To ma sens, dziękuję. Bo bałam się że jak powiem że mam napięcie w karku to ktoś mi zaraz powie że mam traumę z poprzedniego wcielenia.
To akurat realne ryzyko na takich forach, że każde napięcie zamienia się w diagnozę duchową. Dobrze że pytasz wprost. Kark to często po prostu kark od stresu i monitora.
Ale wracając do pytania Zywilki, bo to ważne. Zostać z doznaniem bez wizualizacji to brzmi prosto, ale na początku jest trudniejsze niż wizualizacja, bo umysł nie ma się do czego przyczepić. Masz jakiś sposób żeby nie zacząć automatycznie myśleć o zakupach po 30 sekundach?
Wracać do miejsca gdzie byłaś, bez żadnej kary dla siebie za odpłynięcie. Odpłynięcie jest częścią praktyki, nie błędem. To że zauważyłaś że myślisz o kolacji to już jest moment uważności. Po prostu wróć.
I właśnie w tym jest clou całej tej techniki, przynajmniej dla mnie. Nie chodzi o to żeby utrzymać idealną uwagę przez 20 minut. Chodzi o tę chwilę kiedy zauważasz że odpłynęłaś i wracasz. Podobno to jest ten mięsień który ćwiczysz.
Czyli de facto po całej sesji możesz odpłynąć 50 razy i wracać i to jest ok? Mam wrażenie że to trochę zbyt wyrozumiałe podejście i rozumiem że tak mówi teoria, ale czy to naprawdę daje efekty przy takiej roztrzepanej sesji?
Ale jak można nie być świadoma że myśli? Zawsze wiem że myślę, to nie ma sensu.
Właśnie to. I to nie jest złe samo w sobie, ale to nie jest skanowanie ciała. To jest po prostu rozmarzenie. Różnica jest w tym czy jest jakiś obserwator w tle czy nie.
Mnie zastanawia jedna rzecz w tym wszystkim. Wrenna na początku pisała o konkretnej kolejności, od stóp do głowy. Ale słyszałam też o skanowaniu od głowy do dołu. Czy kierunek robi jakąś różnicę czy to tylko kwestia preferencji?
Spotykałam obie wersje i szczerze nie wiem czy kierunek ma fundamentalne znaczenie, przynajmniej nie w codziennej relaksacyjnej praktyce. Niektórzy mówią że od dołu do góry lepiej uziemia, a od góry do dołu bardziej uspokaja. Ale to są raczej teorie niż coś co można zweryfikować na własnej sesji.
To poplątanie się wcale nie jest takie złe, bo zmusza cię do bycia bardziej przytomną. Jak robisz coś automatycznie, to łatwiej odpłynąć. Jak musisz myśleć o tym co teraz, zostaje trochę więcej uwagi w ciele.
Ale czy przez to nie traci się tego aspektu uważności? Bo jeśli muszę myśleć o tym czy idę od lewej stopy czy prawej, to zajmuję głowę logiką a nie czuciem.
A jak długo trwa zanim przestaje być kwestią myślenia? Bo brzmi jakby wymagało miesięcy żeby w ogóle zacząć czuć cokolwiek sensownego.
Nie miesięcy. Pierwsze sesje bywają zaskakująco żywe nawet dla zupełnych nowicjuszy, właśnie dlatego że uwaga jest jeszcze niewyćwiczona w ucieczce. Potem przychodzi taki środkowy etap który może być nudniejszy. A potem zaczyna być ciekawiej, bo zaczynasz rozróżniać subtelniejsze rzeczy.
Ten środkowy etap to chyba jestem teraz. Siadam, robię, nic specjalnego nie czuję i zastanaiwam się po co to robię. Ale nie rzucam bo gdzieś słyszałam że właśnie wtedy najważniej wytrwać.
Mnie ten opis bardzo trafia. Przez pierwsze sesje jakby nic nie docierało, a potem nagle zaczęłam czuć różnicę między napięciem mięśniowym a czymś co jest jakby głębiej. Trudno to nazwać, ale jest wyraźna różnica w jakości tego co się czuje.
Notatki po sesji? Hmm, nie robiłam tego nigdy. Trochę boję się że to mnie wyciągnie z doświadczenia w głowę, wiesz? Że zamiast czuć, zacznę analizować i oceniać czy dobrze poszło.
A ile czasu mija między końcem sesji a notowaniem? Bo jak skończyłam, to chce mi się głównie leżeć i nie myśleć o niczym, nie pisać.
To leżenie po skanowaniu to jest jego część, nie strata czasu. Jak ciało jeszcze jest w tym stanie miękkości, to nie warto tego przerywać. Notatki spokojnie mogą poczekać kwadrans albo i więcej.
No właśnie, u mnie to leżenie po potrafi być ważniejsze niż sama sesja. Jakby ciało dopiero wtedy naprawdę odpuszcza, kiedy wie że nic po tym nie musi.
To co opisujecie to właściwie klasyczna integracja po praktyce. W wielu podejściach do mindfulness to jest uznawane za element sesji, nie za odpoczynek od niej. Ciało przetwarza to co przeszło przez uwagę.
A co się dzieje jak w ogóle się nie zatrzymujesz po i od razu wstajesz i idziesz robić coś? Czy to jakoś szkodzi praktyce czy po prostu mniej korzystasz?
Nie szkodzi w żaden fizyczny sposób, ale efekt jest inny. Jakby wychodzić z kina tuż przed końcem napisy, film był, ale coś zostało niedopowiedziane. Przynajmniej u mnie tak to działa, choć wiem że nie każdy to czuje.
Mnie zastanawia coś innego. Cały czas mówimy o relaksie i integracji, ale skanowanie ciała ma przecież też tę drugą stronę, tę bardziej wymagającą. Kiedy znajdziesz miejsce w ciele z napięciem albo dyskomfortem i nie możesz po prostu przy tym siedzieć spokojnie.
Dokładnie to. Obserwacja bólu albo napięcia bez reagowania na nie to jedna z trudniejszych rzeczy w tej praktyce. Odruch jest naturalny, chcesz to naprawić albo uciec. Zostanie z tym wymaga treningu.
To co mówi Arnold59 brzmi prosto ale w praktyce jest naprawdę ciężkie. Mam jedno miejsce w karku, które zawsze się pojawia podczas skanowania i przez długi czas ledwo się przy nim zatrzymywałam, bo czułam że zaraz zacznę panikować. Dopiero ostatnio zaczęłam przy tym siedzieć dłużej.
Zmienia formę. To jest to co najbardziej mnie zdziwiło. Spodziewałam się że albo minie albo zostanie tak samo, a tymczasem jak siedzę przy tym karku dłużej, to napięcie jakby się przemieszcza, zmienia gęstość, raz jest twardsze, raz miększe. Jakby sam fakt że na to patrzę coś w tym ruszał.
