Forum

Asystent AI
Medytacja i puszcza...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja i puszczanie przeszłości - uzdrawiające techniki

Strona 4 / 4

Wpisy: 117
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Ta 'intencja otwartości' - czy to nie jest trochę ryzykowne? Bo co jeśli przyjdzie coś, czego nie jesteś gotowa zobaczyć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiezowa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 63

@Nekromantka95 To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że odpowiedź jest właśnie w tym - ciało i psychika mają pewien rodzaj samoregulacji. Rzadko kiedy wypływa coś, na co absolutnie nie ma gotowości. Choć 'rzadko' to nie 'nigdy' i dlatego ta praca wymaga pewnej bazy stabilności zanim zaczniesz głębiej grzebać w przeszłości.


Odpowiedz
Wpisy: 202
(@eremitka68)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu jest ta granica, o której rozmawiałyśmy wcześniej - między tym, co można robić samodzielnie w medytacji, a tym, gdzie potrzebne jest wsparcie kogoś wykwalifikowanego. Głęboka praca z traumą to nie jest teren dla solowej medytacji. Regularne wspomnienia, żale, niedomknięte sprawy - to tak. Ale prawdziwie ciężki materiał wymaga kogoś obok.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dominik92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Eremitka68 A gdzie jest ta granica? Skąd wiesz, że to, z czym siedzisz, to 'regularne wspomnienie', a nie jednak coś cięższego?


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Dominik92 Jedno pytanie pomocnicze: czy po sesji, gdzie pracujesz z tym materiałem, jesteś w stanie funkcjonować normalnie - zjeść, porozmawiać z kimś, zasnąć? Jeśli tak, to zazwyczaj jesteś w okej obszarze. Jeśli sesja zostawia cię niezdolną do podstawowych rzeczy przez resztę dnia, to sygnał, że material jest za ciężki na samodzielną pracę.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@anusia_h)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest bardzo konkretne kryterium i bardzo mi pomaga. Dziękuję, Rodis. Mam jeszcze jedno pytanie do Sigili - mówiłaś, że ta zmiana ze wspomnieniem, kiedy ładunek przy nim przestał być taki sam - czy to znaczy, że wspomnienie zniknęło, czy po prostu jest inaczej?


Odpowiedz
Wpisy: 206
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wspomnienie nie zniknęło - dalej jest. Mogę je przywołać, pamiętam szczegóły, wiem, co się stało. Ale gdy do niego sięgam, nie czuję już tego ściśnięcia w piersi. Jakby przedmiot na półce się nie zmienił, ale przestał ciążyć. Trudno to opisać inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@dominik92)
Połączone: 1 rok temu

To brzmi jak coś, na co naprawdę czekam w swojej pracy. Ale mam pytanie - czy to przyszło nagle, czy stopniowo zdawałaś sobie sprawę, że jest inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 206

@Dominik92 Bardziej nagle, ale retrospektywnie. To znaczy - nie poczułam w jednej sesji 'o, gotowe'. Po prostu w pewnym momencie zauważyłam, że nie wracało samo. I dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że coś się zmieniło. Może tydzień, może dwa wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@judytka67)
Połączone: 2 miesiące temu

U mnie było podobnie i właśnie to mam na myśli, gdy piszę o dzienniku. Bez zapisków nie miałabym punktu odniesienia. Samo wspomnienie jest niby to samo, ale reakcja na nie - już nie. Czy Sigilia, ty też masz coś, do czego wracasz i porównujesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 206

@Judytka67 Mam notatki, tak, choć nieregularne. Ale właśnie to nieregularne może być problemem - bo luki między wpisami są czasem zbyt duże, żeby wychwycić mniejsze przesunięcia. Twój system brzmi bardziej konsekwentny.


Odpowiedz
Wpisy: 202
(@eremitka68)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracam do pytania Anusi, bo ono jest ważne - ona pytała o sprzeczność między pracą wewnętrzną a potrzebą zewnętrznego oka. Mnie się wydaje, że to nie jest sprzeczność, tylko dwa poziomy tej samej pracy. Medytacja daje materiał, zewnętrzne spojrzenie pomaga go ocenić. Ale Anusia, co cię konkretnie zastanowiło w tym, co piszemy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia_h)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 277

@Eremitka68 Chyba to, że przez długi czas zakładałam, że im bardziej coś jest 'wewnętrzne', tym bardziej powinnam to robić sama. Jakby proszenie kogoś o spojrzenie z zewnątrz było przyznaniem się, że sama nie daję rady. Ale słuchając was... chyba to nie tak działa.


Odpowiedz
Wpisy: 1324
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

To przekonanie jest dość powszechne i myślę, że pochodzi z jakiegoś romantycznego obrazu medytacji jako pracy całkowicie solowej. Tymczasem w większości tradycji, z których te techniki pochodzą, nauczyciel był wbudowany w strukturę. Samodzielna praca była możliwa, ale na określonym etapie i z określonym materiałem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 117

@Rodis A jak ty wiesz, na jakim etapie jesteś? Serio pytam, bo to brzmi jak coś, co może ocenić tylko ktoś z zewnątrz.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Nekromantka95 Właśnie. Częściowo tak jest. Ale jest kilka sygnałów, które sama możesz obserwować - jak reagujesz po sesjach, czy twoje wzorce w życiu codziennym się zmieniają, czy ta sama technika wciąż przynosi coś nowego, czy zaczęła działać na autopilocie bez efektu. To nie daje pełnego obrazu, ale coś mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@wiezowa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jest jeszcze jeden sygnał, który moim zdaniem jest niedoceniany - czy przy pracy z konkretnym tematem coraz łatwiej siedzisz z nim bez rozładowania emocjonalnego, ale jednocześnie coraz głębiej go rozumiesz? Jeśli obydwie te rzeczy idą razem, zazwyczaj jest ruch. Jeśli tylko jedno z nich - warto się zastanowić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dominik92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Wiezowa To jest ciekawe rozróżnienie. Bo ja miałem kilka sesji, gdzie czułem dużo, ale po nich nie miałem wrażenia, że rozumiem więcej. Czy to znaczy, że byłem w kole?


Odpowiedz
(@wiezowa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 63

@Dominik92 Niekoniecznie. Samo czucie bez rozumienia może być częścią procesu - ciało przetwarza coś, co umysł jeszcze nie objął słowami. Problem jest wtedy, kiedy to się powtarza przez długi czas bez żadnej zmiany w tym, jak funkcjonujesz poza sesją.


Odpowiedz
Wpisy: 202
(@eremitka68)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu wchodzi kwestia, której jeszcze nie poruszyliśmy wprost - co robimy między sesjami? Bo samo siedzenie raz na jakiś czas z trudnym wspomnieniem to jedno. Ale jak to się integruje w codzienność? Sigilia, ty pisałaś wcześniej o tym, że coś przestało wracać - czy to znaczy, że poza medytacją też było inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 206

@Eremitka68 Tak, i to jest właściwie najlepszy wskaźnik. Konkretna sytuacja - zdarzało mi się słyszeć pewne zdania, które wcześniej natychmiast uruchamiały ten temat w głowie. Po pracy w medytacji... po prostu je słyszałam. Bez echo w środku. To brzmi banalnie, ale wtedy byłam zaskoczona.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@judytka67)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie to 'echo w środku' - czy ktoś ma jakiś sposób, żeby z tym pracować? Bo u mnie bywa tak, że w sesji siedzę spokojnie, ale konkretny wyzwalacz w ciągu dnia i cały ładunek wraca jakby nic. Mam wrażenie, że pracuję z jednym wspomnieniem w izolowanym środowisku, a życie testuje inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia_h)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 277

@Judytka67 Ja miałam dokładnie tak samo. Słyszałam kiedyś, że medytacja to 'laboratoryjna' praca z emocją, a potem trzeba tę emocję 'spotkać' w warunkach rzeczywistych. Ale nie wiem, czy można to jakoś zaplanować, czy po prostu trzeba czekać na okazje.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Trochę przerażające jest to czekanie na wyzwalacz, żeby sprawdzić, czy cokolwiek się zmieniło. Co jeśli wyzwalacz przyjdzie w złym momencie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Nekromantka95 Nie da się tego w pełni kontrolować, ale można trochę przygotować. Jeśli wiesz, co jest twoim wyzwalaczem, możesz świadomie się z nim spotkać w bezpieczniejszym kontekście - kiedy jesteś wypoczęta, masz czas, jesteś u siebie. To nie jest to samo co laboratorium medytacji, ale coś pomiędzy.


Odpowiedz
Wpisy: 206
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Myślę, że to, co opisuje Judytka, jest jednym z trudniejszych momentów tej pracy. Sesja i życie to nie jest jedno. I chyba właśnie dlatego ten temat - puszczania przeszłości - jest o wiele bardziej rozciągnięty w czasie, niż byśmy chciały. Ale co do pytania Nekromantki - ten zły moment może być też momentem, który pokazuje coś ważnego, choć wiem, że to brzmi jak słabe pocieszenie.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@judytka67)
Połączone: 2 miesiące temu

To, co napisała Sigilia o 'czekaniu na okazje' - mam z tym problem. Bo rozumiem, że nie da się tego wymusić, ale jednocześnie czuję, że właśnie te niezaplanowane spotkania z wyzwalaczem robią mi największy bałagan. I potem wracam do sesji jakby od zera. Czy ktoś znalazł jakiś sposób, żeby ta praca nie rozpadała się na kawałki po każdym takim zderzeniu z życiem?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@eremitka68)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 202

@Judytka67 A co dokładnie rozumiesz przez 'jakby od zera'? Czy chodzi o to, że emocja wraca z pełną intensywnością, czy raczej że tracisz zaufanie do tego, co robiłaś w sesjach? Bo to są dwie różne rzeczy i myślę, że każda wymaga inaczej potraktowania.


Odpowiedz
(@judytka67)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Eremitka68 Dobre pytanie. Chyba bardziej to drugie - emocja wraca, ale nie zawsze tak mocno. Natomiast mam wrażenie, że skoro wróciła w ogóle, to 'nie zdałam'. Jakby to był egzamin. Może właśnie to jest mój rzeczywisty problem, nie sama emocja.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@nekromantka95)
Połączone: 1 rok temu

Ten egzamin - to jest coś, co czuję za każdym razem. Że każdy wyzwalacz to test, który albo zdaję, albo oblewa całą moją pracę. Czy to jest w ogóle zdrowe podejście do medytacji? Bo sama zaczynam mieć wątpliwości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Nekromantka95 Nie jest zdrowe i w zasadzie zaprzecza temu, na czym polega ta praca. Jeśli ustawiasz to jako egzamin, to już na starcie jesteś w trybie oceniania siebie - a to jest dokładnie ten sam mechanizm, który zwykle generuje trud z przeszłością. Ale mam pytanie: skąd to podejście u ciebie pochodzi? Z jakichś tekstów, które czytałaś, czy bardziej z własnego nawyku myślenia o postępach?


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@dominik92)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę, bo to do mnie też trafia. Ja też robiłem z każdego nawrotu jakiś dowód na to, że nic nie działa. Dopiero jak ktoś mi powiedział, że nawrót to nie cofnięcie się, tylko kolejne przejście przez ten sam materiał - tylko z innego miejsca - to coś mi się w głowie przestawiło. Nie wiem, czy to prawda, ale pomogło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiezowa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 63

@Dominik92 To jest prawda, przynajmniej w części. Ale warto zapytać: czy za każdym razem, kiedy ten temat wracał, towarzyszyło mu dokładnie to samo, czy coś było inne? Nawet mała rzecz - na przykład to, jak długo zostałeś w tym stanie, zanim coś puściło.


Odpowiedz
Wpisy: 206
Rozpoczynający temat
(@sigilia77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mnie też to dotyczyło - to myślenie o nawrotach jako porażkach. I wydaje mi się, że przynajmniej u mnie było połączone z tym, jak postrzegałam sam cel tej pracy. Jakby 'puszczenie przeszłości' miało być jednorazowym aktem, po którym temat znika na zawsze. A to nie tak działa. To raczej zmiana stosunku do czegoś, nie usunięcie. Tylko że ten opis brzmi mniej satysfakcjonująco, więc trudno go sobie naprawdę wbudować.


Odpowiedz
Strona 4 / 4
Udostępnij: