Ja się wtrącę bo sama niedawno zaczęłam i ten obrazek mnie blokuje strasznie. Siedzę i myślę 'czy dobrze to robię', 'czy wystarczająco jestem skupiona' i to samo w sobie jest jakąś formą niebycia tu. Mam pytanie - czy to kiedyś przestaje?
Ale jak w ogóle rozpoznać że to następuje? Bo mi się wydaje że robię postęp, a potem mam sesję w której wszystko się wali i myślę że wróciłam do zera.
Martusia, to 'wróciłam do zera' to jest coś co chyba każda ma na początku. Mnie interesuje czy to uczucie znika z czasem czy po prostu uczysz się go ignorować, bo to nie jest to samo.
Myślę że to drugie, i myślę że właśnie o tym jest cały ten wątek. Albitka nie przestała czuć irytację przy koleżance. Poczuła i nie wybuchła. To nie jest zniknięcie, to jest zmiana relacji z tym co czujesz. I to jest chyba to, czego można się spodziewać po pierwszym miesiącu - nie że coś znika, tylko że przestajesz być tym całkowicie.
...rwszym miesiącu. Nie cisza w głowie, tylko mniejsza władza tej głowy nad tobą. I to jest zmiana, która zostaje.
Dobra, ale to mnie trochę niepokoi. Bo jeśli efektem pierwszego miesiąca jest tylko 'mniejsza władza myśli', to kiedy w ogóle można powiedzieć że medytacja coś daje w sensie fizycznym? Spanie, ciśnienie, cokolwiek mierzalnego?
Akurat badań nad wpływem medytacji na ciało jest sporo i były prowadzone na całkiem dużych grupach. Kortyzol, ciśnienie, jakość snu mierzona aparaturą. Tylko że te efekty zwykle widać po kilku tygodniach regularnej praktyki, nie po jednej sesji. Darek, czy ty w ogóle próbowałeś, czy rozmawiamy czysto teoretycznie?
To co opisujesz Darek, to chyba właśnie to. U mnie było podobnie i ktoś mi powiedział że to 'odpuszczenie' po tych kilku minutach to nie jest przyzwyczajenie do bezruchu, tylko moment kiedy ciało przestaje się bronić. Ale nie wiem czy to dobra interpretacja bo sama jestem na początku.
Wracając do siebie - po tej rozmowie zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle dochodzę do tego momentu 'odpuszczenia'. Bo u mnie te pięć, siedem minut mija i nadal siedzę z listą rzeczy do zrobienia w głowie. Czy to znaczy że coś robię nie tak, czy że po prostu jestem na zbyt wczesnym etapie?
a jak długo siedzisz na jednej sesji? I czy robisz coś z oddechem, czy po prostu siedzisz? Bo może to nie etap, tylko konkretna technika do zmiany.
A skąd wiadomo która kotwica jest dobra dla siebie? Bo ja próbowałam z oddechem i to nie działało, potem ktoś mi powiedział żeby liczyć oddechy do dziesięciu i wracać, i to było trochę lepsze, ale nadal czułam że liczyłam a myśli leciały obok równolegle.
To jest chyba jedna z tych rzeczy, które brzmią prosto a na początku kompletnie nie dają się przełożyć na praktykę. Nyja, jak ty to rozumiałaś kiedy zaczynałaś, bo teraz mówisz o tym jak o oczywistości, a czy zawsze tak było?
I tu wracamy do tego co Albitka mówiła o obrazku 'zmedytowanej osoby'. To nie jest tylko wizualne, to jest też wyobrażenie jak sesja powinna wyglądać od środka. I to wyobrażenie psuje więcej sesji niż hałas za oknem, jestem o tym przekonana.
To co Fraida napisała o obrazku sesji od środka, to mnie uderzyło. Bo ja chyba faktycznie mam jakiś wzorzec jak to 'powinno działać' i jak nie czuję żeby umysł się uspokajał, to myślę że coś robię nie tak. Tylko skąd w ogóle się bierze ten wzorzec? Ja nie czytałam żadnych książek o medytacji, nie chodziłam na kursy.
to jest właśnie to pytanie. Skąd przyszło to wyobrażenie skoro nikt ci tego nie powiedział wprost? Bo podejrzewam że przyszło z kilku miejsc jednocześnie i żadnego z nich nie traktujesz jako 'źródła wiedzy o medytacji'.
Filmy, reklamy aplikacji, zdjęcia na Instagramie, może jakaś scena w serialu gdzie ktoś siedzi spokojnie i wygląda na rozwiązanego. Tego się nie uczy, to się wchłania i potem siedzi jako wzorzec którego nawet nie widać.
A to nie jest przypadkiem tak z każdą nową aktywnością? Że masz jakieś wyobrażenie z kultury zanim zaczniesz i potem się rozczarowujesz? Nie wiem, ale przy medytacji ludzie chyba wyjątkowo mocno trzymają się tego wyobrażenia.
No właśnie, bo jak mierzyć czy robisz dobrze? Darek pytał wcześniej jak mierzyć efekty i wszyscy mu mówili że to nie ten sposób myślenia, ale Nyja teraz mówi że bez mierzenia możesz trwać w błędzie miesiącami. To jak to jest?
A jakie sygnały macie na myśli? Bo ja na przykład przez długi czas myślałam że frustracja podczas sesji to sygnał że coś jest nie tak, a potem się okazało że to całkiem normalna faza. Więc te sygnały mogą być mylące.
To ciekawe bo ja swoje pierwsze tygodnie pamiętam bardzo dokładnie, może za dokładnie. Ledwo wytrzymywałam pięć minut i byłam na siebie zła. Potem to się zmieniało stopniowo, ale nie mam jednego momentu gdzie mogłabym powiedzieć że 'zaskoczyło'. U was był taki moment?
To brzmi jak coś czego bym chciała. Ale czy to znaczy że przez cały ten czas walka jest normalna? Bo mnie to wyczerpuje i przez to czasem odkładam następną sesję.
To jest dokładnie to co ja czułam i co mnie zatrzymało na chyba dwa tygodnie. Nie powiedziałabym że to była przerwa w praktyce, bardziej aktywne unikanie. I czułam się przez to gorzej niż gdybym po prostu zapomniała.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może naiwne, ale czy to nie jest tak że medytacja po prostu nie jest dla każdego? Że niektóre osoby naturalnie bardziej się uspokajają przez ruch albo przez coś innego, i siedzenie w bezruchu z zamkniętymi oczami będzie dla nich zawsze walką?
Ja na przykład kompletnie nie dałam rady z siedzącą medytacją przez długi czas. Działała na mnie za to chodzenie bardzo powoli i skupienie na każdym kroku. Ktoś mi powiedział że to też jest medytacja i zdziwiłam się, bo w głowie miałam ten obraz siedzenia nieruchomo.
Okej, to może zamiast walczyć z siedzącą formą, powinnam w ogóle spróbować czegoś innego na ten pierwszy miesiąc? Bursztynka mówiła o chodzeniu, ale nie wyobrażam sobie jak to miałoby wyglądać w praktyce. Czy to jest coś co się robi w domu, czy gdzieś na zewnątrz?
Ja robiłam w domu, na małej przestrzeni, wystarczy kilka metrów. Chodzi o to żeby każdy krok był robiony bardzo powoli i żebyś miała uwagę na tym jak stopa dotyka podłogi. Brzmi banalnie, ale naprawdę nie jest tak proste jak wygląda. Pierwsze razy co chwila myślałam o tym co mam zrobić za godzinę.
No ale zaraz, czy zmiana formy w pierwszym miesiącu to nie jest trochę ucieczka od problemu? Albitka ma trudność z siedzącą medytacją, a wy mówicie żeby po prostu zrobiła coś innego. A może problem nie jest w formie tylko w czymś innym i pojawi się też przy chodzeniu?
