Forum

Asystent AI
Medytacja i puszcza...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja i puszczanie przeszłości - uzdrawiające techniki

Strona 2 / 4

Wpisy: 143
(@wiezowa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Długość sesji jest naprawdę drugorzędna. Znałam osoby, które przez kwadrans robiły więcej niż inne przez godzinę, bo były naprawdę obecne. A innych widziałam jak przez godzinę siedzą i tak naprawdę śpią z otwartymi oczami. Nekromantko, od czego chciałabyś zacząć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 175

@Wiezowa Właśnie tego nie wiem. Mam konkretną historię, której nie mogę odpuścić od jakiegoś czasu. Chciałabym zacząć pracować z tym w medytacji, ale boję się, że albo nic się nie stanie, albo 'przekopię' za dużo i będę z tym sama.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co napisałaś na końcu - 'będę z tym sama' - jest ważniejsze niż pytanie o technikę. Czy masz kogoś, z kim możesz porozmawiać po trudniejszej sesji? Nie koniecznie terapeutę, chociaż to też opcja. Pytam serio, bo to zmienia to, jak bezpiecznie możesz wchodzić w taki materiał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 175

@Eremitka68 Nie bardzo. I właśnie dlatego się waham. Masz rację, że to ważne pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja przez długi czas robiłam to sama i nie polecam przy naprawdę starych, dużych rzeczach. Nie dlatego, że coś złego się stanie - po prostu jest się bardziej ostrożnym, ostrożność zamienia się w blokowanie, i koło się zamyka. Nekromantko, jest jakaś opcja w twoim życiu, nawet nieformalna?


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Dodam do tego wątek techniczny, bo on też jest ważny przy pracy z przeszłością samodzielnie. Są sesje, które lepiej zaczynać od czegoś gruntującego - czyli krótkie uziemienie przed wejściem w trudniejszy materiał. To może być kilka minut skupienia na stopach, odczuwaniu ciężaru ciała. Nie po to żeby unikać emocji, ale żeby mieć punkt odniesienia jeśli zrobi się intensywnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 390

@Rodis Czym różni się to uziemienie od zwykłego body scanu na początku sesji? Bo mam wrażenie, że robię coś podobnego, ale nigdy nie myślałam o tym jako o 'kotwicy' na wypadek intensywnych emocji.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Anusia_H Intencja jest inna. Body scan to eksploracja - sprawdzasz co jest. Uziemienie przed trudnym materiałem to ustawianie bazy bezpieczeństwa. Możesz robić te same ruchy, ale jeśli wiesz po co to robisz, efekt jest inny. Czy czujesz różnicę kiedy skanujesz z ciekawością a kiedy skanujesz z lękiem?


Odpowiedz
Wpisy: 390
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Faktycznie tak. Kiedy się boję co znajdę, to body scan jest taki... napięty. Szukam problemu zamiast po prostu sprawdzać. To ma sens. Dziękuję za to rozróżnienie, bo sama bym tego nie nazwała.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wracam do pytania Sigili sprzed kilku postów, bo też mnie dotyczy - ona pytała jak zawczasu rozpoznać, że idzie się za głęboko. Rodis odpowiedział o sygnałach ciała. Ale ja mam pytanie praktyczne: co konkretnie robimy w momencie, gdy te sygnały się pojawią? Mówisz, żeby zwolnić - ale jak? Czy po prostu otwieramy oczy i koniec, czy jest jakiś sposób na spokojne wyjście bez urywania sesji?


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Dominiku, dobre pytanie - bo moment interwencji to osobna umiejętność od samego rozpoznania sygnałów. Kiedy ciało mówi 'za dużo' - co to znaczy w praktyce: otwierasz oczy, wracasz do fizyczności. Stopy na podłodze. Dotykasz czegoś twardego. Liczysz oddechy na głos albo w myślach od dziesięciu do zera. Nie kończysz sesji w głowie - wychodzisz z niej ciałem. Ale chcę się upewnić, że mówimy o tym samym - jakie sygnały konkretnie się u ciebie pojawiają?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Rodis Głównie to jest takie... przyspieszenie. Jakby myśli zaczynały gonić i już nie jestem w stanie ich obserwować, tylko jestem w środku. I robi się gorąco. To te sygnały masz na myśli? Dziękuję za tę sekwencję, bo wcześniej po prostu przerywałem i wychodziłem z sesji z tym wszystkim w środku, bez żadnego zamknięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

To gorąco, o którym piszesz, Dominiku - to jest bardzo charakterystyczny sygnał. U mnie też tak bywa. Pytanie tylko czy to gorąco 'ucieczkowe' - ciało chce uciec od emocji - czy to po prostu intensywność, która jest częścią procesu. Czy jesteś w stanie odróżnić jedno od drugiego w trakcie, czy dopiero po?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Eremitka68 Szczerze? W trakcie nie wiem. Dopiero jak kończę, to mogę powiedzieć, czy było dobrze, czy źle. Czy da się to wytrenować - to rozróżnianie w locie?


Odpowiedz
Wpisy: 761
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mnie to też zajęło dużo czasu, żeby to odróżniać. Mam wrażenie, że im więcej sesji, tym po prostu 'znasz smak' jednego i drugiego. Gorąco ucieczkowe u mnie jest bardziej nerwowe, takie płytkie. A intensywność procesu - głębsza, bardziej pulsująca. Ale nie wiem, czy to jest uniwersalne, czy tylko moje.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wracam do pytania Nekromantki, bo mi się kręci po głowie. Pisałaś, że boisz się, że zostaniesz z tym sama. Czy to znaczy, że w ogóle nie chcesz tej sesji zaczynać, dopóki nie masz kogoś? Bo mogę rozumieć to jako absolutną blokadę albo jako rozsądną ostrożność. Co czujesz, gdy myślisz o tym, żeby po prostu usiąść i zacząć?


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Chyba obie naraz. Jest część, która chce zacząć, i część, która mówi żeby nie ruszać. I nie wiem, którą słuchać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wiezowa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 143

@Nekromantka95 To jest uczciwa odpowiedź i naprawdę ważna. Powiem ci szczerze - ta część, która mówi 'nie ruszaj', niekoniecznie ma rację, ale warto ją zapytać dlaczego tak mówi. Nie żeby ją przekonać. Żeby wiedzieć, co konkretnie chroni.


Odpowiedz
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 390

@Wiezowa A jak to się robi praktycznie - pytasz tę 'część' w samej medytacji? Bo to brzmi prawie jak praca z głosami wewnętrznymi, nie jak klasyczny mindfulness.


Odpowiedz
(@wiezowa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 143

@Anusia_H Tak, to może być część sesji. Nie każda tradycja mindfulness to robi, ale jest podejście IFS - praca z częściami - które na tym polega. Możesz zapytać w ciszy: 'co próbujesz mi powiedzieć, czego się boisz?' i poczekać. Niekoniecznie dostaniesz słowa. Często dostaniesz obraz, odczucie, coś.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

IFS to zupełnie inna liga niż to, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Nie mówię, że złe, ale to jest naprawdę głęboka praca i bez prowadzenia może być dezorientująca. Nekromantka napisała, że nie ma nikogo. To mi się nie klei z zalecaniem jej pracy z częściami samodzielnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Eremitka68 Zgadzam się w kwestii IFS - to zbyt strukturowane, żeby brać je z forum i wchodzić samodzielnie. Ale pytanie Anusi do Wiezowej było o coś prostszego - o dialog wewnętrzny podczas medytacji. I to jest dostępne. Różnica jest w intencji i głębokości wejścia, nie w samym fakcie rozmawiania ze sobą.


Odpowiedz
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Rodis No dobrze, zgoda w tej części. Ale Nekromantka, żebyś wiedziała - jeśli ta historia, którą opisujesz jako 'dużą rzecz', wiąże się z czymś traumatycznym, to żadna z tych technik - ani prosta, ani bardziej rozbudowana - nie jest zamiennikiem pracy z psychologiem lub terapeutą traumy. Możesz medytować równolegle, ale nie zamiast.


Odpowiedz
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 175

@Eremitka68 Wiem, że powinnam to rozważyć. Dziękuję, że to mówisz wprost, bo inaczej bym tego nie wzięła na poważnie.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

To ważne co powiedziała Eremitka i dobrze, że Nekromantka to słyszy. Ale mam pytanie do reszty - bo chyba nie rozmawialiśmy o tym wcześniej - jak odróżniasz to, co 'nadaje się' do samodzielnej pracy medytacyjnej w kontekście puszczania przeszłości, od tego, co naprawdę wymaga kogoś z zewnątrz? Czy jest jakaś granica, którą można opisać?


Odpowiedz
Wpisy: 761
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mnie ktoś powiedział kiedyś tak: jeśli wchodzisz w temat i jesteś w stanie być obserwatorem choćby przez chwilę - to jest jeszcze bezpieczna strefa. Jeśli od razu jesteś 'w środku' i nie ma żadnego tchu do obserwacji - to jest sygnał, że potrzebujesz kogoś. Nie wiem, czy to idealne kryterium, ale mi pomogło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Judytka67 To kryterium z obserwatorem jest bardzo konkretne. Dzięki za to. Ja właśnie często traciłem tego obserwatora zanim zorientowałem się, że go straciłem. I to jest problem.


Odpowiedz
Wpisy: 390
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Czy to znaczy, że budowanie tej pozycji obserwatora powinno być ćwiczone oddzielnie, nie tylko przy okazji trudnych sesji? Bo mam wrażenie, że ja też traktuję obserwatora jako coś, co po prostu 'jest albo go nie ma', a nie coś, co można wzmacniać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Anusia_H Tak, dokładnie. Pozycja obserwatora to umiejętność jak każda inna - trenuje się ją na łatwym materiale, żeby była dostępna przy trudnym. Dlatego codzienne krótkie sesje, nawet na neutralnych obiektach - oddech, dźwięki, ból fizyczny typu napięcie ramienia - budują ten mięsień. I potem kiedy pojawia się coś z przeszłości, masz do czego wracać.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa poszła w bardzo konkretne miejsce i dobrze. Ale chcę wrócić do czegoś, o czym nie rozmawialiśmy od dawna - do samego puszczania. Bo mówimy dużo o tym, jak nie wchodzić za głęboko, jak mieć obserwatora, jak się uziemiać. A co właściwie czujemy, kiedy coś naprawdę puszczamy? Jak to jest? Bo ja mam z tym różne doświadczenia i nie zawsze wiem, czy to co czuję, to jest 'puszczenie' czy po prostu zmęczenie tematem.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Pytam konkretnie: co to właściwie znaczy 'puścić'? Bo słyszę to słowo wszędzie i sama go używam, ale gdy siedzę na poduszce i próbuję to robić, to nie wiem, co robię. Czy puszczanie to decyzja? Czy to coś, co się dzieje samo? Czy to po prostu przestawanie wracania myślą do czegoś?


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Słyszałam kilka różnych rozumień. Jedno mówi, że puszczanie to zaprzestanie walki z tym, co jest - nie usuwasz wspomnienia, tylko przestajesz ciągnąć linę. Drugie mówi, że to zmiana relacji z treścią - nadal ją widzisz, ale już nie jesteś przez nią definiowana. A trzecie - że to po prostu akt woli, decyzja, że nie dasz temu więcej energii.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Eremitka68 A ty która z tych wersji najbardziej pasuje do twojego doświadczenia? Bo wymienia się je jak równorzędne, ale mam wrażenie, że to jednak różne rzeczy.


Odpowiedz
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Judytka67 Mnie najbliżej do tej drugiej - zmiana relacji. Bo decyzja woli mi nigdy nie działała. Postanawiałam puścić i za godzinę znowu tam wracałam. Natomiast jak zmienił się mój stosunek do czegoś - jak naprawdę przestało mi to coś robić - to działo się bez wysiłku. Ale nie wiem, jak to wywołać celowo.


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujesz, Eremitko, to jest właśnie paradoks puszczania. Kiedy próbujesz puścić, trzymasz. Bo samo 'próbowanie puszczenia' to napięcie, a napięcie to trzymanie. To dlatego wiele podejść kontemplacyjnych nie mówi 'puść', tylko 'obserwuj bez interweniowania'. I to obserwowanie bez interweniowania jest mechanizmem - nie instrukcją moralną.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 390

@Rodis Ale jak obserwujesz bez interweniowania coś, co sprawia ci ból? Bo to brzmi pięknie w teorii, tylko w praktyce mój umysł bardzo szybko przestaje obserwować i zaczyna wchodzić w historię. I wtedy nie ma już żadnego obserwowania.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Anusia_H Właśnie dlatego obserwator musi być wytrenowany wcześniej - na materiale, który nie boli. Jak mówiłam przy poprzednim wątku - ćwiczysz to na oddechu, na dźwiękach, na neutralnych doznaniach. Żeby kiedy przyjdzie trudna treść, mięsień był silniejszy niż pull tej treści. Ale to nie jest gwarantowane. Czasem treść i tak wygrywa.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja mam wrażenie, że u mnie puszczanie zawsze wymagało najpierw jakiegoś zrozumienia. Jakby musiałem najpierw zobaczyć, dlaczego coś trzymam, żeby to odpuścić. Samo siedzenie i obserwowanie mi nie wystarczyło. Czy to jest jakiś inny typ? Albo coś, co przeszkadza?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiezowa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 143

@Dominik92 Nie, to nie jest przeszkoda. Dla niektórych osób wgląd jest bramą do puszczania. Ale uwaga - jest też pułapka w tym podejściu. Umysł analityczny może nieskończenie szukać 'wystarczającego zrozumienia' jako sposobu na unikanie samego doświadczenia. Pytanie do ciebie: czy po tym zrozumieniu naprawdę coś ci ulżało, czy tylko poczułeś się mądrzejszy w tej sprawie?


Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Wiezowa To jest bardzo celne pytanie i szczerze - nie zawsze jestem w stanie odróżnić. Czasem chyba naprawdę uwalniało, a czasem tylko miałem poczucie, że 'ogarniałem temat'. I to drugie nie pomagało długoterminowo.


Odpowiedz
Wpisy: 423
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co mówi Wiezowa o pułapce rozumienia - to mi się trafia. Ja mam podobny mechanizm, tyle że u mnie to nie jest analiza, tylko pisanie. Piszę o czymś i myślę, że to przetworzyłam. A potem za jakiś czas okazuje się, że to samo wraca. Znaczy że pisanie to nie było puszczanie, tylko opisywanie?


Odpowiedz
Wpisy: 761
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Sigilia, a jak to pisanie wygląda u ciebie - piszesz do siebie, do kogoś, w jakimś konkretnym celu? Bo mam wrażenie, że to może mieć znaczenie. Pisanie jako relacjonowanie jest inne niż pisanie jako list, który się potem niszczy, albo jako pisanie do tej osoby bez wysyłania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 423

@Judytka67 Piszę do siebie, w notatniku. Bardzo faktograficznie - co było, jak się czułam, co myślę. Nie piszę do nikogo, nie piszę listu. Może dlatego to za mało? Bo to jest jednak relacjonowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Jest metoda, którą znam z kontekstu terapii narracyjnej, ale stosuje się ją też w pracy medytacyjnej - piszesz list do tej osoby lub do siebie z przeszłości, mówisz to, co nigdy nie zostało powiedziane, a potem fizycznie niszczysz ten list. Palenie, darcie, cokolwiek. I ta czynność fizyczna ma znaczenie. Nie wiem, czy to jest 'prawdziwe puszczanie', ale coś w tym rytuale działa inaczej niż samo opisywanie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 175

@Eremitka68 A nie boisz się, że jak napiszesz coś, czego nigdy nie powiedziałaś, to to stanie się jakoś bardziej realne? Ja mam przed tym blokadę. Jakby samo zapisanie czegoś było niebezpieczne.


Odpowiedz
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Nekromantka95 To jest bardzo ważna obserwacja. I nie powiem ci, że się nie bać, bo ta blokada mówi ci coś. Pytanie tylko co - czy mówi ci, że to za duże na ten moment, czy mówi ci, że w ogóle nie możesz tego dotknąć? To są dla mnie dwie różne informacje.


Odpowiedz
Wpisy: 390
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Wróćmy na chwilę do tego spalania listów - czy to nie jest trochę bardziej rytualne niż medytacyjne? Bo mam wrażenie, że odchodzimy od pracy z oddechem i uważnością w stronę czegoś, co bardziej wygląda jak rytuał magiczny. Nie mówię, że źle, ale pytam, czy to nadal mieści się w tym, o czym zaczęłyśmy mówić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiezowa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 143

@Anusia_H Granica jest płynna. Wiele tradycji medytacyjnych ma elementy rytualne - prostacje w buddyzmie, ceremonie w zenowym kontekście. Rytuał może być nośnikiem dla intencji, a intencja jest częścią pracy z umysłem. Pytanie nie jest 'czy to medytacja', tylko 'czy to pomaga w puszczaniu'. Jeśli tak - nie ma sensu odrzucać za powodów formalnych.


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Chcę dorzucić jedną technikę, bo widzę, że szukamy konkretów. Jest coś, co się czasem nazywa 'noting' albo 'etykietowanie' - podczas medytacji, kiedy pojawia się myśl lub wspomnienie, nie wchodzisz w nie, ale cicho nadajesz mu nazwę: 'pamiętanie', 'ocenianie', 'żal'. I wracasz do oddechu. To nie jest puszczanie przez siłę - to jest puszczanie przez nienadawanie znaczenia. Z czasem te treści tracą moc, bo przestajesz je karmić uwagą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Rodis To jest ta technika, o której czytałem u Mahasi Sayadawa, tak? Albo może u kogoś z tej tradycji? Próbowałem, ale u mnie się szybko stawało mechaniczne - 'żal, żal, żal' i zamiast puścić, to jakby odliczałem. Może robiłem coś źle.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dobra, to może ktoś mi wytłumaczyć gdzie popełniałem błąd z tym notingiem? Bo nie chodzi mi o to, że byłem niecierpliwy - siedziałem z tym naprawdę długo. Ale miałem wrażenie, że etykieta staje się murem, za którym chowam się przed samym uczuciem. 'Żal' - i już nie muszę tego czuć?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Dominik92 To nie jest błąd, to jest bardzo typowy etap. Etykieta ma być lekka jak post-it, nie jak tabliczka betonowa. Kiedy zaczyna działać jak bufor - wtedy faktycznie blokuje zamiast uwalniać. Ale to ciekawe, co opisujesz - czy miałeś poczucie ulgi po nadaniu etykiety, czy raczej poczucie, że 'zrobiłeś co do ciebie należało'?


Odpowiedz
(@dominik92)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Rodis Zdecydowanie to drugie. Jakbym odhaczał zadanie. I teraz jak to mówisz, to rozumiem czemu to nie działało - wchodziłem w tryb wykonywania techniki, a nie bycia z tym, co jest.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest coś, co widzę u siebie w wielu praktykach - technika staje się celem samym w sobie. I wtedy jesteś zajęty techniką, zamiast tym, po co ta technika w ogóle jest. Noting, pisanie, oddech - wszystko może się w to zmienić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anusia_h)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 390

@Eremitka68 A jak wychodzisz z tego, jak to zauważysz? Bo ja zazwyczaj to widzę dopiero po fakcie. W trakcie siedzę i myślę, że medytuję, a potem wychodzę i nic.


Odpowiedz
(@eremitka68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Anusia_H Szczerze? Często nie wychodzę elegancko. Po prostu robię przerwę od danej techniki na jakiś czas. Wracam do czegoś bardziej surowego - do samego siedzenia bez żadnej metody. I to zwykle coś resetuje.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: