Mnie zawsze ciekawiło jedno. Czy skanowanie ciała to jest coś co jest przeznaczone do codziennej praktyki, czy raczej jako uzupełnienie innych medytacji? Bo widzę że niektórzy mówią o nim jako o swojej głównej praktyce a inni że robią to okazjonalnie.
Dobra, to ile w końcu czasu potrzeba żeby cokolwiek poczuć z tego skanowania? Bo czytam ten wątek i jedni piszą że od razu, inni że tygodniami nic. Mnie po kilku próbach nadal jakby nic szczególnego się nie dzieje i zaczynam się zastanawiać czy robię to dobrze.
To ciekawe bo ja myślałam dokładnie tak samo jak Janeczka. Że jak nic spektakularnego nie czuję to znaczy że medytuję źle albo że po prostu ta technika nie jest dla mnie. A te drobne odczucia to pomijałam zupełnie.
Wracając do tego co Wrenna pisała o codziennej praktyce przez pierwsze tygodnie, to mam pytanie do osób które przez to przeszły. Czy faktycznie codzienność robi różnicę w porównaniu do na przykład trzech razy w tygodniu? Bo nie każdy ma warunki na codzienne 45 minut.
Są badania które porównywały różne protokoły i ogólnie konsekwencja wychodzi przed długością pojedynczej sesji. Ale to nie jest prosta odpowiedź bo badania MBSR są bardzo specyficzne metodologicznie i trudno je przekładać 1 do 1 na praktykę domową bez instruktora.
Wracając trochę do praktyki a nie teorii, bo mam konkretne pytanie. Czy ktoś próbował skanowania ciała w połączeniu z wizualizacją? Tzn. nie tylko czucie danej części ale też wyobrażanie sobie jej wewnątrz? Ostatnio eksperymentuję z czymś takim i nie wiem czy to odchodzi od klasycznej formy czy jest ok.
Tak, czuję że jest głębiej jakoś. Ale nie wiem czy to nie jest zbyt dużo bodźców na raz i czy nie rozpraszam przez to uwagi zamiast ją skupiać. Stąd pytanie.
Ciekawe co mówisz Halineczka bo ja kiedyś robiłam coś podobnego nieświadomie, wyobrażałam sobie że skanowanie to taka fala która idzie przez ciało i nagle ktoś mi powiedział że to już nie jest 'czyste' skanowanie. Trochę mnie to zbiło z tropu bo dla mnie ta wizualizacja pomagała skupić uwagę, nie rozpraszała.
Myślę że to zależy od celu. Jak robisz skanowanie żeby się po prostu wyciszyć i poczuć lepiej, to obraz fali jest chyba spoko. Ale jak chcesz rozwijać konkretną umiejętność bycia z ciałem bez dodatkowych warstw to może warto czasem ćwiczyć bez wizualizacji. Nie muszą się wykluczać.
Dobra, ale wracając do mojego problemu z brakiem efektów, to mam jeszcze jedno pytanie. Czy ma znaczenie o jakiej porze dnia się to robi? Bo ja próbowałam różnych godzin i nie wiem czy to w ogóle wpływa.
No właśnie, wieczorem zasypiałam praktycznie za każdym razem. Myślałam że coś ze mną nie tak, że za słaba koncentracja albo coś. A rano to z kolei mam wrażenie że mój mózg już od razu chce planować dzień i trudno go zatrzymać.
Zasypianie podczas skanowania to chyba klasyka absolutna, szczególnie na początku. Mnie się to przytrafiało przez pierwsze kilka tygodni praktycznie regularnie. Ktoś mi kiedyś powiedział żeby wtedy po prostu nie leżeć, tylko siedzieć. Brzmi prosto ale naprawdę pomaga. Ty Janeczka leżysz podczas skanowania?
To zależy od etapu chyba. Leżenie jest dobre kiedy chcesz się głęboko odprężyć i masz już pewną świadomość ciała żeby nie zasnąć. Na początku może siedzenie jest lepsze właśnie dlatego o czym mówiła Akacja, jest taki minimalny wysiłek który trzyma cię przytomnym. Sama zaczęłam od leżenia i żałuję, miesiąc z hakiem szłam spać zamiast medytować.
A czy jest jakaś pozycja siedząca która jest zalecana konkretnie do skanowania? Bo przy innych typach medytacji mówi się o wyprostowanych plecach i tak dalej, ale nigdzie nie widziałem czy przy skanowaniu jest jakaś specyfika pozycji.
Właśnie ta kwestia dogmatów w medytacji trochę mnie zastanawia. Czytałam że w niektórych tradycjach buddyjskich jest bardzo precyzyjne podejście do pozycji ciała podczas każdej praktyki. Czy skanowanie wywodzi się z tych tradycji czy to jest osobna technika?
To znaczy że można to traktować jako coś zupełnie neutralnego, bez kontekstu duchowego? Bo mnie osobiście interesuje bardziej strona relaksacyjna, nie chcę wchodzić w żadną religię ani tradycję. Czy to w ogóle ma znaczenie po co to się robi?
To samo mnie dotyczy, mam wrażenie że oczekiwanie kompletnej ciszy w głowie to mit który sprawia że myślę że nie umiem medytować. Tylko nie wiem jak to ma wyglądać 'poprawnie'.
Zgadzam się co do meritum, ale powiem inaczej. Chodzi o to żeby zmienić relację z myślami, nie żeby je eliminować. Zauważasz że myślisz, nie angażujesz się w to myślenie i wracasz. Z czasem przerwy między myślami mogą być dłuższe, ale to efekt uboczny, nie cel. Cel jest uwaga na ciele.
To co Diablica mówi jest ważne bo u mnie przez długi czas celem było właśnie 'nie myśleć' i przez to ciągle byłam sfrustrowana. Dopiero kiedy przestałam walczyć z myślami skanowanie zaczęło cokolwiek dawać. Choć szczerze, do dziś nie jestem pewna czy robię to dobrze.
