Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu i nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Moja córka ma 9 lat i ostatnio pyta mnie o medytację, bo widzi że sama to robię. Z jednej strony chciałabym ją wprowadzić w te praktyki, z drugiej strony mam pewne obawy. Słyszałam różne opinie - jedni mówią że dzieciom to świetnie robi, inni że młody umysł nie jest gotowy na głębsze stany. Czy ktoś ma doświadczenie z prowadzeniem medytacji z dziećmi albo wie coś więcej na ten temat? Szczegulnie chodzi mi o te młodsze, nie nastolatki.
Pytanie jest dobre, ale trzeba by najpierw ustalić co rozumiemy przez 'medytację'. Bo to nie jest jedno pojęcie. Prosta technika oddechu czy skanowanie ciała to zupełnie co innego niż np. głęboka medytacja na czakrach albo praca z wizualizacją astralną. Dla 9-latki proste ćwiczenia oddechowe i uważność - jak najbardziej, to nic groźnego. Ale czy pytasz o coś konkretnego, co chciałaś jej zaproponować?
Zgadzam się z Igorkiem, to kluczowe rozróżnienie. Sam pracuję z medytacją od lat i mam wrażenie, że wiele osób wpada w pułapkę traktowania tego jak jednorodnej praktyki. Dzieciom naprawdę dobrze robi sama uważność - skupienie na oddechu, na dźwiękach, na ciele. To w zasadzie to samo, co robi się w szkołach mindfulness na zachodzie i wyniki są pozytywne. Mnie bardziej zastanawia granica przy nastolatku - tam już mogą się pojawiać bardziej intensywne stany.
Hm, ale skąd ta pewność że to bezpieczne? Nie kwestionuję, po prostu nie rozumiem - jeśli medytacja ma wpływać na umysł i emocje, to czy umysł dziecka nie jest bardziej podatny na takie wpływy właśnie dlatego że jest w fazie rozwoju? Nie mówię że to szkodliwe, naprawdę nie wiem, ale ta logika mnie trochę niepokoi.
No właśnie o to mi chodziło - chciałam jej pokazać coś prostego, może jakąś krótką wizualizację z naturą albo ćwiczenie z oddechem przed snem. Nie żadne zaawansowane rzeczy. Ale Dadzbog wspomniał o nastolatku i to mnie też interesuje, bo mam starszego syna, 14 lat. Tam już inna historia chyba?
Słuchajcie, moja kuzynka jest nauczycielką i mówi że w jej szkole od jakiegoś czasu robią z dziećmi ćwiczenia uważności na początku lekcji. Coś w stylu minuty ciszy i skupienia na oddechu. Podobno dzieci się uspokoiły, mniej konfliktów. To chyba jakiś argument że to nie jest nic strasznego nawet dla małych dzieci? Choć tam nie ma żadnego kontekstu duchowego, tylko taka technika relaksacyjna.
Ale właśnie - czy nie jest tak, że jak się pozbawia te ćwiczenia kontekstu duchowego, to traci się to co w nich najważniejsze? Dziecko uczy się siedzieć cicho ale nie rozumie po co, nie ma żadnego głębszego sensu. Czy to na pewno lepiej niż wprowadzić je w pełniejszą praktykę ze zrozumieniem?
Przepraszam że się wtrącam bo za bardzo nie znam się na medytacji, ale mam takie laickie pytanie - jak w ogóle wytłumaczyć dziecku czym jest medytacja? Bo mój bratanek jak słyszy 'siedź cicho i nic nie rób' to od razu się buntuje. Czy jest jakiś sposób żeby to dziecku w ogóle zainteresowało?
Wracając do meritum - bo trochę schodzimy na boczne tory - w literaturze dotyczącej medytacji są opisane przypadki tzw. efektów ubocznych nawet u dorosłych. Intensywne praktyki mogą wywoływać epizody dysocjacji, lęku, nawet depersonalizacji. U dzieci, których psychika jest jeszcze w formowaniu, ryzyko takich efektów przy zbyt intensywnej praktyce jest wyższe. Ale - i to ważne - mówimy o zaawansowanych, długich sesjach. Przy 5-10 minutach ćwiczeń oddechowych to temat akademicki.
Britton to dobra baza, choć jej badania dotyczą głównie intensywnych odosobień, nie codziennej praktyki 10 minut. Nie chciałbym żeby ktoś to zinterpretował jako argument przeciwko uczeniu dziecka oddechu przed snem. To trochę jak ostrzeganie przed pływaniem powołując się na badania o utonięciach podczas ekstremalnych nurkowań.
Zapisuję sobie ten wątek bo mam podobny dylemat z siostrzenicą. Mam pytanie do tych co praktykują z dziećmi - jak długo powinny trwać takie sesje? I czy robić to regularnie codziennie, czy może lepiej jak dziecko samo chce? Bo różnica między narzucaniem a zapraszaniem wydaje mi się tu kluczowa.
Och, cieszę się że trafiłam na ten temat, bo właśnie szukałam czegoś takiego! Mam córkę 11 lat i bardzo przeżywa szkołę, dużo stresu, problemy ze snem. Myślałam o medytacji jako czymś co mogłoby jej pomóc właśnie przy zasypianiu. Czy ktoś może powiedzieć coś konkretnego o wizualizacjach dla dzieci? Czy to jest w ogóle dla nich odpowiednie?
A co z nastolatkami? Bo cały czas mówimy o małych dzieciach, a wydaje mi się że 14-15 latek to zupełnie inna para kaloszy. Tam już są hormony, tożsamość w budowie, często jakiś bunt. Czy medytacja może im w czymś pomóc czy raczej lepiej poczekać aż się ustabilizują emocjonalnie?
Sportowcy to akurat świetny przykład, bo w sporcie wyczynowym mindfulness jest już od dawna normą. Można to podejść od strony koncentracji, techniki oddychania przed startem, wizualizacji. Żaden nastolatek sportowiec nie powie że to 'głupoty' jak usłyszy że stosuje to zawodowi piłkarze czy tenisiści. To nie jest ezoteryczne, to jest po prostu trening mentalny.
Mam pytanie do tej rozmowy o nastolatkach, bo mnie to też dotyczy - czy jest jakaś różnica między chłopcami a dziewczynkami jeśli chodzi o to jak reagują na takie ćwiczenia? Pytam bo moja siostrzenica bardzo chętnie słucha wizualizacji, ale jej brat w tym samym wieku w ogóle nie chciał słyszeć. Zastanawiam się czy to kwestia osobowości czy czegoś więcej.
Wracając do pytania Filomeny o konkretne materiały - ja kiedyś znalazłam dla syna takie ćwiczenia opisane w kontekście sportowym, chodzi o tzw. skan ciała przed treningiem. 5 minut, skupienie na każdej partii mięśni, oddech. Żadnej mistyki, czysto funkcjonalne. I wiesz co, on to kupił bez problemów. Chłopcy często lepiej wchodzą w to jak jest konkretny cel, a nie 'wycisz się'.
Mam podobne obserwacje jeśli chodzi o moje notatki z różnych szkoleń. Przy dzieciach młodszych i przy nastolatkach różnica naprawdę jest kolosalna. Przy małych dzieciach liczy się bezpieczeństwo emocjonalne i to czy osoba prowadząca jest dla nich kimś bliskim. Przy nastolatkach bardziej liczy się autonomia - poczucie że to ich wybór. Czy ktoś miał doświadczenie z grupową medytacją dla nastolatków, np. w jakimś obozie czy kursie?
Przepraszam że przerywam wątek o nastolatkach, ale chciałam wrócić do małych dzieci bo to bardziej moje zagadnienie - czy ktoś próbował kiedyś robić to z dzieckiem przed snem jako część rytuału zasypiania? I czy to nie przeszkadzało potem w rzeczywistym zasypianiu, bo mam wrażenie że niektóre dzieci się bardziej nakręcają jak im się mówi 'teraz leż i myśl'?
To bardzo ważna wskazówka, dziękuję! Moja córka też ma właśnie ten problem - im bardziej jej mówię żeby się uspokoiła tym bardziej się kręci. Czy ta wizualizacja z łąką którą wcześniej wspominałaś to coś co wymyśliłaś sama czy wzięłaś skądś? Szukam czegoś gotowego bo sama bym nie umiała wymyślić na bieżąco.
Jest dużo gotowych skryptów do wizualizacji dla dzieci, wystarczy poszukać. Nauczycielka o której wspominałam wcześniej mówiła że korzysta z czegoś opracowanego przez psychologów szkolnych, nie ma tam żadnego wymiaru ezoterycznego, czysto relaksacyjne opowiadanie. Telimena, sprawdź czy w szkole córki nie ma czasem dostępu do takich materiałów - coraz więcej szkół to ma.
Wracając na chwilę do kwestii bezpieczeństwa, bo trochę nam ta rozmowa poszła w kierunku praktycznych porad i straciłem wątek - czy ktokolwiek tutaj zetknął się z dziećmi które miały jakiś nieprzyjemny efekt po wizualizacjach? Nawet niewielki, np. lęki, dziwne sny, jakiś niepokój? Pytam serio, nie żeby straszyć, ale żeby mieć pełny obraz.
Ale chwileczkę, bo mam pytanie do całej tej dyskusji o bezpieczeństwie - czy mówicie o bezpieczeństwie w sensie psychologicznym, że dziecko się przestraszy albo coś, czy też chodzi o coś głębszego, jakiś wymiar duchowy? Bo czytam ten wątek i widzę że mieszacie te dwa poziomy.
A czy w ogóle jest sens rozdzielać te dwa wymiary przy dzieciach? Przecież dziecko nie ma tej granicy którą my dorośli gdzieś po drodze sobie zbudowaliśmy między psychiką a duchowością. Małe dzieci są z natury bardziej otwarte i ta ich wyobraźnia to nie jest tylko psychologia...
Muszę powiedzieć że ta rozmowa o granicach psychiki i duchowości u dzieci trochę mnie niepokoi, bo mam wrażenie że wchodzimy w obszar gdzie naprawdę nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Czy ktoś tutaj rozmawiał kiedyś z psychologiem dziecięcym akurat o medytacji? Co mówią specjaliści?
Hej, trochę poza głównym wątkiem ale nie mogę nie zapytać - mówimy cały czas o wizualizacjach i relaksacji, ale co z samą medytacją w sensie wyciszenia, bez żadnej wizualizacji? Czy dla dziecka to w ogóle osiągalne? Mam wrażenie że dzieci po prostu nie potrafią siedzieć w ciszy.
Z mojego doświadczenia - mój syn zaczął od dosłownie minuty. Ustawiliśmy minutnik i on przez tę minutę skupiał się na oddychaniu. Brzmi śmiesznie mało ale po paru tygodniach sam prosił o dłużej. Klucz to że nie było presji, to była jego decyzja żeby przedłużyć.
Minutnik! To jest praktyczna wskazówka jakiej szukałam. Ale mam pytanie - czy ten minutnik nie jest rozpraszający? Bo jak czekam aż coś zadzwoni to właśnie o tym myślę cały czas...
