Nie mam konkretnego powodu, bardziej intuicja. Ale z tego co Albitka pisała wcześniej, ta niechęć przed sesją, to chyba nie jest tylko kwestia pozycji ciała. Brzmi bardziej jak jakiś opór psychiczny.
Ja miałam podobny opór i nie pomogłaby mi zmiana formy na tamtym etapie, bo problem był taki że w ogóle nie rozumiałam po co to robię. Jak zaczęłam to widzieć inaczej, to ten opór trochę zelżał. Albitka, a ty masz jakiś konkretny powód dla którego zaczęłaś?
Zaczęłam bo miałam dużo stresu i ktoś mi powiedział że medytacja pomaga. Ale teraz po tych kilku tygodniach nie widzę żeby mi pomagała, a do tego sama sesja jest nieprzyjemna. Więc mam dwie rzeczy które nie działają zamiast jednej.
To jest ważne co napisałaś. Ale zanim ocenisz że 'nie działa', chciałabym zapytać jak mierzysz ten stres który miałaś na początku. Czy masz jakiś punkt odniesienia, coś konkretnego, czy to jest raczej ogólne poczucie?
To co opisuje Albitka brzmi znajomo. Ja na początku też czułam że stres nie spada, a potem ktoś mi zwrócił uwagę że może stres jest taki sam, ale inaczej na niego reaguję. I kiedy tak sprawdziłam, to trochę się zgadzało. Czy ktoś jeszcze miał takie przestawienie w sposobie patrzenia?
To ciekawy punkt, że zewnętrzna obserwacja może więcej powiedzieć niż własna. Ale to też znaczy że Albitka po kilku tygodniach może faktycznie coś zyskać i tego nie widzieć, bo ocenia po tym jak się czuje podczas sesji, a nie jak się zachowuje na co dzień. Albitka, czy jest ktoś wokół ciebie kto mógłby to zaobserwować?
Hmm, nie myślałam o tym w taki sposób. Może mama, ona by pewnie coś powiedziała. Ale to trochę dziwne prosić kogoś żeby obserwował czy jestem mniej nerwowa 🙂
Nie musisz prosić wprost, możesz po prostu zapytać czy coś u ciebie zauważyła ostatnio. Ludzie często mają obserwacje, tylko ich nie mówią jeśli nie zapytasz. Mnie raz znajoma powiedziała coś w tym stylu i trochę zmieniło moje spojrzenie na własną praktykę.
Ale wróćmy na chwilę do tego co powiedział Darek o oporze psychicznym. Bo mi się wydaje że to jest kluczowe dla pytania z tytułu tego wątku. Co się stanie w pierwszym miesiącu to zależy chyba też od tego czy ten opór jest, prawda? Jeśli jest, to miesiąc może wyglądać zupełnie inaczej niż bez niego.
Ja bym jednak nie wrzucała wszystkich rodzajów oporu do jednego worka. Opór przed siedzeniem bo masz ból pleców to co innego niż opór psychiczny z lęku przed ciszą. I wymagają zupełnie innych rzeczy. To pierwsze rozwiązujesz poduszką, to drugie jest dużo bardziej złożone.
Mam na myśli takie poczucie że jak jest cicho i nie ma żadnych bodźców, to zaczynają wychodzić myśli których nie chcemy widzieć. I wtedy umysł szuka czegokolwiek żeby tę ciszę zapełnić. Nie wiem czy to dobrze opisałam, ale myślę że część osób to rozpozna.
Ja to rozpoznaję. U mnie pierwsze próby medytacji kończyły się tym że zaczynałam w głowie planować całe listy rzeczy do zrobienia albo odtwarzać stare rozmowy. Myślałam że robię coś źle, a może to właśnie był ten mechanizm o którym mówisz. Tylko nadal nie wiem co z tym zrobić.
...i nadal nie wiem czy to jest coś do przepracowania czy coś do przeczekania. Bo jedni mówią że to mija samo, a inni że trzeba to jakoś aktywnie przepracować. Albitka, a ty masz to podczas sesji, te myśli które wychodzą?
Tak, mam to bardzo. Właściwie większość sesji to jest właśnie to, siedzę i myślę o rzeczach które mam do zrobienia albo o jakichś rozmowach sprzed tygodnia. I nie wiem czy walczyć z tymi myślami czy je puszczać, bo słyszałam różne rzeczy.
To jest właśnie jedno z podstawowych nieporozumień na początku. Walka z myślami to też myślenie, tylko o myśleniu. Nie ma tu żadnej sprzeczności, ale to znaczy że 'puszczanie' to nie jest bierne czekanie aż myśl zniknie, tylko aktywna decyzja żeby do niej nie wracać. Czy ktoś ci to kiedyś tak wyjaśnił?
Podobnie, ale ja zwracam uwagę na to że samo zauważenie jest już krokiem. Czyli nie: myśl przyszła, teraz ją odpycham i wracam do oddechu. Tylko: myśl przyszła, zauważyłam że jest, i to zauważenie to już jest moment uważności. Reszta jest jakby drugorzędna.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że stajecie się coraz bardziej filozoficzne. Albitka pytała o coś konkretnego - co jej się będzie działo przez miesiąc. A wy teraz dyskutujecie o różnicach między odpychaniem a zauważaniem myśli. Czy to jej w czymś pomoże?
Okej, przyznam rację, może zbyt szybko to oceniłem.
Mnie w tym co piszą Fraida i Nyja64 zastanawia jedno. Czy to rozdrobnienie na 'zauważam' i 'wracam' ma znaczenie dla osoby która jest na początku? Bo ja jak zaczynałam, to takie rozróżnienia raczej mnie dezorientowały niż pomagały. Wszystko za dużo myślałam o tym jak medytuję zamiast medytować.
A czy to może być tak że pewien poziom wyjaśnienia jest potrzebny, ale za duży jest szkodliwy? I to co jest odpowiednią ilością to zależy od osoby? Bo ja z natury lubię wiedzieć jak coś działa i mi ta wiedza pomagała, ale słyszałam od innych że wolą po prostu robić bez teorii.
Ja chyba jestem gdzieś pośrodku. Chcę wiedzieć tyle ile potrzeba żeby nie czuć że robię coś kompletnie nie tak, ale jak za dużo czytam o metodach to potem siedzę i sprawdzam czy 'dobrze' zauważam myśli, co jest absurdalne jak to powiem głośno 🙂
To co napisałaś jest bardzo ważne i myślę że dużo osób na początku w to wpada, łącznie ze mną. To sprawdzanie czy się dobrze medytuje to jest właśnie myślenie, więc koło się zamyka. A skąd w ogóle wziął się pomysł że medytacja ma jakiś 'prawidłowy' przebieg który można skontrolować?
Myślę że to wynika z tego że szukamy instrukcji i potwierdzenia że idziemy dobrze. W medytacji nie ma takiego zewnętrznego potwierdzenia jak np. przy nauce pieczenia gdzie ciasto albo wyszło albo nie. Więc mózg szuka innych sygnałów i zaczyna sam się obserwować. To jest dosyć naturalne na początku.
Z mojego doświadczenia mija, ale niejednakowo u każdego. Część osób wychodzi z tego po kilku tygodniach, część po kilku miesiącach. To co według mnie pomaga to takie przestawienie się z myślenia o efekcie na samo bycie w sesji. Ale to jest łatwiejsze do powiedzenia niż do zrobienia, więc nie chcę żeby to brzmiało jak gotowa rada.
Ja bym jeszcze dodala ze mi pomoglo jak przestalam oceniac sesje po tym jak sie skoncza. Przez dluzszy czas po kazdej sesji myslalem ze 'ta byla lepsza, ta gorsza'. Jak przestalam to robic, to cos sie zmienilo, ale ciezko mi powiedziec co dokladnie.
To co piszesz, Fraida, jest dla mnie trochę abstrakcyjne. Jak to 'zostawiam' odpowiedź? Czy to nie jest kolejna decyzja którą muszę podjąć w trakcie sesji i znowu myślę zamiast być?
właśnie. I tu jest sedno. Przez pierwszy miesiąc to jest normalne że ciągle jesteś w tym 'myślę zamiast być'. Nie ma się co martwić że coś robisz źle, to jest etap który większość przez to przechodzi.
