Cześć, mam pytanie dotyczące wizualizacji podczas medytacji. Siedzę, oddycham, próbuję skupić się na jakimś obrazie - na przykład spokojnej łące albo świecy - i po chwili obraz po prostu znika. Nie potrafię go utrzymać. Czy to jest normalne na początku? Jak wy podchodzicie do tworzenia tych mentalnych obrazów? Czy to coś, czego trzeba się nauczyć, czy po prostu u jednych działa, a u innych nie?
To normalne, że obraz ucieka. U większości ludzi na początku tak właśnie jest - umysł nie jest przyzwyczajony do utrzymywania jednej rzeczy naraz. Ja zaczynałem od wyobrażania sobie czegoś bardzo prostego, żółtej kuli, i wracałem do niej za każdym razem gdy mi uciekała. Kluczowe jest to żeby nie frustrować się tym znikaniem, bo frustracja tylko bardziej rozprasza.
A powiedz mi, Edek - czy ty masz te obrazy jak na filmie, kolorowe i ostre? Bo ja jak próbuję coś zwizualizować to mam coś jakby cień albo zarys, nie wiem czy to w ogóle liczy się jako wizualizacja.
Właśnie, to jest kluczowe rozróżnienie. Wizualizacja to nie tylko wzrok wewnętrzny. Część ludzi bardziej czuje miejsca niż je widzi, inni słyszą dźwięki. Jak zaczynasz od wymuszania ostrego obrazu, to możesz się niepotrzebnie blokować. Aurelinda, a powiedz - kiedy wyobrażasz sobie tę łąkę, czy czujesz jakiś zapach trawy albo wiatr?
Dokładnie tak jest moim zdaniem. Ja jak medytuję to zawsze zaczynam od oddechu, a potem jakby naturalnie pojawia się atmosfera miejsca, nie jakiś gotowy obrazek. Myślę że wizualizacja to bardziej budowanie nastroju niż malowanie obrazu w głowie. Choć może sie mylę 🙂
Ale zaraz, to jak długo trzeba ćwiczyć żeby w ogóle coś konkretnego widzieć? Bo czytałam że niektórzy po kilku minutach potrafią wejść w całe scenariusze, jakby film oglądali. Kiedy to przychodzi?
Ja ćwiczę od kilku lat i powiem szczerze że te blogi często trochę koloryzują. Wizualizacja to tylko jedna z technik, nie jest lepsza ani gorsza od skupienia na oddechu. Aurelinda, wróćmy do twojego pytania, bo mnie ciekawi - czy masz jakiś konkretny cel tej wizualizacji, czy to czysto eksploracyjnie?
To ciekawe co piszesz o tych głębszych warstwach, bo faktycznie niektóre tradycje medytacyjne - szczególnie w buddyzmie tybetańskim - używają wizualizacji jako metody pracy z psychiką i symboliką. Tam obraz nie jest celem, jest jak most. Problem z blogami i materiałami popularnymi jest taki, że często wyrywają techniki z kontekstu i sprowadzają je do czegoś w stylu 'wyobraź sobie sukcesy i będziesz je miał'. To trochę inne podejście. Aurelinda, czy próbowałaś kiedyś zacząć od symbolu zamiast całego krajobrazu?
Tak, może to być kształt, ale też bardziej osobisty symbol, coś co dla ciebie coś znaczy. Krąg, drzewo, ogień, cokolwiek. Prostszy punkt skupienia łatwiej utrzymać w umyśle niż złożoną scenę. Tradycja tybetańska używa na przykład mandali, ale nie chodzi o konkretny rysunek, tylko o poczucie środka i porządku. Czy masz jakiś obraz albo symbol który jakoś naturalnie ci się nasuwa gdy myślisz o spokoju?
Przepraszam że się wtrącę, ale właśnie to czytam i mam pytanie z innej strony. Czy wizualizacja w medytacji ma coś wspólnego z wizualizacją używaną przy rytuałach? Bo widziałam w różnych źródłach że przy pewnych praktykach też się wizualizuje rezultat, i zastanawiam się czy to ta sama technika czy coś innego.
Dobra kwestia od Paradoxy. Wróćmy do Aurelindyy i tego co mnie zastanawia, Kminek napisała o zmysłach, Strzybog o symbolach, ale nikt jeszcze nie zapytał o samo ciało podczas wizualizacji. Aurelinda, co się dzieje z twoim oddechem kiedy próbujesz utrzymać obraz? Bo często napięcie ciała automatycznie niszczy wizualizację zanim w ogóle zdążymy to zauważyć.
Dokładnie, to jest to. Próbuj następnym razem zamiast gonić uciekający obraz, po prostu zrobić wydech i pozwolić mu wrócić samemu. Bez oceniania. To łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale ta różnica między ściganiem a zapraszaniem obrazu jest naprawdę duża w praktyce.
To co napisał Edek o zapraszaniu zamiast ścigania - to dla mnie nowe ujęcie. Ale jak w praktyce odróżnić te dwa stany? Bo z zewnątrz to wygląda tak samo - siedzę, próbuję coś zobaczyć.
To chyba właśnie mój problem. Jak się zastanawiam teraz nad tym co czuję podczas tych prób, to faktycznie coś się zaciska. Jakbym bardzo chciała to 'złapać'. Może za bardzo mi na tym zależy?
A może po prostu za bardzo analizujesz w trakcie? Ja długo miałam ten sam problem, że jednocześnie próbowałam wizualizować i oceniać czy mi wychodzi. To jak próbować zasnąć i jednocześnie sprawdzać czy już śpisz.
Ale jak tego nie kontrolować, to skąd wiadomo że w ogóle coś robisz dobrze? Ja jak zamknę oczy i 'odpuszczam' to po prostu mi się myśli kręcą i nic.
To co opisuje Kaczeniec70 to bardzo charakterystyczny etap. Te 'przypadkowe migawki' to często właśnie naturalne obrazy umysłu zanim zacznie je tłumić nadmierna kontrola. Pytanie brzmi - czy one są przypadkowe, czy tylko tak nam się wydaje? Można spróbować zapisywać po medytacji co się pojawiło, i po kilku tygodniach sprawdzić czy nie ma jakiegoś wzoru.
To nie jest dziwne, to ma sens. We śnie racjonalna część umysłu jest wyłączona i obrazy przychodzą swobodnie. W medytacji ta część jest aktywna i cały czas ocenia. Aurelinda, właśnie dlatego pytałam o twój cel, bo jeśli chodzi ci o te 'głębsze warstwy', to może warto byłoby zacząć od hipnagogii - tych obrazów które pojawiają się tuż przed snem.
To stan między jawą a snem, kiedy ciało zasypia ale umysł jest jeszcze świadomy. Pojawiają się wtedy obrazy, często bardzo żywe, których nie kontrolujesz. Część praktyków celowo wchodzi w ten stan jako trening - uczysz się obserwować obrazy bez ingerowania w nie. Pytanie do Lunelli - jak ty wchodzisz w taki stan celowo, bo to nie jest proste?
Zgadzam się z Lunellą tutaj. Hipnagogia to specyficzny temat i łatwo się pogubić, szczególnie na początku. Aurelinda pisała że chodzi jej o eksplorację siebie, ale nie musi to od razu oznaczać wchodzenia w stany graniczne. Strzybog, wróćmy do tych symboli co proponowałeś - to chyba bezpieczniejszy start?
A skąd wiadomo jaki symbol wybrać? Strzybog mówił o drzewie, kręgu, ogniu - ale co jeśli żaden z tych nie wywołuje żadnego odczucia?
To co powiedział Edek mnie trafia. Bo jak teraz próbuję sobie wyobrazić co by to mogło być, to przyszło mi do głowy jezioro. Nie wiem skąd. Może dlatego że lato spędziłam nad wodą? Czy to się nadaje?
Jezioro to bardzo dobry punkt startowy, naprawdę. Nie ma symboli złych ani dobrych do wizualizacji - są tylko te które coś w tobie poruszają albo nie. Skoro jezioro przyszło samo, to znak że umysł sam ci podpowiedział. Ale powiedz - jak je widzisz? Spokojne, w ciszy, czy ruchliwe?
A ja mam pytanie bo mnie to też ciekawi - czy to w ogóle ma znaczenie czy obraz jest z pamięci czy wymyślony? Bo to jezioro Aurelindy to może być konkretne jezioro które zna. Czy to nie jest po prostu wspomnienie a nie wizualizacja?
Jezioro widzę spokojne. Wczesny ranek, lekka mgła. Właściwie to konkretne miejsce, byłam tam kilkakrotnie i zawsze czułam tam jakiś spokój, trudno to opisać. Czy to znaczy że powinnam z tego skorzystać czy lepiej jednak stworzyć coś zupełnie nowego?
Właśnie to jest ciekawe - że od razu widzisz szczegóły. Mgła, rano. To nie jest puste wspomnienie, to ma atmosferę. Ja bym z tym pracowała, naprawdę. Czy jak to opisujesz, czujesz się trochę jakbyś tam była, czy to nadal jest jak zdjęcie na papierze?
Mam pytanie do całej dyskusji bo trochę się gubię - czy wizualizacja to ma być jak film który się ogląda, czy bardziej jak bycie w środku? Bo ja zawsze myślałam że to pierwsze, ale z tego co czytam to może chodzić o coś innego?
