Zastanawiam się, czy podczas medytacji w ogóle warto używać takich rzeczy jak świece albo kadzidło. Czytałam różne opinie i jedni mówią, że to pomaga wejść w odpowiedni stan, inni że to tylko rozprasza. Sama próbowałam raz z kadzidłem sandałowym i nie wiem, czy to przez zapach, ale jakoś łatwiej mi się skupiło. Może to był przypadek? Czy wy w ogóle używacie czegoś takiego i czy czujecie różnicę?
U mnie świeca to już taki stały element sesji, bez niej czuję się jakoś nie na miejscu. Ale muszę powiedzieć, że zaczęłam od niej właśnie dlatego, że miałam problem z błądzeniem myślami. Skupienie wzroku na płomieniu na chwilę przed zamknięciem oczu naprawdę mi pomogło. Nie twierdzę, że to działa tak samo na każdego, ale u mnie się sprawdza.
A czy to nie przeszkadza, że świeca się tli i jest jakiś ruch tego płomienia? Wydawało mi się, że im mniej bodźców, tym lepiej. Dopiero zaczynam z medytacją i trochę nie wiem, od czego zacząć, bo jedne źródła mówią zupełna cisza i zero ozdób, a inne że otoczenie ma pomagać.
Ja przez długi czas słuchałem przy medytacji nagrań z dźwiękami natury, deszcz, rzeka, las. Nie wiem czy to placebo, ale czułem wyraźną różnicę między tym a ciszą. Potem zacząłem eksperymentować z mruczeniem mis tybetańskich i to już było coś zupełnie innego, jakby drgania szły przez całe ciało. Ciekawi mnie, czy ktoś tu miał podobne odczucia z misami, bo nie spotkałem za dużo osób, które je testowały na poważnie.
Misy tybetańskie to słyszałem, że mają działać na czakry przez wibracje. Ale czy to działa przy nagraniu, czy trzeba mieć prawdziwą misę? Bo kupno prawdziwej to chyba spory wydatek.
Wracając do kadzidła, bo to mnie bardziej interesuje. Pola_N wspomniała o sandałowym i ja też go używam, ale chciałam zapytać, czy ktoś zwraca uwagę na rodzaj kadzidła, bo to nie jest bez znaczenia. Sandałowe działa inaczej niż na przykład mirra albo frankincense. Przynajmniej u mnie. Czy ktoś celowo dobiera zapach do konkretnego rodzaju medytacji?
Trochę z jednego i z drugiego. Frankincense używam, kiedy chcę się skupić, sandałowe kiedy chcę się bardziej otworzyć i wyciszyć emocjonalnie, a lawenda kiedy jestem po prostu zmęczona i potrzebuję zejść z napięcia. Nie mam na to żadnych twardych dowodów, po prostu tak to czuję z praktyki.
A czy kadzidło pomaga też gdy chce się medytować nad konkretnym problemem? Mam na myśli czy jest coś, co przyspiesza skupienie na jednej myśli? Bo ja próbowałam medytować i moje myśli lecą dosłownie wszędzie, nie umiem tego zatrzymać.
Muzyka to moim zdaniem najciekawszy temat z tych trzech, bo świece i kadzidło są raczej dodatkiem, a odpowiednia muzyka może naprawdę prowadzić przez całą sesję. Ja używam binaural beats, czyli dźwięków binauralnych, i uważam że to nie jest tylko moda. Ale chciałam zapytać Astral, bo widzę że masz doświadczenie z dźwiękami, czy próbowałeś też binaural i czy czułeś coś konkretnego?
A czy ktoś próbował dostosowywać to wszystko do fazy księżyca? Czytałem, że medytacja podczas pełni ma podobno inne właściwości i wtedy intensywniejsze zapachy mogą wzmocnić efekt. Czy to ma jakiś sens według was, czy to zbytnie komplikowanie?
Zgadzam się z Bernadetką w kwestii komplikowania. Sama czasem widzę u osób zaczynających, że tak bardzo starają się ustawić idealne warunki, świeca tu, kadzidło tam, odpowiednia muzyka, właściwa faza księżyca, że potem nie mają siły na samą medytację. Czy nie chodzi przede wszystkim o to, żeby w ogóle usiąść i zacząć?
Właśnie o tym mówi Pola_N i to jest chyba klucz do całej tej dyskusji. Rytuał jako wejście w stan. Mnie ciekawi czy ktoś próbował przestawić kolejność tych elementów? Bo ja zawsze zaczynam od muzyki, potem kadzidło, potem siadam. A zastanawiam się, czy gdybym zaczęła od świecy, to wejście byłoby inne.
Kolejność to ciekawy trop. Moim zdaniem ważniejsze jest to, żeby ta sekwencja była powtarzalna, bo wtedy mózg zaczyna ją rozpoznawać jako wstęp do medytacji. Ale mam pytanie do was obu, jak długo trwa wasze przygotowanie zanim faktycznie zaczynacie siedzieć w ciszy? Bo widzę że u niektórych ten rytuał potrafi być dłuższy niż sama medytacja.
U mnie to trwa może trzy minuty, ale chyba właśnie przez to że jestem na początku. Zastanawiam się teraz czy ta kolejność o której mówiła Andromedka_W ma jakieś znaczenie w tradycjach wschodnich, bo może tam to jest jakoś ustalone? Albo to całkiem swobodna kwestia?
W ceremonialnych rytuałach kolejność ma znaczenie, ale to raczej kontekst magiczny, nie stricte medytacyjny. W medytacji buddyjskiej, o ile wiem, kadzidło jest często zapalane jako ofiarowanie, więc jest na początku. Ale to tradycja, nie wymóg. Większość nauczycieli powie że ważna jest intencja, nie rytuał sam w sobie.
A czy ktoś medytuje bez żadnego z tych elementów i czy w ogóle czuje różnicę? Bo czytałem że prawdziwa medytacja powinna być możliwa w każdych warunkach i że uzależnianie się od świec czy muzyki to może być ograniczenie.
Dokładnie to samo miałem z muzyką, uzależniłem się od niej na kilka miesięcy i potem pierwsza sesja w ciszy była jak nagłe odstawienie czegoś. Ale po jakimś czasie doszedłem do czegoś w rodzaju balansu, raz z muzyką, raz bez. Teraz to jest świadomy wybór a nie potrzeba.
To co mówi Astral brzmi sensownie. Mnie cisza nadal trochę przeraża, to dzwonienie w uszach o którym pisałam wcześniej wraca. Ale pomyślę o tym ściszaniu stopniowym. A co z kadzidłem, czy ktoś miał alergię na dym i jak sobie z tym radził? Bo widziałam, że są olejki zapachowe zamiast kadzidła i zastanawiam się czy to w ogóle to samo.
Chcę doprecyzować jedną rzecz, bo temat olejków kontra kadzidło wraca w różnych dyskusjach i często jest nieścisłość. Olejek w dyfuzorze to inny proces niż spalanie kadzidła, który wytwarza dym i pewne substancje chemiczne. Niektórzy twierdzą że właśnie dym kadzidła ma wartość rytualną i oczyszczającą, a sam zapach bez dymu to co innego. Nie mówię że jedno jest lepsze, ale warto mieć świadomość że to są dwie różne rzeczy, nie zamienniki jeden do jednego.
A czy to, jakim materiałem jest zrobione kadzidło, ma znaczenie? Czytałem że kadzidła syntetyczne to zupełnie co innego niż naturalne żywiczne i że te syntetyczne mogą wręcz przeszkadzać w głębszej medytacji. Czy ktoś to sprawdzał na sobie?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę powiedzieć że spora część tych rozważań trochę mnie przytłacza. Sama zapalałam po prostu świeczkę ze sklepu i starałam się oddychać spokojnie. Czy to znaczy że robiłam to źle?
Wracając do tematu kadzideł naturalnych kontra syntetycznych, bo nie dostałem odpowiedzi od Kamilcia95. Czytałem gdzieś że żywice jak frankincense czy myrrha mają związki chemiczne które faktycznie wpływają na mózg, a syntetyki tylko naśladują zapach. Ale nie wiem czy to potwierdzone naukowo czy to tylko teza z jakiegoś bloga ezoterycznego. Ktoś wie coś więcej?
Słucham tej wymiany o kadzidłach i mam pytanie z innej strony. Czy ktoś z was w ogóle zwraca uwagę na to jak wietrzycie pokój po medytacji? Bo czytałam że długotrwałe oddychanie dymem nawet naturalnym nie jest obojętne dla płuc i że po sesji warto dobrze wywietrzyć. Albo alternatywnie medytować przy otwartym oknie?
Wracając do świec, bo trochę odeszliśmy od początku wątku. Miałem ostatnio eksperyment: ta sama medytacja, raz przy świecy, raz przy lampce LED ustawionej na ciepłe żółte światło. I szczerze, różnica była minimalna. Zastanawiam się więc czy chodzi o samą świecę, czy o ciepłą, miękką barwę światła. Bo jeśli to drugie, to świeca jest tylko jednym ze sposobów.
Tak, miałem. Ale przyznam że to poczucie było troszkę słabsze. Może dlatego że LED jest statyczny, a płomień świecy rusza się i to przyciąga wzrok inaczej, zmienia się, jest żywy. Nie wiem czy to psychologia czy coś więcej, ale ta różnica istnieje.
Ja mam pytanie bo czytam i nie do końca rozumiem. Mówicie o skupianiu wzroku na płomieniu, ale ja myślałam że podczas medytacji zamykamy oczy. Czy są techniki gdzie się patrzy na płomień z otwartymi oczami? Bo nie słyszałam o tym wcześniej.
Trataka to dobry przykład na to że te akcesoria jak świece nie są tylko dekoracją, mają funkcję praktyczną. Czyli moje wcześniejsze pytanie o uzależnienie od nich trochę chyba źle postawiłem. Bo jest różnica między używaniem świecy jako ozdoby do nastroju a używaniem jej jako obiektu koncentracji. To dwie różne rzeczy?
