Ostatnio wróciłam do skanowania ciała po dłuższej przerwie i pomyślałam, że może warto opisać dokładniej jak to robię, bo widzę że dużo osób pyta o tę technikę w różnych wątkach, a nigdzie nie ma jednego miejsca gdzie jest to porządnie zebrane. Zacznę od podstaw, a potem może dodacie swoje wersje, bo wiem że każdy trochę inaczej to praktykuje. Skanowanie ciała to medytacja, w której przesuwasz uwagę przez kolejne części ciała od stóp do głowy albo odwrotnie. Nie chodzi o to, żeby cokolwiek zmieniać ani naprawiać, tylko obserwować co jest. Boli? Obserwujesz. Jest napięcie? Obserwujesz. Jest ulga? Też tylko obserwujesz. Jak zaczynam: kładę się na plecach, ramiona luźno wzdłuż tułowia, oczy zamknięte. Kilka głębokich oddechów żeby się wyciszyć i zaczynam od lewej stopy. Naprawdę od palców stopy, od czubków. Co tam czujesz? Ciepło, zimno, mrowienie, nic? Cokolwiek jest, jest ok. Potem pięta, potem cała stopa, potem kostka, łydka... i tak w górę. Czas: minimum 20 minut, lepiej 40-45 jeśli macie tyle spokoju. Można robić i w 10 minut ale to już taka wersja skrócona. Co was interesuje w tej technice? Macie jakieś doświadczenia z nią?
Robiłam kiedyś coś podobnego z aplikacji i zawsze zasypiałam w połowie. To normalne czy coś robię źle? Bo szczerze mówiąc to wydaje mi się że nie ma za bardzo efektu jeśli czlowiek zasypia zanim dotrze do klatki piersiowej 🙂
Mnie interesuje to czy ta medytacja jest jakoś powiązana z czakrami? Bo czytałam że skanowanie ciała to podobno też praca energetyczna, ale nie wiem czy to prawda czy ktoś to tylko tak nazwał żeby brzmiało bardziej ezoteryczne.
Warto tu dodać, bo widzę że temat Kabat-Zinna już padł, że MBSR to program 8-tygodniowy i skanowanie ciała jest tam jedną z kluczowych praktyk, ale jest bardzo konkretnie opisana metodologia. Nie chodzi tylko o 'przesuwanie uwagi', ale o rozwijanie pewnego rodzaju nieoceniającej obserwacji doznań. To brzmi banalnie, ale w praktyce jest trudniejsze niż się wydaje, szczególnie kiedy gdzieś boli. Odruch żeby odpychać ból albo go analizować jest bardzo silny. Czy ktoś z was miał tak, że podczas skanowania ciała natrafił na mocne napięcie i co z nim zrobił?
Ja miałam raz podczas skanowania takie napięcie w okolicy splotu słonecznego że prawie przerwałam. Siedziałam przy tym kawałku ciała chyba ze dwie minuty i oddychałam, i w pewnym momencie jakby puściło. Nie wiem czy to była kwestia fizyczna czy coś więcej, ale byłam zaskoczona. Powtórzyło się to kilka razy w tamtym okresie kiedy miałam dużo stresu w pracy.
Mam pytanie trochę z innej strony, bo słyszałam że skanowanie ciała można robić przed rytuałem, żeby lepiej się wyciszyć i wejść w odpowiedni stan. Czy to ma sens z perspektywy energetycznej? Albo czy ktoś tak robi?
Mam pytanie do Wrenny bo zaczęłaś od opisu tej techniki, ale nie napisałaś nic o oddychaniu. Czy podczas skanowania oddychasz jakoś specjalnie czy zostawiasz oddech naturalny? Gdzieś czytałam że przy przechodzeniu do nowej części ciała trzeba zsynchronizować ruch uwagi z wydechem, ale nie wiem czy to konieczne czy tylko jedna z wersji.
Próbowałam z synchronizacją raz i skończyłam na tym że liczyłam oddechy zamiast zwracać uwagę na ciało, więc chyba masz rację że to kwestia indywidualna. Zostanę przy naturalnym oddechu.
Ja mam problem z tą techniką od dawna i chętnie posłucham co mówicie. Mianowicei nie mogę zatrzymać myśli, jak tylko zaczynam skanować powiedzmy stopę, to po chwili jestem myślami przy liście zakupów albo przy jakiejś rozmowie sprzed tygodnia. I zanim się zorjentuję to nie wiem nawet gdzie jest moja uwaga. Czy ta technika w ogóle nadaje się dla kogoś kto ma tak uciekający umysł?
Ok to rozumiem że błądzenie umysłem jest ok, ale jak długo trzeba to ćwiczyć żeby w ogóle poczuć jakiś efekt? Bo robię to od jakiegoś czasu i nadal nie wiem czy cokolwiek się zmienia. Chciałabym widzieć jakiś postęp.
Wchodzę w ten wątek bo właśnie chcę zacząć medytować i skanowanie ciała brzmi jak coś dla początkujących. Ale mam pytanie praktyczne: czy to trzeba robić w ciszy, czy można puszczać sobie jakiś podkład muzyczny? I czy pozycja siedząca też jest ok, bo z leżeniem mam problem ze wspomnianym już zasypianiem.
Okej, dzięki za odpowiedź Wrenna. Jeszcze jedno, bo nie do końca rozumiem, czy ta medytacja wymaga jakiegoś wcześniejszego przygotowania? Jak rozumiem, wchodzę, leżę albo siadam, zaczynam od stóp i idę w górę, ale czy jest coś co powinienem zrobić zanim zacznę? Jakieś nastawienie, intencja, cokolwiek?
Mnie też zastanawia jedna rzecz, bo próbowałam kilka razy i mam problem z tym jak szybko przesuwać uwagę. Bo raz robiłam tak że przy każdej części siedziałam może 10 sekund i bylo ok, ale raz ktoś mi powiedział że trzeba być przy każdej częsci nawet minutę. I nie wiem czy jest jakaś zasada czy to jest dowolne?
A właśnie, to ile ta sesja powinna w ogóle trwać? Bo czytałam że podobno minimum 20 minut, ale to brzmi dla mnie jak wieczność. Czy można to robić np. przez 10 minut i czy to cokolwiek daje?
To trochę zmienia moje myślenie o tym bo zawsze zakładałam że medytacja to coś na pół godziny minimum. Mam pytanie bo wróćmy do tego co Shangie pisała wcześniej, że robi skanowanie przed rytuałem. Czy ktoś próbował łączyć to z konkretną intencją magiczną, nie tylko żeby się wyciszyć ale żeby jakby ukierunkować energię?
Ale skąd wiadomo że to blokada a nie po prostu napięcie mięśniowe? Serio pytam, bo jak słucham takich opisów to brzmią pięknie ale nie wiem jak to odróżnić w praktyce.
Zgadzam się z Akacją i dodam, że dla mnie to rozróżnienie stało się mniej ważne z czasem. Ważniejsze jest to czy po sesji czuję zmianę, a zmiana najczęściej jest. Przy splocie słonecznym o którym pisałam wcześniej, to było ewidentnie coś więcej niż fizyczne napięcie, ale nie będę nikomu tego przekonywać, każdy musi to sam ocenić.
Właśnie, i myślę że ta kwestia 'co to jest' jest mniej ważna niż 'co z tym zrobić'. Skanowanie ciała uczy zostać z doznaniem niezależnie od tego jak je nazwiemy. Czy to mięsień czy czakra, podejście jest takie samo: uwaga, oddech, cierpliwość.
Ale zaraz, czy nie jest tak że jeśli ktoś ma mocno zablokowaną czakrę to skanowanie ciała może wywołać jakiś kryzys? Słyszałam że praca z ciałem może otworzyć rzeczy których nie jesteśmy gotowi przyjąć. Czy to jest realne ryzyko?
Wtrącę się, bo właśnie to jest coś o czym rzadko się mówi na takich forach. Sama miałam moment podczas skanowania że poczułam coś w okolicy serca i zamiast poczuć spokój to dostałam fali smutku. Nie wiedziałam co z tym zrobić, po prostu zostałam z tym przez chwilę i potem przeszło. Ale gdybym była mniej przygotowana, mogłabym się wystraszyć.
Pytanie do wszystkich, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Jak skanuję ciało i dochodzę do miejsca gdzie jest napięcie, to mam po prostu tam siedzieć z uwagą i oddychać, tak? Nie wizualizować, nie analizować, po prostu być?
Tak, dokładnie tak. Zostać z uwagą, oddychać i obserwować co się dzieje z tym napięciem. Czy się zmienia, czy pulsuje, czy może lekko odpuszcza. Bez oceniania, bez prób naprawienia. To jest sedno skanowania.
Okej, czyli żadnej wizualizacji w stylu 'wyobraź sobie złote światło' i tak dalej? Bo widziałam takie wersje i zastanawiałam się czy to już inna technika czy to samo.
To już jest mieszanka i zależy kto prowadzi medytację. Czyste skanowanie ciała to obserwacja bez dodawania czegokolwiek od siebie. Wizualizacje złotego światła, przepływu energii to już bardziej kierowana medytacja uzdrawiająca. Obie mają sens, ale to nie to samo.
A ta wizualizacyjna wersja działa szybciej? Bo jeśli zwykłe siedzenie i oddychanie daje efekt po tygodniach, to wolę coś bardziej aktywnego.
Właśnie ta obserwacja zmienia więcej niż myślisz. Jak zostałam z tym smutkiem w okolicy serca zamiast uciekać, to po sesji był rodzaj ulgi której nie spodziewałam się po tak prostej technice. Nie robiłam nic aktywnego, a coś się rozluźniło.
To co Paprotka opisuje to klasyczny mechanizm z pracy z ciałem. Napięcie często nie jest problemem samym w sobie, tylko odpowiedzią na coś czego nie przetworzyliśmy. Skanowanie daje przestrzeń żeby to w końcu dotknąć, nie siłą, tylko obecnością.
