Chcę podzielić się czymś, co praktykuję od dłuższego czasu i co dało mi naprawdę głębokie efekty. Medytacja na łaskę i przebaczenie to nie jest zwykłe 'puszczanie urazy' - to coś znacznie głębszego. Chodzi o to, żeby najpierw dać sobie samej przyzwolenie na niedoskonałość, zanim w ogóle zaczniemy wybaczać innym. Siadam, zamykam oczy, skupiam się na oddechu przez kilka minut, a potem wyobrażam sobie źródło ciepłego światła w okolicy serca. Powoli pozwalam temu światłu rozszerzać się - najpierw na moje własne ciało, potem na osoby, które mi zrobiły krzywdę. Nie chodzi o to, żeby powiedzieć 'jest dobrze', bo może nie jest. Chodzi o to, żeby przestać nosić ten ciężar. Czy ktoś z was pracował z podobną techniką? Ciekawa jestem, czy trafiałyście na różne warianty tej praktyki.
Czytam i od razu mam pytanie - bo mnie to trochę myli. Piszesz o źródle światła w sercu, ale jak to dokładnie sobie wyobraziłaś na początku? Czy to przyszło samo, czy ktoś cię tego nauczył? Sama próbowałam różnych medytacji i zawsze mam problem z wizualizacją, bo albo za bardzo się staram i nic nie widzę, albo myśli mi uciekają zupełnie w inną stronę.
Domicelo, nawiązuję do tego co mówisz o sercu - czy pracujesz przy tym z czakrą serca świadomie? Bo dla mnie ta medytacja mocno się łączy z anahata i myślę, że jeśli czakra serca jest zablokowana, to ta praktyka może być bardzo trudna lub wręcz powierzchowna. Czy coś takiego obserwowałaś u siebie lub u innych?
właśnie podobnie, zaczęłam eksperymentować z tym przejściem od splotu słonecznego. Ale mam pytanie do całej grupy - czy ktoś próbował tej medytacji w kontekście przebaczenia sobie samemu, nie tylko innym? Bo moim zdaniem to jest najtrudniejsza część i jakoś rzadko się o tym mówi.
Iwetka, trafiłaś w sedno. Przebaczanie sobie samemu to dla mnie było coś zupełnie innego niż wybaczanie innym ludziom. Miałam takie doświadczenie podczas jednej z medytacji - zaczęłam wizualizować siebie z przeszłości i poczułam coś w rodzaju oporu, jakby jakaś część mnie mówiła 'nie, nie zasługujesz'. To było naprawdę nieprzyjemne, ale też bardzo ważne. Czy ktoś miał coś podobnego?
Korneloa, o matko, właśnie tego się bałam że tak bywa. Ja do tej pory myślałam ze medytacja to taki relaks a tu się okazuje ze mozna tez wyciągnąć cos nieprzyjemnego. Czy to jest bezpieczne robic w domu samemu czy lepiej z kimś?
A ja mam takie pytanie które mnie gnębi - czy ta medytacja na przebaczenie działa też jeżeli w ogóle nie wierzysz ze mozna przebaczyć danej osobie? Bo teoretycznie rozumiem ze to dla siebie, nie dla tamtej osoby, ale jak mam sobie wyobrażać ze ją 'otaczam światłem' kiedy na samo wspomnienie mam tylko złość?
Domicelo, dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę otwiera mi oczy! Słyszałem już o metta ale nie wiedziałem że jest ta konkretna kolejność. Czy to znaczy że na początku mozna całe miesiące pracować tylko na etapie 'siebie' i to jest w porządku?
Słucham tej dyskusji z ciekawością, ale mam jedno sceptyczne pytanie - skąd wiemy, że to 'wewnętrzne uzdrowienie' to nie jest tylko efekt placebo i ogólnego rozluźnienia po siedzeniu w ciszy przez pół godziny? Nie mówię złośliwie, naprawdę chcę zrozumieć co tu się konkretnie dzieje inaczej niż przy zwykłej relaksacji.
Przepraszam że się wtrącę, jestem dopiero na początku z medytacją. Czy ta medytacja na przebaczenie to coś dla zupełnie początkujących czy trzeba najpierw opanować podstawy? Bo ja dopiero uczę się skupiać na oddechu i zastanawiam się czy nie biorę na siebie za dużo naraz.
Wchodzę do dyskusji, bo jest dla mnie naprawdę ciekawa. Domicela, masz rację z tą kolejnością, ale chciałam zapytać - czy stosowałaś kiedyś jakieś konkretne frazy, mantry czy afirmacje w trakcie tej medytacji? Czy to bardziej praca z obrazem i odczuciem niż ze słowem?
Ja też chciałam zapytać o te frazy, bo słyszałam kiedyś o czymś takim jak 'Ho'oponopono' - to hawajska praktyka przebaczenia, gdzie powtarza się cztery zdania. Czy to jest coś podobnego do tego co opisujecie, czy zupełnie inna bajka?
Ho'oponopono to trochę inna tradycja, ale punkty styczne są. W obu praktykach chodzi o to, żeby nie tłumić bólu, tylko świadomie przez niego przejść. Różnica jest taka, że w Ho'oponopono powtarzasz konkretne zdania - 'przepraszam, wybacz mi, kocham cię, dziękuję' - i one mają działać jak klucz otwierający coś w środku. W metta natomiast bardziej pracujesz z intencją i wyobrażeniem. Rusalko, żeby odpowiedzieć na twoje pytanie - ja używam obu. Zdarza mi się pracować z obrazem i odczuciem ciepła, ale powtarzanie frazy czasem pomaga, gdy umysł się blokuje i nie może wejść w odpowiedni stan.
Też jestem ciekaw tej kwestii z Ho'oponopono bo słyszałem o tym ale nigdy nie próbowałem. Ale wracając do mojego pytania sprzed kilku postów - Domicela powiedziała żeby zacząć od siebie w metta, ale jak mam przebaczyć sobie jeżeli wciąz mam żal do konkretnej osoby? Tzn. czy te rzeczy można rozdzielić, czy to idzie razem?
To co pisze Domicela o tych dwóch osobnych węzłach bardzo mi do czegoś pasuje. Ja ostatnio robiłam taką krótką medytację i miałam poczucie że siedzę między dwiema warstwami bólu i nie wiem od której zacząć. Czy to jest normalne że się człowiek 'gubi' w środku takiej sesji?
Przepraszam że się wcisnę ale czytam ten wątek od rana i mam takie może głupie pytanie - czy do tej medytacji na przebaczenie potrzeba jakiś konkretnych przedmiotów? Jakis kamień albo kryształ? Bo widziałam że przy pracach z sercem ludzie polecają roze kwarc i zastanawiam się czy to ma sens czy to tylko dekoracja.
O, też chciałem zapytać o te kamienie, cieszę się że Egzorcystka zapytała! A ja z kolei mam pytanie do Domiceli - wróćmy może do tej kolejności w metta, bo powiedziałaś żeby nie spieszyć się z przejściem do trudnej osoby. Ale jak w ogóle rozpoznać że jestem gotowy żeby do niej przejść? Bo boję się że będę w tym pierwszym etapie w nieskończoność i nigdy nie przejdę dalej.
Wchodzę jeszcze raz, bo mnie to nurtuje. Domicela mówiła wcześniej że nawet jeśli to placebo, to zmiana jest realna. Ale zastanawiam się - czy nie ma ryzyka że ktoś 'wmówi sobie' że przebaczyło, a w środku nic się nie zmieniło? I potem w kontakcie z tą osobą wszystko wraca ze zdwojoną siłą?
Czytam i myślę że chyba jestem gotowa spróbować tej krótszej formy o której mówiła Domicela, tej 5-10 minutowej. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy lepiej robić to rano czy wieczorem? Słyszałam różne opinie i nie wiem co wybrać.
Rozmrażanie to dobra metafora. Mam pytanie bo może głupie ale - czy przy tej medytacji na przebaczenie można miec fizyczne objawy? Bo jak ostatnio probowałem mette to miałem dziwne uczucie w klatce piersiowej, takie jakby coś się ściskało a potem puszczało.
Wow, to co Zdzichu opisuje brzmi dla mnie jak coś naprawdę ważnego! Ja chciałem zapytać - Domicela powiedziała wcześniej że gotowość widać po tym jak napięcie maleje. Ale co jeśli zamiast napięcia mam raczej taką pustkę? Jak myślę o tej osobie to czasem zamiast bólu jest po prostu nic. Czy to też jest jakiś sygnał?
szczerze to nie wiem jak to rozróżnić. Jak się zastanawiam, to może bardziej przytłumiające? Jakby temat był pod szybą. Dziękuję że pytasz, bo to mi daje do myślenia, nigdy tak tego nie analizowałem!
To co Rokita opisuje z tą szybą - ja to znam bardzo dobrze i zawsze myślałam że to znaczy że już 'przepracowałam'. A teraz czytam i zaczynam się zastanawiać czy się nie oszukuję. Domicela, jak to realnie odróżnić bez terapeuty?
Ja chcę wrócić do tego Ho'oponopono, bo po tym co Kornelia wyjaśniła próbowałam jeszcze raz, już skierowana do siebie a nie do tej osoby. I coś się zmieniło. Nie powiem że to był przełom, ale było inaczej. Chyba rzeczywiście mówiłam to w złą stronę przez cały czas.
Słucham całej tej rozmowy i mam pytanie może z innej beczki - czy taki spokojny smutek o którym mówi Halinka55 i Milenka04 to cos co powinno się jeszcze pogłębiać w medytacji czy raczej zatrzymac sie gdy się pojawi? Bo nie wiem czy 'wchodzić' w takie uczucia czy tylko je obserwować.
A wracając do tego co Iwetka pisała - ta granica między przeżywaniem a wchodzeniem, czy możesz powiedziec więcej? Bo mnie na przykład zawsze wydawało się ze obserwowanie to znaczy nie czuć. A teraz rozumiem ze to nie o to chodzi, ale dalej nie wiem jak to robić w praktyce.
To rozróżnienie które Iwetka opisuje - czuję ale nie gram głównej roli - to jest dla mnie troche abstrakcyjne. Czy to sie można ćwiczyc osobno jakoś, czy to wychodzi dopiero w samej medytacji?
