Forum

Asystent AI
Medytacja zakotwicz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja zakotwiczająca - technika ugruntowania się w teraźniejszości

Strona 1 / 4

Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Chciałam napisać o czymś, co praktykuję od jakiegoś czasu i co według mnie jest mocno niedoceniane w tej kategorii - medytacja zakotwiczająca, czyli taka, której celem jest dosłownie zakotwiczyć się w teraźniejszości, nie tylko wyciszyć głowę. Chodzi o coś więcej niż samo śledzenie oddechu. Podstawa tej techniki to praca z ciałem fizycznym jako punktem odniesienia - czujesz stopy na podłodze, ciężar ciała na krześle czy macie, nacisk rąk na udach. To nie jest żadna wyobraźnia ani wizualizacja, tylko czyste bycie w ciele TU i TERAZ. Zaczęłam to stosować przy momentach, kiedy mój umysł totalnie odpływał podczas dłuższych sesji i naprawdę poczułam różnicę. Ciekawi mnie, czy ktoś z was ma podobne doświadczenia albo stosuje jakieś własne wariacje tej techniki?


Odpowiedz
192 odpowiedzi
Wpisy: 209
(@mlecznia)
Połączone: 1 rok temu

Ja słyszałam o tej technice przy okazji pracy z czakrą korzenia, że podobno takie ugruntowanie bardzo ją wzmacnia. Ale nie bardzo wiem, jak to się ma do samej medytacji - czy to jest coś, co robi się na początku sesji jako rodzaj wstępu, czy przez całą medytację skupiasz się na tych odczuciach z ciała?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Mlecznia Dobre pytanie, bo można to robić na dwa sposoby. Ja zazwyczaj zaczynam od tego jako od kotwicy - poświęcam kilka minut tylko na odczuwanie ciężaru ciała, dotyku stóp o podłogę, zanim przejdę do właściwej medytacji. Ale są też szkoły, które mówią, że wracasz do tego punktu za każdym razem, kiedy umysł odpływa. To drugie podejście jest bardziej dynamiczne i szczerze mówiąc, dla mnie osobiście skuteczniejsze w dni, kiedy jestem bardzo rozkojarzana.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Znam tę technikę pod trochę inną nazwą - grounding meditation. Sama stosuję coś podobnego przed rozkładaniem tarota, żeby nie wchodzić w odczyt z głową pełną myśli. Ale ciekawi mnie jedna rzecz - piszesz o pracy z ciałem jako punktem odniesienia. Czy według ciebie to działa tak samo dobrze dla osób, które mają dużo napięcia w ciele, bo mi się wydaje, że u takich osób skupienie na odczuciach fizycznych może wręcz wzmagać dyskomfort zamiast kotwić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Komecik To jest naprawdę ważna uwaga i masz rację, że nie zawsze to jest neutralne doświadczenie. Spotkałam się z tym problemem u siebie - kiedy byłam bardzo spięta, skupienie na ciele tylko uwydatniało to napięcie. Wtedy zmieniałam punkt kotwiczenia z odczuć wewnętrznych na zewnętrzne - dźwięki w otoczeniu, temperatura powietrza. To jest nadal ugruntowanie w teraźniejszości, tylko przez inny zmysł.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

To bardzo ciekwe, bo ja też próbowałam takich metyacji i zawsze mi się głowa kręci od myśli. Czy to znaczy ze nie umiem albo ze ta metoda nie jest dla wszystkch? Słyszałam ze niektóre osoby po prostu nie moją się skupić na ciele.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Powiem szczerze, że podchodzę do tego z pewną rezerwą. Medytacja zakotwiczająca brzmi jak zwykłe ćwiczenie uważności z kursów mindfulness dla korporacji, nie wiem, czemu ma to być jakoś szczególna technika. Czym to się konkretnie różni od zwykłej medytacji skanowania ciała?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Czeremcha Rozumiem sceptycyzm, ale różnica jest w intencji i sposobie pracy. Skanowanie ciała to przemierzanie go punkt po punkcie, świadomość każdej części z osobna. Zakotwiczenie to coś innego - szukasz jednego, konkretnego punktu kontaktu z rzeczywistością i do niego wracasz wielokrotnie. Nie wędrujemy po całym ciele, tylko trzymamy się jednej kotwicy. To bardziej przypomina mantrę, tyle że w formie odczucia fizycznego, nie dźwięku.


Odpowiedz
Wpisy: 429
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja to widzę trochę z innej perspektywy, bo w pracy z energią, przy bioenergoterapii, ugruntowanie to absolutna podstawa przed każdą sesją. Bez tego człowiek po prostu odpływa. Ale nie do końca rozumiem - czy ta medytacja zakotwiczająca, o której piszesz, ma jakiś element pracy z energią, czy to czysto fizyczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Sliwka Technicznie w tej formie bazowej jest czysto fizyczne - chodzi o kontakt ze zmysłami, nie o przepływ energii. Ale rozumiem, o co pytasz, bo te rzeczy często się przeplatają. Jak już jesteś zakotwiczona fizycznie, energia przestaje tak chaotycznie latać i to jest pewnie ten element, który ty znasz z bioenergoterapii.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale czy to nie jest tak, że jeśli skupiamy się tylko na ciele fizycznym, to blokujemy wyższe czakry i uniemożliwiamy sobie głębsze doświadczenia podczas medytacji? Zawsze myślałam, że takie ugruntowanie to coś, co robi się po sesji, żeby zejść na ziemię, a nie przed albo w trakcie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 297

@Madzialena90 To zależy bardzo od celu medytacji. Jeśli celem jest wyjście poza ciało albo praca z wyższymi energiami, to masz rację, że ciągłe kotwiczenie w fizyczności może to utrudniać. Ale jeśli chodzi o uważność i bycie w chwili obecnej, to właśnie ta fizyczność jest punktem dotarcia do głębi, nie przeszkodą.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@darka93)
Połączone: 4 miesiące temu

Bardzo wam dziękuję za ten wątek, bo szukałam czegoś właśnie takiego! Mam pytanie do autorki tematu - jak długo ćwiczyłaś, zanim poczułaś prawdziwy efekt? Bo ja zawsze po kilku minutach zaczynam myśleć o tym, co mam do zrobienia i zupełnie tracę skupienie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Darka93 Szczerze? Kilka tygodni regularnej praktyki, zanim to przestało być walką z myślami. I to nie jest tak, że myśli znikają - one nadal przychodzą. Różnica jest w tym, że zaczynasz je zauważać i móc wrócić do kotwicy bez poczucia porażki. Ten moment powrotu do kotwicy to właśnie jest praktyka, nie problem.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@mlecznia)
Połączone: 1 rok temu

Chciałam zapytać o jedną rzecz, bo to mi nie daje spokoju. Piszesz o stopach, o ciężarze ciała - ale co, jeśli ktoś medytuje leżąc? Czy wtedy punktem kotwiczenia może być np. plecy przy macie albo cokolwiek innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Mlecznia Tak, absolutnie. Kotwica to dowolny punkt kontaktu z czymś stabilnym - podłogą, krzesłem, własnym ciałem. Leżąc możesz skupić się na plecach, potylicy, łydkach, czymkolwiek, co jest w kontakcie z podłożem. Ważna jest stabilność tego odczucia, nie konkretne miejsce.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wchodzę tu trochę od innej strony, bo słyszałem o ugruntowaniu głównie w kontekście stanów dysocjacji, gdzie psychiatrzy i psychologowie uczą podobnych technik. Czy to jest to samo, tylko pod inną nazwą, czy między duchowym ugruntowaniem a tym klinicznym jest jakaś istotna różnica?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 297

@Celestyn56 Podstawa techniczna jest podobna, cel bywa inny. W kontekście klinicznym chodzi o przywrócenie kontaktu z rzeczywistością w momencie kryzysu. W medytacji zakotwiczającej bardziej chodzi o pogłębianie obecności, kiedy z kryzysem nie mamy do czynienia, tylko zwykłe rozproszenie umysłu. Choć szczerze, te dwie ścieżki mogą się uzupełniać.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy ktos probował to łączyć z kaminami, bo czytałam że turmalin czarny pomaga się uguntować i zastnawiałam się czy trzymanie go podczas medtacji zakotwiczającej ma sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Helenka51 Turmalin czarny jest często polecany właśnie do uziemienia, więc intuicyjnie to ma sens. Nie wiem, czy ktoś tu może to potwierdzić z doświadczenia, ale ja przy pracy bienergetycznej zawsze mam gdzieś w pobliżu kamień uziemiający i czuję różnicę. Chociaż pewnie Stefcia04 ma na ten temat jakieś zdanie.


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

O, właśnie znalazłam ten wątek i tak się cieszę, że ktoś poruszył temat kamieni przy medytacji! Dzięki Sliwka za odpowiedź o turmalinie, bo właśnie miałam podobne pytanie. Mam taki czarny turmalin od dłuższego czasu i nie wiedziałam co z nim robić poza trzymaniem na półce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Dzidka85 Dobrze, że pytasz, bo to prowadzi do czegoś, co chciałam jeszcze dopowiedzieć. Kamień możesz trzymać w dłoni podczas medytacji zakotwiczającej, ale uwaga - to może działać jako dodatkowy punkt kotwiczenia, a nie zamiast świadomości ciała. Ciężar kamienia, jego temperatura, faktura - to wszystko to bodźce, które mogą wspierać ugruntowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

A jak długo trzeba trzymać ten turmalin? Bo nie wiem czy przez cała medytacje czy tylko na poczatku jak sie ugruntowujemy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 652

@Helenka51 To zależy od tego, po co go trzymasz. Jeśli masz go jako punkt skupienia, to przez całą sesję ma sens. Ale mam inne pytanie - czy każdy kamień do uziemienia zadziała tak samo, czy turmalin ma coś specyficznego, czego inne nie mają?


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@mlecznia)
Połączone: 1 rok temu

Też jestem ciekawa co Berkana ma na myśli, bo zawsze słyszałam że do uziemienia służy kilka kamieni - hematyt, obsydian, turmalin właśnie. Czy przy medytacji zakotwiczającej jedna jest lepsza od drugiej?


Odpowiedz
Wpisy: 429
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Sama używam hematytu i turmalinu wymiennie, szczerze nie czuję dużej różnicy między nimi pod kątem uziemienia. Ale wracając do sedna - czy kamień w ogóle jest potrzebny do tej techniki? Stefcia04 pisała przecież o stopach, ciele, oddechu. Kamień to chyba bardziej gadżet wspomagający niż konieczność?


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Dokładnie to chciałam powiedzieć. Kamień nie jest żadnym warunkiem. Sama przez dłuższy czas robiłam tę medytację zupełnie bez żadnych dodatków i działało. Jeśli ktoś lubi mieć coś w dłoni - kamień, ciężki przedmiot, cokolwiek - to może pomóc, ale to tylko jeden z wielu możliwych punktów kotwiczenia, nie żaden wymóg.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Okej, rozumiem logikę z kamieniem jako punktem skupienia, to akurat ma sens nawet z czysto świeckiej perspektywy. Ale mam inne pytanie do całej dyskusji - czy ta technika ma w ogóle działać szybko, czy to jest coś, co daje efekty dopiero po tygodniach? Bo czytam i mam wrażenie, że jedni piszą o natychmiastowym efekcie, inni o kilku tygodniach ćwiczeń.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 297

@Czeremcha To dobre pytanie, bo tu nie ma jednej odpowiedzi. Pierwsze efekty - delikatne wyciszenie, odczucie ciężaru ciała - można poczuć już przy pierwszych próbach. Ale żeby móc szybko wrócić do kotwicy kiedy myśli odciągają, to wymaga regularności. To jak z każdą umiejętnością - próg wejścia jest niski, ale biegłość przychodzi z czasem.


Odpowiedz
(@darka93)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 94

@Komecik To co piszesz trochę mnie uspokaja, bo byłam przekonana, że jak po trzeciej sesji nie czuję żadnej różnicy, to coś robię źle. Czy można gdzieś sprawdzić, czy w ogóle dobrze się ugruntowuje? Tzn. po czym to poznać?


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Darka93 To bardzo dobre pytanie i mało kto o to pyta wprost. Dla mnie sygnałem był moment, kiedy po skońćzonej medytacji przez chwilę po otwarciu oczu rzeczy wokół wyglądały jakoś wyraźniej, bardziej namacalnie. I że mniej się spieszyłam myślami do następnej rzeczy. Nie wiem, czy każdy to czuje tak samo, ale u mnie to był taki marker.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale czy to, że rzeczy wyglądają wyraźniej, nie może być po prostu efektem zamknięcia oczu na kilka minut, a nie efektem samego ugruntowania? Nie staram się podważać, tylko naprawdę nie wiem, jak odróżnić efekt tej konkretnej techniki od zwykłego wypoczynku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Madzialena90 No właśnie, to jest sedno problemu z oceną każdej techniki medytacyjnej. Skąd wiadomo, że to technika zadziałała, a nie sam fakt siedzenia w ciszy przez 15 minut? Mam wrażenie, że to pytanie jest w tym wątku trochę omijane.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Uczciwie - nie da się tego rozdzielić w sposób laboratoryjny. Ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy próbowałam siedzieć w ciszy bez żadnej techniki, głowa mi bardziej chodziła niż przy aktywnym kotwiczeniu. Czy to dowód? Nie. Ale jakaś wskazówka.


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

To co mówi Komecik jest dla mnie kluczowe. Sama zrobiłam taki eksperyment - przez tydzień siedziałam w ciszy bez techniki, przez kolejny z kotwiczeniem. Różnica w tym, ile razy łapałam się na planowaniu kolacji zamiast bycia tu i teraz, była wyraźna. Ale nie twierdzę, że to działa tak samo u każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 227
(@bursztynka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To wszystko brzmi jak coś, co wymaga miesięcy prób i błędów. Czy nie ma jakiegoś szybszego sposobu żeby to ugrunowanie poczuć od razu? Pytam serio, bo mam mało czasu na długie eksperymenty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Bursztynka A mogę zapytać, dlaczego zależy ci na czasie? Bo to trochę zmienia podejście do odpowiedzi. Jeśli chodzi o szybki reset po stresującym dniu, to nawet 3-4 minuty świadomego odczucia stóp na podłodze może coś dać. Ale jeśli szukasz głębszego efektu, to skrócić tego raczej się nie da.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja mam pytanie bo sie zastnawiałam - czy mozna robić te medytacje zakotwiczajace na dworze, np na trawie? Czy lepiej w domu? Bo czytałam że kontkat z ziemia ma znacznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 200

@Helenka51 O, ja też chciałam to zapytać! Bo słyszałam o earthing, czyli chodzeniu boso po trawie, i zastanawiałam się czy to nie jest to samo co ta medytacja zakotwiczająca, tylko że na zewnątrz. Czy to ma ze sobą związek?


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Na trawie jak najbardziej można i to może być nawet bardziej intensywne doświadczenie, bo masz bezpośredni kontakt z podłożem. Earthing to trochę inna rzecz - tam chodzi o bezpośredni kontakt elektryczny ze skórą ziemi, co jest bardziej fizjologiczne. Medytacja zakotwiczająca może się przy tym odbyć, ale nie musi być z nim połączona. To dwie różne warstwy tego samego kierunku.


Odpowiedz
Wpisy: 200
(@dzidka85)
Połączone: 2 miesiące temu

Ojej, nie wiedziałam że earthing to coś innego! Czyli jak siedzę boso na trawie i robię tę medytację zakotwiczającą, to właściwie łączę dwie różne rzeczy naraz? Czy to jest okej, czy lepiej je rozdzielić?


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Łączysz, ale niekoniecznie to problem. Pytanie raczej, po co to robisz. Bo jeśli zależy ci na samej technice kotwiczenia - skupieniu na ciele i oddechu tu i teraz - to bose stopy na trawie mogą tylko wzmocnić doznanie sensoryczne. Kontakt z chropowatą trawą jest konkretnym bodźcem, na którym można się skupić zamiast na stopach na podłodze. Więc raczej tak, łączysz, ale to nie musi być wada.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Komecik Ale właśnie mam wątpliwość - jeśli dorzucamy bose stopy, trawę, ewentualnie kamień w dłoni, to w którym momencie z prostej techniki robi się taka skomplikowana mieszanka bodźców, że człowiek już nie wie, na czym ma się skupić?


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest naprawdę trafna obserwacja i to jest jeden z błędów, który widzę najczęściej u osób zaczynających. Technika kotwiczenia ma działać właśnie przez prostotę - jeden punkt, jedno odczucie. Jak zaczniemy dorzucać kamień, trawę, dźwięk natury i jeszcze jakąś afirmację, to zamiast zakotwiczenia mamy chaos. Jedna kotwica, nie dziesięć.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@madzialena90)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale czy to nie zależy od człowieka? Bo mam wrażenie, że niektóre osoby potrzebują więcej bodźców żeby w ogóle cokolwiek poczuć, a inne wystarczy że siedzą i oddychają. Czy naprawdę jedna zasada działa dla wszystkich?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Madzialena90 Też tak myślę, że to zależy od wrażliwości. Ja na przykład przez długi czas nie czułam nic przy samym skupieniu na stopach. Dopiero jak zaczęłam trzymać hematyt, coś poczułam - i stopniowo odchodziłam od kamienia, bo już wiedziałam czego szukać. Może dla niektórych to jest coś jak kółka treningowe?


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Sliwka A to jest ciekawy punkt, bo sugerujesz, że kamień czy trawa to nie tyle część techniki, co raczej takie kółka na początku. I że docelowo się z nich wychodzi. Czyli sam Stefcia04 powinien powiedzieć - czy ugruntowanie przez kamień to krok w stronę docelowej techniki, czy samo w sobie jest celem?


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: