Właśnie to mi się tu podoba - że można skrócić i to jest okej. Pytanie do Edka: jak długo trwały u ciebie te zakwasy po tym powrocie? Miesiąc? Tydzień? Zastanawiam się, czy w tym czasie praktyka w ogóle wróciła do normalnego rytmu czy raczej cały czas byłeś w tym trybie 'dostosowanym'.
Miesiąc to dla mnie brzmi długo, ale z drugiej strony - przez ten miesiąc dalej medytowałeś, tylko inaczej. To chyba lepsze niż nie medytować wcale i czekać na idealne warunki, prawda?
To jest w sumie klucz do całego wątku, jak dla mnie. Kontynuowanie mimo przeszkód, w zmodyfikowanej formie, kontra przerwa 'bo warunki nie sprzyjają'. Mam w notatkach kilka własnych takich epizodów i za każdym razem, kiedy wybierałem modyfikację zamiast przerwy, łatwiej mi było utrzymać ciągłość potem.
Myślę że to ma sens - zakwasy to dyskomfort, ale jesteś przytomny i masz kontakt z ciałem. Gorączka robi coś zupełnie innego z uwagą. Sam miałem raz sesję przy podwyższonej temperaturze i to był bardziej jakiś dziwny trans niż medytacja.
Pytanie trochę z boku - czy 'dziwny trans' to źle? Naprawdę pytam, nie ironicznie. Bo nie wiem, czy w medytacji zawsze chodzi o pełną kontrolę, czy czasem to coś innego też się liczy.
Okej, ale wracając do zakwasów - mam pytanie do Edka. Pisałeś, że ciało było 'zajęte regeneracją' i siedzenie w bezruchu było dziwne. Czy to dziwne uczucie z czasem minęło samo, czy zrobiłeś coś konkretnego, żeby się z nim oswoić?
O, to ciekawa rzecz z tą pozycją! Ja też czasem leżę zamiast siedzieć i zawsze mam wyrzuty sumienia że to 'niepoważne'. A tu okazuje się że to może być po prostu dostosowanie 🙂 Edek, czy leżąc nie zasypiałeś jednak?
A czy ktoś próbował medytacji w ruchu zamiast w bezruchu przy zakwasach? Takie powolne chodzenie albo coś podobnego? Pytam bo zastanawiam się, czy bezruch jest tu warunkiem koniecznym czy po prostu najczęstszą formą.
Przy ostrych zakwasach nóg ruch był dla mnie gorszy niż bezruch, więc nie próbowałem. Ale przy lżejszych, na przykład ramiona czy górna część pleców, chodzenie mogło by się sprawdzić. Nie mam tu doświadczenia, szczerze mówiąc. Zenek, ty może próbowałeś czegoś takiego?
Nie przy zakwasach konkretnie, ale chodząca medytacja ogólnie mi nie leży - za dużo myślę o samym kroku. Natomiast słyszałem, że przy napięciach mięśniowych niektórzy robią body scan na leżąco zamiast klasycznej obserwacji oddechu. Bardziej systematyczne 'sprawdzanie' każdej części ciała po kolei. Może to by tu pasowało bardziej niż chodzenie?
Body scan przy zakwasach to w sumie logiczne, bo i tak ciało domaga się uwagi. Zamiast walczyć z tym, że coś boli, po prostu to 'skanuje'. Edek, próbowałeś kiedyś takiego podejścia - zamiast obserwacji oddechu skupiać się właśnie na kolejnych partiach mięśni, włącznie z bolącymi?
To jest dla mnie trochę zaskakujące, bo myślałam że medytacja to właśnie odsuwanie takich rzeczy jak ból. A tu mówisz że zaproszenie bólu do sesji zadziałało lepiej?
Ale skąd wiesz, że nie 'wkręcasz się'? Pytam serio, bo to brzmi jak coś, czego można łatwo nie zauważyć u siebie.
To co opisujesz brzmi jak klasyczna różnica między percepcją a interpretacją. Ciekawe, że ból mięśniowy jest w tym kontekście jakoś lepszym 'materiałem' niż na przykład ból przewlekły, bo jest tymczasowy i wiadomo skąd. Masz poczucie, że to miało znaczenie - że wiedziałeś, że to zakwasy i że miną?
I tu jest ważna granica tego wątku. Zakwasy, zmęczenie po ćwiczeniach, lekkie napięcia - to materiat do pracy. Chroniczny ból to osobna historia i szczerze mówiąc, nie powinniśmy tu dawać rad na tamten temat, bo to byłoby wychodzenie za nasze kompetencje.
A jak w ogóle ktoś ma odróżnić zakwasy od czegoś poważniejszego? Bo ja szczerze nie zawsze wiem czy to zakwasy czy coś poszło nie tak przy ćwiczeniach.
Wracając do tego body scanu - czy to jest jakaś konkretna technika, czy można to robić dowolnie? Bo słyszałam tę nazwę, ale nigdy nie robiłam tego świadomie.
Ile czasu zajmuje ten body scan? Bo słyszę, że to jest dobra opcja przy zakwasach, ale mam wrażenie że to brzmi jak coś długiego.
Czyli przy zakwasach krótsza wersja jest lepsza, żeby nie siedzieć za długo w jednej pozycji - o to chodzi?
Słuchajcie, mam wrażenie że ten wątek otworzył mi oczy na coś, o czym w ogóle nie myślałam - że powrót do medytacji po przerwie wcale nie musi być od razu w pełnej formie. Edek, jak teraz wygląda twoja praktyka, już po tym wszystkim? Wróciłeś do tego co było, czy coś zostało zmienione na stałe?
Czyli ten epizod z zakwasami coś ci przestawił w myśleniu o całej praktyce? Nie tylko o tym jak medytować przy bólu, ale o medytacji w ogóle?
A czy to nie jest ryzykowne takie 'słuchanie ciała' bez jakiegoś zakorzenienia w technice? Pytam bo sama jestem na początku i nie wiem jeszcze jak odróżnić intuicję od lenistwa.
U mnie to jest odwrotnie - lenistwo mówi cicho i spokojnie, a intuicja krzyczy 🙂 Może to kwestia temperamentu?
Ale wróćmy do tego body scanu, bo zaczęłam go próbować po tej rozmowie i po 10 minutach po prostu zasypiałam. Czy to znaczy, że robię coś źle?
Ja robiłem oba warianty i różnica jest spora. Leżenie sprzyja głębszemu rozluźnieniu, ale siedzenie daje więcej czujności. Przy zakwasach i bólu mięśniowym leżenie ma sens, bo jest wygodniej - chyba że boli właśnie leżenie.
Przy obolałych nogach leżenie mogło być trudne w zależności od tego co bolało. Mnie akurat bolały uda i łydki więc pozycja leżąca była do przyjęcia. Ale zgadzam się z Pentaklistą - czujność w leżeniu to już sprawa doświadczenia.
A ja mam pytanie - czy jak podczas body scanu bolące miejsce zaczyna jakby 'pulsować' pod uwagą, to to jest normalne czy się powinnam martwić? Bo mi tak się zdarzyło i trochę mnie to zaskoczyło.
