Dokładnie to. I właśnie dlatego obserwacja jest ważniejsza niż natychmiastowe rozluźnianie. Jak próbujesz rozluźnić zanim dokładnie zobaczysz co jest, to jakbyś zamknęła okno zanim zobaczyłaś widok.
Dobre porównanie, ale czy nie ma granicy? Bo znam osoby które miały realne urazy fizyczne i robiły skanowanie zamiast iść do lekarza, bo uznały że to tylko napięcie do przepracowania. Obserwacja ma sens ale nie jako substytut diagnozy.
I tu jest ważna rzecz, którą często się pomija: skanowanie może być też sygnałem że coś wymaga uwagi lekarskiej, a nie dowodem że wystarczy medytować. Jak w trakcie sesji pojawia się coś co naprawdę odbiega od normy, to to jest informacja, nie zadanie do przepracowania.
Wracając do tego co zaczęłam wcześniej, bo nie dokończyłam. Mówiłam o tej trudniejszej stronie skanowania. Mnie interesuje właśnie co się dzieje jak trafisz na miejsce, przy którym pojawiają się emocje, nie ból fizyczny, ale np. ścisk w gardle albo ucisk w klatce który czujesz jako smutek. Czy to traktować tak samo?
Czy to normalne że skanowanie ciała wywołuje emocje? Bo myślałam że to raczej takie spokojne, relaksacyjne ćwiczenie, a tu czytam i wychodzi że może być całkiem intensywne.
Ale jak ktoś w trakcie skanowania zaczyna płakać to dalej robi sesję czy przerywa? Pytam serio bo nie wiem jak bym z tym zareagowała.
To zależy od tego jak płacze i z czego. Jeśli to takie ciche łzy które przychodzą i odchodzą, to można zostać w sesji, pozwolić i iść dalej. Jeśli to coś co cię dosłownie wyciąga z uważności i zaczynasz kręcić historię o tym co czujesz, to wtedy wychodzi się ostrożnie i może skraca sesję. Nie ma jednej odpowiedzi.
Mam wrażenie że skanowanie ciała to jedna z tych praktyk, które wyglądają prosto z opisu, a w praktyce otwierają warstwy których się nie spodziewałaś. Zaczęłam od tego żeby się zrelaksować, a skończyłam na tym że uczę się zupełnie inaczej słuchać siebie.
A czy da się robić skanowanie ciała jeśli się ma słabą koncentrację? Bo ja jak próbuję to moje myśli co chwilę uciekają i nie wiem czy w ogóle robiłam cokolwiek sensownego. Może to nie jest dla mnie.
Słaba koncentracja to chyba najczęstszy powód dla którego ludzie myślą że skanowanie jest nie dla nich. Ale uwaga, Zlocien, to jest trochę odwrócone. Skanowanie nie wymaga dobrej koncentracji na starcie, ono ją stopniowo ćwiczy. Myśli uciekają u każdego i to jest część ćwiczenia, a nie błąd wykonania.
Ale to co opisujesz to brzmi jakbym ćwiczyła wracanie, a nie samo skanowanie. Czy ja w ogóle wtedy skanuję ciało jeśli co chwilę wyrywam się z powrotem do punktu startowego?
A ile razy normalnie umysł ucieka podczas jednej sesji? Bo jak to bywa dwadzieścia razy w ciągu dziesięciu minut to się zastanawiam czy to nie jest za dużo żeby w ogóle cokolwiek poczuć.
Mogę dodać coś z własnego doświadczenia? Jak zaczenam sesję i moje myśli szaleją, to często właśnie w tych skokach z powrotem do ciała czuję więcej niż w momentach kiedy siedzę grzecznie skupiona. Jakby powrót wyostrzał odczucie.
To jest ważna różnica w podejściu. Są dwie szkoły, jedna mówi żeby wracać dokładnie do miejsca w którym byłaś, bo to buduje ciągłość. Druga mówi żeby wracać do ciała w ogóle, bez nacisku na sekwencję. Obie mają sens, ale dla różnych osób.
Zaraz, a w takim razie po co w ogóle jest ta sekwencja od stóp do głowy? Jeśli można wracać gdziekolwiek to jakie znaczenie ma kolejność?
Okej to może zapytam głupio, bo nie do końca rozumiem. Jak skanuję np. lewe ramię i nic nie czuję, to co mam robić? Czekać aż coś się pojawi, czy przejść dalej?
Brak odczucia to też odczucie. Nie szukasz czegoś konkretnego, tylko obserwujesz co jest, a pustka, ciężkość, mrowienie, ciepło, zimno, to wszystko są odpowiedzi. Jeśli naprawdę nic nie ma, zostań chwilę i idź dalej bez oceniania.
Mnie to zajęło bardzo długo żeby zrozumieć. Przez długi czas jak nic nie czułam to uznawałam że robię źle. A potem okazało się że właśnie te obszary bez odczuć były dla mnie najbardziej informacyjne, bo często to miejsce w którym mam zablokowany kontakt.
Wracając do pytania Zlocien o koncentrację, bo mi się wydaje że pominęłyśmy jeden aspekt. Czy macie jakiś sposób żeby wejść w sesję kiedy umysł jest wyjątkowo rozbiegany? Bo ja jak mam naprawdę ciężki dzień to zanim w ogóle zacznę skanowanie, robię kilka minut tylko z oddechem, żeby trochę zwolnić.
To co opisuje Augurka to właściwie klasyczne przejście, które wiele tradycji ma przed skanowaniem właśnie po to żeby ciało i umysł nie były w różnych miejscach gdy zaczynasz. Nie jest to wymóg ale dla osób z rozbieganą głową robi dużą różnicę.
To co piszecie o tym wejściu w sesję przez oddech ma sens. Ja chyba rzeczywiście skaczę od razu w skanowanie i potem się dziwię że nic nie czuję przez pierwsze kilka minut. Czy ten oddech przed to ma być jakiś konkretny, czy dosłownie zwykłe kilka głębszych wdechów?
Nie ma jedynego słusznego sposobu, ale zwykłe powolne oddechy wystarczą. Ważniejsze jest żebyś w ogóle zatrzymała się przed skanerem i dała sobie chwilę na to żeby zarejestrować że siedzisz albo leżysz w konkretnym miejscu. Samo to zakotwiczenie robi robotę.
A czy skanowanie w ogóle ma sens bez tej całej otoczki? Bo jak czytam wasze opisy to brzmi jakby to była duża produkcja, a ja chciałabym po prostu zacząć, zobaczyć czy to w ogóle dla mnie działa, i nie planować minuty wejścia, minuty wyjścia i całej reszty.
To jest chyba najczęstsze pytanie i jednocześnie takie na które chyba nie ma sensownej odpowiedzi. Mnie zajęło jakieś dwa tygodnie zanim w ogóle zaczęłam rozróżniać obszary ciała, a koleżanka zaczęła czuć różnice od pierwszej sesji. Zależy od zbyt wielu rzeczy.
Hej, mogę się włączyć z głupim pytaniem? Bo czytam ten wątek od jakiegoś czasu i zastanawiam się, czy skanowanie ciała można połączyć z pracą na czakrach? Bo jak skanujecie okolicę klatki piersiowej to czy to nie jest właściwie to samo co skupienie na czakrze serca?
To nie jest głupie pytanie i rzeczywiście są osoby które tak to łączą. Ale technicznie to są dwie różne praktyki. Skanowanie jest somatyczne, tzn. skupiasz się na fizycznych odczuciach w ciele. Praca na czakrach idzie bardziej w stronę energetyczną i symboliczną. Możesz robić jedno i drugie, ale mieszanie ich w tej samej sesji na początku może być mylące.
Mnie się zdarza że jak skanuję okolice brzucha albo klatki piersiowej, samoistnie pojawiają się emocje bez żadnego świadomego nawiązania do czakr. Więc jakieś połączenie tam jest, tyle że niekoniecznie takie które da się zaplanować z góry.
