To jest ciekawy trop. Często jak ludzie 'przygotowują się do medytacji' to tworzą za dużo oczekiwania i napięcia zanim jeszcze usiądą. Lunella, a jak zwykle wyglądają twoje przygotowania kiedy to nie działa?
No to mamy coś. Czyli rytuał który ma pomagać wejść w stan, paradoksalnie blokuje wejście bo tworzy oczekiwanie. Nie mówię że świeczki są złe, ale może jeśli za każdym razem tworzysz identyczne warunki, mózg zaczyna to odbierać jako rodzaj obowiązku a nie zaproszenia.
Wymuszanie ćwiczenia kiedy głowa nie współpracuje to jak bieganie ze złamaną nogą. Możesz technicznie to robić, ale efektu nie będzie, a frustracja utrwali przekonanie że 'u mnie to nie działa'. Kaczeniec, czy masz w ogóle dni kiedy przed medytacją czujesz się spokojniejsza niż inne?
A może coś krótkiego rano, nawet 3 minuty? Nie pełna wizualizacja, tylko chwila spokojnego oddechu i jeden obraz. Ja tak robiłam jak zaczynałam i to zupełnie inaczej wyglądało niz wieczorne sesje.
Słucham tej rozmowy o przygotowaniach i myślę o tym co Marlenka i Strzybog pisali o wejściu od środka. Jak to się ma do tych wszystkich rytuałów przygotowawczych? Bo ja akurat zrobiłam tak jak Lunella - nic specjalnego - i coś drgnęło. Ale nie wiem czy to zbieg okoliczności.
Zgadzam się ze Strzybogiem. To nie jest o technice - to jest o stosunku do tej techniki. I dlatego nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Leszek, wracam do ciebie bo to twój wątek trochę ucichł - te błyski obrazów przy pobudzeniu, czy one mają jakieś wspólne motywy czy są zupełnie różne za każdym razem?
To jest właśnie ta granica której trudno nauczyć się z opisu. Kiedy zostawisz obraz i przestaniesz go aktywnie podtrzymywać, czasem zaczyna żyć własnym życiem - szczegóły, których nie planowałaś, ruch, zmiana. Nie zawsze tak jest, ale możliwość tego wymaga trochę cierpliwości. Aurelinda, czy próbowałaś kiedyś po prostu... usiąść z obrazem bez zamiaru robienia czegoś z nim?
Czytam to i myślę o tych moich błyskach przy pobudzeniu. One właśnie tak działają - pojawiają się i od razu coś się z nimi dzieje zanim zdążę pomyśleć. Ale to się dzieje samo, bez mojego udziału. Jak można to zrobić celowo?
Zapisywanie to naprawde swietna sprawa, ja prowadze notatki od dawna i teraz jak czytam starsze wpisy to widzę schematy których wcześniej w ogole nie widziałam. Chociaz wiadomo że Leszek może też po prostu stwierdzić że to nie dla niego i pójść inną drogą.
Ale jak zapisywać coś co trwa ułamek sekundy? Ja jak mam jakiś obraz to on znika zanim sięgnę po cokolwiek.
Zapis tuż po jest ważny, ale tu wchodzi inny problem. Jak zaczynasz analizować zanim skończyłaś doświadczać, obraz się urywa. To trochę jak z obserwowaniem jak otwiera się kwiat - patrzysz za bardzo uważnie i wydaje ci się że nic się nie dzieje, a potem widzisz że się otworzył kiedy odwróciłaś wzrok. Kaczeniec, a masz w ogóle momenty kiedy obraz trwa dłużej niż sekundę?
I tu wracamy do tego samego co z Lunellą. Oczekiwanie konkretnego rezultatu blokuje sam proces. Kaczeniec, mam do ciebie pytanie na wprost: co by się stało jakbyś przez jedną sesję zdecydowała że jeden błysk wystarczy i to jest sukces?
A ja ostatnio miałam dokładnie odwrotnie - zaczęłam od jednego obrazu i on sam się rozwinął w coś dłuższego. Ale nie planowałam tego. Ciekawe że jak planuję że 'zbuduję coś rozbudowanego' to wychodzi gorzej niż jak zaczynam od czegoś małego.
Ogród z wodą brzmi pięknie. Ja jak próbuję wizualizować to zawsze wychodzi mi pokój który znam, bo nie umiem wymyślić czegoś czego nie widziałam. Jak można zobaczyć coś czego się nie zna?
To co Kminek mówi - modyfikowanie zamiast budowania od zera - jakoś mi to układa w głowie to o czym pisał Strzybog na początku. Że wizualizacja nie musi być tworzeniem od niczego. Ale dalej mam pytanie: jak odróżnić że obraz 'żyje' od tego że po prostu mi się coś śni na jawie i błądzę myślami?
...kiedy jestem w wizualizacji, obraz ma pewną ciągłość i wracam do niego nawet jeśli się rozproszy. To nie jest dowód ostateczny, ale dla mnie jest wskazówką. Aurelinda, czy masz poczucie że twoje obrazy mają jakąś ciągłość, czy raczej każdy raz to coś zupełnie innego?
Raczej coś innego za każdym razem. Nie ma żadnej nici. Ale nie wiem czy to znaczy że błądzę myślami, czy że po prostu nie ćwiczyłam jeszcze wystarczająco tej ciągłości.
Ciągłość nie jest warunkiem koniecznym, szczególnie na początku. Ale to co opisujesz, czyli brak nici między sesjami, może oznaczać że każda sesja zaczyna od zera zamiast kontynuować. Próbowałaś kiedyś wracać świadomie do tego samego miejsca albo obrazu z poprzedniej sesji?
Nie musisz pamiętać dokładnie. Wystarczy jeden element, jeden punkt orientacyjny. Kolor, faktura, temperatura powietrza w tym miejscu. Mózg sam uzupełnia resztę jeśli dasz mu zaczepienie.
A to nie jest wtedy wymyślanie od nowa a nie wracanie? Bo jak mózg uzupełnia to skąd wiem że wracam w to samo miejsce a nie buduję podobne?
To zależy co rozumiesz przez 'to samo'. Sny są mniej kontrolowane, to prawda. Ale mechanizm rozpoznawania miejsca przez umysł może być podobny w obu przypadkach. Nie wiem tego na pewno, ale kiedy mam mocną wizualizację, to 'wejście' do niej drugiego razu wygląda bardziej jak otwieranie drzwi niż jak budowanie domu.
Ale to wszystko brzmi jakby zakładało że człowiek ma jakieś zdolności wizualizacyjne od początku. A co jeśli nie ma żadnego stałego obrazu do którego może wrócić bo każdy trwa sekundę?
To kółko jest bardzo powszechne i nie świadczy o braku zdolności. Ono świadczy o tym że uwaga jest szybsza niż utrwalanie. Kaczeniec, czy próbowałaś kiedyś nie zatrzymywać błysku tylko po prostu iść za nim, zobaczyć co jest po nim?
Ja miałam coś podobnego i u mnie pomogło że przestałam w ogóle myśleć o wizualizacji jako o czymś co trzeba zatrzymać. Jak przestałam gonić to błyski zaczęły jakby same zwalniać. Ale wiiem że to bardzo indywidualne.
Czyli chodzi o to żeby przestać się starać? To trochę dziwne podejście do czegoś co jest ćwiczeniem.
To porównanie ze wschodem słońca jakoś mi bardzo trafia. Ale jak się nauczyć tego drugiego rodzaju skupienia jeśli całe życie się rzeźbiło?
To jest dokładnie ten rodzaj skupienia. Umysł nie rzeźbi, on po prostu jest w dźwięku. Pytanie czy da się to przenieść na wizualizację, ale sam fakt że to znasz u siebie jest ważny.
