Ostatnio zaczęłam łączyć medytację z olejkami eterycznymi i naprawdę coś się zmieniło w jakości tych sesji. Wcześniej siadałam, oddychałam, ale umysł chodził po swoim. Teraz zanim zacznę, rozpraszam trochę olejku lawendowego i jakoś łatwiej mi zejść niżej, uspokoić te myśli. Zastanawiam się czy to kwestia zapachu samego w sobie, czy może bardziej rytuał przygotowania, który daje sygnał ciału że 'czas'. Czy ktoś z was świadomie dobiera zapachy pod konkretny rodzaj medytacji?
Dobór zapachu to nie przypadek, naprawdę. Lavenda jest oczywistym wyborem, ale ja od lat używam kadzideł z sandałowcem przy głębszych sesjach i to zupełnie inna jakość skupienia niż przy olejkach kwiatowych. Sandałowiec ma w sobie coś, co spowalnia oddech niemal automatycznie. Ciekawi mnie jedno, czy używasz dyfuzora, kominka czy może bezpośrednio na skórę nadgarstków?
Szczerze mówiąc to trochę upraszczamy sprawę. Lavenda uspokaja, owszem, ale jeśli ktoś jest do niej przyzwyczajony jako zapach proszku do prania albo odświeżacza w łazience, to nie ma mowy o żadnym wyciszeniu. Mózg i tak skojarzy ją z czymś innym. Liczy się historia osobista z danym zapachem, nie sama substancja.
Dodam do tego, że przy pracy z kartami i skupieniu przed rozkładem od dawna używam mirry. Nie każdemu odpowiada, bo to zapach ciężki, żywiczny, ale akurat przy medytacjach zorientowanych na wyciszenie i introspektywną pracę z podświadomością to dla mnie numer jeden. Kadzidło arabskie też, ale mirra daje mi coś głębszego. Kometka, ty też pracujesz z kadzidłami podczas rytuałów, masz jakieś obserwacje co do różnicy między kadzidłem a sandałowcem przy samym skupieniu?
Ja się tu uczę od was, bo nigdy jakoś nie łączyłam medytacji z aromaterapią. Zawsze myślałam, że to dwie oddzielne rzeczy. Ale po tym co piszecie, zaczynam się zastanawiać. Mlecznia, powiedz mi, czy ta zmiana którą poczułaś przyszła od razu przy pierwszym użyciu olejku, czy dopiero po kilku sesjach?
Mam pytanie, bo jestem tutaj raczej sceptyczny. Skąd wiecie, że to akurat zapach robi różnicę, a nie na przykład sam fakt że macie jakiś rytuał przed medytacją? Zapalenie świecy, rozgrzanie kominka, to już jest sygnał dla ciała. Czy gdybyście zamiast olejku zrobiły dokładnie ten sam rytuał bez żadnego zapachu, efekt byłby inny?
Zgodzę się z Tatarak w tym jednym. Warunkowanie działa i przy medytacji można to bardzo świadomie wykorzystać. Ciekawi mnie natomiast czy ktoś z was próbował różnicować zapachy nie tylko pod spokój, ale pod konkretny cel sesji, np. inny zapach przy medytacji intencyjnej, inny przy skanowaniu ciała, inny przy medytacji na sny? Bo mnie interesuje ta ostatnia kategoria.
Dobra, ale co jeśli ktoś nie lubi kadzideł bo dym ją drażni? Czy olejki eteryczne w dyfuzorze dają ten sam efekt? Pytam bo u mnie w domu nie ma możliwości z dymem, mąż by mnie zabił 🙂
A czy ktoś próbował eukaliptusa? Czytałam że jest dobry na koncentrację, ale mi się kojarzy z chorobą i olejkiem Mentholatum ze studiów, więc trochę się waham. Chyba to właśnie ta historia osobista o której Tatarak pisała.
Ja trafiłam tu przypadkowo szukając czegoś innego, ale wciągłam się w tę rozmowę. Mam pytanie, może głupie, ale czy aromaterapia podczas medytacji może pomóc też z jakimś wewnętrznym niepokojem, takim codziennym, nie tylko przy samej sesji? Czy to działa tylko kiedy siedzisz i medytujesz, czy zapach potem jakoś zostaje?
To niesamowite, że zapach może w ogóle taki efekt dawać poza medytacją. Czy to znaczy, że powinnam zacząć od jednego konkretnego zapachu i się przy nim trzymać, zamiast eksperymentować z kilkoma na raz?
A to oznacza, że jak zaczęłam dziś bez żadnego zapachu, to cokolwiek kupię, muszę zaczynać właściwie od nowa z budowaniem tej kotwicy? Czy da się to jakoś przyspieszyć?
A ile to jest 'kilkanaście'? Bo jak mam kupować olejek to chcę wiedzieć jak długo nim pracować żeby zobaczyć efekt. Mam różę w dyfuzorze i zastanawiam się czy nie za późno zaczynam.
Przy różanym mam pytanie, bo mnie to interesuje. Róża kojarzy mi się bardziej z uczuciem i emocjami niż z wyciszeniem. Czy to działa przy medytacji uważności w sensie dosłownym, czy może bardziej przy pracy z sercem? Trochę się gubię w tych podziałach.
Zatrzymajmy się chwilę, bo mam wrażenie że mieszamy dwa różne cele. Jedno to wyciszenie i stres, drugie to skupienie i obserwacja. Czy zapachy które wspierają jedno, automatycznie wspierają drugie? Bo to nie jest to samo.
O, to mnie z kolei zaskoczyło. Myślałam że medytacja to zawsze chodzi o spokój. A tu wychodzi że można medytować z rozmarynem dla koncentracji? Masz z tym własne doświadczenie Tatarak?
Rozmaryn stosuję przy medytacjach, które poprzedzają coś konkretnego, na przykład zanim zasiądę do analizy symboli czy pracy z cyframi. Nie relaksuję się wtedy, tylko wchodzę w tryb skupionej obserwacji. To jest inny rodzaj medytacji niż zasypianie w lawendzie.
To brzmi jak coś co sam próbowałem opisać, tylko nie wiedziałem jak to nazwać. Mam notatki z różnych sesji i rzeczywiście, te przy zielonych, ostrych zapachach kończyły się u mnie inaczej niż przy żywicznych. Czy jest jakiś podział na zapachy 'aktywizujące' i 'wygaszające', czy to za bardzo uproszczone?
Czy ktoś w ogóle sprawdzał to poza własnym odczuciem? Znaczy, czy jest jakieś badanie które pokazuje że rozmaryn faktycznie wpływa na koncentrację, czy to jest tradycja i skojarzenia?
Doceniam że odpowiedziałaś konkretnie Simma. Faktycznie to zmienia postać rzeczy. Mam jednak pytanie bo mnie to nurtuje, czy przy medytacji skupionej na oddechu zapach w ogóle nie rozprasza? U mnie bodźce z zewnątrz zazwyczaj wyciągają mnie ze stanu a nie pomagają wejść głębiej.
Ja mam dokłanie odwrotnie, jak jest ciszna i nic nie czuję to mój umysł zaczyna wymyślac różne rzeczy. Jak jest jakis zapach to mam coś do 'trzymania się' i mniej uciekam myslami. Może to zależy od tego jaki kto ma typ uwagi?
Dziękuję wam wszystkim za tę rozmowę, ja też do tej pory nie pomyślałam że można medytować z zapachem inaczej niż tylko z kadzidełkiem od babci. Mam pytanko, wspominałyście o wanilii jako wygaszającej, ale wanilia to chyba bardziej kuchnia i wypieki, czy naprawdę działa przy medytacji czy to zbyt kojarzące się z czymś przyjemnym, ale nie duchowym?
Danusia, też mi się tak wydawało z wanilią, dlatego nigdy jej nie wzięłam pod uwagę. Ale po tej rozmowie chyba czas zacząć testować zamiast tylko teoryzować. Mam w głowie listę, sandałowiec, rozmaryn i może właśnie wanilia na próbę. Tylko nie wiem od czego zacząć, bo to są zupełnie różne kierunki.
A mogę zapytać jak wy w ogóle oceniacie że 'działa'? Bo u mnie to trochę mgłowate pojęcie. Mam notatki po sesjach i widzę na przykład że po rozmaryinie pisałem więcej, ale nie wiem czy to przez zapach czy przez coś innego co akurat miało miejsce w tamtym czasie.
No właśnie, to co Simma mówi to jest chyba jedyny sensowny podejście ale mam pytanie, kto z was tak naprawdę to robi? Tak metodycznie? Nie oceniam, sam tego nie robię, ale ciekawi mnie czy ktoś ma faktyczne porównanie tej samej pory, tej samej pozycji, i różnych zapachów na przemian.
Cedr to ciekawy wybór, bo nie pojawił się wcześniej w tej rozmowie chyba wcale. Kometka, czemu cedr a nie sandałowiec albo mirra, bo te pojawiają się wszędzie w kontekście medytacji?
Mam pytanie do tej dyskusji o zakotwiczaniu, bo siedzę i czytam i mnie coś nurtuje. Czy jeśli się zakotwi zapach przy medytacji, to nie ma ryzyka że potem ten zapach będzie cię wyciągać ze stanu skupienia w codziennym życiu, zamiast wprowadzać? Bo skoro mózg reaguje na skojarzenie, to co jeśli trafisz na ten zapach w złym momencie?
