującym. Zmiana nie musi być w obrazie - może być w relacji obserwatora do obrazu. To jest właściwie ważniejsze. Obraz może być mglisty a mimo to 'prawdziwy' w sensie doświadczenia, jeśli czujesz że coś Cię łączy ze sceną a nie tylko ją oglądasz z zewnątrz.
Dobra ale ja nadal nie wiem jak długo to trwa zanim w ogóle poczujesz tę różnicę. Bo mi się wydaje że ćwiczę od jakiegoś czasu i nic takiego nie czuję. Może robię coś fundamentalnie nie tak?
Ciekawe co mówisz o łóżku, sama zawsze siadam przy biurku albo na fotelu i jakoś nie mam problemu z zasypianiem, może to właśnie dlatego.
Wracając do Aurelindy i tej zmiany relacji z obrazem - czy ktoś próbował pracować z tym świadomie? To znaczy nie z samym obrazem tylko właśnie z tym 'jak jestem wobec tego obrazu'. Mnie się to kiedyś zdarzało przypadkowo ale nie umiałam tego powtórzyć.
Byłam skupiona chyba na oddechu, nie na samym obrazie. Scena była gdzieś obok, nie próbowałam jej trzymać. Może dlatego weszłam? Edek, to co mówisz o intencji powtórzenia - ale jak inaczej do tego podejść, skoro chcę żeby to się znowu wydarzyło?
To co opisała Lunella - zmęczenie codzienny hałasem i przypadkowe wejście - brzmi jak opis stanu który w niektórych tradycjach nazywa się receptywnym. Nie aktywnym budowaniem obrazu, ale otwarciem się na niego. Pytanie do Luny: czy przed tą sesją robiłaś cokolwiek szczególnego, jakiś rytuał przygotowawczy, coś do czytania, spacer? Szukam co mogło tak wyciszyć właśnie ten hałas.
